27 listopada 2012

Konik na Biegunach (Kraków)


Konik na biegunach* – jak śpiewała kiedyś Urszula, „każdy powinien go mieć”! W pewien wtorkowy wieczór poszłam sprawdzić, czy Kraków też. Na początku nazwa tej restauracji nie bardzo mi pasowała, lecz po wejściu do środka i zobaczeniu setek koników (od kilkucentymetrowych do całkiem pokaźnych) zaczęła nabierać sensu. Tylko jedno pytanie mnie nurtuje: co było pierwsze – kolekcja koników czy pomysł na restaurację? 

Wszechobecne koniki są w pewien sposób urzekające (a niektóre naprawdę piękne – szczególnie te wystawione w specjalnej gablocie), ale to za mało, by stworzyć przytulne i stylowe wnętrze. Nie jest wprawdzie takie złe, ale żółte ściany, proste drewniane krzesła, ślizgające się kiepskie obrusy, serwetnik rodem z baru mlecznego, kilka kwiatów doniczkowych, żeliwne świeczniki i pręty, które nie wiem, skąd się wzięły i co tam robią – jako całość nie tworzą według mnie udanego wnętrza. Dodatkowo sala jest dość ciasnawa, przez co przypomina w pewnym stopniu stołówkę, a nie restaurację. Z plusów – gra miła dla ucha, chilloutowa muzyka, a w lecie można usiąść w całkiem przytulnym ogródku przy dźwięku opadającej wody w fontannie.

Moim stolikiem zajęła się młodziutka, odrobinę zdenerwowana, ale bardzo sympatyczna dziewczyna, która sprawiała wrażenie nie tylko niedawno zatrudnionej kelnerki (nie miała pojęcia, czym jest zniżkowa FoodieCard), ale też świeżo upieczonej absolwentki studium gastronomicznego – dokładnie notowała każdą uwagę, dostawała rumieńców przy niezauważalnym błędzie, a przy przyjmowaniu zamówienia próbowała rozwiać każdą najmniejszą wątpliwość. Ale to oczywiście nie jest powód do narzekań!

Menu prezentuje się nieźle – jest dość obszerne i całkiem ciekawe – ale ceny nie są niskie – tym bardziej, że dania trzeba komponować wybierając dodatki osobno (bo chyba nie można nazwać sałatką liścia kapusty pekińskiej, gałązki pietruszki i nieposolonego ogórka i pomidora, które, jak mniemam, mają jedynie ozdabiać talerz, choć i tak robią to średnio). W Koniku jadłam już kiedyś pstrąga (27 zł; poprawny, choć odrobinę brakowało mu smaku), więc tym razem długo wahałam się między trzema daniami mięsnymi: piersią z kaczki z drobiowo-orzechowym nadzieniem z sosem wiśniowym (44 zł), piersią z kurczaka w sezamie nadziewanej brokułami i gotowanymi warzywami (27 zł; brokuły to nie warzywa?) i piersią z kaczki na rozecie gruszkowo-jabłkowej (39 zł). Wybór padł na tę ostatnią. 

Tak jak nie było żadnej rozety, tak nie było fajerwerków. Kaczka, zwieńczona zaledwie trzema kawałkami pieczonego jabłka, była dobrze wypieczona, miękka i wcale nie sucha, ale zupełnie bez smaku – chyba, że kawałek przed wzięciem do ust zamoczyło się w niemal przezroczystym, słodkim, owocowym sosie o kleistej konsystencji – samym sosem jednak Konik wybronić się nie może! Opiekane ziemniaki (6 zł) smakowały znacznie lepiej – były naprawdę świetne. A surówka z marchewki (6 zł)? Zdecydowałam się nie kończyć porcji, bo w miarę jedzenia to nadmiernie namoczone, słodko-kwaśne warzywo smakowało niestety coraz gorzej. 

Jednak nie wszystko zawiodło – stek z rostbefu w sosie z zielonego pieprzu (45 zł) mogę śmiało polecić. Wysmażony według uznania, spowity doskonałym, wyrazistym sosem jest mocnym punktem w karcie. Podobnie jak gruszka w czekoladzie z bitą śmietaną i owocami (16 zł), na którą skusiłam się tylko po to, by nie stracić wiary w tę restaurację i ku mojemu zadowoleniu, trafiłam w dziesiątkę! Choć bita śmietana nie powaliła mnie na kolana, kiwi i mandarynki o dziwo wspaniale komponowały się z przepyszną, soczystą gruszką oblaną cudowną, aksamitną czekoladą. Mmmm… cudo!

Konik na Biegunach ma to nieszczęście, że znajduje się w bliskim sąsiedztwie co najmniej pięciu restauracji, z czego dwie są od niego lepsze choćby pod względem nastrojowości wnętrza, o jedzeniu nie wspominając. Recenzji jednej z nich wypatrujcie na blogu już wkrótce!

Plus: kompetentna obsługa, miły letni ogródek, muzyka.
Minus: niezbyt udane wnętrze, brak smaku w kuchni, drogawo.
Polecam: na gruszkę w czekoladzie.
Adres: ul. Poselska 22 (zobacz mapę).

Średnia ocena: 3,0 na 5. Jedzenie – 2,5 Obsługa – 4,5 Wnętrze – 2 Ceny – 3

* Restauracja jest już nieczynna.



Bądź na bieżąco:

1 komentarz :

  1. Polecam wybrać się do tego miejsca ponownie, teraz nowy właściciel, nowy wystrój i chyba nowe smaki, tego nie wiem bo w Koniku na Biegunach nie byłam :)

    OdpowiedzUsuń

Spodobał Ci się tekst? A może nie zgadzasz się z moją opinią? Chętnie poznam Twoje zdanie!

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...