2 lipca 2013

Bistro Italiano da Silvano (Kraków)

Liczba restauracji włoskich w Krakowie, niczym smog, już dawno zaczęła przekraczać wszelkie dopuszczalne normy. Przez wiele tygodni byłam tą kuchnią przesycona i nie miałam ochoty poznawać kolejnej włoskiej knajpy. Niedawno jednak dostałam maila od czytelnika, który napisał, że koniecznie muszę wybrać się, szczególnie na pizzę, do pewnej prowadzonej przez Włocha knajpki na Kazimierzu.

Bistro Italiano da Silvano to było jedno z tych miejsc, które, mimo że mijałam bardzo często, omijałam szerokim łukiem, bo pierwszy rzut oka na wnętrze lokalu raczej nie zachęcał do wejścia. O tym, że tę restauracyjkę prowadzi Włoch z krwi i kości, dowiedziałam się dopiero z wyżej wspomnianego maila, a jako że lokali prowadzonych przez Włochów w Krakowie wcale nie ma tak wiele, zaintrygowana  postanowiłam go sprawdzić.

A była to trochę podróż w czasie. Wnętrze wygląda jakby przeniesione z innej epoki – nie sądziłam, że coś takiego znajdę jeszcze w Krakowie, i to w samym centrum! Błyszczące obrusy, zakurzone sztuczne kwiaty wbite w kolorowe kamyczki, odpustowe świeczniki i dziwne przedmioty pozawieszane na ścianach (na przykład plastikowe winne grono…); no i herbata podana tak po prostu, w formie gołej prostokątnej torebki (bez folii) na talerzyku – wszystko to zabierało mnie do klimatów sprzed co najmniej piętnastu lat. Dodam: brzydkich klimatów.

Ale to tu właśnie gotuje Silvano Sassi, niektórym (nie mi) znany z programu kulinarnego „Nie tylko makarony”. Miałam więc nadzieję na tradycyjną parmeńską kuchnię w jej niespolszczonej wersji – czyli takiej, jaką obiecuje karta. To, czego spróbowałam, to z całą pewnością domowa włoska kuchnia w jej najprostszej formie, bez najmniejszej nawet próby dekoracji czy modyfikacji – czy smaczna?

Erbazzone ze szpinakiem, boczkiem i tajemniczo brzmiącymi „przyprawami” (7 zł) były niczym dwa cieniutkie herbatniki przełożone masą szpinakową, z której nie wybijała się nawet najdelikatniejsza nutka boczku. Choć niezwykle subtelne w smaku, za sprawą smacznego kruchego ciasta stanowiły fajną przekąskę, ale nic ponadto. Z kolei bruschetta pomodoro e formaggio (8 zł), czyli pozycja obowiązkowa w każdej włoskiej restauracji w Krakowie, była czymś, czego w żadnej z nich jeszcze nie widziałam: trzy maleńkie kawałki ciabatty, dosłownie liźnięte sosem pomidorowym i posypane odrobiną sera. Bardzo uboga, miniaturowa wręcz przekąska, była smaczna dzięki wybornemu, ciepłemu i chrupiącemu pieczywu, ale stosunek jakości (i ilości) do ceny został tu dość poważnie zachwiany.

Po dość ubogich przystawkach liczyłam na większe porcje dań głównych. Niestety Cappellacci al salmone to zaledwie osiem niewielkich pierożków z ciasta makaronowego (wyrób własny Silvano) z nadzieniem z łososia, sera parmigiano reggiano oraz kremu z trufli. Te pierożki w sosie pomidorowym na bazie mascarpone prezentowały się całkiem nieźle – nawet dodano listek bazylii na górę (ale tylko jeden, żeby oczywiście nie przesadzić) – i smakowały wspaniale, szczególnie dzięki rewelacyjnemu makaronowi. Ale to lasagnette alla bolognese (20 zł) skradło moje serce – delikatne, rozpływające się w ustach kwadratowe płatki makaronu w sosie pomidorowym z ledwie zauważalnymi kuleczkami mięsa było fantastyczne w swojej prostocie, a jego sekret, zdecydowanie, tkwi w doskonałym sosie i makaronie. Mniam!

Po maciupeńkich przystawkach wciąż byliśmy głodni, więc już wtedy zamówiliśmy pizzę, która dotarła do stolika zgodnie z planem (dzięki nieco znudzonemu, ale sumiennie wypełniającemu swoje obowiązki kelnerowi), tuż przed klasycznym włoskim deserem na bazie mascarpone – tiramisu (10 zł), które było puszyste, kremowe i bardzo smaczne, choć nie idealne przez zdecydowanie zbyt namoknięty amaretto biszkopt.

Pizza Capricciosa (16 zł, 24 cm – tylko na spróbowanie) u Silvano to pizza z mozzarellą, sosem pomidorowym, salami, oliwkami i „anchua” (dobrze że nie „anszuła”), jak głosi menu. Spodziewałam się salami nieco lepszej jakości – na przykład salami Milano, jednego z moich ulubionych – ale na pewno nie tego, że ta pizza tak mi zasmakuje. Jadłam, uśmiechałam się, podejrzliwie przyglądałam każdemu kawałkowi, co chwilę powtarzając: „Skubany!”. Pizza Silvano Sassi niebezpiecznie zbliżyła się do mojego absolutnego numeru jeden – jak dotąd nie zrobiła tego żadna inna. Była to też pizza najbardziej podobna do tych, których próbowałam we Włoszech. Ciasto miała wprost doskonałe – jednocześnie i przyjemnie pulchne, i cudownie chrupiące. Wierzcie mi – zrobić takie ciasto to prawdziwa sztuka i nie mogę się doczekać, aż spróbuję tam nieskażonej dodatkami margherity. Ta kusi w rubryce „Pizze w promocjii” (pisownia oryginalna), ale chętni mogą też wybrać tę samą, lecz o trzy złote droższą z rubryki obok…

Bo menu, tak jak cała ta restauracja, to też kuriozalna rzecz. Masa literówek, oliwa za złotówkę (?!), na czarnej okładce karty wizerunek sympatycznego Silvano obok obowiązkowego logo Coca-Coli, no i ceny tego, co nie jest makaronem lub pizzą – nieco odrealnione. W skrócie: pyszna, domowa, ale droga włoska kuchnia w mało atrakcyjnym wnętrzu.

Plus: domowa, rodzinna atmosfera, doskonały makaron, prawdziwa włoska pizza.
Minus: brzydkie wnętrze, stosunkowo wysokie ceny, małe porcje.
Polecam na: pizzę, prawdziwy makaron; bez okazji.
Adres: ul. Berka Joselewicza 18 | mapa | www | Facebook
Średnia ocena: 2,88 na 5.   Jedzenie – 4/5     Obsługa – 4/5      Wnętrze – 0.5/5      Ceny – 3/5




Wszystkie zdjęcia już wkrótce tutaj.

7 komentarzy :

  1. W śrordku dużo miejsca i mało ludzie jest? Czy na odwrót? :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Z włoskich restauracji w Krakowie świetna jest podobno Da Pietro na rynku. Krąży wśród moich znajomych opinia że zabija smakiem (jak i cenami niestety)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. pizza słaba zawiedliśmy się jak na te ceny oczekiwliśmy czegoś więcej. Znam lepsze

      Usuń
  3. Restauracja, w której jest trochę sprzeczności, może nawet za dużo :) A wnętrze rzeczywiście "powala" ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Z tym wnętrzem to może taki chwyt na klientów, którzy sugerując się wnętrzem mieliby nadzieję na niskie ceny ze względu na niewielki prestiż restauracji! :D Kto wie...

    OdpowiedzUsuń
  5. Nie jest to lokal o którym można powiedzieć "jak u Włocha". Jest tam właściwie pusto, cicho. Ludzie wpadają po pizze na wynos. Ciężko o intymną atmosferę. Starsza obsługująca Pani przechadza się od sali do baru. Dodatek serowy 10 zł! I nie jest on podawany do pizzy z promocji :P Aby skomponować własną pizze należy zamówić margaritę i dokupić składniki za 20 zł Oliwa o którą trzeba osobno prosić - odlany 1 cm do karafki. Byłam tam dwa razy i już się nie wybiorę ponownie. Wieje tam PRL em :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ha! Byłam ciekawa, jak podawana jest ta oliwa za złotówkę. :)

      Usuń