3 października 2012

Mała Italia (Kraków)


Różne rzeczy przychodzą ludziom do głowy. Są tacy, którzy otwierają miliard pierwszą włoską knajpę w mieście, gdzie jest już miliard włoskich knajp (czasem mam ochotę dać im wysoką ocenę tylko po to, by docenić ich odwagę). Są też tacy, którzy otwierają włoską knajpę kilka kilometrów od centrum, w samym środku spokojnej, niepozornej dzielnicy, gdzie żaden turysta nie ma prawa dotrzeć i żadna restauracja przetrwać.

Dzięki uwielbionym w naszym kraju zakupom grupowym (bez których wiele osób prawdopodobnie nie mogłoby w ogóle jadać na mieście, a ja pisać recenzji kulinarnych) dotarłam do Małej Italii, niepozornej włoskiej restauracji ukrytej w dość przytulnej, cichej okolicy. Dzień był leniwy i słoneczny, choć chłodny. Dość spory (i dość zwykły) ogródek był niemal szczelnie zakryty ogromnymi parasolami tak, że żaden promień słońca nie mógł się do niego przecisnąć. Usiedliśmy więc w środku, niemal w piwnicy, w niewielkim i ciemnym pomieszczeniu w brązowo-bordowych barwach, przy bliżej niezidentyfikowanych posrebrzanych esach-floresach na ścianie i przepięknych zdjęciach Wenecji. Na najzwyklejszym na świecie stoliku z IKEI był czerwony obrusik, wazon z naturalnym kwiatem i niewielka ilość oliwy w nieestetycznym dzbanku, który nie był myty prawdopodobnie od kilku dobrych tygodni. 

Muzyki brak – nie grało nic, na szczęście powieszony na ścianie telewizor plazmowy też nie. Gdy uśmiechnięta kelnerka zauważyła, że rozgościliśmy się wewnątrz, od razu zapaliła światło – szkoda tylko, że nie wcześniej, bo mając tylko dwa niewielkie okienka, wnętrze w ogóle nie zaprasza gości do środka. Jest też odrobinę pustawo, i to do tego stopnia, że podczas rozmowy tworzy się delikatne echo. Ogólnie nie jest źle, jest wręcz całkiem przytulnie jak na knajpkę poniekąd osiedlową, ale niestety, kilka ładnych obrazków i odrobina oliwy na stole nie buduje jeszcze klimatu.

Przy studiowaniu menu doszliśmy do tego samego wniosku, do jakiego doszliśmy już przed zakupem kuponu, ale o którym już zapomnieliśmy – rabat był skonstruowany, lekko mówiąc, dziwacznie (choć z punktu widzenia restauratora całkiem inteligentnie): kupon w cenie 29zł miał wartość 60zł, z tym że skorzystać z niego mogły maksymalnie dwie osoby i obejmował on tylko największe pizze i makarony. Co to oznacza? A no to, że dwie osoby nie są w stanie zjeść i pizzy o średnicy 45cm, i dwóch dań z makaronem – nie ma takiej opcji! A więc albo decydują się na jedno, ale przy tym „tracą” jakieś 30zł, albo pękają z przejedzenia. My wpadliśmy na lepszy pomysł, który wydawał nam się oczywisty, ale na który chyba niewielu wpadło, bo kelnerka była dość zdziwiona prośbą zapakowania dwóch niemal nieruszonych porcji makaronu na wynos.

Ale od początku! Najpierw zamówiliśmy dwie szklanki coca-coli – 0,2l za 4zł każda. Zwykle nie wspominam o takim szczególe, ale jest on dość istotny z uwagi na to, że dopiero po złożeniu zamówienia zauważyliśmy, że litr tego napoju kosztuje w Małej Italii 10zł, tymczasem kelnerka nie zaproponowała nam tej opcji (a znam miejsca, nota bene specjalizujące się dokładnie w tej samej kuchni i z podobnymi cenami, w których obsługa od razu proponuje korzystniejszy dla klienta wariant). Oczywiście nietrudno o szybkie zniknięcie 200ml napoju, szczególnie gdy na danie czeka się… 35 minut (przy pustym lokalu! jedna osoba czekała na pizzę na wynos). Nie dostaliśmy żadnego czekadełka, a ja przez cały ten czas zastanawiałam się nad jednym: ciekawe, czy kelnerka przyniesie od razu wszystkie trzy dania, czyli 45-centymetrową pizzę i dwa dania z makaronem, czy nie...?

Oczywiście dostaliśmy wszystkie dania jednocześnie. Jeśli planowalibyśmy je zjeść, to mielibyśmy pecha, bo nie ma siły, by jedno z nich kompletnie nie wystygło podczas gdy jemy inne. Jako że i tak nie planowaliśmy wpychać w siebie tak absurdalnych porcji, spokojnie posmakowałam obu makaronów, by móc o nich napisać, cyknęłam zdjęcia i zabrałam się za pizzę.

Wybraliśmy kompozycję Piemonte, czyli ser, kapary, zielone oliwki, suszone pomidory, boczek i kurczak (45cm, 35zł), jednak zamiast kaparów zażyczyliśmy sobie rukolę. Ciasto początkowo mnie rozczarowało – wydawało się za grube, jak w zwyczajnych sieciowych pizzeriach; w smaku było dość pospolite, ale każdy kolejny kawałek był już cieńszy (czyżby nierówne ciasto, czy moje mylne wrażenie?) i coraz lepszy – nawet brzegi były pyszne, a całość doskonale upieczona. Wybór składników też okazał się świetny, a co najważniejsze – było ich na pizzy naprawdę sporo. Początkowo cena wydawała mi się zawyżona, ale jeśli wziąć pod uwagę jej wielkość i obfitość składników – opłacało się (choć w menu mamy też pizzę za ok. 40-42zł, co jest już chyba lekką przesadą).

Z makaronów wybraliśmy Lasagne (16zł) i Penne z łososiem (18zł). Lazania podana została w mało atrakcyjny sposób – na wielkim talerzu bardzo podejrzanie, bo odrobinę za pomarańczowo wyglądający sos rozlewał się na wszystkie strony, a na samym środku wieńcząca makaron świeża bazylia nieapetycznie się topiła. Szczerze – ja nie miałabym ochoty tego jeść, ale poświęciłam się na potrzeby recenzji. Sos był… dziwny, nie próbuję nawet zgadywać z czego, makaron w porządku, a mięso średniej jakości. Moje danie, czyli penne z łososiem – możecie wierzyć lub nie – było pełne… kaparów! Doprawdy, czy kelnerce nie przeszło przypadkiem przez myśl, z jakiego to tajemniczego powodu zrezygnowaliśmy z kaparów na pizzy? Cóż za problem przekazać gościom, że wybrane przez nich danie zawiera składnik, którego z poprzedniego się pozbyli? Tym bardziej, że, na miłość boską, nie był wymieniony w menu! 

Niemniej jednak nie było powodów do narzekań, bo akurat ja kapary lubię, a w połączeniu z wędzonym łososiem i ciekawym sosem smakowały naprawdę bardzo dobrze! Makaron był świetnie ugotowany, choć też odrobinę nieumiejętnie podany – wymieszany w małej miseczce postawionej na chyba cztery razy większym talerzu wyglądał jak mało apetyczna papka, ale – na szczęście – był naprawdę smaczny.

Po tej wielkiej pizzy nie miałam już niestety miejsca na deser, a szkoda, bo byłam ciekawa tiramisu i panna cotty. Kawy niestety też byłam ciekawa i się zawiodłam – była cienka, dosłownie i w przenośni.  Podsumowując – pizzę szczerze polecam (choć nie pobija mojego krakowskiego numeru jeden!), penne też, a gdy obsługa nabierze doświadczenia, to miło będzie tam zaglądać. Choć pewnie nie warto przejechać całego miasta (pół też nie), by zjeść w Małej Italii - to fajne miejsce dla kogoś, kto mieszka blisko, podczas gdy bardziej wymagający klienci pójdą chyba jednak w innym kierunku.

Plus: smaczna pizza, przystępne ceny, przyjemna okolica, spory wybór dań (choć nigdy nie wiem, czy to tak naprawdę plus, czy minus).
Minus: nieco niekompetetna obsługa, ubogie wnętrza, mało profesjonalne podejście do klienta, długi czas oczekiwania.
Polecam: na pizzę – jest OK!
Adres: ul. Grunwaldzka 20 (zobacz mapę).
Ocena: 5/10


 Wszystkie zdjęcia recenzowanych potraw zamieszczam tutaj.

18 komentarzy :

  1. A co jest numerem 1? Garden?

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja osobiście od czasu do czasu zaglądam do Małej Italii i z czystym sumieniem muszę przyznać, że za każdym razem kiedy tam jestem jest smacznie i przyjemnie. Obsługa jest bardzo miła ( być może trafiam na inną zmianę) Pizza jest rewelacyjna, a penne z kurczakiem i szpinakiem wręcz wyśmienite. Co do kawy to bardzo polecam latte, gdyż jest bardzo dobra. Lokal jak każdy inny raz tętni życiem i jest pełen klientów, a raz jest cicho i spokojnie.
    Jak dla mnie Mała Italia jest zdecydowanie miejscem, które mogę polecić

    OdpowiedzUsuń
  3. i ja tam bylam :) pizza pyszna sos pikantny i oliwa z papryczkami super,deser panna cotta z malinami przepyszne

    OdpowiedzUsuń
  4. Ze względu na fakt iż mieszkam w tamtej okolicy ( prądnik czerwony) bywałam tam bardzo często już ok kilku lat razem ze znajomymi. Kelnerka jak i obsługa znają nas z widzenia. Co mogę napisać: obsługa faktycznie dramat ( kelnerka częściej ma "gorsze dni" nawet jak niema za dużego ruchu), posiłki - jak zawsze mi tak smakowały zwłaszcza przeróżne pizze i makarony, tak ostatnim razem powiedziałam dość. Zamówiłam zupę minestrone ot tradycyjna zupa jarzynowa z pesto bazyliowym i nutką parmezanu - a po 55 min ( to nie żart!) i 4 zapytaniach kelnerki co z moją zupą ( mój mąż już dawno skończył konsumować swoją pizze) dostałam UWAGA kilka marchewek i pietruszek w całości ugotowanych jak na sałatkę jarzynową - razem z tą wodą w której się gotowały- oczywiście bez pesto i bez parmezanu.Nie muszę chyba pisać co z tym zrobiłam...A byłam strasznie głodna....i oczywiście wściekła. Rozczarowanie na maxa....Jak coś takiego można podać stałemu gosciowi lokalu....Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  5. To miejsce nie zasługuje na miano restauracji. Pracuję niedaleko i chadzam tam od czasu do czasu, gdy jestem już absolutnie zmuszona. O ile pizzę mają rzeczywiście dobrą, to jeśli chodzi o pozostałe dania: jakoś jest bardzo niska. Tak zwane "dania dnia" to: zupa, która przypomina popłuczyny, na drugie danie jakieś mięsne ochłapy z kawałkiem ziemniaka i czymś, co ma uchodzić za surówkę. Makaron zwykle zawiera dodatek, który skłania do przypuszczeń, że są to odpadki z dnia poprzedniego. Obsługa niemiła i w zasadzie manifestująca pretensje o to, że się przychodzi. Jeśli zamawiam obiad na wynos przez telefon i proszę o wskazanie, o której godzinie mam po niego przyjść, żeby był gotowy i zapakowany - często musze czekać jeszcze 20 minut. Panie zapominają, że przyjęły zamówienie. O piwnicznych wnętrzach i właścicielce, która niańczy bobasa wśród faktur albo odbywa w obecności gości "restauracji" rozmowy kwalifikacyjne z kelnerkami, lepiej nie wspominać.
    Jednym słowem, jedynym powodem, dla którego ta buda się jeszcze jakoś trzyma jest to, że w okolicy nie ma dokumentnie żadnego miejsca, gdzie można byłoby coś zjeść (oprócz Margitu, który nie jest wcale lepszy). Odradzam!

    OdpowiedzUsuń
  6. Nasi znajomi tam chodzą i są zawsze bardzo zadowoleni. Ja osobiście wraz z moim mężem byłam kilka dni temu w tej restauracji i niestety muszę zaprzeczyć słowom mojej przedmówczyni. Oczywiście czasem zdarzają się wpadki, ale która restauracja ich nie ma? Ja osobiście na jedzenie nie będę narzekać bo dostałam gorące i bardzo smaczne.Co do obsługi to moim zdaniem nie ma na co narzekać bo kelnerka była bardzo miła, a przy tym potrafiła polecić nam danie i zadbać o to żeby wszystko było ok. Wniosek? prosty.. nawet najlepszym zdarzają się wpadki, a jeśli komuś nie smakuje lub nie odpowiada to zawsze może zmienić lokal :)

    OdpowiedzUsuń
  7. PIZZA PRZEPYSZNA:) POLECAM BARDZO SERDECZNIE RESTAURACJE MAŁĄ ITALIĘ

    OdpowiedzUsuń
  8. Jedzenie denne, obsługa kiepska, długo się czeka. A na dodatek oszukują, zatrudniając ludzi na "dzień próbny", a potem im nie płacąc. Normalna porażka, tną nie tylko klientów, ale i ludzi poszukujących pracy. Nie polecam, a wręcz odradzam!!!

    OdpowiedzUsuń
  9. Beznadzieja. Jedzenie kiepskie, atmosfera denna. Jakby klient przeszkadzał, że przyszedł.

    OdpowiedzUsuń
  10. dzisiejszy wieczór spędzony w małej italii był cudowny! Nie tylko pizza najlepsza w krakowie, ale atmosfera rewelacyjna. Nie rozumiem ludzi, którzy piszą takie komentarze jak mój poprzednik. Nic tylko zazdrość ludzi zżera, że komuś się lepiej powodzi. Jeśli ktoś nie chce pracować to chyba nikt nikogo nie zmusza. Ja do Małej Italii i tak będę chodzić bo uważam to miejsce za naprawdę fajny lokal!!!

    OdpowiedzUsuń
  11. Pyszna pizza! cienkie ciasto i mnóstwo bardzo dobrej jakości składników
    Wnętrze bardzo przyjemne, obsługa bardzo miła. Następnym razem spróbuje makaronów

    OdpowiedzUsuń
  12. Bardzo miła obsługa!! Rewelacyjna pizza! Oliwy, które podawane są do pizzy palce lizać! Bazyliowa jest nieziemska...
    Pani Sandra, która ją podaje również ;) czuć wspaniały klimat tej restauracji już od wejścia w bramę. Polecam i jestem na TAK

    OdpowiedzUsuń
  13. najlepsza pizza jaką jadłem. Dużo dobrych składników i pyszne chrupiące ciasto

    OdpowiedzUsuń
  14. Jedna z lepszych pizz jakie jadłem. Spokojnie można powiedzieć, że w są najlepszej 5 wśród krakowskich restauracji, które serwują pizzę. Cienkie ciasto, dobry ser i duża ilość dobrych, a przede wszystkim widać na pizzy, że świeżych produktów

    OdpowiedzUsuń
  15. Pracuję przy rondzie mogilskim w związku z czym bardzo często wpadam wraz ze znajomymi z pracy do Małej Italii na lunch. Nie zdarzyło mi się jeszcze narzekać na jedzenie, które tam dostałam. Ich dania dnia są na prawdę pyszne. Widać, że gotuje je ktoś z sercem. Mają także bardzo dobrą pizzę, którą warto polecić. Jeśli chodzi o obsługę to także nie ma się do czego przyczepić. Miła, kulturalna i przede wszystkim nie natrętna. Potrafią w odpowiedni sposób podejść do klienta, zagadać, powiedzieć miłe słowo. Miejsce bardzo przytulne. Zdecydowanie muszę pochwalić Małą Italię i życzyć dalszych sukcesów w świecie, gdzie konkurencja jest ogromna.

    OdpowiedzUsuń
  16. Pozytywne opinie tutaj to chyba właściciel pisze. Pizza (firmowa!) zdecydowanie rozczarowuje, obsługa nie radzi sobie zupełnie, zamówione wino dostaliśmy praktycznie po posiłku na który trzeba było czekać dość długo. A wśród klientów sporo tęgich chłopców bez szyi i włosów. Odradzam.

    OdpowiedzUsuń
  17. Każdy ma prawo do opinii, ale jak widzę i czytam takie komentarze jak ten powyżej to aż się człowiekowi słabo robi. Jak dobre komentarze to już właściciel pisze, a może najzwyczajniej w świecie innym odpowiada jedzenie, obsługa i cała reszta. Każdy ma prawo wyrazić własną opinie na dany temat i nie musi być ona negatywna. Jednym smakuje, innym nie. Gusta i guściki!!! Chłopcy bez szyi i włosów też są ludźmi i mają prawo chodzić w miejsca publiczne jak każdy inny człowiek. Co do Małej Italii to mi smakuje i polecam!!!

    OdpowiedzUsuń

Spodobał Ci się tekst? A może nie zgadzasz się z moją opinią? Chętnie poznam Twoje zdanie!

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...