11 lipca 2012

Russian Enso (Kraków)


...czyli kuponowe wpadki część druga. Do wizyty w Russian Enso również zachęcił mnie kupon zniżkowy, który nabyłam bez dogłębnego sprawdzenia, z czym będę miała do czynienia. A gdybym wcześniej wiedziała, że to restauracja i klub w jednym, na pewno zastanowiłabym się dwa razy. A może nawet trzy! Bo albo coś jest klubem, albo restauracją!

Ale dopiero na miejscu dowiedziałam się, że to jednocześnie klub, więc przez cały czas nastawiałam się po prostu na dobrą restaurację, bo całkiem stylowe logo przywoływało pozytywne skojarzenia. Moje podejrzenia wzbudziło już miejsce, które nam zarezerwowano – przez chwilę zastanawiałam się, czy my aby na pewno jesteśmy w części restauracyjnej. Idiotycznie i niewygodnie (bo na ukos) ułożone stoły z jakąś fioletowo-różową szmatą w kiepskim guście zamiast obrusu, a wokół same marmury, lustra, srebrne krzesła i skórzane kanapy, do tego podświetlany na fioletowo bar i lampki choinkowe nieśmiało zwisające za oknem. Wśród wszechogarniającego bezguścia jedynie piękny, duży kwiat na stole był wart naszej uwagi.

Obejrzeliśmy go bardzo dokładnie, bo mimo, że w lokalu byliśmy sami, na przystawki trzeba było czekać bardzo długo, a na niczym innym oka nie można zawiesić. Klimat był ponury, ciemny, a z marmurami i fioletami dookoła wręcz odrobinę pogrzebowy, i tylko bardzo przyjemna muzyka w tle ratowała sytuację. Wahałam się przy wyborze przystawki; obawiałam się zamówić carpaccio wołowe (23zł) w tak mało uczęszczanym miejscu, ale co tam, pomyślałam, najwyżej będę miała o czym napisać recenzję!

Na szczęście danie mi nie zaszkodziło; podawane z rukolą, kaparami, oliwkami, parmezanem, oliwą czosnkową i trzema grzankami wyglądało całkiem nieźle, ale niestety brakowało mu najważniejszego – smaku. Z kolei bruschetta z pesto, pomidorami, parmezanem i oliwkami (16zł) wywołała najpierw zdziwienie, później śmiech, a na koniec pożałowanie. Jeśli zajrzeliście już do mojej galerii, wiecie, o czym mówię. Być może to moja wina, że nie spędziłam we Włoszech wystarczającej ilości czasu, by się dowiedzieć, że i takie bruschetty istnieją? Wyglądało to jak mała pizza, tyle że z chleba. Choć było całkiem smaczne, nie przypominało ani pizzy, ani bruschetty, a kucharz najwyraźniej zainspirował się zapiekankami z Kazimierza.

Menu nie jest zachęcające – wybór jest mały, ale za to z wielu stron świata. Znajdziemy dania włoskie, polskie, greckie (sałatka), malezyjskie… no i może ze trzy pozycje mają w nazwie „Russian”, tyle że chyba nie to twórcy kuponu mieli na myśli pisząc o „kuchni rosyjskiej”? Zdecydowałam się na Malezja Long Tong, czyli malezyjskie danie z kurczakiem i mleczkiem kokosowym (26zł). Było całkiem zjadliwe, ale nie rzuciło mnie na kolana, bo nie miało czym – dwie kulki ryżowe i plasterki ogórków (zupełnie nieprzyprawione!), do tego gęsty, ciężki, słodki i niezbyt ostry sos z kawałkami kurczaka i wielkimi plastrami czerwonej cebuli. Osoba towarzysząca była jednak ze swojego dania całkiem zadowolona (stek po polsku, 32zł), ale nie miałam ochoty podjeść, więc wypowiedzieć się nie mogę.

Niestety obsługa także się nie spisała; podejrzewam, że są to te same osoby, które nocą pracują w klubie, bo widać było, że nie miały bladego pojęcia o umiejętnościach kelnerskich – młode, niedoświadczone dziewczyny dania przynosiły zanim posprzątały talerze po poprzednich, a potem urządzały sobie głośne pogaduszki w kuchni, z której już i tak dobiegały do nas nieustające hałasy, przez co miałam ochotę jak najszybciej opuścić to dziwne miejsce. Zanim to zrobiłam, pochłonęłam jeszcze całkiem niezłą tartę czekoladową (10zł) ozdobioną musem malinowym i polewą, która osłodziła mi średnie wrażenia z tego… klubu.

Plus: zjadliwe jedzenie.
Minus: dziwne menu, niedoświadczona obsługa, ponure i nieciekawe wnętrze w złym stylu.
Polecam: nie polecam.
Adres: ul. Karmelicka 52
Ocena: 2.5/10




Zdjęcia pozostałych dań można obejrzeć tutaj.


  Bądź na bieżąco:

3 komentarze :

  1. No to człowiek uczy się całe życie :) Ty już wiesz, że jak klub to nie restauracja, ja nauczyłem się, że do kawiarni idzie się na kawę, a nie na kanapki :) Bruschetta faktycznie raczej zapiekankę przypomina. I na Boga - 1 szt. 16 zł???? Aż się cytat z Pulp Fiction nt. szejka przypomina :D

    OdpowiedzUsuń
  2. Nie do końca ta recenzja powinna całkowicie dyskredytować tę restaurację. Ja po wizycie w niej byłem zachwycony. Może sala nie zachwyca, natomiast sala dla palących na zaadaptowanym dziedzińcu już może się podobać i co najważniejsze nie czuć dymu papierosów. Zjadłem tam schab z boczkiem jaki zjadł Twój przyjaciel i byłem zachwycony mięso z boczkiem komponowało się idealnie do tego przyprażona cebulka i warzywa niebo w gębie, moja partnerka zamówiła łososia i również wszystko było idealne, cudownie grillowane warzywa dopełniały całości. Wspomnę jeszcze o zupie krem z grzybów, również polecam aromat prawdziwych grzybów który unosił się w powietrzu porażał swoją intensywnością - bajka. Wszystkim polecam spróbować! pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  3. Byliśmy i nie było aż takie tragedii, ale rewelacji też nie. Może po prostu mieliśmy więcej szczęścia.

    OdpowiedzUsuń