19 czerwca 2012

Tutto Bene (Kraków)


Do Tutto Bene wybrałam się tylko dlatego, że honorują tam kartę FoodieCard, którą niedawno otrzymałam w prezencie. Z zewnątrz lokal niczym szczególnym się nie wyróżnia. No, może szyldem z napisem „kuchnia włosko-góralska”, co przybiera dość groteskową postać w (nieaktualnym zresztą) menu na stronie internetowej, gdzie na przykład nad pozycją z risotto z krewetkami przeczytamy „Wszystkie potrawy robione są ręcznie z najświeższych produktów sprowadzanych z gór.” 

Mniejsza jednak o ręcznie robione góralskie krewetki, ważne jest to, co faktycznie znajdziemy w środku. A tam dwie sale: jedna jakby w górskim klimacie, ale nie do końca. Nie wystarczy rzucić na dywan skóry niedźwiadków i kilka belek drewna, a na wieszakach powiesić regionalne szmatki, by wnętrze nabrało klimatu. I mimo że szydełkowe obrusy mają swój urok, ja na oscypka do włoskiej restauracji nie przyszłam, więc wybrałam drugą salę w głębi lokalu, która bardziej pasuje do kuchni włoskiej. Niestety klimat jest tu tak ponury, smutny i babciny, że aż się dziwię, jak można było do tego dopuścić. Żyrandol z kilkoma niedziałającymi żarówkami, lekko zwiędnięte kwiaty na stołach (przynajmniej naturalne), wątpliwej wartości estetycznej wazony na starym pianinie, no i pożółkłe ściany z jakimiś pojedynczymi zdjęciami. Nieciekawie, jednym słowem.

W przeciwieństwie do menu, które jest nawet zachęcające, gdyby nie niektóre wygórowane ceny (rosół za 10 zł, de volaille za 35) i drobne zamieszanie (włoską bruschettę znajdziemy zaraz obok góralskiego oscypka z żurawiną i meksykańskich nachos z dipem). Włoskie menu jest jednak ciekawe, a ceny w miarę przystępne. Wybieramy zupę rybną z sandacza i łososia z warzywami (14 zł), lasagne z tradycyjnym sosem bolońskim (24 zł) i tagliatelle ze szpinakiem, czosnkiem, krewetkami i parmezanem (24 zł), a w ramach przystawki mała pizza Salame z sosem pomidorowym, serem, salami i oregano (18 zł).

Po złożeniu zamówienia zaczęliśmy się zastanawiać, czy przypadkiem nie przesadziliśmy z ilością jedzenia, ale uspokoiliśmy się po zobaczeniu pizzy - była maleńka. Co do smaku, to cóż – całkiem poprawna, ale nie jest to najlepsza pizza w mieście; ot, zwyczajna, dobra włoska pizza z salami, w nieco wygórowanej cenie. Zupa rybna na rosole, pełna szczególnie marchewki, podana została z dwoma pysznymi, cieplutkimi zawijasami z ciasta na pizzę. Ogólnie sycąca i zaskakująco dobra. Lasagne nie próbowałam, ale widziałam, że nie została wycięta z jednej wielkiej formy i ponownie odgrzana, a przygotowana (prawdopodobnie) na świeżo w głębokim talerzu i przyozdobiona dość obfitą gałązką bazylii; osobie towarzyszącej bardzo smakowała. Ja jednak uwagę skupiłam na wyżej wspomnianym tagliatelle, które prezentowało się bajecznie. Ogromna porcja, również z pokaźną ilością bazylii (brawo, tak powinno być!) i parmezanu. Głównym minusem było to, że krewetki były wręcz maciupeńkie – danie nabrałoby zupełnie innego wymiaru gdyby pojawiły się w nim krewetki przynajmniej średniej wielkości. To, że w daniu przeważał makaron i ser sprawiło, że było dość „zamulające” i nie byłam w stanie go dokończyć, niemniej jednak było bardzo smaczne. 

Tutto Bene, lokal początkowo rozczarowujący, nadrobił więc dobrymi smakami i obfitością dań, które wymagają wprawdzie małych poprawek, ale pokazują potencjał kucharzy. Wśród tak licznych miejsc oferujących kuchnię włoską postanowił się czymś wyróżnić, niemniej jednak mam poważne wątpliwości, czy kuchnia góralska w połączeniu z włoską to na pewno dobry kierunek. Właściciele – zdecydujcie się, bo tak sprzeczne połączenia zwykle nie zdają egzaminu (przykład tutaj)!

Plus: miła obsługa, dobre jedzenie, pokaźne porcje, niedługi czas oczekiwania.
Minus: ponury i przygnębiający wystrój, niektóre dania do poprawki, nieaktualne menu na stronie internetowej.
Polecam: na w miarę niedrogi włoski obiad.
Adres: ul. Św. Sebastiana 25
Ocena: 5.5



Zdjęcia pozostałych dań można obejrzeć tutaj.

Bądź na bieżąco:

Kolejna wizyta: 10.11.2012

Po pięciu miesiącach wróciłam do Tutto Bene dwukrotnie i zauważyłam, że kilka rzeczy się zmieniło. Nie przypominam sobie na przykład, by wcześniej podawano tam czekadełko, a tym razem na stole pojawiły się pyszne i jeszcze ciepłe zawijasy z ciasta drożdżowego podane z oliwą – bardzo prosta i smaczna przekąska. Menu uległo zmianie – opisana przeze mnie lazania zniknęła, a zastąpiło ją podobnie podawane cannelloni. Zupy rybnej też się nie doszukałam, a szkoda, bo była smaczna. Odkryłam też, że Tutto Bene robi świetne risotto z krewetkami, czosnkiem, cukinią i parmezanem (18zł). Wieczorową, jesienną porą wnętrze – nawet część „góralska” – jest całkiem przytulne. I ostatecznie wyszłabym stamtąd pozytywnie zaskoczona, gdyby nie jedna wpadka która – o ile była umyślna – dość mocno zniechęca. Wyżej wspomniane risotto z krewetkami zamówiłam na miejscu, a na wynos wyraźnie poprosiłam o inne: z kurczakiem, kukurydzą, pieczarkami, papryką i parmezanem (18zł). Dostałam dobrze zapakowany pojemnik owinięty folią alimuniową i workiem. Nie sprawdzałam, co jest w środku, i dopiero później okazało się, że jest to to samo risotto, które jadłam w restauracji. Pytanie brzmi: czy było to umyślne zagranie kucharza, czy zwykła pomyłka? Mam nadzieję, że to drugie!

3 komentarze :

  1. Jest nam niezmiernie miło, że znalazła Pani czas na wizytę w naszej restauracji i skosztowanie potraw.
    Pani sugestie przyjmujemy jako motywację do kolejnych działań licząc również na obiektywne oceny przyszłych i obecnych Klientów.
    Pozostaje mi jeszcze wyjaśnić, iż pomysł na połączenie tych dwóch kultur zrodził się z miłości góralki do kuchni włoskiej:)
    Serdecznie zapraszam
    Monika Kidoń

    OdpowiedzUsuń
  2. Jadłam tam pyszny deser - tartę czekoladową, bardzo gorąco polecam, super skomponowany. Poza tym tosty (ok) i risotto - do niego niestety muszę się przyczepić, bo było zrobione na zwykłym ryżu, i nie czepiałabym sie o to gdyby danie było nazwane "ryż z grzybami", a nie risotto. To mnie rozczarowało, ale na ten deser tam wrócę!

    OdpowiedzUsuń
  3. żenada ... więcej tam nie przyjdę zjadłam tam oscypka z żurawina po czym po pół godziny zwymiotowałam...
    a po za tym mój mąż dostał rachunek wydrukowany chyba drukarką a nie kasą fiskalną... żenada...:(

    OdpowiedzUsuń