4 marca 2013

Zazie Bistro (Kraków)


Nie wiem jak to możliwe, że dopiero w minioną niedzielę skusiłam się na Zazie. Wszyscy wokół mówili, pisali, czytelnicy sugerowali, a ja dziwnym sposobem ignorowałam wszystkie sygnały i zawsze było mi jakoś nie po drodze. Teraz żal mi tych wszystkich popołudni i wieczorów, które mogłam tam spędzić, a nie spędziłam. Tych tart, które mogłam zjeść, a nie zjadłam. Tego wina, które mogłam wypić na zakończenie idealnego posiłku, a nie wypiłam!

Do tego francuskiego bistro wybrałam się z przyjaciółmi i spróbowałam wszystkiego, co przewinęło się przez nasz stolik. Moja opinia na temat Zazie wykształciła się na podstawie ośmiu różnych dań, jest więc to w pewien sposób jedna z najbardziej „sprawiedliwych” recenzji, jakie pojawiły się na tym blogu, bo rzadko kiedy mam okazję na zrobienie tego typu degustacji.

Wnętrze jest urocze. Goście mają wrażenie, że siedzą na zewnątrz paryskiej kamienicy tuż przy tętniącej życiem ulicy miasta: ceglane mury, żeliwne krzesełka, ogromna fototapeta z wieżą Eiffla, stylowa latarnia i pasiasta markiza nad naszym stolikiem. Kolejne sale znajdują się w piwnicy, ale mimo że też klimatyczne, nie odzwierciedlają tego, z czym kojarzy mi się Paryż – jedzenie przy pâtisserie, restaurant czy bistro, na świeżym powietrzu, niemal na ulicy, najlepiej z lampką wina w dłoni.

Menu jest obszerne, ciekawe, a zakres cenowy taki, że każdy znajdzie coś dla siebie. Kiedy przyjaciółka delektowała się przepięknie zaprezentowanym, fantastycznym kozim serem z konfiturą z cebuli zapiekanym w cieście filo, podawanym z sałatką z gruszką i orzechami laskowymi (1/8, 15 zł), ja pałaszowałam już moją jedną czwartą tarty alzackiej z boczkiem, brie, jabłkiem i czerwoną cebulą ze świeżą, chrupiącą sałatką z suszonymi śliwkami i włoskim serem grana padano (21 zł). Podane na zygzaku z octu balsamicznego, rozpływające się w ustach kruche ciasto zwieńczone kremowym, delikatnym nadzieniem tworzyły pyszną, harmonijną kompozycję. Tak jak tarta z konfitem z kaczki, soczewicą i rodzynkami (1/8, 11 zł) oraz ta z kozim serem, suszonymi pomidorami i ziołami prowanslaskimi (1/8, 9,50 zł) – wszystkie trzy wyróżniała doskonała wręcz gra smaków.

Na stole pojawiła się również francuska zupa cebulowa (9 zł) z której dumnie wystawały trzy pokaźne bagiety. Pachniała cudnie, smakowała wybornie, a ser na pieczywie pysznie się ciągnął.  Jednak zamiast niej mieliśmy spróbować pomidorowej z kozim serem, która, wypisana na tablicy niedaleko jako „zupa dnia”, od początku nas kusiła. Ktoś najwidoczniej zapomniał zaktualizować tę informację, co w sumie nie dziwi, jeśli popatrzmy na zabiegane kelnerki i salę pełną gości w to niedzielne popołudnie, która pewnie wygląda tak samo co tydzień, jeśli nie codziennie. Niby małe niedopatrzenie, ale lekko irytujące, bo zburzyło plan i trzeba było nastawiać się od nowa. Kelnerka niewzruszenie poinformowała też o braku tarty z pieczarkami oraz ślimaków (na które bardzo liczyłam, ale przecież lepiej, by nie było, niż by były jakieś mrożone z lidla czy innych auchanów), więc po prostu wybrałam coś innego.

Coś, co sprawiło, że o ślimakach szybko zapomniałam. Zapiekanka z cieniutkich plasterków ziemniaków z kozim serem oraz ze szpinakiem i suszonymi pomidorami które – jak wiadomo – zawsze komponują się świetnie, tym bardziej w towarzystwie sałat skropionych doskonale wyważonym winegretem (19,50 zł). Mimo że niełatwo było zmieścić tak sycące danie tuż po tarcie, nie mogłam pozwolić sobie na pominięcie smakowania reszty. I tak uszczknęłam sobie kęs wołowiny po burgundzku (27 zł) - bœuf bourguignon, która, pokryta niemal czarnym sosem, może nie wyglądała zbyt ładnie, ale była pyszna i miękka. Tradycyjnie przygotowana z użyciem czerwonego wina z Burgundii to prawdziwa klasyka francuskiej kuchni.

No i pochodząca z Marsylii Bouillabaisse (34 zł), w Zazie podawana z bagietką i sosem aioli przygotowanym na bazie majonezu była gęstą, pożywną zupą rybną z przegrzebkiem, czterema mulami i kilkoma pokaźnymi krewetkami z długimi wąsami. Jej smak najmniej przypadł mi do gustu ze wszystkich spróbowanych dań – ale chętnie dałabym jej drugą szansę, wszak skosztowanie łyżki zupy to co innego niż zjedzenie jej całej, ze wszystkimi składnikami i dodatkami.

Podczas tego obiadu towarzyszyło nam nie tylko przyjemnie chłodne białe wino, ale też wspomnienia z Paryża, które, miałam wrażenie, ożywiały się z każdym kolejnym kęsem w oczach moich przyjaciół, którzy wciąż z rozmarzeniem wspominają swoje wakacje we Francji. W Zazie świętowaliśmy moje urodziny, ale to chyba ja zrobiłam im tym zaproszeniem najlepszy prezent. Byli zachwyceni!

Plus: przepyszne smaki i ładna prezentacja dań, szeroki wybór, paryski klimat, miła obsługa.
Minus: brak niektórych pozycji w menu, długi czas oczekiwania na przyjęcie zamówienia.
Polecam: na ożywienie kulinarncyh wspomnień z Paryża, na randkę, spotkanie ze znajomymi, niedzielny obiad.
Adres: ul. Józefa 34 | mapa | www | Facebook
Średnia ocena: 4,5 na 5.   Jedzenie – 4.5/5     Obsługa – 4/5      Wnętrze 4.5/5      Ceny – 5/5

Zazie Bistro Menu, Reviews, Photos, Location and Info - Zomato



Wszystkie zdjęcia w galerii tutaj.

7 komentarzy :

  1. Cieszę się, że trafiłaś tam lepiej niż ja. Pierwsze wrażenie, jakie na mnie zrobiło Zazie, było niestety ostatnie: zjadłem tam grasicę, która była doskonale bez wyrazu, ale to nic - moja osoba towarzysząca zamówiła pierś kaczki i dostała podeszwę kaczki. Tak katastrofalnie skrzywdzonego zwierzęcia, jak to, w życiu nie widziałem. Ale może miałem pecha. Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  2. Ziemniaki a la Dauphinoise to jedno z moich ulubionych dań ever. W Zazie z każdymi dodatkami są świetne! Moja ulubiona wersja to chyba ta, którą opisujesz, z kozim serem, ale świetne było też kiedyś z porami w białym winie i kurczakiem.

    Jedyne co mi w Zazie przeszkadza, to brak możliwości zamówienia połowy porcji. Ale to nie jest wielka wada, ja po prostu mieszczę niedużo... :-)

    OdpowiedzUsuń
  3. Moja wizyta w tej restauracji była rewelacyjna. Długo ją zapamiętam. Grasica to poprostu poezja, wołowina mnie nie powaliła, ale deser Pain Perdu to było mistrzostwo niedoopisania. Moja córka się również oblizywała. Dziękuję Diana za recenzję, która była pomocna....

    OdpowiedzUsuń
  4. sorry,ale nie podzielamy zachwytów przedmówców.Byliśmy dzisiaj z żoną i nie odnieślismy takiego wrażenia.Podsumowując-na 3 dania zamówione z "zestawu" wszystkie 3 były praktycznie niejadalne.Być może szef kuchni miał wolne ,gdybym o tym wiedział to zjadłbym najpodlejszego kebaba....Nie wspomnę już o wystroju "Wnętrze jest urocze. Goście mają wrażenie, że siedzą na zewnątrz paryskiej kamienicy tuż przy tętniącej życiem ulicy miasta: ceglane mury, żeliwne krzesełka, ogromna fototapeta z wieżą Eiffla, stylowa latarnia i pasiasta markiza nad naszym stolikiem. Kolejne sale znajdują się w piwnicy, ale mimo że też klimatyczne, nie odzwierciedlają tego, z czym kojarzy mi się Paryż" to wszystko mija się z prawdą.Jeśli nie wierzycie to zakosztujcie dań z zestawu,może będziecie mieć szczęście dobrze zjeść...

    OdpowiedzUsuń
  5. W dniu wczorajszym w końcu udało nam się zarezerwować stolik w zazie bistro. Po wejściu do restauracji kelnerka stała odwrócona tyłem za stolikiem recepcji/kasy - nie zwróciła na nas uwagi (kontakt wzrokowy, dzień dobry czy cokolwiek). Dopiero po chwili, jak skończyła coś tam klikać na monitorze, łaskawie spojrzała. Skierowała nas do stolika (mały, przy oknie, tak wsunięty, że ciężko było usiąść, musieliśmy się obijać o inne krzesła) i rzuciła 2 karty (wg mnie w takiej restauracji powinna je podać, najpierw kobiecie, później mężczyźnie). Jak znaleźliśmy odpowiednie dania ściągnęłam wzrokiem kelnera (był w miarę ok). Zamówiliśmy na przystawkę tatar oraz ośmiorniczkę, a na danie główne kaczkę w sosie z owoców leśnych. Tatar był bardzo grubo skrojony i w smaku też nie wyczułam rewelacji, ale nie był zły. Ośmiorniczka, hmmm, kawałki były ułożone na ciepłych plasterkach ziemnaków i przykryte rukolą, wokół oblane pesto. Pesto ok, ośmiorniczka byłaby dobra, gdyby nie te ciepłe kawałki ziemniaków, które ją ogrzewały - do tego był jakiś pasek pieczywa, namoczony w słabej jakości maśle. Obsługa działała szybko, tylko zjedliśmy, zaraz podszedł kelner, żeby zabrać i po chwili przyniósł danie główne. Kaczka powinna mieć chrupiącą skórkę na wierzchu, a była ciągnąca i miękka. Mięso trochę bez smaku, śmiem twierdzić, że mogło być odgrzane. Kawałki piersi poukładane na plasterkach buraków ćwikłowych, które smakowały burakami... Zauważyłam, że dużo osób odwiedzających bierze tam zapiekankę ziemniaczaną - bo są najtańsze? nie wiem, ale nie po to idę do restauracji francuskiej, żeby zjeść zapiekankę, no sorry, tam można wszystko ukryć i doprawić tak, że będzie smakować. Ogólnie nie polecam.

    OdpowiedzUsuń
  6. Mają świetne mule, ja się jeszcze nigdy nie zawiodłam. Wnętrze jakoś szczególnie mnie nie zachwyca, ale dania są świetne, a ceny bardzo przystępne. Z obsługą raczej zawsze też było w porządku, a dodatkowym plusem jest bogate dodatkowe menu dnia :) polecam też lemoniady w Zazie:)

    OdpowiedzUsuń
  7. w tym roku odwiedziłam Zazie - uważam, że cebulowa zdecydowanie się popsuła (gęsta papa, a nie zupa)..

    OdpowiedzUsuń

Spodobał Ci się tekst? A może nie zgadzasz się z moją opinią? Chętnie poznam Twoje zdanie!

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...