6 marca 2012

Roti Roti (Kraków)


To miejsce nie wygląda ani jak restauracja indyjska w Polsce, ani jak restauracja indyjska w Indiach. Na to pierwsze jest za brzydkie, a na to drugie – za ładne. Roti Roti kusi jednak zupełnie nowym pomysłem, jest to bowiem oryginalny indyjski bar (głównie) z przekąskami. Czy wart odwiedzenia? Podobno tak, ale ja chciałam przekonać się na własne… podniebienie.

Ogromny i kolorowy malunek na zewnętrznej ścianie restauracji zwraca uwagę już z daleka. Po wejściu od razu staje się przed długą ladą, przy której przygotowywane są dania i wielką „instrukcją obsługi” wyjaśniającą, co i jak zamawiać. Nie usłyszeliśmy „dzień dobry”, ale nie zrezygnowaliśmy i zaczęliśmy przyglądać się ogromnemu menu na ścianie, które jest chyba jedyną formą menu w tym lokalu i nie wyjaśnia, co kryje się, przykładowo, pod tajemniczą nazwą pakora. Energiczny, młody mężczyzna za ladą, mówiący w taki sposób, że trudno mi było ocenić, czy jest arogancki, czy sympatyczny, bez zająknięcia wyrecytował całe menu dnia opisując po kolei indyjskie dania. Przez te kilkadziesiąt długich sekund robił jednocześnie kilka rzeczy naraz i mówił z tak zawrotną prędkością, że miałam trudności z ustaleniem granicy między poszczególnymi daniami, a co dopiero zapamiętaniem ich. 

Trochę na chybił-trafił złożyliśmy więc nasze zamówienie i udaliśmy się do jednej z dwóch jasnych sal. Wnętrze wydaje się odrobinę surowe, puste i jakby za bardzo poukładane, jakże inne od wystroju jakiejkolwiek indyjskiej restauracji w Polsce. Mimo to jest w pewnym sensie przytulne i całkiem ładne, nawet z tymi plastikowymi pomarańczowymi i niebieskimi krzesłami. Widać także, że powstało dzięki fascynacji Indiami i ich kulturą – na ścianie wiszą, niestety jeszcze nieliczne, fotografie, z kolei na regałach znajdziemy kilka książek związanych z Indiami (niestety wszystkie po angielsku), a na pustej ścianie wyświetlane są filmy. 

Stosunkowo szybko na stole pojawia się zupa dnia – Dal – z soczewicą, pomidorami, cebulą i masalą (5 zł). Jest ciemnobrązowa i dość gęsta, co nie wygląda zbyt apetycznie, ale okazała się bardzo smaczna i pożywna. Samosa z wieprzowiną (5 zł, 1 szt.) to dobrze przyrządzone, w świetnym, nie za twardym cieście, sycące indyjskie pierożki. Miałam okazję spróbować dwóch różnych sosów – daktylowego i kolendrowego. Ten pierwszy – przepyszny, a drugi – dość pikantny i niestety serwowany zdecydowanie za zimny, przez co w ogóle mi nie smakował. Podobnie sałatka na bazie kuskus (8 zł) z grillowanym kurczakiem, czerwoną, zieloną i żółtą papryką i pikantnym jogurtowym sosem była zdecydowanie za zimna, jakby dopiero co wyjęta z lodówki. 

Największa duma Roti Roti to… roti, czyli pszenny placek robiony na miejscu z nadzieniem wegetariańskim lub mięsnym. Skusiłam się na Chicken Palak czyli kurczaka ze szpinakiem w marynacie jogurtowej z kardamonem i cynamonem (12zł) – doskonale przyprawione, bardzo oryginalne w smaku kawałki kurczaka, podawane z liśćmi sałaty, czerwoną cebulą i niestety słabo wyczuwalnym szpinakiem. Za to placek – pierwsza klasa, a całość godna polecenia!

W menu nie mogło zabraknąć Masala Chai (5 zł), czyli herbatki indyjskiej z kardamonem, imbirem, goździkami i cynamonem, podawanej ze sporą ilością cukru i mlekiem – to moja ulubiona herbata i przyznam, że w Roti Roti została przyrządzona całkiem nieźle. Nieźle też zostało przemyślane to miejsce; coś czuję, że po naprawieniu kilku niedociągnięć ten sympatyczny indyjski bar z przekąskami stanie się jednym z najczęściej odwiedzanych miejsc na krakowskim Kazimierzu.

Plus: niewysokie ceny, oryginalne indyjskie smaki, ciekawe pozycje w menu.
Minus:
niezbyt miła obsługa, niektóre dania za zimne, odrobinę niedopracowane wnętrze.
Polecam:
na przekąskę, lunch.
Adres:
Węgłowa 4 | mapa
Ocena:
7/10



Więcej zdjęć opisywanych dań z Roti Roti możecie znaleźć tutaj.  

1 komentarz :

  1. Nigdy nie byłam w Indiach, nie byłam wcześniej w indyjskiej restauracji. Jednak podskórnie wyobrażałam sobie, że wszystko będzie z przepychem. Jakim zaskoczeniem była średniej wielkości miseczka dania. Skosztowałam 2 (bakłażan i ciecierzyca) które wg skali są najdelikatniejsze - niestety dla mnie okazały się za ostre:(
    Później miałam jeszcze okazję spróbować pakory i była pyszna.
    Jednak na mój (jak się okazało bardzooo europejski) żołądek kuchnia indyjska jest za ostra:)

    OdpowiedzUsuń