23 grudnia 2012

Hamsa (Kraków)


Oprócz tego, że kuchnia izraelska łączy w sobie elementy kuchni arabskiej, tureckiej i śródziemnomorskiej, niewiele o niej wiedziałam. Wizyta w otwartym dosłownie kilkanaście dni temu  izraelskim restobarze na Kazimierzu pomogła mi się z nią zaznajomić, ale nie to uważam za najcenniejsze doświadczenie jakie wyniosłam z Hamsy.

O samej Hamsie też niewiele wiedziałam, bo stronę nadal ma ubogą, a na Facebooku było tylko kilka zdjęć, na dodatek zapowiadały małą, nieco bezpłciową klitkę. Tymczasem już na progu powitała mnie obszerna, jasna i kolorowa sala, a wnętrze wypełniały dźwięki izraelskiej muzyki popularnej, a nie jakieś tradycyjne brzdękolenie na gitarze (jak w żydowskich knajpach niedaleko). Szybko rzuciłam okiem też na drugą salę, gdzie grupka młodych roześmianych ludzi siedziała nad hummusem, a inni uśmiechnięci młodzi ludzie z wielką dłonią na T-shirtach zwinnie skakali za barem.

Obie sale są bardzo oryginalne; wiele w nich wyjątkowych, ręcznie robionych elementów i zaskakujących artystycznych rozwiązań. Jest młodzieżowo, kolorowo i klimatycznie, a nie złotawo, sztywno i poważnie (jak w żydowskich knajpach niedaleko). Podświetlone doniczki ze świeżymi ziołami otaczają okna, nad głową wiszą ogromne designerskie lampy, a ściany zdobią zdjęcia, które nie przedstawiają oklepanych krajobrazów prosto z katalogu turystycznego, za to pokazują zwykłych ludzi – biegnących chłopaków w parku, sprzedawcę owoców, ludzi w kafejce.

Menu mnie zachwyciło – nie wiedziałam, czego się złapać! Miałam ochotę na wszystko, bo wszystko było… inne. Zacytowałabym co ciekawsze pozycje, ale były to połączenia tak oryginalne, że nawet nie jestem w stanie ich sobie przypomnieć. Aby spróbować jak najwięcej różnych rzeczy, postawiłam na Meze (29 zł), które składa się z oliwek (zielone, z pestkami), warzyw (marynowany czosnek, ogórki i pokaźne kapary z długimi łodygami), trzech dowolnie wybranych przystawek oraz trzech rodzajów chleba: manakisz, tradycyjnie placek z ciasta drożdżowego polany oliwą i za’atarem (mieszanka ziół z przewagą tymianku i prażonego ziarna sezamu), który był ciekawy ze względu na przyprawy, ale jak na mój gust za twardy i gumowaty; laffa – cienki i bardzo smaczny placek; i pita, która jest Polakom znacznie bliższa niż poprzednie dwa typy – niewielki, cienki chlebek z „kieszonką” na farsz.

Wybrane przeze mnie trzy przystawki w dwóch przypadkach nie okazały się jednak strzałem w dziesiątkę. Falafel, czyli smażone kulki z ciecierzycy, były chrupiące, ale twardawe – spodziewałam się delikatniejszej wersji, poza tym kumin był, jak dla mnie, zbyt intensywny. Tarator Bi Tahina – dip z sezamowej pasty tahini z dodakiem soku  z cytryny – przeważał bardzo wyraźny, nieco metaliczny posmak tylko lekko przełamany kwaskowatością; dla mnie odrzucający, ale podejrzewam, że to kwestia gustu. Labneh był z tej trójki najlepszy. Wyrabiany na miejscu domowy biały ser na bazie jogurtu naturalnego i jogurtu koziego był cudownie aksamitny, a w smaku genialny – polecam!

Tyle już zjadłam, a to dopiero przystawka! Jako danie główne na stole pojawił się burekas ze szpinakiem, fetą i orzechami pinii (24 zł). Jakież tu podobieństwo do kuchni greckiej! Dość spory trójkąt z ciasta filo okazał się bardzo sycący i niezwykle smaczny, w połączeniu z delikatnym sosem na bazie jogurtu z dodatkiem mięty (mało wyczuwalnej) tworzył naprawdę pyszne danie. Ale największe wrażenie zrobił na mnie… kebab izraelski (32 zł), który podkradłam od mojego towarzysza – nie wiem, czy kiedykolwiek jadłam tak genialnie doprawione, tak cudownie aromatyczne mięso. Naprawdę! Formą przypomianające nieco kotlety mielone, nadziane było na patyczki do szaszłyków, zamknięte w izraelskim cienkim placku, podane z dwoma sosami (ten na bazie pomidorów był genialny!) i sałatką z pomidorów i ogórków, z cebulą i sporą ilością pietruszki (sałatka, choć prosta, była smaczna, ale chyba swoje przeleżała). W ramach deseru skusiłam się na dość ubogo podaną baklawę – jadłam ją w Turcji i Grecji, ta w Hamsie ich nie przebiła, ale i tak polecam, szczególnie miłośnikom ciasta filo, orzechów i miodu.

Nie wszystko, co zamówiłam, było w moim odczuciu idealne; nie wszystko uważam za udane, ale to uczucie, które pozostaje na podniebieniu, gdzie przeplatają się smaki dotąd nieznane, intensywne i ciekawe, dla mnie jest niezwykle cenne. Bo wystarczył jeden (wbrew pozorom łatwy do przeoczenia) moment, jeden kęs, który sprawił, że popadłam w zachwyt nad tym oczywistym faktem, że istnieje tyle różnorodnych i inspirujących kuchni. Hamsa przypomniała mi, że zawsze będzie gdzie jechać i co poznać, że wciąż jest mnóstwo smaków do odkrycia, i że są one tak fantastycznie różne od naszych! A także że mamy niezwykłe szczęście żyć w czasach, w których możemy mieć tego namiastkę dosłownie kilka przystanków od domu!

Plus: oryginalne dania, sympatyczna obsługa, fajna muzyka, ciekawe menu i wnętrze.
Minus: brak możliwości płatności kartą, stosunkowo wysokie ceny.
Adres: ul. Szeroka 2 (zobacz mapę).
Polecam: na odkrycie oryginalnych smaków, spotkanie z przyjaciółmi.
Średnia ocena: 4,25 na 5.     Jedzenie - 4     Obsługa – 4.5   Wnętrze - 5    Ceny – 3.5




Wszystkie zdjęcia tutaj.

8 komentarzy :

  1. Ślinka mi nie chce przestać cieknąć... :D

    OdpowiedzUsuń
  2. fajna konkretna rekomendacja. Lubię takie, bo teraz wiem, że sama z chęcią sprawdzę.

    OdpowiedzUsuń
  3. Już można płacić kartą :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Właśnie tam się wybieram. Dzięki za recenzję! Ubogi fanpage i de facto pusta strona dają mało informacji. Trip Advisor zachęca i Twój blog również. Jedziemy sprawdzić :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dobra, byłem :)
      Mezze pyszne - wzięliśmy, co następuje: Muhammara, falafel i klasyczny hummus. Do tego serwowane są papryczki (ale nie za ostre), oliwki i ogóreczki. Mniam. Na drugie wzięliśmy klasyczny kebab izraelski (żona skorzystała z Twojej rekomendacji) oraz coś, czego nazwy nie pamiętam. Nie ma w sieci menu, aby to sprawdzić, ale było to coś w rodzaju farszu z pierogów ruskich z kolendrą i innymi bliskowschodnimi przyprawami. Wszystko zapieczone w cieście. Oczywiście ceny dość wysokie, ale to standard na Szerokiej. Raz na czas można się skusić :)

      Usuń
  5. Nie polecam ! Obsługa ani nie zamierzała podejść aby mnie by wskazać mi miejsce ani żeby odebrać zamówienie choć w restauracji prawie było pusto.Jeżeli chodzi o samo jedzenie to wzięłam tego pieroga z farszem szpinak-owym i fetą, było mdłe, fety dwa maleńkie kawałki. Jedyne co było na plus to baklawa choć rozmiar kawałka był miniaturowy.Wyszłam zawiedziona.

    OdpowiedzUsuń
  6. uwielbiam to miejsce, pysznie, klimatycznie, domowo :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Byłam, kosztowałam, słyszałam prócz tego wiele opinii, także od znajomych, którzy tam pracowali - z Bliskim Wschodem kuchnia ta ma niewiele wspólnego, a bylam na BW, byc może dlatego, że robiona jest stricte pod turystów. Jest drogo, choć porcje są spore, ale meze zdecydowanie za drogie jak na zwykłą przystawkę i tanie oliwki, które obok izraelskich nigdy nawet nie stały. Pamiętam moją potrawę - uczciwa ilość kardamonu w ryżu, takaż uczciwa ilość trawy cytrynowej w mięsie, które istotnie było bardzo aromatyczne. Mój towarzysz natomiast zamówił potrawkę/zupę, która po prostu była barszczem z kulkami macy, danie naprawdę całkowicie przeciętne... Kelnerzy pytani o to, czy można zamówić herbatę po izraelsku tudzież marokańsku kompletnie nie wiedzieli, o czym mówię, a chodziło o zwykłą słodką herbatę ze świeżą miętą, więc w ostateczności dostałam herbatę aromatyzowaną mietą z torebki. Kawa po beduińsku również przeciętna, zdecydowanie warto sie na nią wybrać do Cafe Cheder parę kroków od Hamsy, będzie w większej ilości i bardziej aromatyczna. Na hummus też lepiej się tutaj nie wybierać, za to mogę polecić Hummus Amamamusi - najlepszy, w stu procentach uczciwy i tworzony z pasją hummus w Krakowie. :)

    OdpowiedzUsuń

Spodobał Ci się tekst? A może nie zgadzasz się z moją opinią? Chętnie poznam Twoje zdanie!

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...