16 marca 2013

Sąsiedzi (Kraków)


Kilka dni przed publikacją najnowszej edycji Czerwonego Przewodnika stałam przy wyjściu z restauracji Sąsiedzi i czytałam dumnie oprawiony w ramkę list z ubiegłego roku od inspektorów Michelin, w którym oświadczają o przyznaniu Sąsiadom dwóch symboli sztućców (które w tym roku lokal utrzymał). Obok nich wisiał sympatyczny wywiad z właścicielem, z którego wywnioskowałam, że najlepsze dania to akurat te, których u Sąsiadów nie spróbowałam. Ale od początku!

Jeden z kelnerów, wyglądający na znudzonego, na nasz widok w pośpiechu wstał od pustego stolika, zaraz po tym gdy drugi, ubrany w olśniewającą biel, otworzył nam drzwi wejściowe. Niezwykle przytulnie urządzona, pełna uroczych ozdób część kawiarniana od razu mi się spodobała, ale ku mojemu zdziwieniu długie korytarze poprowadziły nas do ciemnej i mało atrakcyjnej piwnicy.

Samotne krzesła pod ścianą, nieco przypadkowo porozwieszane przedmioty kiepsko ozdabiające wnętrze, sztuczne kwiaty i wysokie szklane wazony z dziwacznymi girlandami opadającymi na podłogę nie składały się na przyjemną atmosferę; wręcz na trzeci rzut oka przypominały nieuporządkowaną, domową piwnicę. Za to niewielkie lampki na każdym ze starannie nakrytych stolików i otaczające nas, fantastyczne ceglane mury sprawiły, że nie było tragicznie. Brakowało mi jednak tych eleganckich obrusów, dostojnych świeczników i ładnych folklorystycznych elementów, które tworzą piękne, zachęcające wnętrze na fotografiach zamieszczonych na stronie internetowej.

Bardzo uprzejmy, profesjonalny i dowcipny kelner w trakcie naszej wizyty nie popełnił żadnego błędu – z wyjątkiem momentu, w którym zaczął robić podczas naszego posiłku przemeblowanie sali. Powiedziałabym, że mnie to zdziwiło, ale byłam już kiedyś w lokalu, w którym przy mnie zaczęto myć podłogę. Drugi kelner, pomagający pierwszemu wnieść stół, przechodząc obok naszego stolika nieco żartobliwie zwrócił mu uwagę: „Tak przy gościach chcesz to przestawiać?”, po czym odparł jakby do siebie „Usypia mnie ta muzyka”, co według mnie też nie było na miejscu. A muzyka akurat zła nie była – wręcz całkiem przyjemna i adekwatna do miejsca.

Menu jest ciekawe, więc wybór okazał się trudny. Jako czekadełko na stole pojawił się dość przyzwoity trójkątny pasztecik posypany świeżą pietruszką, starannie podany na zygzaku z octu balsamicznego w towarzystwie grzanki. Na przystawkę wybrałam „Słynny tatar Sąsiada” z polędwicy wołowej (25 zł). Podany został w klasycznej postaci z żółtkiem we wgłębieniu, z kawałkiem sardynki, drobno posiekanym ogórkiem kiszonym, marynowanymi pieczarkami i cebulą, w towarzystwie szczypty pieprzu, kminku, czerwonej papryki w proszku, kawałka cytryny i odrobiny masła. Wszystkie składniki ładnie okalały zmielone mięso, a w ramach dekoracji dodano liść sałaty i pomidor koktajlowy. Smakowało wybornie, a gdyby tylko pieczywo było świeższe, danie byłoby idealne.

Mój posiłek składający się z piersi z kurczaka z szaszłykiem warzywnym w sosie beszamelowym (25 zł) z ziemniaczkami po krakowsku (6 zł) na pierwszy rzut oka wyglądał imponująco, ale po zdjęciu warstwy doskonale stopionego żółtego sera, odkryłam szaszłyk złożony z kalafiora, brokułów i marchewki z mrożonki, które – bez sera – nie miały żadnego smaku, a z serem – miały smak sera. Kurczak był za to soczysty i smaczny, a ziemniaki przyzwoite (gdyby nie obecność kilku zwęglonych kawałków). Sos beszamelowy był bardzo gęsty i wyglądał niezachęcająco; a smak – niestety – nie miał czym mnie urzec, bo go nie było.

Placki ziemniaczane z gulaszem "po sąsiedzku" (18 zł), danie osoby towarzyszącej, także prezentowało się okazale – w żeliwnym, prostokątnym naczyniu kryła się ogromna porcja zwieńczona paskami czerwonej papryki. Lubię, gdy placki nie są zupełnie namoczone, a lekko chrupiące, i choć te takie nie były, nadrabiały świetnym, wyważonym sosem i pysznymi, miękkimi kawałkami mięsa.

Jedzenie było tak sycące, że na deser miejsca już nie starczyło (a „Paranoja czekoladowa” brzmiała tak kusząco!). Przy wyjściu zatrzymałam się przy liście od Michelina i zaczęłam żałować, że nie spróbowałam barszczu, żurku, kapusty zasmażanej czy kaczki z jabłkami i majerankiem… Może wtedy wyszłabym bardziej zadowolona, a nie tylko najedzona?

Plus: niedługi czas oczekiwania na dania, uprzejma obsługa, ładnie podane, pokaźne porcje.
Minus: bardzo przeciętny wystrój niektórych sal.
Polecam na: tatar, placki ziemniaczane, na rodzinny obiad.
Adres: ul. Miodowa 25 (zobacz mapę)
Średnia ocena: 3,75 na 5        Jedzenie – 3.5/5    Wystrój - 3.5/5         Obsługa - 4/5      Ceny - 4/5




Bądź na bieżąco:


 

Brak komentarzy :

Prześlij komentarz

Spodobał Ci się tekst? A może nie zgadzasz się z moją opinią? Chętnie poznam Twoje zdanie!

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...