30 kwietnia 2013

Pod Norenami (Kraków)


Wiedziałam, że to będzie ciekawa wizyta. Widniejące w menu „mięso” było wystarczającym powodem, by odwiedzić to miejsce. Bo co w restauracji wegetariańskiej robi mięso, nawet jeśli to tylko takie w cudzysłowie? Czyżby weganom i wegetarianom było tęskno do jego smaku? Szczerze wątpię. Tak jak nie sądzę, by mięsożerca przekonał się do udawanej wersji, choć może jednemu czy drugiemu udało się udowodnić, że bez mięsa da się jeść. I najeść.

Z wyjątkową więc ciekawością wybrałam się do tej nowej restauracji na Krupniczej, którą dowodzi sam Paweł Albrzykowski, Nguen Kim Chang, autor wielu felietonów i książek kulinarnych, a co najważniejsze człowiek z dwudziestoletnim doświadczeniem w kuchni Dalekiego Wschodu, który chyba jako pierwszy w tym mieście wpadł na pomysł udawania mięsa przez wykorzystanie odpowiednio doprawionego seitanu. A przynajmniej jako pierwszy wpadł na pomysł, by oficjalnie nazywać to „mięsem”.

Zanim jednak dotarłam Pod Noreny, poprosiłam znajomego obcokrajowca o dokonanie rezerwacji – czasem to robię, by przetestować poziom angielskiego obsługi pracującej w lokalu w centrum Krakowa. I tu, niestety, poległa. Wydawało się, że wszystko jest w porządku po rozmowie z drugim z kolei pracownikiem, ale kilkanaście minut później zadzwoniła osoba numer trzy z chęcią potwierdzenia wszystkich szczegółów rezerwacji, jeden po drugim, na dodatek po polsku. Dziwna sprawa.

Tymczasem na miejscu obsługa, mimo drobnych wpadek (pewna nieporadność przy serwowaniu dań, zabranie sztućców użytych przy przystawce i nieprzyniesienie kolejnych) sprawiła bardzo pozytywne wrażenie – nie dość, że uśmiechnięta i bardzo uprzejma, to z cierpliwością wyjaśnia gościom enigmatyczne pozycje z karty, a nawet elementy wystroju wnętrza. A to z kolei jest bardzo przyjemne; ma wiele elementów naturalnych, mimo że sprawia wrażenie nieco surowego: „klosze” z maty bambusowej zawieszone na grubych linach, postarzane ściany, drewniane meble, kontrastujące z wszechobecną zielenią świeże kwiaty na stołach, duże czarno-białe zdjęcia nawiązujące do azjatyckiej kultury no i noreny, oczywiście, a za nimi sala zdecydowanie ciemniejsza, ale za to bardzo klimatyczna. Jest świeżo i naturalnie.

Menu jest obszerne i intrygujące, z ponad trzydziestoma pozycjami wegańskimi. Na początek skusiłam się na klasyczne sajgonki Nem – Pod Norenami z warzywami i „mięsem” (12,50 zł) – bardzo przyzwoita cena jak na to, co pojawiło się na stole – pełen talerz z sałatką i trzema zawijasami, które smakowały zupełnie inaczej niż w hoang longach czy innych hoang-haiach (smakowały nawet inaczej niż tu, gdzie były naprawdę oryginalne) – mniejsze, bardziej delikatne, przyjemnie chrupiące, nietłuste i po prostu… smaczne. Mięsa, ani „mięsa”, jednak nie poczułam.

Będąc sushiholiczką, Pod Norenami nie mogłam nie spróbować sushi, choć muszę przyznać, że nie mam zbyt dobrego zdania na temat tego dania w wersji wege (a tym bardziej rolek z truskawkami i innymi dziwnymi rzeczami, np. Nutellą – oj, nie!), bo jestem prawdziwą miłośniczką surowej ryby. Jednak gdy tylko włożyłam do ust nigiri z bakłażanem marynowanym w sosie teriyaki (5,50), momentalnie zapomniałam o tych pływających stworzeniach. Było doskonałe! Nigiri z ogromnym kawałkiem awokado (5,50 zł) też było wyborne, bo ryż w smaku był perfekcyjny, a awokado aksamitne i dojrzałe. Szkoda tylko, że każdy z tych kawałków po drodze do ust zdążył się w połowie przełamać, a niektóre zupełnie się rozpadły, co bardzo rozczarowało – wątpię, by była to tylko i wyłącznie kwestia zbyt pokaźnego dodatku. To samo działo się z niektórymi uramakami, ale znowu – nadrabiały smakiem. Nie sądziłam, że sushi w wersji caprese może mnie tak urzec (z serem, świeżym listkiem bazylii, pomidorami, 17,50 zl za 8 sztuk).

Przystawki na stole pojawiły się w miarę szybko, ale na dania główne trzeba było czekać odrobinę za długo. Zdążyłam w tym czasie przestudiować kartę i polską, i angielską (ta druga, mam nadzieję, tymczasowa, bo jest byle jaka i niekompletna). Tego dnia padło na Tang Cu Tsai, czyli kantońskie warzywa słodko–kwaśne z ananasem i liczi (17 zł) podane z surówką (bardzo słaba) i miseczką ryżu – przyjemna cena, danie kolorowe i smaczne, połączenie ananasa i liczi bardzo udane, sos gęsty, świetnie doprawiony, choć dla mnie dość pikantny. Skala ostrości (1-4) oznaczona jest wprawdzie w karcie, ale akurat przy tym daniu nie widniał żaden symbol – chyba nie chciałabym wiedzieć, jak smakują te najostrzejsze pozycje!

Oczywiście spod noren nie mogłabym wyjść bez spróbowania „mięsa”. Padło na happy „wołowinę”, cokolwiek to znaczy, w daniu o nazwie Rou Chao Mien (21 zł), w towarzystwie smażonego pszennego makaronu. Makaron z warzywami bardzo smaczny, ale to „mięso” – niestety, nie przekonało mnie, bo choć na mięso wyglądało, ani trochę nie smakowało jak wołowina. Doświadczenie zabawne, ale wolałabym zjeść sam makaron niż jeść to dziwactwo – przykro mi!

Za to moje słowa uznania otrzyma deser – on, zaraz po doskonałym sushi, przekonał mnie, by Pod Norenami odwiedzić ponownie, i to jak najszybciej. Tarta z białą czekoladą i zieloną herbatą (9 zł) była zaskakująca! Nie spodziewałam się czegoś tak aksamitnego, tak delikatnie słodkiego, tak... przepysznego po czymś, co w nazwie ma zieloną herbatę, która przecież kojarzy się raczej z gorzkim posmakiem. Absolutnie fenomenalny deser. Kupiliście mnie!

Plus: duży wybór dań wegańskich, satysfakcjonujące porcje, pyszne wegetariańskie sushi, genialna tarta.
Minus: nieco długi czas oczekiwania, niepotrzebne udawanie mięsa, wciąż nieco niedoświadczona obsługa.
Polecam na: sushi, wegetariański posiłek, tartę.
Adres: ul. Krupnicza 6 | mapa | www | Facebook
Średnia ocena: 4,25 na 5             Jedzenie – 4/5      Obsługa – 3.5/5      Wnętrze – 4.5/5     Ceny – 5/5




Wszystkie zdjęcia recenzowanych dań pojawią się wkrótce na Facebooku.

---

Teraz Wy wyślijcie mnie do restauracji! 
Wybór kolejnego miejsca do recenzji jest teraz w Waszych rękach! Szczegóły tutaj.

10 komentarzy :

  1. Zabrakło informacji o curry, a te są nieziemskie i jest ich w Pod Norenami chyba z sześć rodzajów - moim zdaniem najlepsze dania u Nich!

    OdpowiedzUsuń
  2. Szanowna Pani Aniu, dziękuję za miłą, przychylną i obiektywną recenzję. Z większością uwag krytycznych muszę się niestety zgodzić. Niestety, bo choć powoooooli wszystko się [ mam nadzieję ...] poprawia, to kelnerki płoche i roztrzepane, a czas oczekiwania czasem wydłuża się do ponad godziny. To cena za świeże, przygotowywane bezpośrednio i od podstaw na zamówienie dania, ale to istotnie trwa zbyt długo. Pozwolę sobie jednak nie zgodzić się z Pani opinia na temat "mięsa", bowiem:
    - w chińskiej, a kilka wieków później i japońskiej tradycji kulinarnej potrawy imitujące mięso były obecne od ponad 1000 lat, zwłaszcza w klasztornej i świeckiej kuchni buddyjskiej. Te potrawy i nazwy nie ja wymyśliłem, choć chciałbym być tak nowatorskim i odkrywczym kucharzem...
    - wielu początkujących wegetarian po kilku miesiącach /latach wraca do mięsa, bo daje się odczuć uzależnienie od kwasu moczowego i innych składników oraz toksyn zawartych w czerwonym mięchu, tęsknota za smakiem. Wreszcie istotny jest prawie całkowity brak potraw o zdecydowanym smaku [ Chińczycy nazywają to gou wer, czyli "pełnią smaku", a tu nasza rodzima kuchnia wegetariańska wykazuje braki ]
    - mamy w ofercie kilkadziesiąt dań typowo wegetariańskich i wegańskich, całkowicie bez"mięsnych"- jeśli mogę je tak nazwać. "Warzywa Buddyjskiego zakonnika" czy też " Cztery cenne warzywa" są naprawdę pyszne ! A jednak, w porównaniu z daniami "mięsnymi" zamawiane są przez naszych Gości około 20 razy [sic !] rzadziej.
    Jeszcze raz dziękuję za pochwały, na które mimo wieloletniej praktyki kuchennej nadal jestem łasy. Zapraszam ponownie, zwłaszcza, że wraz z wiosną [latem ?], która tak nagle wybuchła, przygotowuję kilka nowych pozycji do naszej karty.
    Paweł Albrzykowski

    OdpowiedzUsuń
  3. Jako wegetarianka i terapeutka medycyny chińskiej na pewno wybiorę się do 'Pod Norenami', moje klimaty ;) I na pewno spróbuję Cztery cenne warzywa, nazwa cudna!

    Panie Pawle
    "- wielu początkujących wegetarian po kilku miesiącach /latach wraca do mięsa, bo daje się odczuć uzależnienie od kwasu moczowego i innych składników oraz toksyn zawartych w czerwonym mięchu, tęsknota za smakiem."
    Myślę, że większość wegetarian wraca do jedzenia mięsa nie tyle z powodu smaku mięsa i uzależnienia od kwasu moczowego ;) co z powodu źle prowadzonej diety wegetariańskiej. Rezygnując z mięsa, a nie niewystarczająco dbając o yang w pożywieniu wcześniej lub później na pewno będziemy się zmagać ze skutkami ubocznymi źle zbilansowanej diety. Taka sytuacja powoduje obudzenie się instynktu samozachowawczego i czasem bardzo zachłanny powrót do kuchni opartej w znacznej mierze na produktach odzwierzęcych.

    OdpowiedzUsuń
  4. Panie Pawle,

    dziękuję za przytoczenie historii "mięsa". :-) Nie sugerowałam jednak, że był Pan pierwszy na świecie, lecz pierwszy w Krakowie ("jako pierwszy w tym mieście wpadł na pomysł (...)").

    Serdecznie dziękuję również za wizytę na moim blogu. Nie mogę się doczekać kolejnego posiłku "Pod Norenami", na pewno będę stałym gościem (ta tarta ciągle za mną chodzi!). Życzę sukcesów!

    OdpowiedzUsuń
  5. Ciekawy wątek, ładne zdjęcia. Gratulacje.

    OdpowiedzUsuń
  6. Hmmm, wiem że recenzje są z założenia maksymalnie subiektywne, ale na pewno nie szukałbym w wegetariańskiej restauracji smaku mięsa. "Mięso" jest pewną konwencją, nie ma to naśladować ani oddawać smaku mięsa (jeśli w czymkolwiek je odrobinę przypomina, to swoją konsystencją). Chodzi tu raczej o treściwość i doskonałe komponowanie się "mięsa" z sosami. Dla mnie właśnie "mięsne" dania były genialne. Skoro w kuchniach Wschodu, zwykły ryż z warzywami potrafi być przysmakiem, to świetnie doprawiony seitan z ryżem i surówką - tym bardziej.
    Tarta ... Powyższa tarta jest naprawdę słodka. Nie "delikatnie słodka". Ludzie, którzy odeszli od standardowej mięsnej kuchni, opartej na zbyt dużej ilości soli i cukru (i zastąpili to szerszą paletą przypraw i smaków) odbiorą norenowe desery jako zdecydowanie słooodkie. Poza tymi drobiazgami - fajna recenzja.

    OdpowiedzUsuń
  7. Nie jestem wegetarianką a z przyjemnością wybrałam się do tej restauracji własnie aby posmakować tych wszystkich " mięs". Jak dla mnie pomysł zadziałał. I myślę, że taka a nie inna karta właśnie wpłynie na to, że restauracja będzie oblegana nie tylko przez wegetarian, a właśnie przez otwartych na nowe smaki i niecodzienne podejście do jedzenia ludzi.

    OdpowiedzUsuń
  8. Czytam te komentarze i oczom nie wierze.
    Dlugo szukalysmy w okolicach Starego Miasta restauracji, ktora poza pierogami i nalesnikami miala oferte bezmiesna...
    Na pytanie do kelnerki, co poleca, kelnerka nie potrafila nic doradzic, az w koncu zaproponowala ... kurczaka. Rozumiem, ze to taki chwyt marketingowy, ale chyba mozna poinformowac, co tak wlasciwie jest skladnikiem dania...
    W karcie menu nie ma absolutnie zadnych informacji o skladnikach dania. Same enigmatycznie brzmiace nazwy z kurczakiem i wolowina w roli glownej w restauracji wegetarianskiej chyba sa nie do konca mozliwe do zinterpretowania.
    Nie do konca wiadomo, czy w koncu jest to mieso, czy go nie ma, a kelnerki zbyt wylewne w opisach tez nie sa...
    Ale najgorsze bylo przed nami - czyli proba zjedzenia tych udawanych kurczakow.
    Dla osoby niejedzacej miesa danie nie do zjedzenia ze wzgledu na dominujacy smak glutaminianu sodu zawartego w sosie sojowym bardzo zlej jakosci. Wlasciwie innych smakow brak - a przeciez byly tam nawet warzywa...
    Dla osoby jedzaceg mieso - smak udawanego kurczaka to wielka pomylka - z daleka to moze i wygladalo jak kawalki kurczaka, ale niestety byly gumowate i co najgorsze, a jakze zaskakujace smak byl ZUPKI CHINSKIEJ z torebki !!!


    Restauracja Pod Norenami mogla byc naprawde fajna alternatywa... Mogla, ale niestety nie byla... Zostala zato numerem 1 w kategorii Najwieksze Rozczarowanie Kulinarne.Tym bardziej to przykre, ze restauracja szczyci sie swoim menu, jako wegetarianski, zdrowym i skladajace sie ze skladnikow naturalnych, w zwyklej knajpie mozna by przezyc takie rozczarowanie, ale tu... jakos trudno.

    OdpowiedzUsuń
  9. Ja natomiast bardzo sobie chwale tą restaurację. Nie jestem wegetarianinem, ale uwielbiam od czasu do czasu zjeść coś "zielonego". Wszystkim serdecznie polecam smaczne no i zdrowe dania ( w sensie organizmu i portfela ). Pozdrawiam przemiłą obsługę :-)

    OdpowiedzUsuń
  10. Miałam okazję sprobowac pad thai i jestem zachwycona. Bylo idealne. I niby kurczak smakował jak kurczak ;) nawet moj mąż, ktory nie wyobraza sobie bez mięsa, dał się nabrać

    OdpowiedzUsuń

Spodobał Ci się tekst? A może nie zgadzasz się z moją opinią? Chętnie poznam Twoje zdanie!

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...