16 października 2011

Dynia (Kraków)


Ukrywa się trochę na tej Krupniczej. Aby do niej trafić, trzeba albo wejść przypadkiem, albo posłuchać kogoś, kto ją zna, albo zwrócić uwagę na tablicę wiszącą gdzieś z boku. Z tym drugim problemu raczej nie będzie, bo każdy, kto mieszka w Krakowie trochę dłużej, trafi tam dzięki rekomendacji znajomych. Bo Dynia to przyjemne miejsce, które się poleca i – przede wszystkim - do którego się wraca.
Dynia jest podłużna - zaczyna się od salki raczej kawiarnianej, następnie trafiamy do przestronnej sali restauracyjnej, a na końcu, za wielkimi drewnianymi oknami, do reklamowanego na tablicy letniego ogródka. To tu właśnie najbardziej mi się podoba - choć można przyczepić się do niewyremontowanej, a wręcz niemal zdewastowanej kamienicy, która od tej strony wygląda nieciekawie i, jeśli nie usiądziemy pod jednym z wielkich ciemnozielonych parasoli, będziemy zmuszeni oglądać stary materac na resztkach czyjegoś balkonu. Jednak nawet to mi nie przeszkadza, bo ten ogródek, choć nie idealny, jest dość oryginalny i ma w sobie coś, co sprawia, że czuję się tam jak w innym świecie, z dala od zgiełku wielkiego miasta. Pokusiłabym się wręcz o stwierdzenie, że ten drewniany taras i schodki prowadzące do uroczych stoliczków (a nawet leżanek) przypominają mi jakieś przytulne wakacyjne miejsce. Tylko jeziora brakuje. 
Gdy zrobi się zimno i na tarasie przesiadywać nie można, pozostaje nam wnętrze, które na pierwszy rzut oka wydaje się całkiem przemyślane, jednak po zjedzeniu obiadu dochodzimy do wniosku, że czegoś w nim brakuje. Owszem, ceglane ściany skontrastowane z czerwienią wygodnych, skórzanych kanap komponują się świetnie, ale ja czuję niedosyt. Może warto byłoby zawiesić jakiś obraz tu i ówdzie lub, najlepiej, pomalować sufit w finezyjne wzory? Mankamentem tego miejsca okazał się też jego rozmiar  - sala jest po prostu… za duża. Kiedy lokal jest pełen, gwar rozmawiających gości zagłusza jakąkolwiek muzykę (a może jej tam w ogóle nie ma?), którą uważam za ważny element pozytywnej atmosfery restauracji. A zatem mimo całkiem przyjemnych wnętrz i obsługi bez zastrzeżeń, w takich momentach Dynia traci cenne punkty.

Menu to za to istna bajka. Karta jest długa i zróżnicowana, co wcale nie znaczy, że to  plus, bo ciężko, do licha, wybrać! Do wyboru mamy jedenaście rodzajów sałat, siedem rodzajów panini, zupy, zapiekanki, pierogi, trzynaście rodzajów makaronów, mięsa i ryby oraz czternaście różnych deserów. No i adnotacja, którą lubię: "Potrawy przygotowywane są ze świeżych, pełnowartościowych produktów, dlatego też czas oczekiwania może wynieść do 30 minut". Po kilkukrotnym przeanalizowaniu karty, stanęło w końcu na zapiekance z grillowanym łososiem w curry, ryżem, brokułami, szparagami, cukinią i sosem śmietanowym (19,90 zł). Spodziewałam się rozciapcianego kawałka zapiekanki, a dostałam doskonale zorganizowane danie w kwadratowym, szklanym naczyniu z zielonkawym sosem serwowanym osobno. Na samym dole miękki, nieposklejany ryż, następnie grillowany łosoś (pychota!) dookoła przyozdobiony brokułami i szparagami, a na samej górze, tuż pod warstwą sera, kilka wielkich plastrów cukinii. Byłam zachwycona zarówno sposobem podania, jak i smakiem - doskonała kompozycja.
Ja jednak już wiedziałam, że po Dyni można się takich spodziewać. Którejś letniej soboty w Dyniowym ogródku miałam okazję skosztować pozycji ze specjalnie przygotowanego "Fit Menu": spaghetti z kurczakiem,  cukinią, pomidorkami koktajlowymi i rukolą w pesto (ok. 21 zł). Zaserwowane danie rozbudziło we mnie miłość do tego włoskiego sosu i zainspirowało do eksperymentów z makaronem we własnej kuchni. Zgadzam się więc ze Zrinką Voss, której opinię można przeczytać z tyłu karty i która między innymi napisała: "...bo z miejscami jest tak: są wszędzie". Są, ale nie wszystkie inspirują. 
Plus: niewysokie ceny, świetny ogródek, bardzo miła obsługa, fantastyczne propozycje dań.
Minus:
gwar przy pełnym lokalu, niedopracowane wnętrze.
Polecam na:
lunch, obiad, kolację - w samotności, na randkę lub ze znajomymi.
Adres: ul. Krupnicza 20 (zobacz mapę).
Ocena:
8/10.
Dynia Resto Bar Menu, Reviews, Photos, Location and Info - Zomato

12 komentarzy :

  1. Dodałbym: bardzo ładna obsługa! :-)

    OdpowiedzUsuń
  2. Byłam wczoraj i rozczarowanie. Minęło dobre 10 minut zanim ktoś raczył odebrać zamówienie (a kelnerka nas widziała, bo prawie do nas podeszła, gdy ściągaliśmy kurtki i gdy poszliśmy się upomnieć, to męża odesłali mówiąc, że kelnerka do nas przyjdzie i jeszcze i tak chwile musieliśmy czekać. A ludzi nie było dużo w lokalu).
    Co do jedzenia, to też średnio trafiliśmy. Mój kurczak był jeszcze ok (mięciutki i ładnie się kroił), ale mąż potwornie się męczył ze swoim mięsem (połowicznie wina tępego noża i twardego mięsa). Smakowo też bez rewelacji.
    Raczej więcej nie zaglądniemy tam.

    Aha, dziura w podłodze przy stoliku też zostawiła negatywny obraz tego lokalu.

    OdpowiedzUsuń
  3. Kuchnia owszem dobra (uwielbiam sałatkę z gruszką) ale tłok jaki tam zwykle panuje uniemożliwia delektowanie się potrawą. Dlatego nie polecam.

    OdpowiedzUsuń
  4. Nie zgodziłabym się w kwestii obsługi. Byłam trzy razy - obsługa miła zdarzyła się raz. Raz była sytuacja, jaką opisałaś w jednej pizzerii (byliśmy na zajęciach i dwie osoby czegoś nie zamówiły - było nas piętnaścioro - i zblazowana kelnerka nas dosłownie opieprzyła, że zajmujemy za dużo miejsca, a ktoś śmie nie złożyć zamówienia), a za drugim szukałam czegoś w torebce i wyjęłam z niej bułkę, by zrobić miejsce do poszukiwań, a po pięciu sekundach (choć wcześniej na uwagę czekałam około dziesięciu minut) pojawiła się kelnerka, by poinformować, że nie wolno jeść rzeczy przyniesionych z zewnątrz. Z przyjaciółką byłyśmy tak zniechęcone, że miałyśmy ochotę od razu wyjść.

    OdpowiedzUsuń
  5. A ja byłem z dziećmi z 10 razy i zawsze było super, w zimie i w lecie. Jedzenie pycha, próbowałem wielu róznych pozycji i zawsze mi smakowało bardzo i było przyrządzone gut. Kelnerki bardzo miłe i nigdy nie było żadnych kwasów, a z dziećmi jak to z dziećmi, zawsze mieliśmy swoje jedzeni i picie i nigdy nikt nam uwagi nie zwracał. Zdecydowanie polecam.

    OdpowiedzUsuń
  6. Ja mieszkalam dlugo w budynku obok - chodzilam tam praktycznie raz w tygodniu przez 3 lata. Minelo kolejne kilka lat i problem stale taki sam - panie kelnerki sa... POWOLNE!!! Problem polega na tym, ze sala jest podlozna i po prostu one nie widza, czy ktos przyszedl/poszedl/zdecydowal sie... i wszystko trwa kosmicznie dlugo

    OdpowiedzUsuń
  7. Bylam dziś, kawa pyszna, sernik z musem malinowym pyszny, obsluga miła i sprawna, i te super dynie przy ladzie;)

    OdpowiedzUsuń
  8. Byłam dzisiaj i pojawiło się rozczarowanie.....Sernik z musem malinowym podany bez musu po oczekiwaniu na niego 30 minut.... wcześniej 30 min by móc złożyć zamówienie podkreślę że lokal nie był nawet w 50% zapełniony

    OdpowiedzUsuń
  9. Niestety, w Dyni obsługa nadal kiepska. Jedna pani bez słowa, uśmiechu podała kartę, druga z miną obrażonej na cały świat przyjęła zamówienie, a trzecią kilka razy prosiłam o podanie rachunku. Nie byłam tam długo i chyba znowu nie pójdę, jeśli w ogóle. I jeszcze fochy, że się nie zostawi napiwku, tylko za co mam go zostawiać?

    OdpowiedzUsuń
  10. Autor bloga pisał o szacunku dla klienta; w Dyni spotkałam się z totalnym jego brakiem.
    Zamówiliśmy pierogi ruskie wypytując szczegółowo o ich zawartość ponieważ jesteśmy wegetarianami.Złożenie zamówienia poprzedzone było informacją jakich potraw oczekujemy.
    Wśród pierogów ruskich na talerzu znalazł się pieróg z mięsem ! Zwróciliśmy na to uwagę kelnerce , która rozkosznie odparła , że one przecież się gotowały razem ! Nie widziała w tym nic zdrożnego.Naprawdę świetne , wegetariańskie rzekomo pierogi gotowane w sumie w mięsnym rosołku.
    Niewykluczone , że jest to powszechna praktyka nie tylko tam.
    Piszę te słowa ku ostrzeżeniu innych niemięsnych.

    OdpowiedzUsuń
  11. Niestety dużo musiało się zmienić w tym lokalu od Twojej wizyty. W tym momencie reprezentuje bardzo niski poziom zarówno obsługi jak i jedzenia. Absolutnie nie polecam, lokal bez duszy, brak zainteresowania klientem a dania... to wielkie rozczarowanie

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dominiko, ta recenzja została napisana w 2011 roku, ostatnio byłam w Dyni kilka miesięcy temu i było niestety tak jak piszesz...

      Aby być na bieżąco z miejscami godnymi polecenia w Krakowie, zapraszam do zakładki "Co polecam?": http://dania-kontra-ania.blogspot.com/p/co-polecam.html :)

      Usuń