22 września 2011

Pimiento (Kraków)


Obok Pimiento przechodziłam nie raz i oprócz pięknie porośniętego bluszczem muru nic nie przyciągnęło mojej uwagi. A później? Później nadarzyła się okazja na dobrą kolację, więc usiedliśmy przed komputerem i znaleźliśmy Pimiento. Potraktowałam jej ofertę trochę z przymrużeniem oka, bo każdy przecież może rzucać sloganami "Najlepsze steki w mieście!".

Spodziewałam się czegoś zupełnie innego, począwszy od aranżacji wnętrz, poprzez obsługę i skończywszy na wyglądzie serwowanych dań. Tylko ceny mnie nie zaskoczyły, bo można przewidzieć, że wołowina będzie droga, a co dopiero ta importowana prosto z Argentyny.

Leniwy, ciepły, wrześniowy wtorek na Kazimierzu. Kremowo-brązowe ściany, ceglane mury, kolorowe obrazy (nie wiem, czy to Argentyna, czy polskie pola, ale nie ma to znaczenia, bo komponują się nieźle). Stoły z ciemnego drewna, białe obrusy, lśniące kieliszki, a w tle chill-outowa muzyka. Przychodzi uśmiechnięta kelnerka i widać, że wie, jak podać kartę, i jak się okaże później, wie też, jak poprawnie podać wino. Przyciemnia lekko światło, więc atmosfera robi się jeszcze bardziej przytulna. Może to też dzięki otwartym na oścież oknom z widokiem na odrobinę opustoszały Kazimierz, które przypominają mi, że lato na szczęście jeszcze nie odeszło.

Skoro jesteśmy już w tak nastrojowym miejscu, decydujemy się na dobrą kolację w pełnym tego słowa znaczeniu. Jamon "Serrano" z oliwkami i kaparami (24 zł) okazała się świetną przystawką. Delikatna, rozpływająca się w ustach, o bogatym smaku, zalana była oliwą z oliwek i podana z pokaźnymi kaparami oraz zielonymi oliwkami - było ich tylko kilka (cztery, może pięć), ale duże i smaczne, nie z byle jakiego słoika.

Tak zachwalanej w (i przez) Pimiento wołowiny grzechem byłoby nie zjeść, więc zamawiamy Pimiento Parilliada, czyli 600 g czterech rodzajów mięsa: polędwica, rostbef, antrykot, biodrowa (135 zł). Wszystkie cztery porcje zamówiliśmy średnio wysmażone. Oprócz polędwicy żadne z tych mięs mnie jednak nie zachwyciło, a w trakcie mówiłam sobie w myślach "Jadłam lepszą wołowinę". Na szczęście na koniec zostawiłam polędwicę, która powaliła na kolana. Był to cudownie miękki, krwisty, aromatyczny i soczysty kawałek mięsa, a do tego lekko przypieczony na brzegu, przez co delikatnie chrupiący. Sposób podania pozostawał jednak wiele do życzenia - ostatnie kęsy były już chłodne, radzę więc znaleźć lepszy sposób na podanie 600 g mięsa tak, by nie stygło w międzyczasie.

Gdy czekałam na danie główne, w oczy rzuciła mi się jeszcze sałatka argentyńska (25 zł) ze świeżym szpinakiem, awokado, czerwonym grapefruitem, pomarańczą i mango, w której pięknie podane kolorowe składniki zostały polane idealnie komponującym się z całością sosem. Z drugiej strony stołu uszczknęłam sobie też na spróbowanie odrobinę ziemniaka z dipem jogurtowym (dość intensywny, ostry sos) i aromatycznym boczkiem (7 zł).

Zwieńczeniem wieczoru musiało być coś słodkiego, choć wahałam się długo, czy aby na pewno chcę naruszyć smak tego ostatniego, chłodnego ale wybornego, kawałka polędwicy. Jednak jeśli chodzi o desery, zazwyczaj ciężko mi sobie ich odmówić, więc na stole szybko wylądowało intensywne ciasto czekoladowe z sosem malinowym (15 zł). Pyszne, podane z kulką kremowych lodów waniliowych, ale uwaga, to 100% czekolady!

To był bardzo przyjemny, pozytywnie zaskakujący wieczór w klimacie, którego się nie spodziewałam. To nie jest zwykły grill, to restauracja na wysokim poziomie. Ceny są wysokie, ale tym, którzy chcą zjeść fenomenalny kawałek polędwicy w relaksującym wnętrzu - polecam! I mimo, że pozostałe kawałki nie zapadły mi w pamięci, z Pimiento wyszłam zadowolona i z zamiarem powrotu. Niestety, z uwagi na wysokie ceny, prawdopodobnie dopiero przy następnej okazji.

Plus: szeroki wybór wołowiny argentyńskiej i win, relaksująca atmosfera, genialna polędwica.
Minus: wysokie ceny, rostbef, antrykot, biodrowa - bez rewelacji.
Polecam: na specjalną okazję, na romantyczną kolację. 
Adres: ul. Józefa 26 | mapa | www | Facebook
Ocena: 8/10. 

1 komentarz :

  1. Co do zestawu, który zamówiłaś mam podobne odczucia. Polędwica jak najbardziej w porządku, natomiast reszta dość średnia. Mięso trafiło na nasz stół tylko mocno ciepłe i szybko ostygło, a wiadomo, że zimna wołowina szybko twardnieje i traci swoje walory. Z tego względu być może ten zestaw "wszystko na jednym półmisku" jest strzałem w stopę.
    Trochę się rozczarowałam, bo akurat steka z polędwicy dość łatwo jest przyrządzić samemu przy odrobinie wiedzy kucharskiej. Liczyłam na to, że zasmakuję genialnie przyrządzonego antrykota czy rostbefa, bo to mięso wymagające. Podano mi niestety coś co sama, przynajmniej równie dobrze, potrafię zrobić w domu z wołowiny nie koniecznie argentyńskiej.
    Należałoby tutaj chyba winić kucharza? Bo mięso mają podobno pierwszej jakości.

    OdpowiedzUsuń