24 lipca 2011

Nostalgia (Kraków)


Dobra restauracja musi mieć dobre jedzenie. Dobre jedzenie musi mieć dobrą reklamę. Gdy dobrej reklamy nie ma, dobra restauracja, aby przyciągnąć klientów, musi więc mieć dobrą nazwę. I właśnie tym zainteresowała mnie Nostalgia*. Lubię to słowo, bo przywodzi na myśl coś zapadającego w pamięć, coś wyszukanego, uczucie, które jest w pewien sposób bolesne, ale jednocześnie przyjemne. Oczekiwałam, że Nostalgia sprawi, iż będę wspominać jej potrawy, że będę chciała wrócić do miejsca o wyjątkowym klimacie. Po prostu - że zatęsknię.

Niestety, tak się nie stanie, a szkoda, bo zapowiadało się interesująco. Strona internetowa, na przykład, choć prosta - piękna i zachęcająca. Zdjęcia - cudne. Ukazują spójne i przemyślane w każdym szczególe wnętrze, a patrząc na jedną z fotografii, od razu wypatrzyłam sobie mój ulubiony kącik. Menu - na pierwszy rzut oka prezentowało się całkiem nieźle, choć nigdy nie widziałam pierogów ruskich za 20 zł, ale można założyć, że są warte swej ceny. 

W pewien chłodny, niedzielny wieczór wybraliśmy się więc do Nostalgii. Przy wejściu nie zdążyłam objąć wzrokiem dolnej sali, bo już poprowadzono nas na górę, gdzie czekał mały nakryty stolik w samym rogu, wręcz w ukryciu. Lokal był właściwie pusty - do sali na piętrze weszły dwie osoby i dopiero po kilkunastu minutach od naszego przyjścia. Szkoda, że nie mogłam wybrać miejsca sama, a kelner nie zapytał nawet, czy to nam odpowiadało. Przeniosłabym się, gdyby nie to, że kelner zdążył już zniknąć, a mój partner usadowił się grzecznie na przydzielonym krześle. Usiadłam więc i ja, przy zimniej ścianie i niezapalonych nań świeczkach. I tu oświecę właściciela lokalu. Świeczki, szczególnie wieczorem, służą do tego, by je zapalić i stworzyć klimat, który przydałby się w tej, jak się wydawało, klimatycznej restauracji. 

Resztki interesującej atmosfery wnętrza psuły dodatkowo dwie rzeczy: niesamowity chłód i niemalże grobowe ciemności panujące w sali. W konsekwencji wnętrze robiło wrażenie starego, pustego i zimnego strychu, a nie przytulnej i gustownie urządzonej staropolskiej kuchni. Choć może założeniem właścicieli było stworzenie właśnie starego strychu (tyle że nie zimnego)?

Nie pokusiłam się na najbardziej fantazyjne dania z menu, bo, po pierwsze, na drugi rzut oka menu wcale nie wyglądało dla mnie ciekawie, a po drugie - miałam ochotę na żurawinę, więc poprosiłam o grillowaną pierś z kurczaka w sosie żurawinowym (26 zł). Do tego, jak się okazało, należało wybrać dodatek. I to mnie, szczerze mówiąc, troszkę zniesmaczyło - kilka ziemniaczków za 7 zł to chyba lekka przesada? 

Aby poprawić sobie humor zdecydowałam się na przystawkę. Lubię przystawki dlatego, że zwykle są bardzo dobre (czasem nawet lepsze od dania głównego), a także dlatego, że gdy skończy się ją jeść, wiemy, że nadchodzi kolejna dobra rzecz - danie główne (z tego samego powodu lubię desery). Płatki z łososia wędzonego z rukolą i oliwkami (16 zł) byłyby idealnym wyborem, gdyby nie to, że oliwki tam może były ze dwie (słownie: dwie), za to pokrojone w plasterki dla niepoznaki. Danie główne okazało się całkiem niezłe, mięso było wyjątkowo miękkie, a ziemniaczki, mimo że za 7 zł, pysznie przypieczone, jednak największą zaletą dania było to, że było dostępne, bo przykładowo danie upatrzone przez moją osobę towarzyszącą aktualnie nie znajdowało się na stanie. Zaskoczeniem wieczoru był jednak kelner, który przy wyborze wina stwierdził: "To nie jest dobre wino, radzę wybrać inne". Skoro nie jest dobre, to dlaczego jest w karcie?

Z tymi oto mieszanymi uczuciami, w zimnie, ciemnościach i przy zapalonych przeze mnie świecach zjedliśmy co mieliśmy do zjedzenia i, nie zamawiając deseru, opuściliśmy Nostalgię bez uczucia nostalgii.

Plus: wystrój, smaczne jedzenie.
Minus: wygórowane ceny, brak dbałości o szczegóły, niewielkie porcje, zimna sala.
Polecam: nie polecam.
Adres: ul. Karmelicka 10 (zobacz mapę).
Ocena: 3/10

* Restauracja zakończyła już swoją działalność.

 Bądź na bieżąco:

6 komentarzy :

  1. Wszystko sie zgadza co Pani napisala. Jednak ja bym inaczej porozkladal akcenty. I by mi wyszlo, ze zdecydowanie warto. Obsluga mila i nienachalna, przez kilka lat tam chodzilem z zona i zrobilem jedna imreze. Obsluga byla profesjonalna. Jedzenie do tanich nie nalezy, zgoda. Ale bylo zawsze dobre i swieze. Moj typ to kaszanka z musem jablkowym. Rzeczywiscie raz bylem w srodku zimy na gorze i bylo zimno. Czy jest tam malo ludzi? Rzeczywiscie bywalo tak, ze bylismy sami na sali ale bywalo i tak, ze wiekszosc stolikow byla zajeta. Jak wspomnialem - mila obsuga + dobre jedzenie i raczej goscie na poziomie (pewnie dzieki wyzszym cenom) no i przeuroczy ogrodek w lecie sprawiaja, ze zawsze tam wracamy.

    OdpowiedzUsuń
  2. Dziękuję za komentarz. :-) Ogródka nie miałam jeszcze okazji zobaczyć. Może dam Nostalgii drugą szansę latem?

    OdpowiedzUsuń
  3. Zona mi powiedziala, ze z tym "przeuroczym ogrodkiem" to przesadzilem:-P Ale tak cz tak, ogrodek jest i jest tam chlodno w upalne dni...

    OdpowiedzUsuń
  4. Pani Aniu, nic dodać nic ująć. Kiedyś bywałam szczególnie dla przepysznej polędwiczki i równie dobrych kopytek, do czasu... Niedzielne popoludnie, późna jesień, było jak w grobowcu, a moje ulubione danie zawiodło

    OdpowiedzUsuń
  5. No i już po Nostalgii. Szkoda, bo kiedyś to była naprawdę dobra restauracja - jedyna znana mi, która potrafiła zaserwować dobre placki kartoflane (fakt, że w cenach przyprawiających o palpitacje). Nika

    OdpowiedzUsuń