29 sierpnia 2013

Zdybanka (Kraków)

Gdy chodzi o temat nowych restauracji, nie jestem dobrym kompanem do rozmowy. Wolę unikać słuchania i czytania o nowych miejscach, aby nie sugerować się żadną opinią. W praktyce jednak jest to bardzo trudne; często rzucone mimochodem zdanie znajomych sprawia, że moje oczekiwania co do danego lokalu rosną wprost proporcjonalnie do zainteresowania nim. Tak było i tym razem: to że czytacie tę recenzję oznacza, że ktoś mi kazał zajrzeć do Zdybanki, i to szybko!

Na stronie internetowej, oprócz marketingowej papki, przeczytamy, że nazwa tej restauracji w narzeczu huculsko-łemkowskim oznacza „spotkać kogoś nieoczekiwanie” oraz że znajdziemy w niej opalany naturalnym weglem drzewnym piec Josper, którym w Krakowie poszczycić się może podobno tylko Zdybanka. Menu w lokalu również dumnie oświadcza, że wykorzystywane receptury są bardzo proste, a składniki… bardzo regionalne. Karta dań wygląda całkiem przyzwoicie i choć zabrzmi to właśnie jak marketingowa papka, z pełną szczerością dodam, że każdy znajdzie w nim coś dla siebie.

Podłużne wnętrze, choć naprawdę niewielkie (może ze trzydzieści miejsc siedzących), sprawia wrażenie przytulnej i rodzinnej knajpki, ale jednocześnie dopracowanej w niemal każdym szczególe. Na blatach z jasnego drewna w szklanych wazonach stoją świeże białe różyczki, jasne krzesła zdobią pasiaste poduchy, a ciemnopomarańczowe cegły w sąsiedztwie białych ścian to połączenie, które sprawdza się zawsze. Nawet w ogródku, a raczej na chodniku, tuż przy związanych drewnianych balach ozdobionych kwiatami i latarenką poustawiane są urocze krzesełka. Z pewnością więc nie jest to wystrój, który przychodzi do głowy po usłyszeniu słowa „grill” – i bardzo mi się to podoba!

Na dzień dobry dostaliśmy koszyk świeżutkiego, wciąż ciepłego pieczywa z dipem twarożkowym ze szczypiorkiem, a w ramach przystawki na stole pojawił się bardzo smaczny pasztet z kaczki z doskonałą konfiturą z czerwonej oraz z białej cebuli (12 zł), a także grillowany chleb z polędwicą, boczkiem, rukolą i nutką chili (21 zł), który zupełnie odjął nam mowę. Po pierwsze, porcja jest gigantyczna (zdjęcie niestety tego nie oddaje) – jeśli ktoś zamówił to tylko dla siebie w formie przystawki, to w pewnym sensie mu współczuję, a jeśli ktoś ma tylko taki zamiar, uprzedzam – ta przystawka wystarczy na co najmniej dwie osoby. Po drugie, biorąc pod uwagę ilość polędwicy, cena wydaje się podejrzanie niska, ale mięso okazało się mięciutkie, soczyste i o cudownym, głębokim smaku. W połączeniu z przesmacznym, chrupiącym chlebem tworzy naprawdę dobrą przekąskę.

Po takim zestawie, mimo że byliśmy we trójkę, zaspokoiliśmy nasz pierwszy głód (drugi też), ale kolejne dania zostały już zamówione. Jednym z nich były policzki wołowe podane z warzywami (27 zł), czyli doskonałe, rozpływające się w ustach i niezwykle aromatyczne mięso w towarzystwie sezonowych warzyw (fasolka szparagowa biała i zielona, brokuły, kalafior, marchewka, ziemniak), którym nie mam nic do zarzucenia, bo były przygotowane bardzo poprawnie. Żeberka podane według receptury Zdybanki z mizerią (ogromna porcja) i młodymi ziemniakami (29 zł) znowu zwróciły uwagę bardzo wyrazistym smakiem wspaniale doprawionego mięsa. Jedynym minusem tego dania było to, że mięso zupełnie nie odchodziło od kości, a więc jedzenie go było okrutnie niewygodne.

Filet z kaczki z winnym sosem jeżynowym z warzywami (31 zł) to filet ze świetnie wypieczoną skórką podany na odrobinie rukoli, paskach papryki i czerwonej cebuli  - w tym kolorowym, aczkolwiek już niewielkim  w porównaniu do innych daniu, smak jeżyn fantastycznie przeplatał się z orzeźwiającą miętą i – znowu – miękkim, soczystym i aromatycznym mięsem, tym razem drobiowym. Na koniec bardzo rozczarował mnie deser: lekki krem serowy z kruszonką i owocami sezonowymi (9 zł). Prezentował się atrakcyjnie, moim towarzyszom  smakował, ale dla mnie był mdły i zdecydowanie za mało słodki i mimo obecności uwielbianych przeze mnie owoców, okazał się zupełnie nieciekawy.

A obsługa? Momentami sprawiała wrażenie znudzonej, szczególnie gdy stała w drzwiach i rozglądała się po ulicy, ale do samego serwisu nie mam żadnych zastrzeżeń – młodzi kelnerzy byli bardzo sympatyczni, uśmiechnięci i błyskawicznie pojawiali się wtedy, gdy byli potrzebni. To dobrze wróży Zdybance, która na ten moment ma wszystkie cztery walory, które sprawiają, że do restauracji się chce – i warto – wracać. Ciekawe czy uda jej się utrzymać ten poziom?

Plus: ciekawa karta, przyjemna atmosfera, niezwykle smaczne mięso.
Minus: nierówne porcje.
Polecam na: spotkanie z przyjaciółmi, rodzinny obiad.
Adres: ul. Szczepańska 3/1 (zobacz mapę)
Średnia ocena: 4.38 na 5.   Jedzenie – 4/5     Obsługa – 4.5/5      Wnętrze – 4.5/5      Ceny – 4.5/5




Więcej zdjęć już niebawem tutaj.

Brak komentarzy :

Prześlij komentarz