8 sierpnia 2013

Hellada (Kraków)

Pamiętacie moją recenzję Hellady sprzed ponad dwóch lat? Ja nie i wy też nie powinniście ani jej pamiętać, ani do niej wracać. Czytanie tak nieaktualnych opinii nie ma żadnego sensu. Tym bardziej, że Helladzie śpiewałam peany, które podczas mojej wizyty jeszcze kilka miesięcy temu okazały się dość mocno nieaktualne (peany można przeczytać poniżej). Tak mocno, że już w ogóle nie miałam ochoty na grecką kuchnię w Krakowie, a recenzję ze wstydu miałam ochotę skasować. Aż tu nagle…  

Hellada, chyba ku zdziwieniu wszystkich, którzy kiedyś ją odwiedzili i zanotowali w niej pustki, otworzyła drugi lokal. Ten na ulicy Limanowskiego (Podgórze) już na wstępie wygrywa z lokalizacją na Królewskiej – przede wszystkim światło słoneczne robi swoje (pierwszy lokal właściwie znajduje się w piwnicy), a zauważalna już na pierwszy rzut oka dbałość o każdy szczegół klimatu greckiej tawerny z pewnością się opłaciła.

Nowy lokal podzielony jest na trzy części. W tej tuż przy barze usiądziemy przy szerokich stołach rozdzielonych murkami przypominającymi charakterystyczną białą zabudowę Santorini. Druga, dość ciasna (na moje oko ma o kilka stolików za dużo) – z drewnianą podłogą, obitym białymi deskami sufitem i z ceglanymi ścianami ozdobionymi pięknymi, kolorowymi zdjęciami Grecji. Nie jest to może wnętrze idealne, ale w słoneczny dzień można poczuć się tam prawie jak na wakacjach, choć przez zapętlone dźwięki w głośnikach ten klimat może się nam szybko znudzić (oj, grecka muzyka to nie tylko bouzuki solo!). Jest też ogródek, ale trochę ciemny i mało atrakcyjny – polecam zostać w sali pierwszej lub drugiej.

Menu właściwie się nie zmieniło, a jeśli już, to może nieznacznie. Spróbowałam moich dwóch niegdyś ulubionych przystawek z Królewskiej: Spanakopitakia, czyli pierożków w cieście filo nadziewanych szpinakiem i fetą (12 zł, na zdjęciu jeden, bo pozostałe dwa wzięłam na wynos) oraz Haloumi tiganito, czyli pity z pomidorami, rukolą i moim ulubionym cypryjskim serem haloumi (18 zł). Te pierwsze znów zachwyciły chrupkością i aksamitnym farszem, a drugie – soczystym, przepysznym serem i mięciutką pitą, które świetnie komponowały się ze świeżością pomidora i rukoli. Obie przystawki doskonałe. Skosztowaliśmy też greckich oliwek (Elies Plata, 17 zł) – po pięć z każdego rodzaju: kalamata, mamouth, amfisis i faszerowane migdałami (te ostatnie: pychota!). Ale, po pierwsze, niektóre były bez pestek, a to, jak wiadomo, od razu odejmuje oliwkom smaku. A po drugie, oliwki podawane są także w ramach czekadełka (za pierwszym razem duże i smaczne, za drugim – założę się, że ze zwykłego supermarketu) i nikt nie wpadł na to, by w sytuacji, gdy zamówiliśmy je na przystawkę, poczęstować nas czymś innym (np. świetnym pieczywem z masłem czosnkowym, które na Królewskiej akurat zawsze było pyszne).

A co dalej? Bifteki scharas - kotlety z mięsa mielonego nadziewane fetą, podawane z pieczonymi ziemniakami, tzatzikami i marynowanymi buraczkami (19 zł). Moja osoba towarzysząca zamiast tych ostatnich wolała pitę i z zamianą nie było żadnego problemu. Same bifteki okazały się znacznie lepsze niż te, które pamiętam z Królewskiej (których jakość stopniowo spadała aż były zupełnie niezjadliwe) – tu zadowoliło nas pokaźne, soczyste i przede wszystkim bardzo smacznie doprawione mięso. Z kolei Arni se filo (31 zł), czyli jagnięcina w cieście filo z ryżem i kardamonem (cynamon również wyczułam), która całkowicie przyćmiewała dodatek w postaci nieco tłustych pieczonych ziemniaków i zwykłej sałaty z zielonym ogórkiem i oliwą… była zachwycająca. To jakże aromatyczne i rozpływające się w ustach mięso w chrupiących warstewkach filo przekonało mnie do szybkiego powrotu do podgórskiej Hellady.

Podczas obu wizyt obsługiwała nas ta sama osoba i tak samo długo przyszło nam czekać na podanie napoi (choć lokal nie był pełen, a za drugim razem, w środku tygodnia, był wręcz pusty); kelnerka była uśmiechnięta, choć sprawiała wrażenie nieco pogubionej. Za drugim razem skusiłam się na przetestowanie owoców morza – Souvlaki me garides (29 zł), czyli szaszłyk z krewetek z bekonem podany z grecką pitą i sałatami wypadł dość marnie w porównaniu do jagnięciny, którą byłam zachwycona kilka dni wcześniej. Boczek w ogóle nie był chrupiący i okazał się mdły, choć krewetki zdążyły przesiąknąć jego aromatem, jednocześnie pozbywając się niemal całkowicie swojego smaku. Na pewno nie zamówiłabym tego dania po raz drugi, ale i tak nie były to najgorsze krewetki jakie jadłam w Krakowie.

Mój towarzysz ochoczo zajadał się w tym czasie Souvlakami, czyli szaszłykami z polędwiczek wieprzowych, które nie rozczarowały – podawane z frytkami i grecką pitą mięciutkie i dobrze doprawione mięso zasługuje w Helladzie na pochwałę. Tak jak baklawa, którą zamówiliśmy na deser; dwa kawałki w kształcie walca, owinięte filo i po brzegi wypełnione migdałami, orzechami włoskimi i miodem to bardzo słodki przysmak!

I tak Hellada, w której początkowo przesadnie się zakochałam, potrzebowała nowego lokalu, by znowu mnie do siebie przekonać. Tym razem jednak peanów śpiewać nie będę i potraktuję ją mimo wszystko z pewną ostrożnością i lekkim dystansem, który – mam nadzieję – będzie znikał z każdą kolejną wizytą. Zobaczymy!

Plus: pokaźne porcje dań głównych w stosunkowo niskiej cenie, klimat greckiej tawerny, na ogół smaczne dania.
Minus: nieco opieszała obsługa, monotonna muzyka, dość drogie przystawki.
Polecam na: jagnięcinę, niedrogi i smaczny obiad, wypad ze znajomymi.
Adres: ul. Limanowskiego 1 (zobacz mapę)
Średnia ocena: 4,0 na 5.   Jedzenie – 4/5     Obsługa – 4/5      Wnętrze – 4/5      Ceny – 4/5





Reszta zdjęć, tradycyjnie, na Facebooku.

------------------------------------------------------------------------------------------------------
Recenzja z 10 lipca 2011

Byłam już kiedyś w greckiej restauracji. W małym miasteczku niedaleko Gliwic była taka jedna, dla której byłam w stanie wsiąść w auto i przejechać czterdzieści pięć kilometrów po to tylko, by zjeść kotleciki nadziewane fetą - to żarcie było warte każdego kilometra! Miejsce to miało jednak jedną wadę - trudno było je nazwać restauracją. Sala połączona z najzwyklejszym wiejskim barem, wystrój lokalu co najmniej komunijno-weselny, w głośnikach momentami mocna techniawa, a papierosowy dym ze strony półwstawionych starszych panów siedzących przy barze nad kuflem z piwem wlatywał wprost do mojego talerza.

Hellada to jednak inna bajka. To restauracja dopracowana w każdym szczególe, zarówno pod względem potraw, jak i klimatu. Wnętrze, choć możliwości ma ograniczone, chociażby przez to, że nie ma okien, ucharakteryzowane na grecką wyspę Santorini – białe, nierówne mury i mnóstwo kolorowych poduch przypominających granat Morza Egejskiego, pomarańcz gorącego piasku pod stopami i błękit bezchmurnego nieba. Gliniane wazy z serwetkami na każdym stoliku, wszechobecne kolorowe zdjęcia z krajobrazami Grecji i wciąż zwiększająca się liczba butelek po winie (i z winem) na ścianach dodają miejscu niepowtarzalnego uroku. Nawet krzesła wyglądają jak w prawdziwej greckiej tawernie, a w tle słychać cudowną grecką muzykę.

W Grecji zakochałam się od pierwszego wejrzenia. I choć z kuchnią w samej Grecji wiele do czynienia nie miałam, w prawdziwych greckich restauracjach miałam okazję jadać chociażby w Brukseli czy Wiedniu, gdzie jedzenie przygotowywane i serwowane przez rodowitych Greków sprawiało, że miałam ochotę tam jadać codziennie. Teraz, moi drodzy, greckie smaki i kawałek greckiej wyspy mamy w Krakowie. I mimo że (z tego co mi wiadomo) Grecy tu nie gotują, mogę Was zapewnić, że też będziecie mieli nieodpartą ochotę odwiedzać to miejsce regularnie.

Po pierwsze, przystawki. Co za cudo! Moimi absolutnymi faworytami są, bez dwóch zdań, Spanatopitakia, czyli pierożki z ciasta phyllo nadziewane szpinakiem i fetą (12 zł) oraz Haloumi Tiganito, czyli grillowany cypryjski ser haloumi podawany z pitą, pomidorami i rukolą (18 zł). Jestem osobą, której ser nie służy ani za nim nie przepada, ale grillowanym haloumi zajadałabym się codziennie. Ba! Powiem wręcz, że po pierwszym spałaszowaniu tej przystawki pomyślałam, że przy mojej kolejnej wizycie w Helladzie zamiast dania głównego poproszę potrójną porcję Haloumi Tiganito. Nie zrobiłam tego jeszcze, bo… daniom głównym też ciężko się oprzeć.

Tradycyjne Souvlaki (szaszłyki z polędwiczek wieprzowych, 24 zł) czy Bifteki (kotlet z mięsa mielonego nadziewany fetą, 18 zł) to pozycje obligatoryjne dla każdego, kto chce skosztować greckiego specjału i które z całego serca polecam. Niestety, z tego co zauważyłam, z menu na stronie internetowej Hellady zniknęło danie, które mnie zachwyciło – była to, o ile pamiętam, polędwica wołowa w sosie z czerwonego pieprzu i Metaxy. Chyba nigdy nie zapomnę tego fantastycznego, mięciutkiego mięsa zanurzonego w sosie z kuleczkami pieprzu. Jaka szkoda, że zniknęło z menu (razem zresztą z daniem z ośmiornicy, która, z tego, co słyszałam, i tak nie była smaczna)! W zamian za to dostaliśmy jednak inne smaki, jak na przykład dania z jagnięciny (29 zł). Niezwykle kusząco brzmi Arni Kleftiko, czyli jagnięcina z warzywami pieczona w pergaminie, ale to jeszcze przede mną!

Dla mniej głodnych chciałam polecić tradycyjną i wszystkim znaną sałatkę grecką Horiatiki (ogórek, pomidor, cebula, oliwki, papryka, ser feta i greckie przyprawy, w Helladzie za 14 zł), ale porcja jest dość pokaźna, mimo stosunkowo niskiej ceny. Co ważne, tu liczyć można na prawdziwe greckie oliwki – na pewno nie ze słoika z hipermarketu. Zresztą można odnieść wrażenie, że nie tylko oliwki pochodzą prosto z Grecji. Nie mówiąc już o winie, którego smak zapadł w pamięć moim kubkom smakowym do tego stopnia, że nie mogłam się powstrzymać i kupiłam kilka butelek do domu. Może półsłodkie Dionyssos koneserów nie zachwyci (7 zł/10cl), ale mnie jak najbardziej – zaraz obok Mavrodaphe jest moim ulubionym winem z tamtych rejonów.

Nie wiem, czy to poprawnie chwalić pod niebiosa restaurację, która powinna zostać oceniona krytycznym okiem, ale przecież recenzje takie jak ta nie mogą być w żaden sposób obiektywne, dlatego bez ogródek dodam, że nawet pizze w Helladzie są warte polecenia. Chociaż byłam do nich nastawiona sceptycznie i właściwie nadal nie zamieniłabym żadnego dania z menu na pizzę, przyznaję, że są ciekawe. Są ciekawe dlatego, że znaleźć na nich można składniki, których próżno szukać w innych pizzeriach: cukinia, bakłażan, jagnięcina, orzeszki czy, wspomniany wcześniej, przegenialny ser haloumi.

Na temat deserów tym razem się nie wypowiem, bo rzadko mam na nie miejsce po zjedzeniu kilku przystawek i dania głównego, ale jak tylko się do nich dorwę, to obiecuję, że dam wam znać.

Słowa krytyki? Trudno jakieś znaleźć, choć przyznam, że jedna rzecz mnie rozśmieszyła – wystawienie na zewnątrz stolików. Niestety, taka, a nie inna lokalizacja Hellady powoduje, że nie da się w niej stworzyć ogródka, nawet na siłę. Między dwiema betonowymi ścianami, parkingiem (dużym i bezpłatnym dla klientów restauracji!) i szarym blokiem trudno stworzyć atmosferę greckiej tawerny z widokiem na morze. A jeszcze trudniej nazwać to „ogródkiem”, wszak nie ma tam ani jednej rośliny. Nawet jeśli takowe się pojawią, wątpię, by ktokolwiek zechciał tam usiąść – no, może tylko wtedy, gdy cała sala będzie pełna, a nasz żołądek domagać się będzie Haloumi Tiganito. Na dzień dzisiejszy obsługa jednak nie prosi nawet o podanie nazwiska przy rezerwacji. Klientów wciąż tam niewielu i szkoda, bo nie wiedzą, co tracą -  w mojej opinii Hellada to najbardziej greckie miejsce w Krakowie. Eυχαριστώ!

Plus: pyszne greckie wina, fantastyczne przystawki, oryginalne pizze, bezpłatny parking.
Minus: ogródek, przystawki lepsze niż dania główne.
Polecam: na randkę, lunch, obiad, kolację.
Adres: ul. Królewska 55 
Ocena: 8/10

11 komentarzy :

  1. Przekonany.. Muuuuuszę się wybrać ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Jadłam pizze z Hellady, konkretniej Capriciose z dodatkową kukurydzą i jednym słowem była okropna. Zaczynając od szynki konserwowej, która wg. mnie kompletnie nie pasowala to mozarelli koncząc na doslownie paru plasterkach pieczarek i najmniejszej porcji dodatkowego skladnika w postaci paru ziaren kukurydzy. Co więcej była stosunkowo mała jak na "dużą" i nie zaspokoiła apetytu 2 osób.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Gratuluję wyboru: pizza w greckiej restauracji! A bigosu tam nie probowałaś?

      Usuń
    2. Skoro coś jest w karcie, to chyba mamy prawo spodziewać się, że będzie to przyrządzone dobrze, prawda? Niezależnie od tego w jakiej kuchni dana restauracja się specjalizuje

      Usuń
  3. Polecam Helladę z czystym sercem i pełnym żołądkiem! Na danie trzeba troszkę poczekać, co znaczy tylko tyle że są świeże a nie mikrofalowane, uprzejma obsługa (ostatnio obsłużono nas mimo że restauracja była wynajęta na jakiś event a my siedziałyśmy w salce obok rybek), spore porcje co w krakówku nastawionym na turystów nie jest zwyczajem, ceny przystępne polecam!

    OdpowiedzUsuń
  4. Jedzenie jest bardzo ok, natomiast szkoda, że wentylacja jest bardzo kiepska i ubrania przesiąkaja wszystkimi możliwymi zapachami.

    OdpowiedzUsuń
  5. uwaga, w moim daniu zamiast zamawianej baraniny była wieprzowina. Nie polecam!

    OdpowiedzUsuń
  6. Odradzam Helladę byłem z małżonką w sobotę dostaliśmy nie to co zamówiliśmy tzn. na przystawkę miał być talerz greckich past. Niestety zamiast pasty z oliwek dostaliśmy buraki, zamiast tzatzyków dostaliśmy coś co przypominałoby tzatzyki gdyby w środku był ogórek. Arni se filo ciasto francuskie jakoś im nie wyszło, ryżu nawalili ile się tylko dało, jagnięcina... kojarzycie taki program ktokolwiek widział ktokolwiek wie? Właśnie tak wyglądała sprawa jagnięciny jakieś marne skrawki mięsa tonące w masakrycznej ilości ryżu. nawet ziemniaki pieczone im nie wyszły, połowa była po prostu przypalona.

    OdpowiedzUsuń
  7. Ja też odradzam, bylam tam niedawno, kurczak z halloumi super - pilaw ryżowy genialny.

    ale jagnięcina w cieście filo - koszmar. Odgrzewane (rozmrożone?) danie, spalone z zewnątrz, zimne w środku, niedogotowane ziemniaki, 'sałatka' to rzucone luźno oliwki, plaster pomidora..

    nigdy tam nie wrócę.

    OdpowiedzUsuń
  8. W Podgórzu zamkneli :( jakiś chińczyk się tam teraz usiłuje sprzedawać w greckich wnętrzach. Szkoda bo lubiłam tam wpadać , dobre jedzienie i cudowna klimatyzacja latem.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ojej, bardzo dawno tam nie zaglądałam. Dzięki za informację!

      Usuń

Spodobał Ci się tekst? A może nie zgadzasz się z moją opinią? Chętnie poznam Twoje zdanie!

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...