20 stycznia 2013

Jama Michalika (Kraków)



Tej recenzji miało nie być. Przynajmniej tak postanowiłam po spędzeniu w Jamie Michalika pierwszych piętnastu minut. Chciałam oszczędzić słów krytyki miejscu, bez którego trudno wyobrazić sobie Kraków. Było mi przykro, że ten symbol artystycznego życia miasta, to miejsce przesiąknięte historią i sentymentem wyglądało na martwe. To był wieczór, weekend, a w całej pokaźnych rozmiarów restauracji były tylko cztery osoby, w tym ja. Poza tym mroczno, zimno i pusto. Smutno, po prostu. 

Smutek jednak szybko przerodził się w pewnego rodzaju zażenowanie (czasem wstydzimy się za kogoś, prawda?). Bo o ile wnętrze, mimo że martwe, ma w sobie coś, na czym możemy zawiesić wzrok (urocze lampki, piękne witraże, malowidła, oryginalne meble obite zieloną tapicerką, fikuśne drewniane krzesła, fantastyczny sufit), o tyle kuchnia i podejście do tego biznesu na pochwałę już nie zasługuje. Bo dla mnie szynka konserwowa w ramach przystawki, niedbałe i nieuporządkowane menu i przede wszystkim zawyżone ceny –  parówki (!) za 12 zł – to już lekka przesada. 

Owszem, mogłam zamówić coś ze strony „Potrawy z ptactwa dzikiego i domowego”, bo bażanta ani przepiórki nigdy nie jadłam, ale czy był chociaż cień szansy, że w tak opustoszałej restauracji te dania będą świeże? Półmisek „od Michalika” (99 zł) też mi tego nie gwarantował, ale zdecydowałam się zaryzykować, bo ta „uczta dla 2 osób” mogła dać mi szerszy obraz sytuacji niż jakieś pojedyncze danie. Nieco przestraszona, młodziutka i jedna z dwóch kelnerek w lokalu (ale przynajmniej w miarę sympatyczna; druga przy wyjściu nawet nie bąknęła „do widzenia”), przyniosła to, co według opisu było „delikatną polędwicą, schabem, drobiem podanym z bukietem warzyw, ziemniaków, frytek, dufinek i ryżu z dwoma sosami, pieprzowo-koniakowym i czosnkowym”.

Na pierwszy rzut oka danie prezentowało się całkiem nieźle – w dużym naczyniu pod przykryciem z podgrzewaczami pod spodem, z kwiatuszkami wyciętymi z marchewki i pomidora oraz zwiędniętą (mam nadzieję, że od ciepła) sałatą dekoracyjną i kilkoma plasterkami ogórka zielonego. Trzy rodzaje frytek, w tym dufinki (ziemniaków jako takich brak), ryż, kilka zielonych oliwek (?!), mdłe warzywa gotowane – kalafior, fasolka szparagowa, brokuły, marchewka – zupełnie bez smaku i założę się, że z mrożonki. Do tego jeden schabowy w grubiej panierce (dało się zjeść), dwa kotlety drobiowe obtoczone w czymś dziwnym, ale nawet smaczne, no i wołowina. Wołowina, która (na moje oko) była zwykłą pieczenią wołową, a nie „delikatną polędwicą”. Różnica jest dość znaczna, szczególnie w cenie. Czyżby tak dawno w Jamie nie było gości, że kucharz aż zapomniał, co ma w karcie? Mięso było mocno spieczone, a do tego twardawe i suche. Naprawdę nic specjalnego.

Być może przesadzam i mam nadzieję, że jestem w błędzie; że kucharz wie, co ma w karcie, tylko się pomylił; że dania są świeże, a to ja mam zepsuty smak; że to nie ten sos czosnkowy (całkiem przecież niezły) lub pieprzowo-koniakowy (o odstraszającej konsystencji, do przełknięcia, ale z trudem) sprawił, że po tej kolacji rozbolał mnie żołądek; że to ukochane miejsce spotkań krakowskich artystów da się odratować, bo jeśli nie, to zginie przecież część historii…

Albo po prostu miałam pecha. Nie ten dzień, nie ta pora, nie to danie. Na wszystko można znaleźć wymówkę i prawie wszystko można wybaczyć. Ale gdy zaraz po zostawieniu ponad stówy za potrawę wartą może połowę tej ceny, restauracja wymaga ode mnie opłaty za szatnię, to nawet moja cierpliwość się kończy. Tym bardziej, że szatnia jest… obowiązkowa. To przecież tak, jakby klient musiał płacić za skorzystanie z toalety, z tą małą różnicą, że nikt do toalety chodzić mu nie każe.

Plus: wnętrze – warto pooglądać.
Minus: ceny, brak ludzi, nieciekawe jedzenie, obowiązkowa i płatna szatnia.
Adres: ul. Floriańska 45 (zobacz mapę).
Polecam na: może do kawiarni warto wstąpić?
Średnia ocena: 2,63 na 5.      Jedzenie – 2     Obsługa – 2.5   Wnętrze – 4    Ceny – 2





Wszystkie zdjęcia tutaj.

14 komentarzy :

  1. I dlatego wyznaję zasadę "Karm dobrze albo giń". Współczuję, ale dobrze, że tam poszłaś, przynajmniej wiem, że jeśli w Krakowie będę i poczuję potrzebę zjedzenia, to mam Sami Am Am czy Moa Burgers czy kilka innych miejsc.
    P.S. Taka recenzja mogłaby mieć tytuł" Jak zarżnąć legendę. ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja bylam tam dawno bo kilka lat temu i juz wtedy bylo dokladnie tak jak opisalas... Miasto powinno cos z tym zrobic...wszak to legendarne miejsce!!!

    OdpowiedzUsuń
  3. Ja bylam tam tylko na kawie z kolega. I ponad wszystko na swiecie chcialam stamtad jak najszybciej uciec. Dlaczego? Przygnebiajaco zakurzona atmosfera no i ten brak ludzi. Kawa byla chyba rozpuszczalna.

    OdpowiedzUsuń
  4. byłam tam również w weekend, do tego wakacyjny i niestety wrażenia podobne.Mroczna atmosfera, puste stoliki. Jedynymi gośćmi były wtedy dwie Ślązaczki (poznałam z gwary), w różowych koszulkach odsłaniających pępek, które zamówiły piwo, żeby podyskutować przy nim o jakiś głupotach. Inaczej sobie to wyobrażałam...

    OdpowiedzUsuń
  5. Byłam tam wczoraj z przyjaciółkami - zjadłyśmy przepyszny miks pierogów. Szczególnie godne polecenia te z grzybami. Sama robię pierogi, więc mogę powiedzieć, że potrafię docenić, co smaczne. I tyle pozytywnego można powiedzieć (oprócz historycznego wnętrza). Naczynia nie z tej epoki, elektryczny kominek wstawiony w ten zabytkowy wyglądał groteskowo. Mieszane uczucie, ale na pierogi bym wróciła

    OdpowiedzUsuń
  6. Co ma miasto z tym zrobić jak to wlasność prywatna. Ale jak ktoś nie potrafi zarządzać to potem takie miejsca upadają.

    OdpowiedzUsuń
  7. Ja tam pracowałem nie dość że nakaz przez szefowa kuchni mikrofalowych to wiekszość dań pieczonych jest zamrazana i odgrzewana w mikrofalach z jakims miesiecznym wyprzedzeniem.
    Nie mówiac o szefowej ktora uwielbia rosół na bazie ziela angielskieo i liscia laurowego. Do tego wyzysk pracowników praca co 2 dzien 14h za 8 zl na 1h no ale coz czego wiecej wymagac jak wiekszosc czynnosci wykonuje mikrofala nie polecam.

    OdpowiedzUsuń
  8. Dla mnie ten lokal jest cool!
    Uwielbiam barszcz z uszkami! Jest perfekcyjny!
    Zaglądam tam z rodziną ok 2-3 na miesiąc i czytam te recenzje z mocnym niedowierzaniem.

    Totalna bzdura!

    A to, że ludzie omijają centrum Krakowa, to jest raczej zarzut do Pana Prezydenta Miasta, który szczególnie dba o lokale na obrzeżach miasta i mocno się przykłada aby nie można było wjechać do centrum. (mam już ładną kolekcję mandatów)


    Widzę, że w Waszym Krakowie konkurencja gra nieczysto!

    Żeby taką świnię - paszkwil podłożyć dla takiej legendy.
    Uffff nieładnie!

    I pytanie do autorki strony; czy ma zgodę właściciela do używania jego logo?

    Ja bym Cię za to pozwał i sporo bym wygrał! Ale to nie mój problem.
    Pozdrowienia dla Krakusów
    Marek z Poznania

    OdpowiedzUsuń
  9. Odpowiedź do Anonima:

    Proponuję zajrzeć do ustawy: Prawo własności przemysłowej, rozdział o znakach towarowych i prawach ochronnych, a zwłaszcza do sekcji o wyłączeniach tego prawa.

    OdpowiedzUsuń
  10. Recenzja mocno tendencyjna, widać, że autorka wzięła w łapę od konkurencji. Dno Aniu!

    OdpowiedzUsuń
  11. Byłem po raz 1-y w Jamie w 1978 roku tuż po maturze. Po raz ostatni w 11'2013. Było identycznie i nie chodzi mi o malowidła na ścianach i wystrój ale stroje kelnerek z zielonego pluszu. Oprócz naszej radosnej 5-i 3 inne osoby. Plusem lokalu był wtedy i jest grający na fortepianie muzyk zamiast wszędobylskiego umpa w innych lokalach. I jest to jedyny plus. Na jedzenie czeka się kosmicznie długo a estetyka potraw jak z podręcznika w ZSZ Gastronom z lat 70-ych.

    OdpowiedzUsuń
  12. Byłam w Jamie Michalika w moje urodziny 2 lata temu. Czekaliśmy pół godziny aż kelner podejdzie do nas z kartą. Później kolejne Pół godziny aby zamówić. Na rachunek nie musieliśmy już czekać tak długo... Co ciekawe - nie było tłoku. Nie było pusto, ale gości można było ogarnąć... Nigdzie indziej nie czekałam tak długo na obsługę.

    OdpowiedzUsuń
  13. W nawiązaniu do powyższego artykułu i dziennikarskiej rzetelności zapraszam na strony:
    1. Jama Michalika wśród 15 najlepszych lokali Europy http://www.globalgrasshopper.com/destinations/europe/15-historic-cafes-europe/
    2. Dyplom za zajęcie miejsca Laurata w Konkurskie Rekomendacji Krakowskich Restauracji 2015
    http://www.jamamichalika.pl/Nagrody/img-150708113116-001.jpg
    3. Dyplom za zajęcie I miejsca w ogólnopolskim konkursie Newseek Polska 2005 w kategoriach:
    - najlepszy lokal
    - najlepszy klimat
    - najlepszy serwis
    - najlepszy wystrój
    - najlepszy serwis
    http://www.jamamichalika.pl/newsweek.htm

    OdpowiedzUsuń
  14. Zgadzam się, niestety, z każdym słowem. Jako polonistka z ogromnym uwielbieniem dla kultury Młodej Polski z radością zaprosiłam tam koleżanki-turystki, myśląc, że teraz zobaczą, jak można dobrze zjeść w miejscu z duszą i historią. O, ja naiwna. Drogo, niesmacznie, bez duszy i jakichkolwiek innych gości (poza nami). Wstyd.

    OdpowiedzUsuń

Spodobał Ci się tekst? A może nie zgadzasz się z moją opinią? Chętnie poznam Twoje zdanie!

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...