14 grudnia 2012

Paese (Kraków)


Będę szczera – nie zanosiło się na nic ciekawego. Pomyślałam: o!, pójdę sobie, napiszę recenzję, przecież nie zawsze trzeba pisać o dobrych miejscach, a wręcz należy pisać o tych gorszych (tak mnie instruuje kolega po fachu). Obejrzałam stronę internetową i mało co mi się tam zgadzało – kuchnia francuska, kuchnia włoska, kuchnia polska, na dodatek w restauracji korsykańskiej, której nazwę każdy wymawia inaczej. Paeze? Piz? Paese? Pis? Peze(t)? Do dzisiaj nie wiem. Bo że oznacza „krainę, ląd” i to w dodatku „ten jedyny, wybrany” – już „na progu” nostalgicznie tłumaczy nagłówek na stronie. I legła też w gruzach moja teoria, że w marketingu ważna jest klarowna i łatwa do wymówienia nazwa, bo skoro istnieje od 18 lat, najwyraźniej Paese w Krakowie ma się dobrze.

Niedziela to podobno mało ruchliwy dzień dla restauracji, tymczasem zastałam pół dolnej sali zajętej, a drugie pół zarezerwowanej. Szkoda, bo na pierwszy rzut oka wnętrze wydawało się naprawdę urocze – przytulne, stylowe i cudownie śródziemnomorskie, i to w taki harmonijny, gustowny i nieprzesadzony sposób. Z lekkim rozczarowaniem wraz z osobą towarzyszącą skierowałam się na górę, gdzie zastałam zupełnie inne klimaty (i pustą, choć z czasem wypełniającą się gośćmi, salę). Długo zastanawiałam się nad tym, co mi przypomina tego typu wystrój i w końcu pod koniec posiłku zgodnie doszliśmy do wniosku, że wnętrze jest… hotelowe. Szykowne, ale trochę sztywne; beże przeplatają się ze złotymi elementami, długie żółte zasłony średnio skutecznie zakrywają nieciekawy widok z okna, okrągłe drewniane stoły rozstawione są niczym w lobby, a wszystko gra ze sobą aż za dobrze. No, może oprócz tandetnych niebieskich świeczników i kryształowego żyrandolu.

Od nieco oschłej, mało sympatycznej, ale za to niezwykle konkretnej kelnerki ekspresowo otrzymaliśmy bardzo schludną i stylową kartę z wieżą Eiffla na okładce, w której roiło się od francuskich nazw, bo dania w pierwszej kolejności opisane są właśnie w tym języku. Mało to wygodne, choć niewątpliwie dodaje szyku, bo jak już kiedyś wspominałam, po francusku sprzeda się wszystko. Jako czekadełko dotarł do nas koszyk świeżego, smacznego i bardzo różnorodnego pieczywa oraz talerzyk z oliwą – miło, ale mało praktycznie, bo każdy gość powinien dostać dwa talerzyki, aby chleb się nie kruszył, a oliwa nie kapała na obrus.

Paese wyobrażałam sobie jako lokal z grupy tych droższych, tymczasem na specjalnej wkładce do karty zobaczyłam  niedzielny zestaw obiadowy (przystawka, danie główne i deser) w cenie 35zł. Mimo kuszącej propozycji, zdecydowałam się na zupę rybną z kawałkami sandacza, łososia i soli (15 zł), polędwicę wołową w ziołach z musztardą Dijon (38 zł) i sałatkę z gruszką, orzechami i serem pleśniowym (16 zł). Menu jest ciekawe, bardzo francuskie, mało włoskie, a polskie właściwie wcale. Na zupę – niezwykle smaczną i lekką, z małżami, marchewką, pomidorami, plasterkami czosnku i świeżą pietruszką – nie czekałam długo, ale dania główne zostały wydane po jakichś czterdziestu minutach od zamówienia (choć nie sprawdzałam tego z zegarkiem w ręku). Wilczy apetyt na szczęście zaspokoiła zupa (piszę „na szczęście”, bo głodna Ania = zła Ania), a z głośników sączyła się bardzo nastrojowa polska (Marek Grechuta na przykład), francuska, a nawet portugalska (zaznaczam: portugalska, a nie brazylijska) muzyka umilająca czas oczekiwania.

Gdy polędwica już dotarła, okazała się średnio wysmażona (dokładnie tak, jak prosiłam), soczysta i dość ostra za sprawą musztardy, co nie do końca trafiło w mój smak, ale wiadomo – co kto lubi. Sałatka prezentowała się przepięknie i spełniła moje oczekiwania z wyjątkiem dwóch rzeczy:  po pierwsze, o truskawkach w menu nie było mowy, i choć ozdabiają całość, dziwnie się czuję jedząc je w listopadzie; po drugie: sałatka była za tłusta, niemal pływała w oliwie. Poza tym była ogromna, mimo że w menu widnieje w dziale „przystawki” – mnie akurat nie robiło to większej różnicy, bo wybrałam ją jako dodatek, ale na pewno niejeden klient by się zdziwił. Filet z kurczaka (26 zł) osoby towarzyszącej, jak na tak proste danie, prezentował się bardzo atrakcyjnie; nacięty i wypełniony stopionym serem mięciutki filet, podany na warzywach (ta informacja nie była zawarta w menu!), to odrobinę banalne danie i jedno z tańszych, ale wykonane bez najmniejszego zarzutu. Za to ziemniaki zapiekane z czosnkiem (7 zł) w mojej opinii były średnie – zupełnie niechrupiące, ogólnie mało smaczne, choć podejrzewam, że nie z mrożonki, za co mimo wszystko należy się plus!

Gdy już udało mi się złapać kelnerkę (siedząc u góry nie ma możliwości poproszenia obsługi o podejście, bo siłą rzeczy gości tam nie widzi, a i rzadko odwiedza), zamówiłam deser: lody nugatowe w sosie z mandarynek i Cointreau (17 zł). Dwa trójkąty przepysznych lodów podane zostały na przeźroczystym, płaskim talerzyku z łyżeczką zamiast widelczyka (który sprawdziłby się tu lepiej), co sprawiło, że gdy próbowałam je jeść, ślizgały się między posypką  z pokruszonego karmelu a trzema kawałkami mandarynki z sosem, którego zresztą były śladowe i niemal niezauważalne w smaku ilości. Lody świetne, ale sposób podania radzę jeszcze przemyśleć!

I tak z cichego zakątka ulicy Poselskiej, z Paese / Piz / Paeze / Pis / Peze, wyszłam dość pozytywnie zaskoczona, najedzona i zadowolona w kierunku ulicy Floriańskiej, pełnej szumu i tłumu turystów. Przypomniała mi się wtedy niewielka, ale doskonała i niezwykle klimatyczna restauracyjka Saint Germain w Wilnie, którą odkrywa się z polecenia lub zupełnie przypadkiem, bo nie jest po drodze turystom. Paese również ukrywa się nieco na uboczu, z dala od zgiełku centrum, choć do perfekcji tamtej wileńskiej restauracji jeszcze jej trochę brakuje. Tak czy owak – ja wrócę.

Moja opinia o restauracji Paese pojawiła się także w magazynie Lounge (#47, str. 50-51)





  
Reszta zdjęć tradycyjnie tutaj.

1 komentarz :

  1. "Paeze? Piz? Paese? Pis? Peze(t)? Do dzisiaj nie wiem."

    Odpowiedź na to pytanie znajdziesz na stronie forvo.com, gdzie ludzie z całego świata nagrywają krótkie pliki audio z odpowiednią wymową rożnych słów. :)

    OdpowiedzUsuń