30 października 2011

Piri Piri (Kraków)


Gdy weszliśmy do środka, stanęłam jak wryta i gorączkowo zaczęłam rozglądać się za kącikiem w Piri Piri, który sprawiałby wrażenie przytulnego. Mało brakowało, a z ulgą skorzystałabym z podpowiedzi zielono-żółtych strzałek i plakietek z napisem „Wyjście ewakuacyjne” przyklejonych do pustych ścian, i wybiegłabym czym prędzej, ale obok mnie stał Portugalczyk, który gotów był przekroczyć nawet takie progi, by dać szansę ostatniej już restauracji dającej nadzieję na prawdziwie portugalskie dania w Krakowie.

Kelnerka,  zwarta i gotowa, stała nad nami z przygotowanym menu niemal od pierwszej sekundy, podczas gdy ja próbowałam odnaleźć się w sytuacji. Z pewnymi oporami zdecydowaliśmy się w końcu na stolik. Oprócz nas, po przeciwległej stronie sali, czyli jakieś dobrych kilkadziesiąt metrów dalej, siedziała jeszcze jedna para, która niedługo potem wyszła. Znaleźliśmy się więc całkiem sami w ogromnej, otwartej sali, w całym gąszczu pustych stolików i tapicerowanych drewnianych krzeseł typu „wieś tańczy i śpiewa”. Z głośników sączyła się najzwyklejsza techniawa, a na przeraźliwie pustych ścianach, oprócz zielonkawych strzałek ewakuacyjnych, które w absolutnie żadnym innym lokalu nie rzucały mi się w oczy tak bardzo, wisiały też, bez ładu i składu, kwadratowe obrazki z kwiatami. W oknach nie było zasłon – może to i lepiej, bo już wyobrażam sobie te błyszczące firany, które doskonale dograłyby się z całą resztą. Z kolei na jasnozielonym obrusie, który był jedyną częścią dekoracji, którą można by w jakiś luźny sposób odnieść do Portugalii (zielony to w końcu jeden z kolorów na portugalskiej fladze),  stał barowy stojak na przyprawy i ten nadzwyczaj irytujący serwetnik rodem z PRL-u.  
Zamknęłam oczy.
Wzięłam głęboki oddech.
Otworzyłam menu.

Ale zanim tam zajrzałam, zaczęłam się zastanawiać, jak to możliwe, że właściciele tej restauracji nie zdają sobie sprawy, jak niewiele trzeba, by nawet w takim wnętrzu jak to, sprawić, by wizyta zapadła choć trochę w pamięci, by restauracja się wyróżniła (w końcu jest jedyna!), by atmosfera była przyjemna, mimo tego tandetnego wystroju i braku jakiejkolwiek intymności przy stoliku. Zamiast nierówno powieszonych obrazków bliżej niezidentyfikowanych kwiatków można przecież wypełnić ścianę wielkimi fotografiami Alantejo, Lizbony lub chociaż butelek wina, oceanu, Pastéis de Belém czy czegokolwiek, z czym może się kojarzyć przepiękna Portugalia. Zamiast marnego techno w głośnikach, które jest absolutnie niedopuszczalne w jakimkolwiek miejscu, które odważy się nazwać „restauracją”, pozwolić wypełnić wnętrze delikatnymi i klimatycznymi dźwiękami Madredeus, Marizy czy Xutos e Pontapés.  Portugalska muzyka wprowadzi klientów w nową, egzotyczną dla nich kulturę i Piri Piri przecież jako jedyne w Krakowie może sobie na to pozwolić! Siedząc tam, na tym okropnym krześle, pomyślałam sobie, że estetyczne wrażenia, nawet w tak byle jakim wnętrzu, byłyby po stokroć korzystniejsze, gdybym nie musiała słuchać muzyki, która z pewnością wpłynie negatywnie na moje trawienie i nastrój.

Gdy w końcu odważyłam się spojrzeć w kartę, okazało się, że nie jest tak źle. Wprawdzie nie ma ani śladu bacalhau, świętej pozycji z kulinarnego stołu Portugalii (bo portugalska restauracja bez bacalhau to jak polska bez pierogów), ale jest kilka innych „kultowych” dań. Przykładowo Caldo verde, czyli zielona zupa ziemniaczana (10 zł), która tu, ku naszemu zdziwieniu, podawana jest z sałatą zamiast kapusty. Dziwnie jeść sałatę w zupie, ale smak samej zupy był w porządku. Kiełbasa chouriço w winie porto (14 zł) okazała się smaczna  i autentyczna, za co duży plus. Minus za to, że dostaliśmy zaledwie z dziesięć maleńkich plasterków. Do tych dwóch przystawek podano też dwie bułeczki – świeżutkie, miękkie i ciepłe – uwielbiam takie! Ale niestety, kelnerka bez pytania sprzątnęła mi jedną sprzed nosa, zanim skończyłam jeść.

Karta w dania portugalskie obfita nie jest, ale zdecydowałam się na polędwiczki wieprzowe w sosie porto (26 zł), ziemniaki zapiekane i mix warzyw. Mix warzyw to prawdopodobnie innymi słowy mix tego, co kucharz odnalazł w kuchni. Ziemniaczki były w porządku, a polędwiczki naprawdę pyszne – porto dodawało im cudownego, słodkiego smaczku. Mój przyjaciel zajadał się pokaźnymi sardynkami z grilla i bardzo mu smakowały, mimo że były mrożone, a nie świeże. Ale i tak dobrze, że znalazły się w karcie, bo, jeśli kiedyś oszalejemy i tam wrócimy, to pewnie właśnie dla nich, bo w krakowskich sklepach trudno je znaleźć. Towarzyszyła nam karafka wina stołowego (nic specjalnego za 25 zł) i mimo, że wybór portugalskich win jest spory, żadnego nie można kupić na kieliszki, za co Piri Piri znowu traci punkty.

Gdy zamówiliśmy czekoladowe trufle z cynamonem i sosem malinowym (12 zł) oraz mus z białej czekolady (10 zł) i głośno rozważaliśmy wypicie espresso, kelnerka słysząc nasze rozważania, o dwudziestej pierwszej czterdzieści cztery oznajmiła nam, że lokal czynny jest do dwudziestej drugiej, tym samym zniechęcając nas do zamówienia kawy. Mimo, że robiliśmy wszystko, by tym pysznym musem i niesamowicie słodkimi truflami umilić sobie ostatnie chwile w Piri Piri w tym wcieleniu, musicie przyznać, że sytuacja stała się co najmniej nieprzyjemna.

Do Piri Piri już nie wrócimy, ale mam wrażenie, że nikt się tym nie przejmie. Jeśli w lokalu pogania się swoich jedynych klientów, wyliczając im minuty na zjedzenie deseru, nie dziwne, że zmuszony jest organizować wesela i inne tak zwane „przyjęcia okolicznościowe”, by przetrwać.

Plus: stosunkowo niskie ceny.
Minus: koszmarny wystrój, tandetna atmosfera, nieprofesjonalna obsługa.
Polecam na: nie polecam.
Adres: ul. Na Błoniach 7 (zobacz mapę).
Ocena: 2.5/10

13 komentarzy :

  1. I am a Portuguese living in Krakow and I am also very disappointed with Piri-Piri. I was there maybe almost 2 years ago and for sure won't be back. The taste of the food is far from being Portuguese and the music selection just horrible. I understand that getting all the food and Portuguese seasonings is expensive for them but the music... give me a break. If i want to hear that kind I can go to a club but in a restaurant, please...
    I hope the owners would have a chance to re-think their business. If they do they will have me as costumer otherwise Piri-Piri will remain just a name but not a good business

    OdpowiedzUsuń
  2. wybralismy sie z żoną tydzień temu do tej restauracji...krótko mówiąc ...było to po raz pierwszy i ostatni.....kuchnie portugalską lub wogóle śródziemnomorską to moze widzieli na obrazku albo na zdjęciach....po prostu dramat i żenada...a polecony przez kelnerke kurczak piri-piri był makabryczny....szkoda wogóle słów ...pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  3. jedzenie niedobre, obsługa i wystrój fatalne. Kurczak był zbyt słony i miejscami niedpieczony. jadłem w portugalii i portugalskich restauracjach w Anglii ale to co było zaoferowane na krakowskich błoniach daleko odbiega od średniego portugalskiego jedzenia...niestety

    OdpowiedzUsuń
  4. Istnieje jeszcze ta restauracja? Pracowałam dla jej właścicieli - nie tam, w innym lokalu - i wspominam traumatycznie zarówno wystrój mojego ówczesnego miejsca pracy, jak i warunki. Jedzenie było dobre (w przeważającej większości, bo nie próbowałam wszystkiego). Knajpę zamknięto, Piri-Piri też, z tego co wiem, Abstrakt chyba także padł, została Pod Gruszką i chyba nadal należy do tych samych panów.

    Creme brulee Pod Gruszką jest dobre :-)

    OdpowiedzUsuń
  5. Szczerze, to nie wiem, czy Piri Piri zamknięto. Jeszcze niedawno były na Grouponie kupony do tej restauracji, więc wątpię, by już była nieczynna. Ale kto wie...

    A skoro o właścicielach mowa, może wiesz, czy oni mieli kiedykolwiek coś wspólnego z Portugalią? Bo patrząc na Piri Piri, można wysnuć wniosek, że nie. ;-)

    OdpowiedzUsuń
  6. Z tego co wiem, to nie, chyba że liczą się wakacje w Portugalii - ale jeśli tak, to bym sama miała coś wspólnego z wieloma państwami UE i nie tylko ;-)

    Ten Groupon to mogą być ostatnie podrygi... Pamiętam, że mówiło się, że u nich kuchnia prawie nie pracuje, za to piwo schodzi hurtowo.

    OdpowiedzUsuń
  7. Restauracja Piri Piri nie jest już od b.dawna prowadzona przez pierwszych właścicieli, została sprzedana. Niestety kolejny własciciel nie tylko nie zmienił charakteru kuchni o której nie ma pojęcia ale również zostawił prawie wszystkie dania serwując je i przygotowując "na oko" i z ogólnodostępnych produktów....
    Wystarczy wspomnieć że jest właścicielem firmy budowlanej...

    OdpowiedzUsuń
  8. Ja bylam tam w lecie, siedzialam w ogrodku i to troche zmienilo odbior otoczenia. Ogolnie zgadzam sie z opisem, tyle ze ja dla wspomnianych poledwiczek wrocilabym tam. Ponadto byl to dzien swiezo wedzonych ryb na przystawke, ktore byly naprawde pyszne. Moim zdaniem miejsce sie zupenlnie marnuje, a mogloby byc fajna alternatywa dla wszechobecnej w okolicah Bloni oranzerii i jej siostr

    OdpowiedzUsuń
  9. Nie wiem jak było wcześniej ale jeśli jest to prawda co piszecie to ta Restauracja zrobiła duże kroki do przodu. Miałam okazję być tam na obiedzie sum w sosie cytrynowym bardzo smaczny, duże porcje oraz przystępne ceny. Pani kelnerka zaprosiła mnie na warsztaty kulinarne, które organizuje restauracja. Powiem szczerze że bajka, kucharze gotują na sali, można dużo się nauczyć i popróbować. Duży plus i polecam wszystkim, ja na pewno tam wrócę .

    OdpowiedzUsuń
  10. Powiem szczerze, ciężko mi sie odnieść do powyższych komentarzy, bo w zeszły weekend byłam w Piri Piri (po raz pierwszy) i odnoszę wrażenie, że czytam o totalnie innym miejscu ! Co prawda, wystrój może zostawia wiele do życzenia, ale za to jedzenie - pierwsza klasa! Makarony (niestety moja słabość) pyszne, sama zamówiłam coś ze szpinakiem, ale próbowałam też penne curry z talerza męża. Oba odpowiednio doprawione, a jako miłośnik makaronów, często zdarza mi się zamówić jakiś, który smakowicie brzmi w karcie, ale w rzeczywistości okazuje się mdły, bez smaku. Może ktoś zna jeszcze inne miejsca z niezawodnymi pastami w Krakowie?

    OdpowiedzUsuń
  11. Ja dzisiaj z rodzina też trafiłam do tej restauracji. Wystrój pospolity i niezbyt czystko. Toaleta pozostawia wiele do życzenia, brudno i co jest niedopuszczalne z kranu leci zimna woda. Ale ok myślę widziałam gorsze, może jedzenie zrekompensuje mi pierwsze złe wrażenie. Restauracja oferuje opcje , która nazywa się Festiwale smaków, ale po dopytaniu kelnerki okazuje sie ,ze opcja nie jest taka prosta. Zamawia się po jednym daniu, którym pod zadnym pozorem nie można się dzielić z inna osoba, aby otrzymać kolejne danie trzeba wcześniejsze zjeść w całośći. Dla mnie absurd , bo z mężem zawsze zamawiamy rożne dania , aby popróbować. Zamówiliśmy po zupie cebulowej i kremie z cukinii. Okazało się ,że zupa cebulowa w ogóle nie przypominała zupy cebulowej była niedoprawiona i pływały w niej jakieś dziwne kawałki mięsa. W moim kremie z cukinii znalazłam kawałek foli, co odjęło mi apatyt. Od Pani usłyszałam tylko zdawkowe przepraszam . Po półgodzinnym czekaniu na zupę, byłam zła rozczarowana i miałam ochotę wyjść . Drugie danie tez nie powalało , polędwiczki były gumiaste , niedoprawione, a chipsy ziemniaczane zimne i ociekały tłuszczem . Szkoda , bo restauracja ma potencjał, ale ktoś nie umie nią zarządzać a znalezienie czegoś w posiłku jest niedopuszczalne. Niestety nie polecam tego miejsca i nigdy tam już nie zajrzę. Liczyłam na pyszny obiad z okazji dnia kobiet , przynajmniej miałam miłe towarzystwo.

    OdpowiedzUsuń
  12. Byłem ciekawy opinii, bo w ten weekend miałem okazje zabłądzić na błoniach :-)
    Zapach grilla przywołał mnie z daleka. Dla mnie bomba i idealna alternatywa dla okoliczncyh, przepełnionych miejsc.

    OdpowiedzUsuń
  13. Niestety dno...Dobrze że zdecydowali się zamknąć

    OdpowiedzUsuń