29 sierpnia 2012

Trzy Kroki w Szaleństwo (Kraków)


Przyznam szczerze: nie wyobrażałam sobie stylowej restauracji w miejscu, w którym wielokrotnie jadałam zwykły lunch w cenie czternastu złotych. Tymczasem Trzy Kroki w Szaleństwo na stronie internetowej szczyci się ekskluzywnym wnętrzem i jedzeniem a jednocześnie przeciętnymi cenami. W menu z kolei przeczytać można odważne stwierdzenie, że restauracja oferuje 5-gwiazdkowe dania w 3-gwiazdkowych cenach. Brzmi kusząco!

Już niemal na progu zostaliśmy miło przywitani, a kelnerka nieznanymi mi wcześniej korytarzami poprowadziła nas do niewielkiej salki z maleńką fontanną i pokrytymi białymi obrusami stolikami. Na jednym z nich czekał na nas bogaty zestaw sztućców i kieliszków oraz para zapalonych tealightów. Otulone śnieżnobiałym materiałem krzesła i specyficzne oświetlenie sali tworzyły ekskluzywny klimat, ale po spędzeniu w tym wnętrzu kilkunastu minut zaczęłam mieć wrażenie, że czegoś w nim brakuje. Czarne kable chaotycznie popodwijane pod sufitem średnio do mnie przemawiają, przy fontannie jest zaledwie kilka zielonych kwiatów, a ceglane ściany – choć piękne – są zupełnie gołe. 

Choć może brakowało mi czegoś zupełnie innego? W lokalu nie zauważyłam ani jednego gościa, a przecież restauracja bez gości to restauracja bez życia! Towarzyszył nam wprawdzie przyjemny odgłos płynącej wody, a z głośników sączyła się francuska i włoska (momentami niestrawna) muzyka, ale to ludzi tam brakowało – zakochanych par, cicho rozmawiających, zadowolonych z jedzenia grup przyjaciół,  kogokolwiek, byle by po godzinie nie czuć się jak w jakiejś odciętej od świata piwnicy. 

Brak gości tłumaczyć można niezbyt pogodnym niedzielnym wieczorem, ale faktem jest, że lokalizacja restauracji jest dość niefortunna, choć faktycznie od Rynku dzielą ją zaledwie ze trzy kroki i kto zechce na pewno wpadnie. Problem tkwi w tym, że turyści nie wiedzą, że chcą, bo kto w celach turystycznych przechadza się po ulicy Lubicz? Krakowianie z biurowców naprzeciwko kojarzą to miejsce z wydawanymi taśmowo obiadami i pewnie nie mają pojęcia, że wieczorami te piwnice kryją w sobie… świetny lokal.

Dłonie kelnerki odziane w śnieżnobiałe rękawiczki po niedługim czasie od złożenia przeze mnie zamówienia położyły przede mną miskę z mocno żółtym kremem zwieńczonym trzema białymi muszelkami z chipsów i zielonkawymi, błyszczącymi kuleczkami. Wtedy dopiero zdałam sobie sprawę, że to nie jest zwykła restauracja i że właśnie, po raz pierwszy w życiu, siedzę w lokalu serwującym dania z elementami kuchni molekularnej. Krem marchewkowo-pomarańczowy z kawiorem miętowym i tapioką (14zł) początkowo był… dziwny, ale z każdą kolejną chwilą zaczynałam rozumieć sens tego połączenia. Było smaczne!

Tego wieczoru nie byliśmy przygotowani na duże wydatki, więc próbowałam omijać propozycje dań głównych w cenie 40-60zł, choć nie było to łatwe, bo właściwie każda z nich rozbudzała we mnie ciekawość i wielki apetyt! Postawiłam na krewetki królewskie przełożone szpinakiem i parmezanem na czarnym fetucine z atramentem z kałamarnicy w towarzystwie cukinii i pomidorów koktajlowych (30zł). Danie prezentowało się wspaniale i zapewniam was, że motto lokalu („Bo jedzenie może być sztuką”) wcale nie jest przesadzone. Całość była świetna – pięknie podana doskonała harmonia smaków, makaron świetnie przyrządzony, a tak dobre krewetki w Krakowie jadłam tylko tutaj. Szkoda, że w daniu są tylko cztery, bo były doskonałe!

Historie o deserach w Trzech Krokach już mi się gdzieś obiły o uszy, więc nie mogłam ich pominąć. Choć ceny nie zachęcają (19-24zł), a niektóre pozycje brzmią wręcz groteskowo („Mus z belgijskiej gorzkiej czekolady aromatyzowany pomarańczą, imbirem, piri-piri i wanilią z Madagaskaru serwowany z kokosowym Rafaello z białej czekolady i orzeźwiającą galaretką z Red Bulla”), warto się na jakiś skusić choćby ze wzglęgu na wrażenia wizualne. Takich deserów nie widziałam jeszcze nigdzie i choć sposób podania jaśminowego crème brûlée (19zł) do eleganckich nie należy, a jego smak do udanych (był średni, a górna warstwa zdecydowanie za gruba; podany osobno sorbet z marakui okazał się jednak fenomenalny), ogromny talerz pełen przeróżnych dziwactw robił wielkie wrażenie. 

Mój deser – tajemniczo brzmiące „Trzy kroki w pomarańczę...” (24zł), to pomarańcza na wszelkie możliwe sposoby – mus, lody, sorbet i galaretka, przyozdobiona imponującymi karmelowymi włosami i świeżymi listkami mięty. Porcja ogromna, wrażenie również, a smak… bardzo dobry, choć bez rewelacji. Rewelacją natomiast dla mnie jest ten lokal. Prawdziwie zadziwia i skutecznie kusi. Bez wątpienia warto dla niego zrobić te Trzy Kroki od Rynku i wierzę, że drzemie w nim potencjał znacznie większy, niż miałam tu okazję napisać. Moja niedzielna wizyta na pewno nie była ostatnią!

Plus: bardzo profesjonalna i kulturalna obsługa, sympatyczny właściciel, wielkie i zaskakujące desery, świetne dania, świetne logo i koncepcja.
Minus: stosunkowo ubogie wnętrze, wysokie ceny, niezbyt dobrze dobrana muzyka.
Polecam: na randkę, na oryginalną, nieco droższą kolację.
Adres: ul. Lubicz 28 (zobacz mapę).
Ocena: 8.5/10

 Wszystkie zdjęcia recenzowanych przeze mnie dań zamieszczam tutaj.

9 komentarzy :

  1. calkiem w pytke zurek

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. powinni w tej knajpie wylać ci ten żurek na łepetynę, za chamstwo, którym psujesz im opinię, bo jak takie ćmoki tam jadają, to ja już nie chcę.

      Usuń
  2. Trzy Kroki zawsze dobrze mi się kojarzą, niskie ceny i zawsze elegancko podane. Zawsze tam jadałem jak miałem chwilę przerwy na Uniwersytecie Ekonomicznym.

    OdpowiedzUsuń
  3. trzy słowa : dramat dramat dramat. reklama i nic więcej, ten artykuły i 99% opinii w internecie pisane na zamówienie albo przez właścicieli, najgorsza restauracja w jakiej byłem

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. 1. Nie piszę na zamówienie. :)
      2. Spójrz na datę recenzji.
      3. Proszę o konstruktywne komentarze - najgorsza, bo...? Nie podałeś ani jednego argumentu.

      Usuń
  4. Byłam wczoraj z mężem na kolacji . Bardzo nam sie podobało .
    Jedzenie było super podane i bardzo dobre .
    Kelner bardzo sympatyczny .

    OdpowiedzUsuń
  5. Wczoraj mieliśmy okazję z mężem odwiedzić to miejsce i było pysznie! Powitali nas poczekadełkiem w formie dwóch sorbetów: pyszne i przyjemne. Następnie był czas na nasze zamówienia: pomidorowa, pieczona kaczka z mango na sałatce z ogórka i dla męża stek. Wszystko było ładnie podane, przyjemne, lekkie i bardzo smaczne!
    To nie nasza ostatnia wizyta w tym miejscu, ale należy przyznać, że ceny mają dość wysokie, ale czy warto się nad tym zastanawiać jeżeli dostajesz w zamian niebo w gębie...?

    OdpowiedzUsuń
  6. Witam, wypadałoby aktualizować listę restauracji - ta jest zamknięta na stałe...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Podobno otwiera się w innej lokalizacji. :) Ale dałam tymczasowo do sekcji "zamknięte". Dzięki!

      Usuń