5 stycznia 2013

Sami Am Am (Kraków)


Był taki dzień, kiedy przysięgłam sobie, że już nigdy nie zjem kebaba w Krakowie. I nie było to wtedy, gdy przez trzy dni czułam takiego jednego z Siennej. Było to w Turcji, gdy zjadłam cudowne baranie mięso w fantastycznym, wypiekanym na miejscu cieście, bez zbędnych dodatków, a z lekkim maźnięciem tureckiego jogurtu. Przysięgłam sobie, że w Krakowie to już nigdy. A potem weszłam do Sami Am Am.

Wnętrze okazało się znacznie większe, niż to sobie wyobrażałam – w pomieszczeniu zmieściło się kilka stolików z bliskowschodnim wzorem na blacie i parę krzeseł. Są ze dwa banalne zdjęcia bliżej niezidentyfikowanego miejsca w arabskich klimatach, jest kilka szmatek pozawieszanych pod sufitem, jest uśmiechnięty i rozczulająco mówiący po polsku Syryjczyk, jest oryginalna arabska muzyka i są dekoracje świąteczne. Gdyby nie białe malunki na drzwiach przedstawiające gwiazdeczki i choinki, dzięki wspaniałej muzyce wydobywającej się z głośników i ogólnej atmosferze tego miejsca prawdopodobnie poczułabym się jak na Bliskim Wschodzie.

Usadowiłam się wygodnie tuż przy dość obszernym jak na budkę z kebabem menu (wtedy jeszcze byłam przekonana, że to zwykła budka z kebabem) i próbowałam podjąć najlepszą decyzję z możliwych, co wcale nie było łatwe. Choć nie do końca byłam przekonana, czułam, że moją powinnością jest choć spróbować kebaba zawijanego w chleb syryjski (12 zł), do zamówienia którego ostatecznie namówiłam moją znajomą (sprytne, nie?), tak na wszelki wypadek, a sama postawiłam na Zestaw Kefta (18 zł), czyli grillowane kotleciki w sosie pomidorowym z zapiekanym ziemniakiem, ryżem i surówką.

Dość sporych rozmiarów pakunek z przepysznego, cieplutkiego i miękkiego chlebka wypełniony był dość standardowymi (jak na krakowskie kebaby) dodatkami. Przyznaję bez bicia, że nie mam pojęcia, ile z nich było tradycyjnymi składnikami, a ile dostosowanymi do gustu Polaków. W Syrii nie byłam, w Libanie też nie, więc trudno ocenić, czy tam też zajadają się na przykład ogórkami. Mój ideał kebaba, turecki dürüm kebap, był mniej wymyślny, ale muszę przyznać, że nie przeszkadzały mi dodatki tego z Sami Am Am – bo chyba najważniejsze jest ciasto i mięso, a te były wręcz genialne.

W Sami Am Am wszystko podawane jest na plastikowych naczyniach, z plastikowymi sztućcami lub w plastikowych kubkach – jest to trochę drażniące i bardzo niewygodne, ale trzeba przyznać, że oddaje klimat street foodu. Jeśli jedzenie jest dobre, a swymi smakami i aromatami przenosi mnie do innych krajów i kultur, nie mam problemu z pobrudzeniem sobie dłoni, a nawet całej twarzy, jeśli to konieczne (poza tym na tyłach jest umywalka i papierowe ręczniki, które przydają się znacznie bardziej niż te cienkie pseudoserwetki rodem z baru mlecznego, które znajdują się na ladzie). 

Zestaw Kefta był prawdopodobnie najpiękniej podanym daniem na papierowym talerzu jakie miałam okazję zjeść. Było przede wszystkim obficie i kolorowo  za sprawą marynowanego kalafiora, kurkumy, świeżo siekanej pietruszki. W górze jedzenia oprócz takich perełek jak goździki czy nasiona kardamonu, znalazłam w końcu pokaźnej grubości kotleciki, z cudownie przygotowanego mięsa. Było miękkie, soczyste i świetnie doprawione, zdecydowanie wyróżniało się na tle dość przeciętnych w porównaniu do niego sosu, ziemniaków i sałatki. Tak czy owak – warto.

Tymczasem do środka ciągle wchodzili dorośli i dzieci, kobiety i mężczyźni, wystawali w kolejce i brali po dwa, trzy, cztery kebaby na wynos, podczas gdy inni klienci ze smakiem pałaszowali za moimi plecami. Rozochocona dobrym obiadem, liczyłam na równie dobry bliskowschodni deser. Zamawiając Namourę (5 zł), nie zawiodłam się – ciastko okazało się dość oryginalnym, bardzo słodkim smakołykiem z semoliny. Herbata z meramią (6 zł) też mnie zachwyciła, choć po samej nazwie zupełnie nie wiedziałam, czego się spodziewać, a widząc w plastikowym kubku pływające na powierzchni listki, zniechęciłam się (ostatecznie jednak w piciu nie przeszkadzały). Plastikowy kubeczek wypełniony był gorącym, słodkim i niezwykle aromatycznym napojem ze świeżymi listkami szałwii lekarskiej – znanej już w starożytności rośliny, której łacińska nazwa salvia officinalis wywodzi się ze słowa… „zdrowie”.

Czy poczułam się zdrowsza – trudno powiedzieć, ale na pewno wyszłam najedzona i bardzo zadowolona, bo z podobnym uczuciem, jak po zjedzeniu izraelskich dań kilkanaście dni temu. Wciąż czując w ustach tak oryginalne i intensywne smaki, doszłam do wniosku, że Sami Am Am to nie jest zwykła budka z kebabem – to budka z najlepszym kebabem w mieście i prawdopodobnie jedynym prawdziwym.

Plus: autentyczne smaki i aromaty, doskonały kebab, oryginalne pozycje w menu, przemiła obsługa.
Minus: niezbyt atrakcyjne i małe pomieszczenie, czasem tworzą się kolejki i wtedy znacznie wydłuża się czas oczekiwania.
Adres: Św. Wawrzyńca 27 (zobacz mapę).
Polecam: na najlepszy kebab w Krakowie.
Średnia ocena: 4 na 5.     Jedzenie – 4.5     Obsługa – 5    Wnętrze – 1.5     Ceny – 5





Wszystkie zdjęcia, jak zwykle (i z wyprzedzeniem), w albumie tutaj.

14 komentarzy :

  1. Uwielbiam Sami Am! Jedzenie zawsze jest tam wspaniałe.

    OdpowiedzUsuń
  2. Wpisuję na listę miejsc do odwiedzenia :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Biję czołem i czapką ziemię zamiatam :) Genialny kebab. Następnym razem spróbuje kilku dań. Dzięki za polecenie, takiego kebab jeszcze nie jadłem!

    OdpowiedzUsuń
  4. Po ujrzeniu tej recenzji na początku, jako duży FAN kebaba, od razy wybrałem się na miejsce. Zdziwiła mnie dostępność tylko kurczaka do kebabu (uznaję tylko wołowinę i jagnięcinę), no ale spróbowałem. Kebab przyzwoity, natomiast oryginalne, inne niż wszędzie indziej przyprawy nadawały dobry i godny polecenia smak.

    Niedawno odwiedziłem jeszcze raz i po raz ostatni. Znowu kurczak, tylko ze w ilości 50% mniej niż wcześniej...

    Marcin

    OdpowiedzUsuń
  5. A mnie Kebaby w Turcji nie smakowały. Próbowałem w 5 różnych miejscach w 3 miejscowościach. Za każdym razem suche mało doprawione mięso, znikoma ilość jogurtu tureckiego. Jedyne co było zjadliwe to ciasto ;)
    Miejscowości: Fethiye, Stambuł, Oludeniz.
    Może miałem pecha i trafiałem nie w te miejsca co trzeba :D
    Za to świetne kebaby zjadałem m.in. w Niemczech (rejon Frankfurtu). Więc chętnie wypróbuje ten Syryjski. Tym bardziej, że kebaby w Krakowie jadłem już chyba wszystkie ;)

    OdpowiedzUsuń
  6. Genialny falafel, zawsze mili i uśmiecnieci chlopacy. Szkoda, ze z dali od centrum, bo gościlbym tam na pewno cześciej! Tak trzymać! :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Witam serdecznie,
    Pracuję niedaleko Sami Am Am to też do niedawna byłem tam częstym gościem. Uważałem że podają tam najlepszy kebab w Krakowie do czasu gdy zupełnie przypadkiem wstąpiłem do La Marsa na ulicy Kalwaryjskiej. I oto jest nowy kebabowy król! Wielkie bydle zawinięte w pyszny placek, wyładowane po brzegi jagnięciną, doprawiony świetnymi sosami (uwaga, ostry jest NA PRAWDĘ ostry). Polecam każdemu!

    OdpowiedzUsuń
  8. Nie rozumiem daczego ludzie tak rozpływają się nad tą knajpą. Próbowałem przekonać się do Sami Am Am 3 razy, ale za każdym wychodziłem kompletnie niezadowolony. Odnioszę wrażenie, że wszystkie dania są totalnie spolszczone, a smaki w nich zawarte wcale ze sobą nie współgrają. Nie jestem znawcą kuchni syryjskiej, ale to z czym spotykamy się w Sami Am Am nijak się ma do tradycyjnych potraw z bliskiego wschodu.

    (Radosny przykład - Kebab drobiowy z tabasco, ogórkami kiszonymi, kukurydzą i sosem czonkowym)

    OdpowiedzUsuń
  9. Świetny kebab! Serio, takiego dobrego nigdzie indziej nie jadłam. No i ten falafel - pychotka! Gorąco polecam! Będę zaglądać tam często :-)

    OdpowiedzUsuń
  10. Cóż skuszony świetnymi recenzjami wybrałem się w ostatnią niedzielę. Potwierdziła się stara prawda, że recenzje recenzjami ale jak się wchodzi do lokalu w którym śmierdzi przepalonym tłuszczem, to się obraca na pięcie i wychodzi, a o recenzjach zapomina. Niestety jakoś tak się nakręciłem na zjedzenie czegoś ciekawego że zostałem. Papierowe tacki, plastikowe sztućce i jednorazowe kubki, trochę mi przeszkadzają ale przełknął bym gdyby jedzenie było dobre. Wzięliśmy zestaw dla dwojga. Wedle opisu 3 rodzaje mięsa, shish barani, wołowy i wołowy mielony kotlecik z pikantnym sosem, sałatka, ryż, chlebek syryjski. Ryż doprawiony kurkumą z nieco rozgotowanymi ziemniakami, chlebka brak, surówka jadalna ale nic porywającego. Mięso katastrofa, trzy rodzaje a różnił je tylko kształt, twarde, zbite (obstawiam że na skutek kilkukrotnego odgrzewania) bardzo przesolone, moim zdaniem dowalone maggi, vegeta lub inne tego rodzaju paskudztwo i do tego sporo łagodnego curry. Smak jeśli kiedyś tam był, został zamordowany solą i glutaminianem. Całość mało że niedobra, podana jak w przydrożnej budce z kebabami to jeszcze skończyła się potężną niestrawnością. NIE polecam.

    OdpowiedzUsuń
  11. Powiem tak. Skuszony twoją recenzją byłem tam 4 razy. Dlaczego aż tyle razy?
    Bo kiedy byłem tam pierwszy raz to niesamowicie smakowała mi baranina w chlebie syrysjkim.

    Niestety z każdym kolejną wizytą rozczarowanie. Jakość jedzenia mocno spadła jakby dwie rożne knajpy. Ostatnia moja wizyta wczoraj gdzie wkurzony wyszedłem po chwili. Powodem było to knajpa jest podzielona na dwa lokale i osoba obsługuje w 2 okienkach.
    Mimo ze czekałem wcześniej to osoba pracująca tam obsługiwała ludzi którzy przychodzili z drugiej strony całkowicie mnie ignorując. Pomijam fakt ze w pierwszej kolejności obsługiwał swoich znajomych klientów. Całkowity brak profesjonalizmu.
    Dodam jeszcze tylko ze na Syryjczyka nie wyglądał i nie był miły. Ja już to miejsce będe omijał szerokim łukiem a Tobie Aniu radzę zaktualizować recenzje i zajrzeć tam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Miałam to samo tylko że gościu obsługiwał panów za mną. Widać przeniósł arabskie zwyczaje do Polski. Kobiety na szarym końcu, jedzenia nawet nie pamiętam, więcej tam nie byłam.

      Usuń