16 maja 2012

Pod Wawelem (Kraków)

Zgiełk i zamieszanie. Tak będę wspominać knajpę, która dotąd kojarzyła mi się tylko z gigantycznym sznyclem. A przyznać trzeba, że w  Pod Wawelem porcje są ogromne i chyba taka jest strategia tej restauracji – dawać dobrze jeść i lać dużo piwska. Jak to jednak wygląda w praktyce i czy cieszy się zainteresowaniem? 

Tego ostatniego knajpie nie brakuje, szczególnie w poniedziałkowe wieczory, kiedy w promocyjnej cenie (15 zł) podawany jest sznycel olbrzym. Dwukrotnie uczestniczyłam już w tej wielkiej, głośnej fecie na wzór Oktoberfest: dwie ogromne sale (skądinąd całkiem fajnie urządzone) i weranda po brzegi zapełnione ludźmi próbującymi władować w siebie olbrzymie porcje mięsa, frytek i piwa. Między nimi biegają ubrane w zielone kubraczki kelnerki trzymające litrowe kufle (pełne) po cztery bądź pięć w każdej ręce. Szczerze współczuję tej zabieganej obsłudze ocierającej pot z czoła po każdej doniesionej do stolika ogromnej porcji żarcia, a to wszystko w niewyobrażalnym gwarze przepełnionych do granic możliwości sal.

Wyżej wspomniany sznycel olbrzym podawany jest z ćwiartką cytryny i frytkami lub sałatką ziemniaczaną. Dopóki ktoś tego nie zobaczy na żywo, to nie uwierzy, ale ten sznycel jest naprawdę ogromny, wręcz „wylewa” się za poza talerz prosto na brudny obrus, tym samym bijąc na głowę wielkiego schabowego z karczmy „Bida” pod Olkuszem, którego jak dotąd uważałam za największego na świecie. Na rozmiarze jednak kończą się zachwyty, bo sznycel jest po prostu bardzo cienki i strasznie suchy. Do tego stosunkowo mała porcja frytek nienajlepszej jakości lub sałatka ziemniaczana, której na szczęście nie wzięłam, bo na stoliku obok wyglądała niezbyt zachęcająco, żeby nie powiedzieć źle. Ciekawa jestem, czy to przez tę sałatkę klienci lądują przy zabawnym „stanowisku” w toalecie (ci, którzy byli, wiedzą, o które chodzi). 

W trakcie drugiej wizyty lokal był tak samo pełen, tłum tak samo przeraźliwie głośny, ale wizyta jeszcze bardziej rozczarowująca. Stwierdziłam, że na sznycla już nie postawię, więc zaryzykowałam kiełbasę jagnięcą z grilla z frytkami i kapustą bawarską (19,90 zł). Dwa średnio smaczne zawijasy na górze frytek, białej kapusty obsypanej papryką konserwową i tego czegoś, co w menu nazwane zostało „kapustą bawarską”, a co dla mnie było wręcz niejadalne. Moi znajomi-obcokrajowcy, niejako przez których po raz drugi znalazłam się Pod Wawelem, o dziwo byli całkiem zadowoleni ze stosu taniego jedzenia i litrów dobrego polskiego piwa. Może to właśnie w tę grupę docelową mierzą właściciele? W wygłodniałych turystów, którym w portfelu zostały już ostatnie złotówki?

Ale były w tym wszystkim i miłe akcenty: darmowy poczęstunek w postaci ogórków i kapusty kiszonej  na początek (naprawdę świetnej i chrupiącej!) i kieliszek wiśniówki dla każdego gościa na koniec posiłku. Spróbowałam też białej kiełbasy z grilla z chrzanem (7,90 zł), która była dość smaczna, a u koleżanki podpatrzyłam rosół, który został podany w przeuroczym garnuszku. Ale wizyty i tak nie wspominam pozytywnie, bo w tym uciążliwym hałasie tak rozbolała mnie głowa, że tylko czekałam, aż którykolwiek z nagabywanych przez nas kelnerów (a było ich trzech) przyniesie nam rachunek w czasie krótszym niż piętnaście minut. 

Kiedy się doczekałam, wyszłam (uprzednio ważąc się ze znajomymi na ogromnej wadze przy wyjściu – razem 365 kg, ale niestety nie wiemy ile było przed wejściem) i patrząc na pięknie oświetlony Wawel zastanawiałam się, kto czerpie przyjemność z obżerania się w tym chaosie? Dla kogo to jest atrakcyjne? Bo atrakcyjne na pewno jest, skoro do lokalu ustawiają się długie kolejki gości czekających kilkanaście minut na stolik. A zakładam, że nie stoją tam tylko po to, by zjeść kolację z widokiem na Wawel.

Plus: niskie ceny, promocje, specyficzny i dla wielu pewnie ciekawy klimat, duże porcje.
Minus: kompletny chaos, gwar i hałas, zagubiona obsługa bez uśmiechu, niesmaczne jedzenie.
Polecam: chcącym zrobić sobie zdjęcie z wielkim sznyclem, turystom, desperatom.
Adres: ul. Św. Gertrudy 26-29 (zobacz mapę).
Ocena: 3.5/10




Więcej zdjęć z mojej wizyty w tym lokalu zamieściłam tutaj.

19 komentarzy :

  1. Ja tam byłam raz, nie było takiego potwornego tłumu, a próbowałam golonki po bawarsku i chociaż golonka nie jest jakimś moim ulubionym daniem, to ta była b. smaczna :) Może po prostu warto tam iść w jakiś spokojniejszy dzień i omijać tego typu promocje :)

    OdpowiedzUsuń
  2. A ja jadłam tam kiedyś to: Ognista szpada z kurczaka (lub wieprzowa), bekonu, cebuli, papryki z ryżem z ziemniakami farmerskimi oraz surówką z białej i czerwonej kapusty. Brzmiało i wyglądało niesamowicie, smakowało.. gorzej. Kupa ryżu i ziemniaków (zaskakujące połączenie, ziemniaki niezbyt smaczne), kupa mięsa i trochę wyżej wspomnianych warzyw. Nie wyszłam stamtąd zbyt zadowolona, zwłaszcza, że znajomy faktycznie miał po swoim daniu niezłe rewolucje żołądkowe.. :/

    OdpowiedzUsuń
  3. w tej lokalizacji nie trzeba się starać po prostu, smyranie kotletem po tym stole to raczej mało smaczne też jest, byłem ze dwa razy to skusiłem się na piwo i frytki, średnie :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Ja jadłem golonkę po węgiersku i była bardzo smaczna. Ale to było w zimie :) Nie wiem, jak teraz. Wtedy w każdym razie byłem bardzo zadowolony. Kiszoniaki i kapusta do wódeczki - bardzo mi to pasowało. W sumie oceniłem ich na blogu bardzo pozytywnie, ale przy takim ruchu raczej trzeba się spodziewać, że nie zawsze będzie "równo".

    OdpowiedzUsuń
  5. mniam pasowało by się wybrać a przede wszystkim bym zjadła tą goloneczkę : ) mniam aż mi ślinka cieknie .!!

    pozdrawiam i zapraszam na mojego bloga ;
    http://zielona-pantera.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  6. tanio, dużo i niesmacznie - masz całkowitą rację! :)
    ja nie mam zbyt dobrych wspomnień z tego baru. niestety zabraliśmy tam znajomych w pewną ruchliwą niedzielę. piwo przyszło błyskawicznie, zupy też dość szybko, ale kompot dostałam po 2 godzinach [!] a dania główne po 2,5h.. obsługiwało nas chyba 8 kelnerów i po prostu nie wiedzieliśmy kogo mamy opierdzielić za taką obsługę. powinniśmy stamtąd uciec, no ale chęć jak najszybszego zapchania kichy zwyciężyła.
    plus za dobrą wiśnióweczkę na koniec. a tak poza wystrojem to nic ciekawego, omijamy szerokim łukiem.

    OdpowiedzUsuń
  7. Byłem kilka razy, jedzenie bywa niezłe, choć sznycla najlepszego jadłem w Wiedniu i takąż sałatkę ziemniaczaną. W tym lokalu, to zwykła porcja tylko rozbita przez wsciekłego kucharza na miazgę grubosci 2mm i spalony na wiór. Jak ktoś lubi chipsy...
    Jadłem tam też rybki i pare razy inne rzeczy i mi smakowało. Porcje wielkie i w sumie sympatiko, ale jedyne miejsce gdzie idzie wytrzymac tłok i łomot to jedna salka dla rodziców, pod schodami, z tyłu. Tam jesli jest miejsce jest super a i dzieci na górze mają opiekę. Poza tą salką, absolutny przemiał, hałas i masówa. Współczuję kelnerkom. Obsługa jest ok, tylko czasem nie wyrabiają na zakrętach, Tym większy plus za usmiechy do klientów, mimo wszystko.
    Znajoma ostatnio znalazła tam drut w potrawie więc nie wiem. Miejsce dobre dla zarezerwowania dużej sali dla konkretnej grupy znajomych, wtedy hałas tak nie przeszkadza, bo swojski hałas.
    Ale żeby tak iść samemu to nie bardzo.

    OdpowiedzUsuń
  8. Ten lokal to czysta katastrofa, z pólki pt. "for tourists only". Za duzo sczczególnie niesmacznego, niezdrowego i tlustego jedzenia a la bar mleczny na peryferiach z taka sama obsluga. Najwiekszym "rip-off"'em jest fakt, ze do stoliku ponad 10 osób zalicza sie 20% dodatek do ceny rachunku, w dodatku nie mozna placić osobno - masakra. Nie wracam!

    OdpowiedzUsuń
  9. a propos golonki po węgiersku: nic tak zepsutego zlymi, za ostrymi przyprawami oraz dodatkami w zyciu nie jadlem...

    OdpowiedzUsuń
  10. Nie mogę uwierzyć w to, co piszecie. Polecam to miejsce od dawna znajomym, sam byłem tam ok. 30 razy (wiem z Foursquare) i zawsze wychodziłem bardzo zadowolony. Ognista szpada, łosoś, czy sznycel olbrzym to sztandarowe i zawsze smaczne dania. Koncepcja tego miejsca wpisuję się właśnie w ten "chaos" - jest muzyka na żywo, wiele ludzi, głośno, przychodzi się jak na biesiadę. To nie jest restauracja, do której w ciszy przychodzisz zjeść z drugą osobą, takich jest pełno w Krakowie a ta nigdy nie pretendowała do takiego statusu. Mile wspominam to miejsce i zawsze chętnie do niego wrócę (mam nadzieję, że ten komentarz będzie małą przeciwwagą). Mimo wszystko cieszę się, że Twoje oceny są bardzo subiektywne nawet, jeśli czasem z nimi ewidentnie się nie zgadzam :)

    OdpowiedzUsuń
  11. niestety zupełnie się nie zgadzam! byłam tam mniej więcej 5/6 razy. jadłam dwa razy tatara - świetny, dwa razy geenialny żurek (mój znajomy z Austrii do dziś wspomina że gdy wróci do Krakowa, to bedzie pirwszy punkt na jego trasie), raz przepyszne pierogi ruskie i golonkę która również mi smakowała. to miejsce bardzo pasuje mi klimatem, wystrojem i często polecam je każdemu znajomemu oraz turyście. obsługa jest zawsze na 5 z +. baaardzo mnie zdziwiła ta opinia ponieważ nie uważam się za "desperatkę" którym polecasz to miejsce..

    OdpowiedzUsuń
  12. dużoi bardzo niesmacznie.najlepsza pozycja w karcie to PIWO i nic poza tym.Obsługa zarozumiała i nie miła.zdecydowanie nie polecam.

    OdpowiedzUsuń
  13. Ja także nie zgodzę się z tą opinią. Jest to głównie restauracja biesiadna, gdzie idzie się w dużym gronie znajomych żeby razem zjeść, porozmawiać i pośmiać się bez spoglądania dookoła na obsługę, która w innych restauracjach już dawno zwróciła by uwagę na zbyt głośne zachowanie. Jedzenie jest proste, może nie jest wyszukane ale przyzwoite. Je się w sympatycznej atmosferze, w oryginalnym wnętrzu w klimatach bawarskich. Miła obsługa, kawały puszczane w toaletach, osobna sala dla rodzin z dziećmi, przystępne ceny i kieliszek naleweczki do rachunku - dla mnie plusy. Jak przypadkiem się wyda, że ktoś z klientów ma urodziny lub imieniny (ja przyszłam z kwiatami do restauracji i obsługa mnie zapytała czy to z jakieś szczególnej okazji) można liczyć na niespodziankę: szef kuchni z obsługą zjawiają się przy stoliku z ciastkiem ze świeczką i śpiewają "sto lat" - co jest bardzo miłe i rzadkie - bo nikt im nie karze. Jest to sympatyczne miejsce - polecam !!!. Ja tam wrócę, choćby na wyśmienitego tatara.

    OdpowiedzUsuń
  14. czerwone światełko zapaliło się gdy zasiadłem do stolika, brudne poplamione obrusy i serwetki zaostrzyły moją czujność .Sznycel przypominał mi panierowany kawał pergaminu, cienka warstwa mięsa nie pozwoliła doszukać się innego smaku.Na pocieszenie dostałem smaczne, dobrze schłodzone piwko. Nie polecam.

    OdpowiedzUsuń
  15. jestem zdziwiona Twoim wpisem :) wg mnie Pod Wawelem to bardzo przyjemna restauracja. Byłam w niej kilkukrotnie i jadłam najlepszegon steka z wołowiny argentyńskiej. Także tatar, barszczyk czerwony i szpada dają radę (sos barbecue - poezja!). Z chęcią wybiorę się tam jeszcze nie raz :)

    OdpowiedzUsuń
  16. To byl moj najgorszy sylwester w zyciu ktory spedzilam w restauracji "pod wawelem"...
    A specjalnie jechalam az 600 km...
    420 zl od pary....jedzenia prawie wcale..zadnej salatki ani przystawki...po polnocy zakrecony kelner probowal nam wmowic ze wieprzoeina ktora podal to wolowina....
    nie juz nigdy wiecej nie odwiedze tej restauracji...tak jestem rozczarowana..

    OdpowiedzUsuń
  17. Odwiedziłem wczoraj i stwierdzam, że jedynym plusem knajpy jest naprawdę smaczne piwo, w stosunkowo niskiej cenie. Zupa gulaszowa do dupy, kaszanka do dupy, musztarda do kaszanki do 2 dup, filet z kurczaka do dupy, wiśniówka do dupy. Pod Wawelem to piwo, piwo i jeszcze raz piwo.

    OdpowiedzUsuń
  18. A ja tam bywam bardzo często. Owszem jest głośno, owszem międzynarodowo ale właśnie dlatego tam chodzę. Nie ma tam żadnego zadęcia ani szpanu, luz blus. Młodzi starzy dzieci, raz nawet widziałam dwie zakonnice. Do tego cudowna muzyka na żywo , o której nie wspomniałaś. No i rewelacyjny plac zabaw dla dzieci, gdzie moje dziciaki i znajomych mogą się bawić godzinami w dodatku bezpłatnie i bezpiecznie. Piwo rewelacja a jedzenie wcale nie takie złe, wspaniałe pierogi i pyszne zupy. Kotletów i sznycli olbrzymów nie jem, bo w ogóle nie jem, więc się nie wypowiadam. Ja tam chodzę właśnie z powodu gwaru, uśmiechu i tego wesołego miszmaszu, Niemców, Austriaków, Włochów, Hiszpanów, Anglików itd. I co ciekawe oni są uśmiechnięci, zadowoleni, tańczą, klaszczą i się zachwycają! dla mnie bomba! Odrobina luzu u nas pod Wawelem!

    OdpowiedzUsuń

Spodobał Ci się tekst? A może nie zgadzasz się z moją opinią? Chętnie poznam Twoje zdanie!

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...