6 kwietnia 2012

Papryczki 5 (Kraków)

Nic tak skutecznie jak kupon z zakupów grupowych nie zachęciłoby mnie do odwiedzenia jednej z 9217483648734 włoskich restauracji w Krakowie. Aż boję się policzyć, ile ich jest w okolicach Rynku Głównego. Każda musi się czymś wyróżniać, aby przyciągnąć klientów. Albo odciągnąć, jak wolą niektóre, a Papryczki 5 najwyraźniej jest jedną z nich.

Wnętrze jest ładne, powiedzmy – poprawne. Ciekawy, ogromny żyrandol przyciągnie na chwilę uwagę, ale mógłby być czymś ozdobiony, bo trochę straszy pustymi prętami. Otaczają nas drewniane meble, na ścianach odcienie bieli, beżu i brązu, oraz kilka donic z naturalnymi kwiatami. Małe, niepozorne lampki dodają temu nijakiemu wnętrzu klimatu, który sprawia, że wieczorem jest tam dość przytulnie. Ot, włoska knajpa w Krakowie.

Był to wtorkowy wieczór, więc można się było domyślić, że restauracja będzie świeciła pustkami. Mimo to zarezerwowaliśmy stolik, bo taki był warunek skorzystania z kuponu. Co zwróciło moją uwagę to fakt, że kelnerki usadawiały klientów w jednym kącie restauracji, mimo że zarówno druga część sali, jak i sala obok, były całkowicie puste. W rezultacie ponad dziesięć osób upchano w jednym rogu, w tym dość głośną i gadatliwą rodzinę, która wylądowała tuż obok nas. Mało tego, z kuchni docierały do nas bardzo głośne dźwięki układanych talerzy i rozmowy kucharzy, które z łatwością przedzierały się przez miłą i delikatną muzykę w stylu Katie Melua sączącą się z głośników.

Najbardziej irytujące nie były ani te talerze, ani ściśnięci klienci, ani nawet kelnerka, która pojawiła się po długich minutach, ale pani manager lub właściciel, w każdym razie ktoś, kto ma pozwolenie na siedzenie w odległości trzech metrów od gości, z laptopami, papierami, komórkami i kalkulatorami. Ponadto, pani ta, w obecności gości, miała czelność ustalać grafiki ze swoimi pracownikami i przeprowadzać długie rozmowy na temat rozliczania napiwków. Skoro upchano wszystkich gości w jeden kąt, nie rozumiem dlaczego nie usadowiła się tam, gdzie było o wiele więcej przestrzeni i przede wszystkim warunki do przeprowadzania rozmów, których goście z całą pewnością nie powinni słuchać.

Gdy udało mi się zignorować te wszystkie zaniedbania, zajrzałam w końcu do menu. Kupon obejmował pizzę, więc na niej się skupiłam. Wybór nie był zbyt duży, a kompozycje nie okazały się zbyt oryginalne. Zdecydowałam się więc na klasykę – pizzę z szynką parmeńską, rukolą i parmezanem (25zł). I nie mogę nic jej zarzucić (może oprócz tego, że dotarła do stolika po około 40 minutach! Aż strach pomyśleć, ile wynosi czas oczekiwania w weekendowe wieczory) – ciasto było bardzo dobre i bardzo smaczne, a klasyczne, dobrej jakości składniki wypełniały placek w odpowiednich proporcjach. Niestety nie mogę powiedzieć tego samego o pizzy mojego towarzysza – obecność zaledwie dwóch, może czterech oliwek na całym placku była odrobinę zniechęcająca.

Jako że zwykle jestem dość niezdecydowana w kwestii deseru i bardzo długo zastanawiam się, czy wolę crème brûlée czy może kawałek ciasta, uważam, że Papryczki 5 oferują doskonałe rozwiązanie, na które, jak dotąd, jeszcze nigdzie się nie natknęłam. Kawa smakosza (18zł), bo tak nazywa się połączenie trzech minideserów podawanych z kawą espresso (bardzo dobrą, za to plus!), to fantastyczna propozycja dla niezdecydowanych! Każdy z tych minideserków był pyszny i w doskonałych proporcjach, dokładnie takich, jakich potrzeba, by nacieszyć się każdym smakiem z osobna. Brawo za pomysł.

Niestety, ani deser, ani niezła pizza nie ratuje sytuacji w tym lokalu. Niesmak ze względu na złą organizację i lekceważące podejście do klienta pozostał do samego końca. Kelnerka, zamiast spieszyć się z podaniem rachunku, testowała naszą cierpliwość uczestnicząc w pogaduszkach z koleżanką z pracy, skutecznie marnując nasz czas. Gdy inna zauważyła, że ubieram płaszcz i mam ochotę udać się do wyjścia nie płacąc, zwróciła jej uwagę, a ta, z niewinnym uśmiechem,  w końcu podeszła do nas z rachunkiem. To wszystko utwierdza mnie w przekonaniu, że są miejsca, nawet w samym centrum, które potrzebują konkretnych zmian, by przetrwać. Dopóki personel, łącznie z właścicielem, nie nauczą się szacunku do klienta, Papryczkom nawet kupony nie pomogą.

Plus: dobra pizza, świetny deser, miła muzyka.
Minus: mało oryginalne wnętrze, opieszałość personelu, dziwne zasady organizacyjne, tupet pani manager.
Polecam: na deser i kawę, a podobną pizzę w o wiele przyjemniejszej atmosferze można zjeść gdzie indziej.
Adres: ul. Mikołajska 5 | mapa | FB | www
Ocena: 4.5/10


Więcej moich zdjęć z wizyty w tym lokalu zamieściłam tutaj.

10 komentarzy :

  1. Fajny blog, "zalajkuję go" bo tak jak Pani kocha jeść ja kocham czytać:-D

    Uwaga o pani menadżer, która załatwia sprawy służbowe przy gościach i omawia sprawy napiwków (sic!) sprawiła, że raczej do tej knajpy się nie wybiorę.

    OdpowiedzUsuń
  2. Zastanawiam się, czy wielość włoskich lokali w Krakowie i w Polsce jest konsekwencją naszych wyborów i preferencji jedzeniowych, czy może ich przyczyną.

    Nurtuje mnie to od dawna. Nawiasem mówiąc, bardzo lubię kuchnię włoską, ale chyba trochę inaczej ją postrzegam niż większość naszych rodaków, dla których jest pizza, długo nic, a potem rozgotowany makaron.

    OdpowiedzUsuń
  3. Wspaniała pizza jest tam z łososiem! Polecam. :)

    OdpowiedzUsuń
  4. nie przypadlo mi do gustu, pizza raczej smaczna, ale jak lubie cienkie ciasto to tutaj bylo za cienki i spieczone (nie przypalone), ze mialem wrazenie jedzenia kruchego wafelka. do tego dlugie oczekiwanie na pizze i zbyt wysokie ceny (w stosunku do gramatury)

    OdpowiedzUsuń
  5. Ostatnio się poprawiło, byłam w Walentynki i obsługa miła i uwijała się jak w ulu, jedzenie pyszne! Ja polecam.

    OdpowiedzUsuń
  6. Kawa Smakosza - Cafe Gourmand - to bardzo popularna opcja we Francuskich restauracjach ;-) Wybory są ciężkie, trzbe a gościom ułatwiać!

    OdpowiedzUsuń
  7. Zamówiłem dla siebie oraz żony dwa różne dania. Lazania oraz pizza. Kucharz nie posiadł umiejętności przygotowania dań, aby podać je klientom w tym samym czasie. Efekt. Lazania Ciepła. Pizza spalona na wiór, ciasto suche jak suchar, i do tego zimne. Osobiście nie polecam tej restauracji

    OdpowiedzUsuń
  8. Byłam tam ze znajomymi, zamówiliśmy owoce morza i niestety kolejny dzień wyjęty z życia. Zatrucie pokarmowe. Nie polecam.

    OdpowiedzUsuń
  9. i wjechała ta surowa kaczka i tekst kelnerki : i jak smakuje? ... :):):) no proszę ja Was Panowie Właściciele ...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przepraszam Pani Partner i Panie Partnerze wg KRS

      Usuń