4 kwietnia 2013

ZaKładka (Kraków)


Otwarcie tej restauracji uważane było za nie lada wydarzenie. Rafał Targosz, współwłaściciel ZaKładki, a przedtem szef kuchni czterogwiazdkowego hotelu Unicus, przez wielu uważany jest za jednego z najbardziej utalentowanych kucharzy w Polsce. W swojej restauracji, usytuowanej tuż za Kładką Ojca Bernatka, chce tworzyć kuchnię prostą i dostępną dla każdego, gdzie wraca do „najbardziej czystej formy przekazu smaku”.

Dowodem na to jak gorącym wydarzeniem dla kulinarnego świata Krakowa było powstanie ZaKładki, jest bez wątpienia trudność w dostaniu wolnego stolika przez pierwsze kilka tygodni od otwarcia. Kontakt w sprawie rezerwacji w południe najbliższy wolny stolik zapewniał dopiero… dziewięć godzin później. Naiwna próba „wpadnięcia na obiad” w weekend kończyła się zwykle rzutem oka na salę pełną tabliczek „rezerwacja” i – jak w moim przypadku – poirytowanym tonem kelnerki twierdzącej, że „przecież widzę” że wszystko jest zarezerwowane. Pierwsze wrażenie było zatem negatywne, ale to na nim zaczęła – i skończyła się – część rozczarowująca.

Wnętrza nie zdobią wymyślne bibeloty – jest prosto, schludnie i elegancko. Białe ściany kontrastują z czernią i elementami w kolorze bordo; za barem kredens z ciemnego drewna zastawiony  błyszczącymi kieliszkami do wina; na ścianach lustra i tablice zapisane białą kredą; tam uroczy gramofon, gdzie indziej latarenka – i, tym razem, uśmiechnięte kelnerki w czarnych fartuchach zwinnie przebiegające między jednonogimi stołami (lub stojące w progu i obserwujące gości podczas posiłku, za czym nie przepadam). Ogólnie jest jednak ładnie i miło. A smacznie?

Niezwykle oryginalne menu jest wyraźnie inspirowane kuchnią francuską i nie będzie przesadą stwierdzenie, że ze świecą można szukać podobnego w krakowskich restauracjach, na dodatek w porównywalnym zakresie cenowym. Chwilę zajęło mi więc podjęcie decyzji, bo wszystko wydawało się albo kuszące, albo nieznane (przez co jeszcze bardziej kuszące). Zanim jednak na stole pojawiła się przystawka, uraczono nas poczęstunkiem, który, choć smaczny, nie wydawał mi się zbyt trafiony, bo pasta z czarnych oliwek i świeże pieczywo (przepyszne) w towarzystwie pasty jajecznej sprawiły, że czułam się tak, jakbym zjadła śniadanie, a przecież był późny wieczór.

Ale to, co pojawiło się w następnej kolejności, przerosło moje najśmielsze oczekiwania i sprawiło, że choć była to tylko przystawka, to właśnie ją przywoływałam z pamięci wychodząc z ZaKładki. Soczysty, glazurowany boczek i pełne smaku żeberko (16 zł), pięknie podane z niezwykle aksamitnym i delikatnym purée jabłkowym lekko przyozdobione endywią. Niby banał, niby proste składniki, lecz co to był za smak! Polecam każdemu. Bez zawahania.

Po takim starcie poprzeczka zawisła wysoko. Vol-au-vent to swojego rodzaju niewielka forma delikatnej tubki z ciasta francuskiego, w ZaKładce z farszem z ogonami krewetek, grasicą i sosem ze skorupiaków (32 zł). „Lot z wiatrem” podany został równie ładnie co przystawka; z mulami, świetnymi krewetkami, dużą ilością gęstego sosu o bardzo wyraźnej nucie owoców morza i z gałązką rozmarynu. Na minus był tu smak grasicy – dla mnie nowy, bardzo intensywny, ciekawy, ale jednak na minus. Tymczasem górą muli à la marinière (23 zł) delektowała się osoba towarzysząca, a jej mina wyraźnie wskazywała na to, że była zadowolona.

Zawsze byłam zdania, że desery w restauracjach powinny być małe i tanie – nie musimy się przecież nimi najadać, a odrobina słodkości w ustach w zupełności wystarczy, by miło zakończyć posiłek. Najwyraźniej to nie tylko moja opinia – w ZaKładce pod nazwą „Mini klasyki” kryją się trzy desery w mniejszych wersjach: crème caramel, crème brûlée i mus czekoladowy, wszystkie po 5 zł. Małe porcje niekoniecznie jednak sprzyjają mniejszej konsumpcji, bo skuszona spróbowaniem różnych smaków, bez wahania zamówiłam dwa. Tymczasem mój towarzysz walczył z ogromnym, lecz pysznym słodkim eklerem z ciepłym sosem czekoladowym (12 zł), który rozmiarem przypominał osobne danie główne. Mój mus, trochę niepotrzebnie przyozdobiony bitą śmietaną i skórką pomarańczy, choć ogólnie niezły, okazał się odrobinę zbyt zbity i bardziej kakaowy niż czekoladowy, natomiast crème brûlée – no cóż – był idealny. Doskonale pamiętam czas i miejsce, w którym jadłam najlepszy crème brûlée w życiu – ZaKładka właśnie wymazała mi je z pamięci! Cudo!

W menu, oprócz dań, znajdziemy też sery, tanie przekąski i kilka rodzajów francuskich bagietek i – co najbardziej cieszy – wino w cenie… wody! Za jej najmniejszą butelkę w lokalu Rafała Targosza zapłacimy tyle samo co za kieliszek wina domu, białego lub czerwonego, które kosztuje 5 zł za 100 ml lub 21 zł za 500 ml i, co najważniejsze, jest naprawdę dobre. To wspaniały krok ku popularyzacji kultury picia tego alkoholu, w przeciwieństwie do niezrozumiałych przeze mnie praktyk sprzedawania w restauracjach wina wyłącznie na butelki, i to w horrendalnych cenach. Za to, jak i za całokształt, należą się ZaKładce ogromne brawa!

Plus: bardzo dobra kuchnia, świetny stosunek jakości do cen, przyjemne wnętrze.
Minus: wymagana rezerwacja z dużym wyprzedzeniem, niemiły incydent z niesympatyczną obsługą.
Polecam na: specjalną okazję, randkę.
Adres: ul. Józefińska 2 | mapa | www | Facebook
Średnia ocena: 4,5 na 5          Jedzenie – 4.5/5     Obsługa – 4/5      Wnętrze – 4.5/5     Ceny – 5/5
Zakładka Food and Wine Menu, Reviews, Photos, Location and Info - Zomato




 Wszystkie zdjęcia, jak zwykle, można będzie obejrzeć tutaj.

6 komentarzy :

  1. Zachęca :-) Na pewno postaram się wpaść z jakiejś okazji. Zastanawia mnie tylko, jak bardzo wyedukowany jest personel. Moje pytania typu "czy danie zawiera pietruszkę?" zazwyczaj płoszą kelnerów ;-)

    PS. Wina w knajpach są traktowane jak alkohol, a na tym jest największe przebicie zawsze. Niestety dla Polaków. Też bym chciała, żeby wino do posiłku było traktowane jak napój, a nie jak wstęp do imprezy. Niby do Francji tylko 1,5 tys. km, a jakby za oceanem.

    OdpowiedzUsuń
  2. Zakładka to nowy lokal, ale myślę że trochę czasu i kelnerki będą umiały dania na "pamięć" :)
    sama pijam wino "domowe" i często takie butelkowe - korkowane, są gorszej jakości...
    Niedługo też się tam wybiorę, mimo że to konkurencja :D

    OdpowiedzUsuń
  3. W sobotę byłem z żoną w Zakładce, zarówno główne dania (pstrąg, sandacz), jak też desery były wyśmienite. Restauracja jest genialna. Warto :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Droga Aniu!!! nie dziwie się że obsługa była poirytowana bo ile razy można się powtarzać, brak wolnych stolików! Słowa te chyba są jasne i zrozumiałe. Dobra rada dla wszystkich rozczarowanych, rezerwacje można zrobić telefonicznie, o czym zawsze informuje obsługa.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tyle razy ile trzeba. Obsługa ma być grzeczna i profesjonalna bez względu na okoliczności - takie życie w obsłudze klienta (żeby nie było sama pracowałam z klientami i wiem, że to nie praca dla mnie)

      Usuń

Spodobał Ci się tekst? A może nie zgadzasz się z moją opinią? Chętnie poznam Twoje zdanie!

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...