8 maja 2011

Weranda pod Sikornikiem (Kraków)

Muzyka, zapach i smak. To prawdopodobnie jedyne rzeczy, które z zadziwiającą wyrazistością są w stanie przypomnieć nam cenną chwilę z przeszłości. Gdy słucham Omega Vibes Natashy Atlas, czuję, jakbym ponownie tańczyła na brzegu morza o wschodzie słońca; gdy w powietrzu unosi się zapach pomarańczy i pierniczków, przypominam sobie święta w rodzinnym domu; kiedy do ust biorę kieliszek Mavrodaphne de Patras mam wrażenie, jakbym znowu była w Grecji na relaksujących wakacjach. A dzisiaj, dzięki Werandzie pod Sikornikiem, byłam w samym sercu Portugalii.

Gdyby nie to, że często przebywam w kręgu Portugalczyków mieszkających w Krakowie, pewnie minęłoby trochę czasu, zanim zwróciłabym uwagę na tę restaurację. Ale jako że po znajomych dobre wiadomości rozchodzą się szybko, już dzisiaj, dosłownie kilkanaście dni po otwarciu, miałam okazję po raz kolejny (ale po raz pierwszy na polskiej ziemi) zasiąść do bacalhau à brás (29zł). Dla niewtajemniczonych należy tu dodać, że żaden Portugalczyk nie wyobraża sobie życia bez bacalhau  – tego suszonego dorsza atlantyckiego podobno przyrządzić można na 1000 (sic!) sposobów i jest to najbardziej charakterystyczne danie tego kraju na końcu (lub, jak kto woli, początku) Europy.

Zadziwiające jest to, jak bardzo smak prawdziwego bacalhau przypomniał mi mój pobyt w Lizbonie. Przepyszne oliwki, talerz krewetek (Smażone krewetki w sosem z białego wina, 23,00), kieliszek vinho tinto (Quinta de Bons Ventos, 9,50zł) oraz danie główne zabrały mnie z powrotem do ciasnej restauracyjki gdzieś w Alfamie, wyłożonej misternymi azulejos, pełnej głośnych Portugalczyków przesiadujących nad kolacją do późnych godzin nocnych. Nawet tu, w Krakowie, wokół słychać było portugalski, bo kto mógłby być lepszym znawcą od rodowitych mieszkańców tego słonecznego kraju? Sądząc po liczbie Portugalczyków odwiedzających Werandę, można powiedzieć, że está aprovado!

Z tego, co zauważyłam, największym zainteresowaniem cieszy się tu sławna francesinha (zapiekane tosty z grillowanym mięsem, kiełbasą, parówkami, szynką i serem w sosie piwnym) – jest to chyba rzecz, której, zaraz po dobrej kawie i bacalhau, Portugalczykom w Polsce brakuje najbardziej. W karcie znajdziemy jednak wiele innych, egzotycznych (dla Polaków) dań, które zadowolą nie tylko portugalskie podniebienie. Można spróbować tu bowiem zarówno kiełbasy chouriço, krewetek na wiele różnych sposobów, owoców morza, tradycyjnego carne de porco a Alantejana (38zł), jak i bliższych Polakom różnorakich makaronów, zup i mięs.

Czego w Werandzie brakuje? Może szerokiego wyboru portugalskich deserów. Mimo, że mus z mango (15zł) był wyśmienity, na liście powinny pojawić się takie specjały jak doce da casa, bolo de bolacha, arroz doce nie wspominając już o przesłodkich i absolutnie uzależniających ciastkach pasteis de nata (choć te bardziej pasują do menu śniadaniowego). Ponadto, trzeba pamiętać, że każdy Portugalczyk ma ogromny problem ze znalezieniem w Polsce dobrej cafezinho, a jako że znalazł już bacalhau, można by zaoferować mu dobrą, portugalską kawę, ot tak, do pełni szczęścia!

Weranda pod Sikornikiem, mimo że w nazwie nie ma nic, co miałoby nawiązywać do Portugalii, wszystkich Portugalczyków mieszkających w Krakowie na pewno przyciągnie i miejmy nadzieję, że Polaków również. Bo to tu właśnie mogą zasmakować prawdziwej portugalskiej kuchni w eleganckiej oprawie, na dodatek serwowanej przez rodowitego i bardzo sympatycznego Portugalczyka. Osobiście nie mogę doczekać się nadejścia ciepłych i długich wieczorów, by móc na świeżym powietrzu delektować się kieliszkiem Monte Velho i przepięknym widokiem z Werandy.


Plus: prawdziwe portugalskie dania, najprawdziwszy bacalhau, ładne wnętrze.
Minus:
ubogi wybór deserów, odległość od centrum.
Polecam:
na obiad, kolację, randkę.
Adres: Królowej Jadwigi 184 (zobacz mapę).
Ocena:
9/10

Z przykrością informuję, że 1 sierpnia 2011 restauracja Weranda pod Sikornikiem została zamknięta. Muita pena...

3 komentarze :

  1. fajny blog :)
    jak będziemy się wybierać do Krakowa to skorzystam z dania kontra ania ;)
    smacznego ;)
    i już nie mogę doczekać się kolejnych wpisów!
    powodzenia w karierze ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Udało Ci się utkać przepiękny obraz portugalskiej restauracji samymi słowami! Aż sama chciałabym zjeść w takim gwarnym i bursting in seams with smells miejscu, obserwując native'ów z jego kąta. :)

    Maria

    OdpowiedzUsuń
  3. Bursting at the seams ... - tak mnie uczono.

    OdpowiedzUsuń