31 stycznia 2013

Corner Burger (Kraków)


Ale to już było… – aż ciśnie się na usta ten muzyczny przebój, gdy wychodzi się z nowo otwartej burgerowni w Krakowie (swoją drogą, szkoda że jej jeszcze nie było, gdy robiłam ranking hamburgerów). Wprawdzie istnieje teoria, że już wszystko jest wymyślone i że zostaje nam tylko czerpanie z tego, co ktoś już stworzył i przekształcanie pomysłów innych, by tworzyć coś jeszcze lepszego. Ale czy aby na pewno to dobra droga?

Classic Cornera (15 zł), czyli mojego pierwszego burgera z oferty tego lokalu, spróbowałam w wersji na wynos. Nie ulega wątpliwości, że w takich okolicznościach (na zewnątrz było jakieś minus siedem stopni) trudno zarzucać mu brak odpowiedniej temperatury, ale już kwestią wartą rozważenia jest to, czy całkowicie przesiąknięta na obrzeżach buła, która wyglądała jak namoknięta sosami gąbka, jest winą temperatury, kolegi-dostawcy czy Corner Burgera. Na resztę jednak narzekać nie można – cena śmiesznie niska jak na tak wielką porcję (podczas happy hours 20% taniej, czyli 12 zł w tym konkretnym przypadku), a składniki tak klasyczne, że aż trudno byłoby coś zepsuć – mięso wołowe, sałata, pomidor, ogórek, cebula, sos majonezowy. Dużo i smacznie (gdyby nie kapiąca bułka).

Niedługo później osobiście wybrałam się do Corner Burgera nie tylko po to, by w razie wpadki wiedzieć już, na co zrzucać winę, ale też aby zobaczyć, czym może mnie zaskoczyć.

Według mnie obecnie istnieją dwa niemal bezkonkurencyjne lokale z burgerami – jeden panuje na Kazimierzu, a drugi w okolicach Rynku i raczej jeden drugiemu  klientów sobie nie wyrywa (chyba?). Czym zaskoczył Corner Burger? Kopiowaniem tego drugiego. Sposób pakowania i podpisywania burgerów, kwadratowe tacki, ceraty w kratkę, klimat wnętrza, bardzo podobny projekt menu, a nawet… plastikowe kubki na napoje. No kaman!

W Corner Burgerze do wyboru są dwie sale – jedna nieco pustawa i klaustrofobiczna z trzema niewielkimi stolikami i zaklejonym do połowy oknem; druga –  przy barze i znacznie większa – z kilkoma przytulnymi kącikami z pasiastymi poduchami. We wnętrzu dominują głównie cztery kolory: szary, biały, czerwony i niebieski. Poza tym białe ściany, kilka grafik i drewniana podłoga. Nic ponadto.

No ale umówmy się – w burgerach nie chodzi o to, by podziwiać wnętrze. Skupiłam się zatem na jedzeniu, zaczynając od Pesto Beef (19 zł): 200 g mięsa wołowego, pomidor, ogórek (który okazał się kiszony), pesto, ser mozzarella, rukola, grillowana cebula i sos majonezowy. Po niedługim czasie oczekiwania miałam przed sobą całkiem ładnie skomponowaną, sporych rozmiarów bułę z sezamem, której wierzchnia część od spodu posmarowana była bardzo przeciętnym sosem pomidorowym, a ta druga nieco się rozchodziła za sprawą pesto (tym razem nic nie kapało). Jadło się ją trochę niewygodnie, bo burger, miejscami zdecydowanie za gruby, uformowany był tak, że nie pokrywał całej bułki – momentami jadło się więc samo pieczywo z dodatkami. Które zresztą komponowałyby się świetnie, gdyby nie połączenie pesto i rukoli z ogórkiem kiszonym – kompletnie mi to nie pasuje.

Dzięki uprzejmości osoby towarzyszącej, skosztowałam też lekko pikantnego Quraka (15 zł) czyli piersi z kurczaka w panierce z sałatą, pomidorem, ogórkiem, serem mozzarella, sosem BBQ i majonezowym (przynajmniej według opisu, bo w bułce znaleźliśmy też cebulę, której menu nie zapowiadało). I prawie go zjadłam w całości, bo – no cóż – był genialny! Nawet z tą cebulą. Naprawdę fantastyczne, niezwykle smaczne i fajnie dopełniające się smaki. Quraka polecam!

Inspirując się Moaburgerem, Corner nie stworzył jednak czegoś lepszego, a już na pewno nie prezentuje czegoś nowego (choć niektóre pozycje z menu wyglądają interesująco); po prostu sprytnie próbuje wykorzystać to, co jest już sprawdzone, bezpieczne i co powinno zdać egzamin. Na terenie zarezerwowanym do tej pory przez Love Krove, na pewno znajdą się amatorzy tańszej alternatywy. Bazując na wspomnianej we wstępie teorii, próba ta może jest właściwa, ale mimo to, Corner Burgerze, ładnie to tak?

Plus: stosunkowo niskie ceny, pokaźne porcje, sympatyczna obsługa.
Minus: małe pomyłki i niedociągnięcia, jeszcze niedopracowane burgery.
Adres: ul. Dajwór 25 | mapa | Facebook
Polecam: na Quraka na pewno, a na burgery gdy się poprawią.
Średnia ocena: 3,88 na 5.     Jedzenie – 3/5     Obsługa – 5/5    Wnętrze – 3/5      Ceny – 4.5/5




Resztę zdjęć zobaczycie tutaj.

5 komentarzy :

  1. Rozważaliśmy dziś zajście tam, ale Sami Am Am wygrało. I dziś w końcu dostałam wersję ostrą, a nie ostrą dla kobiet :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Nie wiem czy ktoś ci zaplacił za tak idiotyczną receznje, zachwalasz, krytykujesz, znów zachwalasz i sama nie wiesz w sumie jakie masz oczucia - byłem tam wczoraj, i jestem poprostu oczarowany, miejsce bardzo przyjemne,ide zjeść coś na szybko a nie rozsiadac sie na wielkiej sali i ogladac innych (to do klaustrofobicznej salki) plus za niestandardową bułkę nie była sztuczna, napompowana jak w love krove - nie pasuje mi tam ani jeden hamburger. i ten dziwny posmak sosów, piszesz że kopia innej restauracji, no umówmy sie ze hamburger nie jest od kilku dni odkryta potrawą, tylko istnie już dziesiąt lat prosty sprawdzony sposób podania - czego sie spodziewasz po hamburgerze? fajerwerków? Jak kolwiek by nie wymyślić podanie zawsze sie znajdzie coś podobnego. Mnie sie podobało, smacznie, nie drogo - warte polecenia.

    OdpowiedzUsuń
  3. Oni kopiują Moa najwyżej pod względem wystroju i dekoru - ale nie przesadzajmy, to jest taki trochę standard burgerowni.

    Natomiast absolutnie nie robią tego pod względem przepisów. Moa to fantazje i jazda bez trzymanki (te wszystkie buraki, awokado i ananasy), Burger Corner to klasyka, największym odlotem jest tam pesto i rukola.

    OdpowiedzUsuń
  4. Ewidentna kopia Moa, wystrój, sposób podawania. Chciaż na szcześćie w innej okolicy :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Nas Corner całkowicie zachwycił. Miły lokal, pyszne burgery.
    Zapraszamy do nas - opinie o Krakowskich burgerach.

    OdpowiedzUsuń