8 listopada 2012

(Nie)święte krowy, czyli hamburgery w Krakowie


Jesteśmy, moi drodzy, świadkami czasów, kiedy to hamburger przestaje kojarzyć się tylko i wyłącznie z ociekającym tłuszczem kawałkiem byle jakiego mięsa włożonego między dwie połówki kiepskiej bułki, z których wypływa nadmiar udawanego majonezu i wystaje skrawek ogórka. Teraz hamburgery stały się modne, a kultowe miejsca serwujące wysokiej jakości gourmet burgery nieprzerwanie cieszą się ogromnym powodzeniem. W poszukiwaniu najlepszego hamburgera w mieście pod lupę wzięłam kilka krakowskich lokali. Mnie powoli przestaje już dziwić burger z krewetkami, awokado, serem kozim lub miodem. A was?



McDonald’s, ul. Wadowicka 2A

Wybaczcie, nie mogłam się powstrzymać! Żeby sprawiedliwości stało się zadość, po prostu musiałam zajrzeć do króla fast foodu, szóstej najbardziej rozpoznawalnej marki na świecie, której złote łuki przyciągają ponad 47 milionów klientów… dziennie. Zabrałam się za bohatera Big Mac Index, czyli hamburgera, który oprócz dodatkowych kilogramów daje nam również pewien wgląd w światową gospodarkę. Dzięki temu, że jest to produkt dość standardowy i sprzedawany w blisko 120 krajach świata, Big Mac wykorzystywany jest jako wskaźnik pomiaru parytetu siły nabywczej. A jaki to ma związek z recenzją kulinarną? Niewielki, bo jak wygląda hamburger w McDonaldzie każdy widzi na sztucznie stylizowanych fotografiach na billboardach, a jak smakuje – każdy wie; dlatego oszczędzę sobie komentarza, a lokalowi krytyki. W niniejszym zestawieniu, i chyba w jakimkolwiek, sławny Big Mac zajmuje ostatnie miejsce. A który zajął pierwsze?



Nova Resto Bar, ul. Estery 18

Hamburger w Novej jest trzy razy droższy od Big Maca, ale za to na stole ląduje w towarzystwie sałatki skropionej sosem musztardowym oraz z frytkami, które jakościowo niestety nie odbiegają od tych podawanych we wcześniej wspomnianym lokalu zajmującym ostatnie miejsce w tym (i chyba w jakimkolwiek) rankingu. Ale to nie o frytkach ma być, a o hamburgerze – mięso zbite, mocno wysmażone, lekko przypalone i zupełnie niesmaczne. Bułka kupiona chyba w nadmuchanym plastikowym opakowaniu w osiedlowym supermarkecie – rozpadała się w rękach jak stara gąbka. Do tego liść zwykłej sałaty, odrobinę czerwonej cebulki, kawałek ogórka, pomidora oraz zestaw ketchupu, musztardy i majonezu w plastikowych saszetkach. Obsługa znudzona, podtrzymując ściany rozgląda się na wszystkie strony, tylko nie w kierunku nowo przybyłych klientów. W klejącym menu wyczytałam kilka fajnych rzeczy, więc mimo że nie jest to dobre miejsce na hamburgera, chyba warto do Novej wrócić; bez wątpienia przyciąga interesującym i całkiem sympatycznym wnętrzem.


Baroque, Plac Nowy 8

Z menu (które wiele już przeszło) wyczytałam, że Baroque oferuje tylko jeden rodzaj hamburgera, więc tu przynajmniej nie miałam problemu z wyborem. To było piątkowe popołudnie – wnętrze pustawe, choć grała miła dla ucha muzyka i migotał niemiły dla oka telewizor. Znudzone kelnerki opierały się o blaty i wypatrywały klientów. Oprócz tego, że modne ostatnio rury pod sufitem średnio komponują się z drewnianymi regałami z książkami, wnętrze ma swój klimat i trudno mu coś zarzucić. Bardzo estetycznie podanego hamburgera z przesolonymi frytkami udającymi prawdziwe (czytaj: niemrożone) mogło zepsuć tylko jedno: rozlatująca się, napakowana chemią bułka (czyżby Nova i Baroque mieli tego samego dostawcę?); mięso było pyszne – średnio wysmażone i pełne smaku. Rukola niemal niewyczuwalna, bo jej poskąpiono, a ser był smaczny i przyjemnie roztopiony. Całość – OK. Hamburger w Baroque zajmuje trzecie miejsce.



LoveKrove, ul. Brzozowa 17

Do nowego LoveKrove po raz pierwszy wybrałam się na cele tej recenzji i byłam odrobinę rozczarowana wnętrzem - jest wprawdzie przestronniejsze i bardziej stylowe, ale ten artystyczny rozgardiasz i kameralna ciasnota na ul. Józefa tworzyły bardziej sympatyczny klimat. Mam też wrażenie, że obsługa boi się uśmiechnąć, ale to właściwie jedyny zarzut pod adresem LoveKrove. Choćbym nie wiem jak się starała, nie udało mi się jeszcze znaleźć słabego punktu w ich menu (może dlatego, że nie spróbowałam jeszcze burgera z masłem orzechowym, bananem i miodem?). Myślałam, że tym razem się uda, bo burger, na którego się zdecydowałam, wcale nie zapowiadał się na poezję smaków. Jabłko i bekon? Syrop klonowy i sos musztardowy? A jednak! Te składniki komponowały się zaskakująco… wyśmienicie, a całość dopełniała fantastyczna, tradycyjna bułka (a nie zwykła „sezamówka”!) – ciepła i chrupiąca. Choć cena kusi, hamburger w rozmiarze standardowym może być dla niektórych mało sycący; za wersję XL trzeba dopłacić – w przypadku Klon Burgera 5zł. 



Moaburger, ul. Mikołajska 3

„Nowozelandzki fastfood nowej generacji” z pewnością intryguje. Choć wygląda dość niepozornie (proste wnętrze z kilkoma wielkimi drewnianymi stołami, designerskimi lampami i wielkim zdjęciem krowy pod ladą), jego hamburgery na pewno takie nie są. Na stole pojawiają się na kwadratowej tacy z wizerunkiem sympatycznego emu, opakowane w biały papier. Być może taka prezentacja nie zachęca, bo po odwinięciu widać tylko wielką bułę (wypiekaną specjalnie dla Moa), ale to co najlepsze odkrywa się dopiero po pierwszym kęsie… 200g świetnie przygotowanego mięsa wołowego i oryginalne składniki, które komponują się wyśmienicie! Być może stałe menu nie jest aż tak zróżnicowane jak w LoveKrove, ale burgery tygodnia w Moa to prawdziwy majstersztyk! Postawiłam na kompozycję między innymi z szynką parmeńską, gruszką i orzechami włoskimi – niebo w gębie! I co z tego, że bułka czasem jest za bardzo przypieczona, że hamburgera ciężko ugryźć, że sos kapie na tackę, a po pochłonięciu tego giganta nie można się ruszyć… Dla mnie numer jeden!



Ten artykuł został napisany na zlecenie magazynu Lounge (#46, str. 42-43).

Bądź na bieżąco:

13 komentarzy :

  1. http://imcarlaa.blogspot.com/, zapraszam :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Widzę, że mamy podobny smak pod względem hamburgerowym :-)

    Mnie kompozycje w Love Krove bardzo odpowiadają, ale ich forma absolutnie. Krótko mówiąc, nie potrafię jeść tych ich burgerów tak jak trzeba, czyli przegryzając się przez wszystkie warstwy. Dlatego Moa u mnie też wygrywa!

    OdpowiedzUsuń
  3. Ja polecam burger kinga :) big king xxl 1klasa

    OdpowiedzUsuń
  4. Z mojej strony polecam knajpę "Korek", przy ul. Czystej. W skrócie - knajpa chyba utrzymuje się z Korkoburgera. Podobno lepszy jest tylko w Moa. Hamburger + frytki za ~15zł, to wg. mnie dobra cena.

    OdpowiedzUsuń
  5. Ja też uwielbiam Moa :-) nawet jak biorę dziecięcego to zawsze proszę o dodatkowe buraki - mają taki niezwykły goździkowy aromat.

    OdpowiedzUsuń
  6. Ja tez uwielbiam Moa chociaż ostatnio odkryłam Beef Burger Bar na kaizmierzu- gdzie burgery mają rewelacyjne! niektóre lepsze od moa inne gorsze ale jak do tej pory próbowałam tylko 3
    I na ich + jest to, że można dojechac samochodem... a nie zawsze mam ochote spacerowac po rynku.
    a co do love krove zmiana właściciela nie wyszła im na lepsze...

    OdpowiedzUsuń
  7. Aniu powinnaś koniecznie dodać Beef Burger Bar do recenzji. Faktycznie wybijają się na tle pozostałych 3 burgerownie: Moaburger, LoveKrove i Beef Burger Bar. Dla mnie bezkonkurencyjne sa dwa Moa i Beef, więc chętnie przeczytam Twoje zdanie o tym ostatnim.

    OdpowiedzUsuń
  8. Na rogu placu wolnica jest dobry burger :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Odpowiedzi
    1. W Well Done byłam raz i nie sądzę, by ich burger kwalifikował się do tej listy. ;)

      Powyższy artykuł jest z listopada 2012 roku. ;)

      Usuń
  10. Nowy kleparz burger, nie ma lepszych w krakowie :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Na rogu rynku i Siennej otworzył sie LOKAL, sprawdziłam ostatnio ich burgery i są teraz moje ulubione

    OdpowiedzUsuń
  12. Moaburger - chodzę od dawna i uwielbiam. Bardzo polecam :)

    OdpowiedzUsuń

Spodobał Ci się tekst? A może nie zgadzasz się z moją opinią? Chętnie poznam Twoje zdanie!

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...