28 lipca 2012

Cogut & Wino (Sosnowiec)


Niedawno w Sosnowcu otwarto nowe miejsce. Co więcej, jest to miejsce, jakich próżno szukać w tym mieście – już z zewnątrz kusi elegancją, ale jednocześnie prostotą, jakże modnym ostatnio „Winem” w nazwie, zmiennym menu i klimatem jak w modnej krakowskiej knajpie, których 220-tysięczny Sosnowiec o dziwo… nie ma właściwie wcale. Dlatego już za samą inicjatywę daję temu miejscu kilka punktów! 

Po przekroczeniu progu… uśmiecham się, bo w pierwszej chwili mam wrażenie, że weszłam do Charlotte. Na środku wysoki, ale niewielki jakby common table, na nim kieliszki do wina i urocze ręczniki kuchenne zamiast serwetek, nad nim zwisające lampy, a wokół wiszące na ścianie krzesła. Pomarańczowe cegły, jasne drewno, czerń i szarości. Białe kafelki i drewniane bale pod sufitem. Prostota, minimalizm, surowość i elegancja w jednym, tyle że na nieco mniejszą skalę niż w Krakowie. 

I mimo wszystko nieco inny pomysł, bo to nie francuskie bistro, a restauracja, której kuchnia znajduje się praktycznie obok gości. Sympatyczna kelnerka podaje nam menu, które wbrew temu, co głosi strona internetowa najwyraźniej istnieje. Okazuje się ono odrobinę rozczarowujące: kilka dań głównych, cztery rodzaje makaronów, sałatki, zupa i deser. Na czas dostrzegliśmy wielką tablicę nad stanowiskiem kucharza, o której kelnerka nie wspomniała ani słowem i której nie moglibyśmy zauważyć siedząc przy innym stoliku. Wypisane kredą pozycje wraz z cennikiem okazały się owym zmiennym menu, w którym już wypatrzyliśmy kilka ciekawych pozycji. Niestety, nie było ani gnocchi (jakim cudem w restauracji może zabraknąć makaronu?), ani pesto, ani… wody niegazowanej. Po kilku kombinacjach i pokazaniu mi, jak wielkie krewetki znajdę w spaghetti z krewetkami (28zł), udało nam się wybrać dania. 

Jako przystawkę zamówiłam jedną z przekąsek do wina, czyli talerzyk szynki parmeńskiej (14zł). Podany został z ciepłym pieczywem (najzwyklejsza podgrzana bułka, ale świeża), oliwą z oliwek, rukolą i świeżym pieprzem (który bez pytania kelnerka uprzednio zwinęła ze stolika przed nami; po około pół godzinie zrobiła to samo u nas i zaniosła innym gościom). Porcja była dość satysfakcjonująca zważywszy na cenę, ale ten zestaw znacznie lepiej komponowałby się z lepszej jakości pieczywem. 

Moje danie podane zostało w bardzo stylowym, wysokim białym talerzu, z przepysznymi pomidorkami koktajlowymi, z odrobinę przesadzoną ilością nieco pikantnego sosu na bazie oliwy i krewetkami, które okazały się trzy razy mniejsze, niż sądziła kelnerka i było ich zaledwie z sześć lub siedem. Mimo kilku rozgotowanych, całość smakowała naprawdę nieźle. Gdy kolega na deser zamówił lody migdałowe (pyszne, pięknie podane, za 15zł), do stolika dotarły dwie porcje, choć ja lodów nie zamawiałam. Zestresowana moją uwagą kelnerka tak się speszyła, że zapomniała przynieść napój, który przy okazji zamówiłam. Mało tego, zniknęła z sali na dobre kilkanaście minut, w konsekwencji nie było kogo poprosić ani o napój, ani o rachunek. 

Zapadał już zmrok, a druga sala pozostawała całkiem ciemna – zgaszone światła z pewnością nie zachęcają do wejścia. Tak jak nie zachęcają znikający kelnerzy. Mimo wszystko jest to miejsce skazane na sukces – zmienne menu ma swoje wady, ale też świadczy o tym, że zjemy tu dania świeże, które w dodatku przygotowywane są na naszych oczach. Pomysł dobry, wykonanie z niedociągnięciami, ale sukces gwarantowany. Do momentu aż pojawi się konkurencja.

Plus: stylowy wystrój, w miarę przystępne ceny, gotowanie przy gościach, smaczne jedzenie.
Minus: błędy obsługi, znikająca kelnerka, brak niektórych pozycji z menu.
Polecam: na randkę, spotkanie biznesowe, kolację z rodziną lub przyjaciółmi.
Adres: ul. Małachowskiego 9 (zobacz mapę)
Ocena: 7.5/10

6 komentarzy :

  1. Zastanawiałam się nad pójściem do tej restauracji i dzięki twojej recenzji na pewno się tam wybiorę.

    OdpowiedzUsuń
  2. ja również pójde bardzo skrupulatny opis który mnie zaintrygował --tak myśle że nikt nie jest perfekcjonistą nie lubie krytykować ale sprawdze

    OdpowiedzUsuń
  3. Ja jestem jeszcze przed wizytą a już zniechęcona. Kupiłam groupon i chciałam zarezerwować miejsce, niestety dla właścicieli restauracji osoby z kuponem, to klienci drugiej kategorii :( Rezerwacje na obecny weekend są dostępne tylko dla zwykłych klientów.

    Estetycznie(wnętrze, logo), to miejsce bardzo mnie przyciąga, być może jedzenie i obsługa zrekompensują mi pierwsze rozczarowujące wrażenie.

    Ja z kolei nie wróżę temu miejscu nic dobrego, uważam, że do 2-3 lat upadnie, jak każde niesztampowe miejsce w naszym
    pabolubnym Sosnowcu.

    OdpowiedzUsuń
  4. "Niestety, nie było ani gnocchi (jakim cudem w restauracji może zabraknąć makaronu?)" - cóż wydaje mi się, że gnocchi to nie makaron, a małe włoskie, chyba ziemniaczane, kluseczki. To po pierwsze. Po drugie błędy każdemu się zdarzają, obsłudze czasami też. Ważne, aby wyciągać z nich wnioski.

    Moja opinia:
    Byłem tam niedawno. Bardzo fajna knajpka, uważam, że przede wszystkim lunchowa i na kolację w małym gronie. Niestety na większe spotkania towarzyskie nie ma tam miejsca.
    Po wejściu pierwsze skojarzenie z moją ulubioną restauracją sieciową Va Piano (kiedyś była we Wrocławiu, a teraz nie wiem czy nawet jest w Wawie). Znacznie mniejsza, nie ma wyspecjalizowanych stanowisk kucharskich, ale bardzo fajne wnętrze. Kuchnia praktycznie na środku sali - widzimy realizację zamówienia. Na kontuarze świeże zioła, młynek z pieprzem, oliwa (szkoda, że tylko czysta - przydałaby się np. aromatyzowana pieprzem kolorowym, bazylią, tymiankiem - najlepiej własnej produkcji, a nie w kupowanych butelkach).
    Bardzo się cieszę, że powstało w tym mieście tak sympatyczne miejsce
    3mam kciuki.

    OdpowiedzUsuń
  5. Grzegorzu, dziękuję za komentarz. :-)

    Owszem, z błędów należy wyciągać wnioski, ale też trzeba za nie płacić. Dlatego lepiej nie zniechęcać nimi gości. ;-)

    Co do gnocchi, faktycznie są to bardziej kluski niż makaron, jednak w wielu restauracjach jest w menu napisane np. tak: "wybierz jeden z trzech rodzajów makaronu: gnocchi, penne lub tagliatelle" (z tego co pamiętam, aczkolwiek mogę się mylić, podobnie było w Cogucie) - być może faktycznie użyłam zbyt ogólnego terminu, ale niejednokrotnie spotykałam się z klasyfikowaniem gnocchi w ten sposób. :-)

    OdpowiedzUsuń
  6. Mnie Cogut&Wino zachęciło pizza, zniechęciło kuchnią usytuowaną w taki sposób, że wszystkie zapachy unosiły się na część jadalną. Co do kelnerów - zgodzę się. My siedzieliśmy po prawej stronie od wejścia, a tam niemożliwe wręcz było nawiązanie kontaktu wzrokowego z kelnerem. Ba, w sumie kelnerka jedynie przyniosła nam menu i podała na koniec rachunek (chociaż nie pamiętam, czy nie płaciliśmy przy ladzie z uwagi na czas oczekiwania na kogokolwiek po zjedzeniu), a zarówno przystawkę, jak i danie główne podali nam kucharze. Niemniej, pizza pyszna i pozostałe dania również wyglądały apetycznie.

    OdpowiedzUsuń

Spodobał Ci się tekst? A może nie zgadzasz się z moją opinią? Chętnie poznam Twoje zdanie!

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...