8 września 2011

Morskie Oko (Kraków)

Morskie Oko oko w oko. Przyszedł czas i na to miejsce na kulinarnej mapie Krakowa. Jak wiele restauracji, najlepsze ma ukryte pod ziemią – wielkie piwnice wystylizowane na klimat góralski, dopracowane w każdym najmniejszym szczególe, z pewnością zadowoli każdego turystę, który zapomniał o wycieczce do Zakopanego. Tu, przy góralskiej muzyce, cepach na ścianie i żurku w chlebie zasmakujemy dobrej polskiej kuchni w iście tatrzańskiej atmosferze.

Mimo, że mieliśmy (ja i moi towarzysze-obcokrajowcy) za sobą wycieczkę w Tatry, do Morskiego Oka nie chciało nam się pójść niestety nie zawitaliśmy. Restauracja związek z tym największym jeziorem Tatr ma tylko w nazwie, nie mniej jednak wiedziałam, że to tu właśnie, choć w samym sercu Krakowa, przeniesiemy się znowu do drewnianej karczmy pełnej góralskich przyśpiewek. Gdybym była na wakacjach w Poroninie, pewnie chętnie wybrałabym się do takiego miejsca na kolację rocznicową lub obiad ze znajomymi, ale nie przyszłoby mi to przez myśl w mieście, w którym mieszkam na co dzień. Z pewnością wszyscy się jednak zgodzą, że to dobra atrakcja dla turystów.

Doskonale odwzorowany klimat karczmy góralskiej to jednak (tylko) połowa sukcesu. Jedzenie okazało się wyborne. Przede wszystkim – robi dobre wrażenie. Na twarzach moich gości od razu pojawił się uśmiech na widok ogromnej, drewnianej, fikuśnie wyżłobionej (specjalnie na sosy) tacy pełnej najróżniejszych smakołyków. Cudo to, o dźwięcznej nazwie półmis pełen mięs rozmaitych i góralskich przysmaków przynajmniej dla dwojga (56 zł) wyzwoliło we mnie chęć podkradania co lepszych kawałków. Powstrzymałam się jednak, bo przede mną pojawiła się pierś z kaczki z sosem z czerwonych porzeczek i żurawiną (28 zł). To właśnie te porzeczki mnie zaintrygowały - całość odrobinę kwaskowata, mięso miękkie, pocięte w paski i ładnie podane na drewnie wraz z zapiekanymi ziemniaczkami (5 zł). Złocisty rosół wiejski z makaronem (7 zł) też był całkiem poprawny i na dodatek w ludzkiej cenie (widziałam już rosoły za 20 zł). Jeden z gości zamówił pierogi ruskie okraszane skwarkami (12 zł). Prosty to wybór, pomyślałam, bo ruskie można zjeść w barze na każdym rogu, jednak gdy tylko ich skosztowałam, wiedziałam, że tej decyzji nie można było pożałować - były doskonałe! Więc podkradałam wszystko wszystkim i ze wszystkich stron, i o ile półmis był faktycznie obfity, tak pierogi musieliśmy zamówić dwa razy.

Minusy? Czasem najlepsza część restauracji (dolna sala) może być zajęta, bo lokal lubi organizować tam wesela i wszelkie inne imprezy zamknięte. Wtedy zadowolić się trzeba niewielkim i mniej uroczym pomieszczeniem u góry, choć może to odpowiadać komuś, kto nie chce, by przyjemną konwersację nad oscypkiem przerywał donośny głos górali śpiewających na żywo tuż obok. Obsługa bez zarzutu, choć gdy klientów jest mało, a siedzimy w górnej części, trzeba poczekać lub trochę za nią pobiegać. Karta dań jest bardzo bogata i interesująca, z chęcią więc wrócę tam przy kolejnej wizycie znajomych zza granicy. Sama jednak się tam nie stawię – wolę restauracje o całkiem innym charakterze, a ta, jak wiele w Krakowie, nastawiona jest na turystów.

Tutaj zobaczysz moje zdjęcia opisywanych potraw.

Plus: szeroki i atrakcyjny wybór dań, doskonała aranżacja wnętrz, przystępne ceny.
Minus:
specyficzne miejsce na rzadkie okazje, maleńkie porcje pierogów.
Polecam:
turystom.
Adres: Plac Szczepański 8 (zobacz mapę).
Ocena:
7/10.

6 komentarzy :

  1. Z góralskiego menu, to zawsze wybieram grillowane oscypki!!
    Jednak góralskie knajpki lubię tylko w górach ;)
    (Ja chcę w góry!!)

    OdpowiedzUsuń
  2. Hmm, dobra, pytanie: jaki cel ma ten blog? Bo oprócz lansowania swojej szanownej osoby nie potrafię dostrzec żadnego innego. A szkoda.

    OdpowiedzUsuń
  3. "Twoja ignorancja czy moja pycha" powiadasz?
    Odpowiem Ci.
    Twoja pycha.

    OdpowiedzUsuń
  4. W Morskim Oku spotkałem się z tym, że zamiast wody mineralnej podali wodę z kranu. Widziałem to ukradkiem.

    OdpowiedzUsuń
  5. Do Anonimowy- trochę mniej zawiści, na wszystko można narzekać, tylko czy to do czegoś prowadzi?
    A blog spoko, brakowało mi takiej stronki bo recenzcje na krakow.gazeta nie działają

    OdpowiedzUsuń
  6. wystrój wyśmienity, natomiast ja nie miałam tyle szczęścia. Poszliśmy do restauracji na Ostatki. Zespół grał zaledwie chwilę, ponieważ bardzo szybko zyskał kompana wśród gości z którym panowie po prostu upili się. Moim zdaniem ktoś powinien nad tym wszystkim na bieżąco czuwać i nie dopuścić do takiej sytuacji.

    OdpowiedzUsuń