19 sierpnia 2013

Korek Resto Bar (Kraków)

Jeśli podczas spaceru ulicą Krupniczą jakimś cudem nie zostaniecie skuszeni przez przynajmniej jedną z restauracji, których jest tam zatrzęsienie, zostaje jeszcze, nieco na uboczu, spokojniejsza ulica Czysta, na której powstały niedawno dwa nowe lokale. Jednym z nich jest Korek Resto Bar serwujący kuchnię europejską.

Korek przyciągnął moją uwagę wnętrzem, którego świetne zdjęcia rzuciły mi się gdzieś w oczy krótko po otwarciu, i tym samym zajął sobie miejsce na mojej liście restauracji, które koniecznie muszę przetestować. Korkowe sale wieczorową porą nie prezentowały się już tak atrakcyjnie jak na fotografiach, ale mimo to zaskarbiły sobie moją sympatię szczególnie przeuroczymi klatkami dla ptaków nierówno zwisającymi z sufitu i całym mnóstwem kolorowych elementów bardzo subtelnie wkomponowanych we wnętrze, które świetnie kontrastują z zimną szarością ścian (można usiąść też na przytulnym balkonie!).

Niedługo po wybraniu miejsca pojawiła się bardzo miła, uśmiechająca się do wszystkich klientów kelnerka z czarno-białym, jednostronnym papierowym menu, gdzie oprócz mnóstwa uśmieszków i literówek, pośród zwyczajnie brzmiących dań, znajdowało się też kilka naprawdę kuszących propozycji. Na pierwszy rzut oka może nie należały do nich wybrane przeze mnie i moich znajomych przystawki – bruschetta na chlebie wiejskim (12 zł) i warzywa z grilla z chilli (15 zł) – ale byliśmy tak głodni, że na początek musieliśmy postawić na coś prostego, co szybko zaspokoi nasz głód.

Ta pierwsza widnieje w karcie jako „Bruschetta pomidorowa, oliwkowa, pieczarkowa, z malinowym musem” – byłam niemal pewna, że chodzi o trzy rodzaje na jednym talerzyku, tym bardziej, że kelnerka nie zapytała, który rodzaj preferujemy, za co daję minusa! Bardzo się zawiodłam widząc, jak kładzie na stole właśnie tę pierwszą, bo już wyobrażałam sobie jakieś kiepskiej jakości, bezsmakowe pomidory i nie zazdrościłam moim znajomym wyboru. Tymczasem chrupiący chlebek wieńczyły czerwoniutkie, soczyste i intensywne w smaku kawałki pomidorów, no i do tego ten mus! Fantastyczna przystawka – zjadłam im połowę!

Nigdy bym nie przypuszczała, że mogłabym zachwycać się też grillowanymi warzywami, ale w Korku mi się to zdarzyło. Nie będzie przesadą jeśli powiem, że to były najlepsze warzywa z grilla jakie jadłam kiedykolwiek – niby tak banalna rzecz, a myślę już o nich trzeci dzień. Podane z tostowanym chlebem pokaźne, grube wręcz plastry bakłażana i cukinii oraz połówki pieczarek i pomidorów były po prostu idealne. Zabawne, że musiałam zaszyć się aż na Czystej, żeby jakaś restauracja mi je tak dobrze zaserwowała.

Dalej nie było już tak idealnie, ale w pszennej tortilli z łososiem na cytrynowym ryżu (19 zł) słabym ogniwem był tylko ryż – tak naprawdę mało cytrynowy, trochę mdły i suchy, jak dla mnie zupełnie zbędny; za to ciepły wrap wypchany po brzegi wędzonym łososiem, sałatą, twarożkiem i pokaźnym kawałkiem awokado był naprawdę pyszny. Kurczak słodko-pikantny w sosie wiśniowym z tymiankiem i słonecznikiem (15 zł, tego ostatniego ani widu ani słychu) zaskoczył całymi wiśniami na talerzu i kwaśnym, choć świetnie wyważonym sosem (ale zupełnie nie pikantnym), który z kolei uratował suchawą pierś z kurczaka. Frytki (5 zł) zdecydowanie nie były tu najlepszym pomysłem, bo przez dużą ilość sosu większość znacznie namokła, jednak im samym zarzucić nic nie mogę – szerokie i chrupiące, tak jak lubię.

A burgery? Moich krakowskich faworytów już znacie i sądzę, że restauracyjnym wersjom trudno przebić się do czołówki (choć ten bardzo pozytywnie mnie zaskoczył), ale mimo to namówiłam znajomego, by w Korku skusił się na jednego z pięciu w karcie. Baconburger, czyli mięso wołowe, bekon, pomidor, sałata, ogórek, cebula, majonez i sos pomidorowy (20 zł) to, trzeba przyznać, dość klasyczne i bezpieczne połączenie. Prezentował się okazale – z równomiernie rozłożonymi składnikami, lekko wystającym soczystym bekonem i w otoczeniu frytek robił bardzo dobre wrażenie. Bułeczka chrupiąca, lekko podpieczona, bekon nie za twardy, nie za miękki, o bardzo wyraźnym smaku, a mięso smaczne i dobrze wysmażone – ogólnie oceniam pozytywnie, choć przyznam – uszczknęłam tylko kawałek.

Na koniec z karty uśmiechały się do nas jeszcze dwa desery – musy owocowe o smaku brzoskwini, maliny, truskawki, kiwi, ananasa (12 zł) i ciasto czekoladowe z gorącym musem owocowym (16 zł). Tu znowu małą wtopa kelnerki, bo musiała pójść do kuchni, by się dowiedzieć, czy mus zawiera wszystkie te smaki, czy należy wybrać tylko jeden (przy okazji wspomnę, że lokal jest długi, a kuchnia znajduje się w piwnicy i ciągłe bieganie kelnerek obok stolika jest odrobinę drażniące – polecam wybrać miejsce na balkonie lub w pierwszej części lokalu). Ostatecznie skusiliśmy się tylko na ten pierwszy. Rozśmieszył nas nieco fakt, że zamiast ciasta z gorącym musem dostaliśmy gorące ciasto z zimnym musem. Deser mocno czekoladowy, ale nie za słodki, a mus… malinowy – czyli ten co w przystawce, więc można powiedzieć, że rozpoczęliśmy i zakończyliśmy tym samym – ważne jednak, że dobrze!

Plus: fantastyczne przystawki, bardzo przyjemne wnętrze, nietuzinkowe dania w karcie.
Minus: małe wpadki obsługi, minimalne niedociągnięcia w kuchni.
Polecam na: lunch, spotkanie z przyjaciółmi.
Adres: ul. Czysta 8 (zobacz mapę)
Średnia ocena: 4,25 na 5.   Jedzenie – 4/5     Obsługa – 4/5      Wnętrze – 4.5/5      Ceny – 4.5/5





Reszta zdjęć dań z recenzji już wkrótce na Facebooku.

4 komentarze :

  1. Ale się cieszę, że odkryłam Twój blog! Za miesiąc przeprowadzam się do Krakowa, więc Twój blog będzie dla mnie skarbnicą wiedzy! :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Korek bardzo się pogorszył, menu się mocno zawęziło. Nie zjemy już pysznych makaronów i chrupiących bruschettek...

    OdpowiedzUsuń
  3. Niestety zamknięty :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Faktycznie, powstała tam niedawno włoska restauracja. Dzięki za przypomnienie - dodałam Korek do listy zamkniętych lokali. :)

      Usuń