20 października 2011

Jeff's (Kraków)

Nie mam w zwyczaju jadać w centrach handlowych.  Właściwie nie mam w zwyczaju nawet bywać w centrach handlowych. Szczęśliwie więc nie mam też okazji do jedzenia w takich miejscach, bo nie wyobrażam sobie, by jedzenie mogło być przyjemne, gdy spożywamy swój posiłek na jednym z setek plastikowych krzeseł pośród fast foodów i innych sieciówek. Dlatego też do głowy by mi nie przyszło, by zrecenzować restaurację, która znajduje się w jednej z tych (zbyt) wielu galerii Krakowa. Ale pewnego wieczoru dziwnym trafem wylądowałam w amerykańskiej knajpie Jeff’s. 

Zaletą tej restauracji jest to, że można w niej usiąść tak, że zapominamy, że jesteśmy w centrum handlowym, bo go po prostu nie widać. Aranżacja wnętrz zresztą też świetnie w tym pomaga – oklejone gazetami ściany, udekorowane setkami drobiazgów od tablic rejestracyjnych USA zaczynając na reklamach proszków do prania kończąc. Przy wielkich stolikach długie drewniane ławy, pewnie po to tak długie, by przeciętny Amerykanin był w stanie się na nich zmieścić. Poza tym mnóstwo neonów, zdjęć Monroe i innych pierdółek. Ktoś powiedziałby, że to przerysowane, bo w USA takich knajp nie znajdziemy, ale ja uważam, że w Polsce ów przesyt dobrze buduje klimat.

Menu w wersji angielskiej brak, ale uprzejma kelnerka zaoferowała pomoc, z której jednak nie było potrzeby korzystać, bo wszystkie pozycje, oprócz tych meksykańskich, mają angielskie nazwy. Okazała się też bardzo cierpliwa, bo musiała podejść do stolika aż trzy razy, podczas gdy my wciąż byliśmy niezdecydowani. Nie żeby Jeff’s miał jakieś bogate menu – po prostu chyba nie było w nim nic ciekawego. Liczyłam na porządnego hamburgera, ale do wyboru były tylko trzy, z czego jeden z pieczarkami, za którymi nie przepadam. Poza tym w tej amerykańskiej restauracji można było napotkać argentyńską wołowinę, greckie souvlaki i meksykańskie quesadillas, nachos i inne cuda. Brakowało tylko schabowego i chicken biryani, by ta amerykańska restauracja jeszcze bardziej przybliżyła nam to, czym są Stany. Czyli jednym wielkim melting potem, jak widać w kuchni też.

Najpierw zamówiliśmy przystawkę - quesadillas z kurczaka (19 zł) z sosem guacamole. Fantastycznie przyrządzone, dwie złączone tortille wypełnione kurczakiem, serem i salsą mogłyby stanowić pyszne danie główne. Następnie wybrałam Big Texas BBQ Burger z serem, bekonem i sosem BBQ (29 zł), a mój przyjaciel z naprzeciwka skusił się na Southern Sams Baby Back Ribs czyli żeberka (19 zł w poniedziałki). Oba dania zostały zaserwowane na ogromnych talerzach z frytkami i sałatką Coleslaw (frytki jak frytki, a sałatka słodka), oprócz tego dostałam kawałek (okropnego) ogórka kiszonego i meksykański sos guacamole (jest cudowny!), a żeberka w zestawie miały jeszcze kolbę kukurydzy (smaczną i miękką). 

Burger prezentował się naprawdę okazale - był przeogromny, na wielkiej otwartej bułce z sezamem, ze sporą ilością bekonu, smażonej cebulki i stopionego sera, z wielgachnym liściem sałaty, plastrem pomidora i czerwonej cebuli. Z powodzeniem najadłyby się nim dwie osoby lub trzy z mniejszym apetytem. Żeberka posmarowane dość grubą warstwą sosu wyglądały smakowicie i jak dla mnie były znacznie lepsze od hamburgera, który być może bardziej by mi smakował, gdybym poprosiła o bardziej wysmażony. Ja może się jednak na hamburgerach dobrze nie znam (towarzysz po skosztowaniu stwierdził, że był świetny), więc nie chciałabym krytykować miejsca, w którym wielu podobno jadło jedne z najlepszych burgerów w życiu. Niestety, na mnie nie zrobił wrażenia.

Wrażenie natomiast zrobił na mnie podany zamiast serwetek najzwyklejszy w świecie papierowy ręcznik kuchenny na drewnianym stojaku. Nie wiem, co autor miał na myśli, ale zdecydowanie nie zdawał sobie sprawy z praktycznych niedogodności takiego rozwiązania, nie mówiąc o estetyce. Ale w amerykańskiej kulturze kiczu, pośród neonów i hamburgerów, pewnie nikt nie zwróciłby na to uwagi. 

Plus: charakterystyczne wnętrze, korzystne promocje, wielkie porcje, quesadillas, guacamole i żeberka.
Minus: dość wysokie ceny (wyłączając promocje) jak na knajpę galeryjną, hamburger bez rewelacji.
Polecam na: spotkanie w gronie znajomych.
Adres: ul. Podgórska 34 | mapa | www | Facebook
Ocena: 5/10.

12 komentarzy :

  1. A mnie w warszawskim Jeff's nic nie smakuje...
    Jedzenie zupełnie bez smaku.Komercja.

    OdpowiedzUsuń
  2. o jak ja uwielbiam te żeberka, już się na nie wybieram od dłuższego czasu ale jakoś nigdy nie mam weny w poniedziałek/wtorek żeby tam zawitać i załapać się na promocję :) pamiętam tylko że nie smakowała mi dołączona kukurydza, ale przy takiej cenie i ilości mięsa to akurat mały miki :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Po co tyle tych informacji że "wielkie" ? To nie jest wyznacznik niczego. Chcesz faktycznie wielka porcje? Zjedz w barze dla tirowców.

    Jeff's nie ma nic wspólnego z jedzeniem. To jest żarcie. Nie rozumiem jak komuś kto bawi się w kulinarnego eksperta to może smakować. Z drugiej strony są i tacy, którzy nie mogą zyc bez chipsów...

    OdpowiedzUsuń
  4. Raz tam byłem tylko dlatego że był to jakiś dzień świąteczny i jedyne otwarta knajpa a głodny byłem jak nie wiem co, wystrój w ogóle mi nie pasuje, te kelnerki chodzące w majtkach odbierają ochotę na jedzenie, a samo jedzenie? To nie jedzenie chyba że jest się spasionym amerykaninem ktory lubi takie smieci!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Popieram i potwierdzam :-)

      Usuń
  5. Jadłem tam hamburgera z okropną słodkawo-majonezową surówką z kapusty i kupą frytek. Mięso miało raczej nieprzyjemny smak, buła duża i sucha, napchana wielką ilością cebuli, sałatka okropna w smaku jakby lekko sfermentowana. Generalnie wielka kupa śmieci bez smaku i sensu na talerzu. Jedzenie dla kogoś bardzo głodnego i niewybrednego.
    Kelnerki w śmiesznych krótkich spodenkach, ale miłe, zaradne, sprawne i pomocne.
    Akurat kiedy jedliśmy rzępolili chałturnicy country, co w sumie fajnie komponowało się z wystrojem.
    Jak dla mnie 4/10

    OdpowiedzUsuń
  6. A żeberka polecam w Yummie - z sosem Jack Daniell's - są pyszne, podawane z Colesławem, który smakuje lub nie, w zależności od dnia...

    OdpowiedzUsuń
  7. ja w Jeffsie w G.kazimierz byłem na steku i w sumie mi smakował. Nawet bardziej niż w Moo Moo. Wg mnie lepszej jakości mięso. Przynajmniej wołowina argentyńska ( półkrwista), partnerka jadła chyba polędwicę (średnio wysmażoną) i była mega. W Moo Moo jakieś antrykoty jedliśmy ale nie byliśmy zadowoleni zbytnio, moje mięso jeszcze mogło być ale partnerka miała jakieś dzwine...może za dużo tłuszcze porozrzucanego po całym mięsie albo czegoś czego się nie dało przeżuć. Poza tym czekaliśmy tam dość długo a sala była pusta- lekkie rozczarowanie, patrzyliśmy z zazdrością jak 2 babeczki wcinają na 1 rzut oka przepyszny burgery.

    OdpowiedzUsuń
  8. Bylam i niestety nigdy wiecej tam nie przyjde. Jedzenie koszmarne, obsluga jeszcze gorsza. Nie warto tam wydac ani jednej zlotowki. Trafne uwagi mial egosuper, ale on chyba nie jadl wszystkich dan.

    http://www.egosuper.pl/jeffs-ty-amerykanski-klamco/

    OdpowiedzUsuń
  9. Nie polecam Jeffsa w Galerii Kazimierz. Pracowalam tam i nie dlatego chce zle o nim napisac tylko dlatego ze swiadomie nie zaprosilabym tam nikogo.
    Poczawszy od zaplecza i osob jakie tam pracuja po produkty w jaki sposob sa przechowywane.
    Ludzie pracujacy na kuchni ....nie zauwazylam nigdy zeby myli rece po zalatwieniu swoich potrzeb w toalecie lub wyjsciu na papierosa na parking.
    Kazde mieso jakie jest porcjowane lezy wsrod brudnych cuchnacych szmat i nigdy nie jest myte. A sam rozbierajacy mieso jest osoba pracujaca bez rekawiczek ochronnych a na rekach , palcach i ciele ma pelno strupow z jakiejs egzemy. I te steki , miesa, filety, ryby, krewetki, mule, kielbaski przechodza przez jego rece a ludzie to jedza. Fuuuuj.
    Nigdy tam nic nie zjadlam.
    Na kuchni nie lepiej. Jak cos sie lepi czy smierdnie to wkladaja do marynaty.
    Nie polecam szczerze .
    A nie pracuje tam bo odeszlam bedac w ciazy i nie wroce bo to najgorsza przygoda w moim zyciu.
    Przez Jeffsa stracilam ochote na jedzenie w restauracjach.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Powiesz cos wiecej o pracy na stanowisku kelnera?

      Usuń
  10. w Krakowie niestety Jeffs zszedl na psy. Porcje mikre, ceny z kosmosu i nie adekwatne do ilosci. Grunt, ze kupa kelnerow i ludzi z pieprzem i tych, co pytaja czy wszystko w porzadku jak czlowiek ma pełna paszcze zarcia. Ostatnia moja wizyta - zamowione krewetki jumbo - danie wygladalo jakby ktos zsypal ryz z drugiego talerza i polał jakims kwasem, na odpierdziel i bez finezji, nigdy wiecej nie odwiedze tego miejsca.

    OdpowiedzUsuń

Spodobał Ci się tekst? A może nie zgadzasz się z moją opinią? Chętnie poznam Twoje zdanie!

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...