11 marca 2012

Love Krove (Kraków)


Założę się, że większość osób, które nie odwiedziły jeszcze takiego miejsca jak Love Krove*, gdy słyszą, że idę na hamburgera, wyobrażają sobie ociekające tłuszczem wątpliwej jakości mięso z plasterkiem ogórka, keczupem i w nadmuchanej bułce. Okazuje się jednak, że nadeszły nowe czasy dla hamburgerów. Mogą zarówno być niesamowicie smaczne, jak i wyglądać smakowicie. Mogą zachęcać świeżością składników, ich doborem i sympatyczną atmosferą panującą w lokalu. Mogą zachwycać pomysłem.

Dopiero teraz zdałam sobie sprawę, że za bardzo pospieszyłam się z przyznawaniem tytułów najlepszych hamburgerów w Krakowie. Błędem było nie pojawienie się najpierw w Love Krove, miejscu uwielbianym przez tysiące (przynajmniej według Facebookowych statystyk) i nie ujęciu go w recenzji na temat krakowskich hamburgerów. Przyznaję się do błędu i obiecuję poprawę.

Love Krove to ciekawy lokal. Dominuje czerń i biel, na ścianie podziwiać możemy nieco makabryczne, ale zabawne rysunki, a przy ladzie zawalonej najróżniejszymi przedmiotami spotkamy sympatyczną obsługę. W środku panuje pewnego rodzaju rozgardiasz – każde krzesło inne, mnóstwo reklam, ulotek, naklejek, tam scrabble, tu magazyny, ale ogólnie jest miło i przyjemnie, mimo że odrobinie chaotycznie. Wnętrze jest małe, zaledwie kilka stolików, w tym dwa rozkładane przy ścianie – praktyczne rozwiązanie.

Moja pierwsza wizyta miała miejsce w zimowy wieczór i mimo kilku grzejników, nasz pobyt nie należał to najprzyjemniejszych ze względu na chłód. Za to dzięki dokonaniu rezerwacji bardzo uprzejmy młody chłopak zapewnił nam cztery porcje mięsa, więc mogliśmy zjeść hamburgery mimo później pory (nie wszyscy jednak wpadli na to, by zarezerwować stolik (i mięso) i wielu klientów trzeba było odesłać z kwitkiem już około godziny dwudziestej). W menu zaskoczyła nas różnorodność i bardzo atrakcyjne dodatki: rukola, guacamole, sos żurawinowy, oliwki, tabasco, ananas, chorizo, żurawina, pesto, suszone pomidory. Wybór okazał się nadzwyczaj trudny!

Burgery przebite patyczkami do szaszłyków (tylko tak mogły utrzymać pozycję pionową z całą masą składników między jednym kawałkiem bułki, a drugim) podano nam do stolika na sporych talerzach. Estetyczne, zachęcające i… nie sądziłam, że można tak określić hamburgera, ale były po prostu… piękne. Mój wybór padł na Santiago (17 zł) z zielonymi oliwkami, camembertem, suszonymi pomidorami, liściem sałaty (tu błąd, bo miała być rukola!), majonezem i sosem pomidorowym.  Zaczęliśmy się zastanawiać, jak go jeść – nożem i widelcem chyba nie ma sensu, a po wyjęciu patyczka hamburger się rozpada, więc trzeba się postarać i otwierać szeroko usta. Bułka jest zwykła, zupełnie niehamburgerowa, i to jest chyba największy plus – świetnie współgra z resztą i nie nasiąka zbytnio sosem.

Kolejne dwa hamburgery, które z wielkim apetytem pochłonęłam w Love Krove przy innych okazjach to Napoleon (17 zł, ser camembert, sos żurawinowy, liście szpinaku, pomidor, cebula i sos pomidorowy) i George (15 zł, bekon, guacamole, rukola, pomidor, ogórek zielony, cebula, majonez i sos pomidorowy). Oprócz małej wpadki w przypadku tego drugiego (sos został zaserwowany zdecydowanie za zimny, co popsuło odrobinę walory smakowe całości), wszystkie trzy hamburgery były po prostu wyśmienite. Genialny dobór składników, cudowne połączenie smaków. Mięso, najważniejsze w końcu, również pierwsza klasa – soczyste, o wyraźnym smaku, doskonałe. Aż mi ślinka cieknie!

Niektórzy narzekają na ceny – w Love Krove wahają się one między 13 a 17 zł za hamburgera, sałatki są w cenie 18zł, a koktajle za 10 (ACB – sok pomarańczowy i ananasowy, truskawki, syrop kokosowy, grenadine i limonka – to pychota!) i choć hamburgery nie są zbyt duże (widziałam w Krakowie już znacznie większe) i byłabym w stanie zjeść dwa pod rząd, są na tyle oryginalne, że warto skusić się na taki obiad. Jestem pewna, że nie pożałujecie!

Plus: doskonałe burgery, bardzo szeroki wybór dodatków, miła obsługa, scrabble, koktajle.
Minus:
drobne wpadki (pomylone składniki, za zimny sos), czas oczekiwania gdy lokal jest pełen, wieczorami trzeba rezerwować, by się załapać na mięso, zimą chłodno, trudne w jedzeniu hamburgery.
Polecam:
na lunch, obiad, spotkanie z przyjaciółmi.
Adres:
ul. Józefa 8 (teraz ul. Brzozowa 17) | mapa | Facebook
Ocena: 8.5/10



Najnowsza recenzja Love Krove: TUTAJ.

* Love Krove zakończyła już działalność.

7 komentarzy :

  1. Dobrze wiedzieć, też bym nie wpadła na to, że trzeba rezerwować mięso :-)

    OdpowiedzUsuń
  2. zapraszam do nowej lokalizacji na brzozowej 17. hamburgery są jeszcze lepsze, a sama karta bogatsza:D

    obsługa

    OdpowiedzUsuń
  3. Widzę, że burgerszał ogarnął i Kraków :) Pozdrawiam z Warszawy i przy okazji wizyty u nas polecam Barn Burgera:

    http://www.podrozeodkuchni.blogspot.com/2012/11/przeglad-kuchni-amerykanskiej-cz-2.html

    Podróże od Kuchni

    OdpowiedzUsuń
  4. patrząc przez pryzmat wszystkich lokali serwujących burgery w Krakowie, LoveKrove jest niestety na ostatnim miejscu pod wzgledem jakości i smaku.

    OdpowiedzUsuń
  5. W Lovekrove byliśmy jeszcze na Józefa i było marnie. Malutki hamburger (wyszliśmy lekko głodni, to było za małe nawet na lekki lunch), suche mięso, sucha bułka, podwiędnięta sałata, hamburger w postaci wysokiej wieży, rozlatujący się na czynniki pierwsze po wyjęciu patyczka. Raz chcieliśmy dać im jeszcze jedną szansę przy Brzozowej, ale nas wyproszono po 20 z hasłem, że zaraz zamykają. Kolejnej próby już raczej nie będzie.

    OdpowiedzUsuń
  6. zdecydowanie słabizna. zachecona opiniami o tym miejscu poszłam, spróbowałam i raczej już nie wrócę. Ale dla hipsterów miejscówka jak znalazł ;)

    OdpowiedzUsuń
  7. Zdecydowanie potwierdzam 2 powyższe komentarze. LoveKrowe niestety mocno się popsuło. Mały burger, mięso suche(mam wątpliwości, czy to było 100%wołowiny), buła ciągnąca się, długi czas oczekiwania. Nie warto.

    OdpowiedzUsuń