4 lutego 2012

Dobra Karma (Katowice)


To miejsce wygląda jak mieszkanie osoby nietuzinkowej. Jest dwupoziomowe, kolorowe i bardzo przytulne – wypełniają je wygodne pufy, regały zastawione książkami i drewniane stoły o różnorakich kształtach. Ceglane ściany i stare drewno połączone są tu z kolorowymi akcentami tak, że wnętrze wygląda jednocześnie na nowoczesne. Znajdziemy tu też nawiązanie do polskiego folkloru w postaci wielkiego bociana siedzącego na piecu kaflowym, słomianych serduszek dyndających pod sufitem, kolorowych rysunków, jakby dziecięcych, i grubych, złotych ram z polskimi przysłowiami. Jednym słowem: miejsce z pomysłem.

Po zapoznaniu się ze stroną internetową i obejrzeniu wnętrza, można odnieść wrażenie, że Dobra Karma to coś więcej niż bar wegetariański – to miejsce przyjazne ludziom, miejsce dla ludzi. Każdy może poczytać tu książkę, obejrzeć komiks, a nawet… pograć w szachy i scrabble. Atmosfera tego miejsca stworzona jest tak, abyśmy tam usiedli i już nie chcieli wyjść. Dobry klimat to jednak tylko połowa sukcesu, więc przyszliśmy sprawdzić, czy rzeczywiście „dobra karma karmi dobrze”. 

Jako świetny chwyt marketingowy lokal wykorzystuje ideę gotowania według Pięciu Przemian. Sprytny to ruch, bo mimo, że nie każdy wie, na czym dokładnie polega, na pewno wielu słyszało, że to coś zdrowego. Mimo, że uważam ten rodzaj gotowania za atrakcyjny we własnej kuchni, jestem sceptycznie nastawiona do tego typu przedsięwzięć w restauracji, bo nie ma to po prostu sensu. Gotując według zasady Pięciu Przemian, musimy przecież mieć na uwadze bardzo indywidualne dane na temat potrzeb żywieniowych osoby, dla której przygotowuje się daną potrawę. Klienci, którzy nie mają pojęcia o takim gotowaniu, wybierają dania z karty tak naprawdę nie wiedząc, które będzie im służyło, a które nie. Można jednak pomysł gotowania według Pięciu Przemian potraktować bardziej symbolicznie i po prostu skorzystać ze świeżych, wegetariańskich dań serwowanych w miłym dla oka wnętrzu.

Lokal odwiedziłam ze znajomymi, więc mogłam popróbować kilku różnych dań, z których pierwszymi były dwie zupy dnia – jarzynowa z kolendrą i krem z białych warzyw. Ta pierwsza okazała się słodkawa, prawdopodobnie zabielona mlekiem, z niewielką ilością marchewki, kalafiora, selera, brokułów i fasoli oraz kilkoma kuleczkami kolendry. Na początku wydawała się dziwna, inna, jakby mdła, ale w trakcie jedzenia doszłam do wniosku, że jest całkiem smaczna - byłaby jednak jeszcze lepsza, gdyby była odrobinę bogatsza pod względem ilości warzyw w miseczce. Druga zupa okazała się natomiast kwaskowata, z mocno wyczuwalnym smakiem pietruszki i selera - nieprzyzwyczajonym do tych smaków nie przypadłaby więc do gustu. 

Zupy zamówione zostały w zestawie w cenie 16 zł (można też kupić osobno za 6,90 zł) wraz z pysznymi kotlecikami ryżowymi z groszkiem. Wszystkie kotleciki podawane są z surówką (kolorowa, różnorodna i smaczna) i sosem czosnkowym. W wielu wegetariańskich barach to właśnie sos ratuje danie – tu jednak miałam wrażenie, że i bez niego byłoby wystarczająco smacznie, za co duży plus!

Interesującą pozycją w menu jest tzw. „pizza przemianowa” z mąki razowej. Nasza (z pomidorem i dużą ilością rukoli – 20,90 zł) była smaczna, ale… nie smakowała jak żadna pizza, jaką jadłam do tej pory. Miłośnicy włoskiego placka mogą się poczuć zawiedzeni, ale sądzę, że jest to ciekawa propozycja w tego typu miejscu. Ciasto jest żółte (!), nie za grube, chrupiące, a jej minusem jest tylko to, że jest dość mała i nie ma możliwości wyboru rozmiaru. Podawana ze świeżym chlebem wieloziarnistym, masełkiem czosnkowym i oliwą z ziołami rekompensuje stosunkowo wysoką cenę - zestaw ten pokochałam od pierwszego kęsa! Rewelacyjny pomysł na „poczekajkę”.

Pobyt dodatkowo umilała herbata Marrakesh Mint (7 zł), podana w eleganckich, śnieżnobiałych filiżankach. Wejście po dość stromych, drewnianych schodach z ogromną tacą pełną filiżanek i z imbryczkiem z wrzątkiem stanowi pewnego rodzaju wyzwanie i szczerze mówiąc wolałabym, by robił to ktoś, kto jest bardziej wyćwiczony w tego typu zadaniach, ale cóż – oto minus samoobsługi!

Na koniec, przy dźwiękach Florence and The Machine, pałaszowałam białą gorącą czekoladę Vergnano z cynamonem i skórką cytrynową (6,90 zł). I tu kolejne rozczarowanie, tym razem dla miłośników gorącej czekolady – to w żadnym razie jej nie przypominało. Gęsta papka to był raczej budyń, ale za to wyśmienity!

Wygląda na to, że w Dobrej Karmie dania są dość specyficzne. Pierwsze kęsy robi się nieśmiało, ostrożnie poznając nowe kombinacje smaków, które z początku wydają się dziwne, momentami nawet nieatrakcyjne. Po chwili przeradzają się one jednak w całkiem przyjemne doznania – i oto mamy drugą połowę sukcesu. Nawet ja, wielka miłośniczka mięsa, dopiero po skończonym posiłku zorientowałam się, że zjadłam dania wegetariańskie i nawet nie zatęskniłam za najmniejszym kawałkiem mięsiwa. Myślę, że właśnie według tego kryterium powinnam oceniać knajpy wegetariańskie: brakuje mi mięsa, czy nie? 

W Dobrej Karmie niczego mi nie brakowało – dobra muzyka, fajny wystrój, świetne towarzystwo i smaczne jedzenie. Wszystko to składa się na dobrą atmosferę, a obecność licznych gości w tym lokalu wydaje się potwierdzać, że to miejsce z pomysłem – i to dobrym!

Moje zdjęcia zrecenzowanych potraw zamieszczam tutaj. Zapraszam!

Plus: ciekawe wnętrze, smaczne wegetariańskie dania, miła obsługa, możliwość zaparkowania samochodu w pobliżu.
Minus:
odrobinę za wysokie ceny, płatność tylko gotówką, samoobsługa.
Polecam:
na kawę z koleżanką, spotkanie ze znajomymi, śniadanie, obiad, kolację.
Adres:
ul. św. Jacka 1 (zobacz mapę).
Ocena:
8.5/10



3 komentarze :

  1. Kocham polskie restauracje, szczegolnie wegetarianskie :) bardzo mi ich brakuje w uk :(
    Ps. To zdjecie narobilo mi apetytu na jedzonko ;)

    Pozdrawiam serdecznie

    OdpowiedzUsuń
  2. Byłam w Dobrej Karmie w maju 2012 i choc z poczatku nazwa nasuwała nam (mnie i znajomym) skojarzenia ze sklepem dla zwierzaków to lokal mile nas zaskoczył. jedzonko bylo smaczne, ładnie pachnialo i mimo, ze jestem mięsozerca to wcale mi tego nie brakowało. Również wzięłam sobie biała czekoladę i byłam zdziwiona bo była strasznie gęsta, tak jak pisze autorka byl to raczej budyń ale byl przepyszny więc nie mam czego załować :) Polecam pójście choć raz dla odmiany i wypróbowania smaków.

    OdpowiedzUsuń
  3. Prawdziwa gorąca czekolada jest właśnie bardzo gęsta. To co zwykle podaje się w lokalach jako gorącą czekoladę, to nic innego jak napój o smaku czekoladowym, któremu daleko nawet do kakao. Następnym razem, jeśli ktoś poda Pani gęstą gorąca czekoladę, proszę to docenić - mało lokali w Polsce to robi.

    OdpowiedzUsuń

Spodobał Ci się tekst? A może nie zgadzasz się z moją opinią? Chętnie poznam Twoje zdanie!

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...