26 lipca 2011

Scandale Royal (Kraków)


Scandale Royal. Już sama nazwa budzi szacunek i sugeruje wysoki poziom cen lokalu. W tej restauracji oprócz wyśmienitych, wymyślnie udekorowanych dań, zasmakować można także odrobiny luksusu. Podejrzewam, że mało kto może pozwolić sobie na wejście tam tak ot, bo przechodził właśnie i przyszła mu nagła i nieodparta ochota na chociażby taką przystawkę jak terrina ze świeżego foie gras z kaczki marynowanego w białym porto i koniaku za 48 zł. Dla zwykłego śmiertelnika jest to miejsce na wyjątkową okazję, a nie na cotygodniowy obiad, ale, jak dla mnie, to tylko zaleta, lubię bowiem, od czasu do czasu, pozwolić sobie na odrobinę przyjemności w luksusowym wnętrzu.

Jedną z takich wyjątkowych okazji był wieczór Walentynkowy. Nie przepadam za tym dziwnym i skomercjalizowanym do granic możliwości świętem, ale chętnie i bez ogródek wykorzystuję go jako okazję na niezapomnianą, smaczną ucztę. Lokal, jak można się było domyślić, pękał tego wieczoru w szwach. Nasz stolik znajdował się na piętrze, zaraz przy oknie z widokiem na oświetlony Plac Szczepański i mimo, że wszystkie stoliki były zajęte, obsługa spisała się na medal, a atmosfera była całkiem przyjemna.

Najpierw przystawki, czyli to, co Anie lubią najbardziej. W Walentynkowym Menu widniało carpaccio wołowe z czerwonym pieprzem, kolendrą i oliwą truflową oraz hiszpańskie małże zapiekane z masłem czosnkowym. Jako że za tymi drugimi nie przepadam, wybrałam carpaccio. Nigdy wcześniej nie jadłam tego cuda, więc zanim przestałam porównywać je do uczucia, które mają osoby po raz pierwszy próbujące sushi (wszak to było prawie jak sashimi, tyle że z mięsa) i byłam w stanie docenić jego smak, minęło trochę czasu, ale wrażenia ostatecznie miałam pozytywne. Następnie nadeszło danie główne, orientalny tadżin z kurczaka, pod zabawną stożkową pokrywką. Pod nią znajdował się kolejny stożek, tym razem z kaszy kuskus i kawałków kurczaka. I tu, moi drodzy, muszę przyznać, że nie wiem, jak to możliwe, ale ten kurczak był tak niesamowicie miękki, tak cudownie komponował się z podanym osobno ciepłym sosem, i tak wspaniale rozpływał się w ustach, że to po prostu Scandale! Na koniec przepyszne ciastko czekoladowe z płatkami pomarańczy i likierem Triple Sec. Dobrym dopełnieniem tych wszystkich smakowitości było wino Cunha Martins Tinto 2007 (75 zł), czyli jedyne portugalskie wino w karcie. 

Kolejna wizyta w Scandale Royal miała charakter o wiele mniej formalny, a to za sprawą mojego szalonego przyjaciela, który zdecydował się wparować tam z plecakiem, w sandałach i T-shircie, co dla mnie było wcześniej nie do pomyślenia, bo zawsze wydawało mi się, że to restauracja wysokich lotów i należy ubrać się stosownie zanim przekroczy się jej progi.  Jednak przy stolikach przed lokalem cała rzesza przypadkowych turystów raczyła się najwymyślniejszymi daniami z karty i wcale nie przejmowała się żadnym dress code. Weszliśmy więc pewnym krokiem, a ja postanowiłam nie zostawiać tam majątku i spróbować zjeść coś dobrego w miarę rozsądnej cenie. No i wtedy właśnie odkryłam, że jest to możliwe - makaron tagliatelle z grillowanym łososiem i brokułami za jedyne 23 zł (zapraszam tutaj, by zobaczyć zdjęcia) to bardzo rozsądna cena, tym bardziej, że wspaniale przyprawiony, rozpływający się w ustach łosoś z brokułami stanowił kompozycję wartą każdej złotówki. Bez przystawki jednak się nie obyło, bo gdy tylko zobaczyłam pozycję wachlarz z melona kantalupa z szynką parmeńską (22 zł) od razu przypomniały mi się obfite portugalskie jantarady często zaczynające się właśnie od tej wyśmienitej przystawki. Ku mojemu zaskoczeniu, dostałam talerz z ogromnym kawałkiem soczystego melona i mnóstwem plasterków szynki parmeńskiej. Najadłam się tym do tego stopnia, że nie byłam w stanie dokończyć dania głównego. Tym samym nie byłam też w stanie zamówić deseru, ale mój przyjaciel poszedł na całość - po kilku minutach do stolika przyniesiono wielki kawałek arbuza (18zł), a na nim kilka gałek lodów, wszystko to w otoczeniu sosów i bitej śmietany. Żyć nie umierać! (choć w moim przypadku byłoby "umierać" i nie wiem, jak on był to w stanie zjeść, szczególnie po, podobno całkiem niezłych choć bez rewelacji, polędwiczkach wieprzowych ze śliwkami marynowanymi z piwie (38 zł)).

Oprócz doskonałej obsługi, wybornej kuchni, przepięknych wnętrz i idealnie komponującej się muzyki w tle, w Scandale Royal lubię... rysunki rodzajów szklanek przy każdej pozycji w Menu Koktajlowym! Bardzo sobie cenię formę, czasem nawet bardziej niż treść, a drinki lubię wybierać na podstawie fajności szklanek, w których je podają. Może to dziwne, ale tak mam - i za to lubię Scandale!

Plus: fantazyjne kompozycje, eleganckie wnętrza, profesjonalna obsługa.
Minus: ceny. 
Polecam: na randkę, na wyjątkową okazję.
Adres: Plac Szczepański 2 (zobacz mapę).
Ocena: 8/10.


Wszystkie zdjęcia recenzowanych dań można obejrzeć w albumie tutaj.

KOLEJNA WIZYTA: 3.10.2012
Scandale Royal właściwie nigdy mnie nie zawiódł. Wieczór z kuchnią belgijską udał się tam świetnie, każdorazowy wypad ze znajomymi też przebiegał bez większych zastrzeżeń, aż do dnia, gdy zabrałam tam swoich zagranicznych znajomych i po raz pierwszy pomyślałam, że mogłabym się zgodzić z komentarzem, który ktoś zostawił pod moją recenzją Scandale – „to moim zdaniem nawet nie restauracja, a bar - pub z daniami restauracyjnymi”. Lokal był pełen (chyba) holenderskich turystów, z których większa część zabawiała się w osobnej, zamkniętej sali, z której wydobywały się naprawdę dziwne krzyki i nieopanowane śmiechy. Co jakiś czas owi turyści wychodzili do toalety (niedaleko której zresztą nas posadzono), robiąc przy tym tyle hałasu i zamieszania, że było mi wręcz wstyd za obsługę, która w absolutnie żaden sposób nie była w stanie tego kontrolować – i najwyraźniej nawet nie chciała, bo nikt nie zwrócił im uwagi słowem czy choćby spojrzeniem. I mogłabym o tym zapomnieć, gdyby nie wizyta w toalecie, gdzie u progu powitał mnie jeden z imprezowiczów z rozpiętym rozporkiem. Czekała na niego koleżanka, która z szerokim uśmiechem na ustach przeprosiła mnie za jego zachowanie, ale wyszła za nim rechocząc, nie bardzo przejmując się tym, że mija całkiem sporo klientów, którzy chcieli zjeść romantyczną, miłą kolację w ładnym wnętrzu (swoją drogą, toaleta była brudna, mokra, zawalona papierem toaletowym – dawno nie widziałam czegoś takiego w restauracji!). Niesprzyjająca atmosfera w lokalu pewnie przyczyniła się też do tego, że niezbyt dobrze odebrałam dania (nie wspominając o tym, że czekaliśmy na nie dobre 45 minut). Próbując być jednak zupełnie obiektywną, powiem, że Carpaccio z buraków z grzankami z kozim serem, sałatką z rukoli, orzeszkami pinii i sosem truflowo-cytrynowym (19 zł) było fantastyczne, za to Risotto z krewetkami i cukinią (37 zł) – mdłe, bez smaku, zupełnie rozczarowujące. Sama zdziwiłam się, jak lokal, który zawsze spełniał moje oczekiwania, nagle stał się… no właśnie, pubem. Kierując się do wyjścia, ledwo potrafiłam przecisnąć się przez tabuny rozbawionych, rozgadanych, głośnych Holendrów. Gdzie się podziała atmosfera, elegancja i wysoki poziom obsługi? Scandale! I szkoda.

4 komentarze :

  1. Scandale to moim zdaniem nawet nie restauracja, a bar - pub z daniami restauracyjnymi. Wyjatkowo pretensjonalna knajpa. Zarowno pod wzgledem karyy, jak i wystroju.
    Serwowali tam jakis rok temu tajski pad thai, ktory z oryginalnym tajskim daniem mial niewiele wspolnego...podsumowujac - "wielka" nazwa, jedzenie kipeskie.

    OdpowiedzUsuń
  2. ...a jednak dobre śniadania (szczególnie angielskie) w przyjaznych cenach i do g. 13-tej, to na centrum miasta wyczyn! :)

    OdpowiedzUsuń
  3. bardzo mila obsluga, fajny ogrodek, wysokie ceny, bardzo przecietne dania

    na jedzenie tam nie wroce, na piwo jak najbardziej

    OdpowiedzUsuń
  4. bylem w scandalach na kazku i na pl szczepanski. w obu knajpach mniejsze lub wieksze rozczarowanie jesli chodzi o jedzenie na kazku: nadziewany kurczak na cytrynowym risotto - kurczak przesmazony, suchy, risotto niedogotowane a wszystko kompletnie slone, gnocchi ze szpinakiem - sos jakby stal 2 dni w kuchni i odgrzany na potrzeby tego dania i tez kompletnie slone. jesli chodzi o pl szczepanski: polmisek owocow morza - wzsystko w podobnym smaku, malo i za 65 zl ?, stek z wolowiny argentynskiej dostalem rozbity mega cienko i chyba ze zwyklej poledwicy a nie antrykotu, miala byc medium rare byla medium well, ale kaczka - prze pyszna, miekka i soczysta.

    OdpowiedzUsuń