6 sierpnia 2012

Cosa Nostra (Kraków)


To było jakieś dwa lata temu. Kolacja z okazji rocznicy. W wyjątkowo pustych i nieciekawych czterech ścianach zjadłam jakąś pizzę, wypiłam niezłe wino (wybranego nie było i kelnerka zaproponowała nam inne, droższe) i… i nic więcej nie pamiętam, bynajmniej nie z powodu tego czerwonego trunku. Może oprócz tego, że potem lokal całkowicie mnie zniechęcił organizacją konkursu, którego nie raczył rozwiązać mimo próśb i dopytywań. Jednym słowem, Cosa Nostra szybko stała się jednym z tych lokali, o których się zapomina; które kiedyś odwiedziłam i do których już nie wracam.

Jak się okazało – do czasu, bo z FoodieCard postanowiłam dać mu jeszcze jedną szansę (choć niemiły i znudzony żeński głos przy dokonywaniu rezerwacji mało co nie wpłynął na zmianę mojej decyzji), tym razem bez wygórowanych oczekiwań i w zwykły poniedziałkowy wieczór. Karta okazała się ciekawa; wahaliśmy się między kremem porowym (podobno laureat III miejsca na Festiwalu Zupy z 2008), tortelloni z ricottą i szpinakiem w sosie z wędzonego łososia (to brzmi naprawdę intrygująco!) i krewetkami w cieście (28zł). Ze względu na preferencje osoby towarzyszącej nie przepadającej za warzywami zdecydowałam się na to ostatnie i… pożałowałam. Bo co z tego, że są ładnie podane, na świeżych listkach bazylii, skoro tych pięć biednych kreweteczek prawie tonie w maśle? Były sprężyste i ogólnie niezłe, ale taka porcyjka za 28zł skutecznie zniechęci każdego.

Wybór dania głównego też przysporzył mi nie lada kłopotu, bo w karcie jest wiele interesujących pozycji. Postawiłam na kotleciki cielęce z szynką parmeńską i szałwią (37zł), które podane zostały z opiekanymi ziemniakami i… prawdopodobnie najlepszymi grillowanymi warzywami, jakie jadłam w krakowskiej knajpie. Podłużne kawałeczki bakłażanu, cukinii i papryki były po prostu idealne – ani za twarde, ani za miękkie, a na dodatek świetnie przyprawione. Może wyda wam się to przesadą, ale ja naprawdę chętnie tam wrócę tylko z powodu tych warzyw! Kotleciki z szynką parmeńską też komponowały się świetnie i nie mam do czego się tu przyczepić.

Natomiast muszę się przyczepić do atmosfery panującej w tym najbardziej pustym ogródku restauracyjnym jaki widziałam do tej pory w Krakowie. Atmosfery nie ma wcale, a sytuacji nie ratują urocze wiklinowe koszyczki z migoczącą świeczką na każdym stoliku ani obrusy w czerwono-białą kratkę. Mimo ciepłych kolorów ścian i kilku wiszących doniczek z kwiatami jest pusto, zwyczajnie, nieciekawie. Do tego wrzeszczące dzieci przy stoliku obok – ja wiem, że to nie jest wina restauracji, ale żałosny amerykański reality show o boksie w wielkim telewizorze już tak. Gdybym tu miała spędzić romantyczną kolację, to bez wahania obróciłabym się na pięcie i wyszła.

Obsługujący nas chłopak był bardzo profesjonalny – pojawiał się wtedy, kiedy trzeba i nie popełnił żadnej gafy, dlatego nie mam mu nic do zarzucenia. Deserowi też nie, choć znam miejsce z lepszą panna cottą (13zł). Ta była maleńka, choć prześlicznie podana – z doskonałym sosem malinowym i kilkoma świeżymi malinami. Miłe zakończenie wizyty, która mimo że nie była idealna, okazała się lepsza, niż przypuszczałam. Może wrócę!

Plus: ciekawe menu, poprawna obsługa, niedługi czas oczekiwania na dania, grillowane warzywa.
Minus: wnętrza i atmosfera lokalu, w niektórych przypadkach wygórowane ceny.
Polecam: na kolację lub obiad, ale nie na randkę!
Adres: ul. Dajwór 25 (zobacz mapę)
Ocena: 6.5/10



4 komentarze :

  1. Hmm. Dobra jest tam pizza. Najgorsze w karcie są makarony ,ale może jeszcze je poprawią. Ale ogólnie polecam w tygodniu jak jest w środku dnia za pół ceny.

    OdpowiedzUsuń
  2. Byliśmy tam w zeszłym miesiącu i niestety muszę powiedzieć, że więcej nie wrócimy. Bardzo nieprzyjemny wystrój, przeciętne jedzenie i do tego zimno... Na szczęście wino było dobre i ratowało sytuacje. :)
    Pozdrawiam ciepło!
    KADR-owa

    OdpowiedzUsuń
  3. Byłem tam dwa razy. Za pierwszym razem z tego co pamiętam jedliśmy polędwice w sosie kurkowy. Sos kompletnie niedoprawiony bez grama solo. Na domiar pecha przy doprawianiu sypło mi się za dużo soli i klaps.
    Gorzej było za drugim razem. Najpierw deska wędlin. Nie wiem jak można zepsuć deskę wędlin ale to zrobiło nie dało się jeść nic oprócz szynki parmeńskie, polędwica rozmroziła nam się na stole i była niejadalna. Moja pizza była ok ale bologneze mojej żony.. hhhh jak to określić. Jak papka dla psa. Makaron spagetti był wielkości max 4 cm gdyż był tak rozgotowany że się cały rozpadł. Było to nie jadale i oddaliśmy z podziękowaniem dla kurzach. Widać było że aż kelnerce było wstyd. Ja będę na pewno omijał to miejsce dużym łukiem.

    OdpowiedzUsuń
  4. Byłam w grudniu. Muszę się zgodzić - wystrój baaardzo marny. Ale nadrabiała bardzo sympatyczna obsługa. Na dania nie czekaliśmy długo, jedliśmy pizzę i makaron i oba dania było bardzo dobre, dobrze doprawione, na pizzy sporo dodatków (dla mnie to druga pizza w Krakowie po Fabryce).

    OdpowiedzUsuń

Spodobał Ci się tekst? A może nie zgadzasz się z moją opinią? Chętnie poznam Twoje zdanie!

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...