7 września 2013

Boscaiola (Kraków)


Jest taka ulica wychodząca od Rynku, którą najlepiej omijać. W ciągu dnia z powodu miliona wciskanych nam ulotek, przed którymi trzeba się bronić rękami i nogami, wieczorem z powodu natrętnych naganiaczy, którzy łudzą się, że namówią niewinnego turystę na drinka w promocji, a późną nocną porą z powodu rzeczy, o których nie wypada pisać w magazynie,  a szczególnie w dziale kulinarnym. Również dlatego, że na tej ulicy pewną trudność ze znalezieniem swojego miejsca mogą mieć ci, którzy nie przepadają za udawanymi kebabami czy plastikowymi pseudoburgerami. Ot, cała Szewska.

Jakiś czas temu jednak została otwarta tam Boscaiola, nowa włoska restauracja. I choć minęło już kilka miesięcy, wciąż nie możemy znaleźć jej w Sieci, co nie idzie w parze z coraz powszechniejszą praktyką, według której najpierw zakłada się stronę internetową i profil na portalach społecznościowych, a dopiero później otwiera restaurację (niektórzy, jak jeden z warszawskich lokali, idą o krok dalej i na stronie zamieszczają pozytywne opinie o swojej jeszcze nieotwartej restauracji – a przynajmniej tak to wygląda, gdy zapomną usunąć przykładowe teksty z szablonu strony). Więc gdyby nie Naczelny, pewnie długo bym tam jeszcze nie weszła.

A kiedy weszłam, najpierw buchnął na mnie straszny gorąc, zaraz później podmuch wentylatora na najwyższych obrotach, a następnie siedziałam już w ogródku, zachwycona faktem, że pewnie jeszcze sporo jest takich ogródków w Krakowie, o których żaden przechodzień nie ma zielonego pojęcia. Ten jest wyjątkowo przytulny – nad głowami gości niemal idealnie zazębiają się białe parasole (nareszcie żadne logo browaru nie psuje wystroju!), umiejętnie ukrywając dość nieciekawy widok na otaczające go ze wszystkich stron kamienice. Pod ceglaną, subtelnie oświetloną ścianą postawione są krzewy i kwiaty w donicach, komoda, półka z butelkami win, świece, a w głośnikach nastrojowa muzyka. Nie ma zbyt wiele miejsca, ale klimat jest. Wewnątrz także, bo sale (jedna podłużna z rzędem pojedynczych stolików, druga przy wejściu od ulicy, w której można podglądać robiącego pizzę kucharza) są bardzo estetycznie urządzone; bale z jasnobrązowego drewna zdobiące sufit, ceglane ściany, świeże zioła, beżowe poduchy.

Niby wszystko idealnie, ale kolejny raz w hiperdopracowanym wnętrzu dostałam rozklekotane i niechlujne menu – choć sam projekt prosty i elegancki, z delikatnymi szkicami warzyw i – co najważniejsze – z bardzo ciekawą ofertą. W karcie znajdziemy między innymi dwadzieścia jeden rodzajów makaronów własnej produkcji oraz dwadzieścia rodzajów pizzy, a i lista deserów jest przyjemnie długa, bo ma aż osiem pozycji. Na wstępie uprzedzeni jesteśmy też o długim czasie oczekiwania na potrawy – do trzydziestu minut. Warto wspomnieć w tym miejscu o obsłudze, która zasługuje na szczerą pochwałę – nie pamiętam kiedy ostatni raz w restauracji ze średniej półki zostałam obsłużona tak profesjonalnie. Ci, którzy wiedzą, jak dużą uwagę zwracam na zachowanie kelnerów, mogą sobie wyobrazić poziom serwisu na Szewskiej 10. Kelnerka, oprócz tego, że była bardzo uprzejma i nieprzesadnie uśmiechnięta, a przy tym zupełnie nienarzucająca się, troszczyła się o takie rzeczy jak kolejność serwowania potraw, szybkie podawanie dodatków, błyskawiczne sprzątanie naczyń. To ostatnie oczywiście oznaczało, że kelnerki musiały bez przerwy stać przy wejściu do tego niewielkiego ogródka i dokładnie obserwować gości, co dla niektórych, szczególnie tych siedzących w ich pobliżu, może okazać się odrobinę niezręczne.

Zaczęło się od prostego czekadełka – trzy długie paluchy z ciasta i zaledwie trzy, ale za to dorodne zielone oliwki z pestką, po jednej dla każdego. Paluchy okazały się nieco suche i niezbyt smaczne (oliwa najwyraźniej nie była przewidziana) – obawiam się, że to może oznaczać, że Boscaiola nie będzie najlepszym miejscem na pizzę. Następnie przystawki: zupa rybna (15 zł), salmone marinato alla tartara (24 zł), czyli tatar z marynowanego łososia oraz vitello tonnato (24 zł) – plastry z duszonej cielęciny w sosie tuńczykowym z kaparami.

Ta pierwsza, podawana z dużą grzanką (czego nie lubię, bo namoknięty chleb nie jest moim przysmakiem – co innego maczać go w sosie, a co innego wyciągać z zupy), była najsłabszym daniem, jakie próbowałam tego dnia, co nie znaczy jednak, że była zła – okazała się po prostu bardziej pomidorowa niż rybna – oprócz kawałków świeżych pomidorów „pływały” w niej tylko dwa rodzaje ryby (w tym łosoś, za którym przepadam), brakowało nieco owoców morza, ale z drugiej strony ich brak można było łatwo przewidzieć patrząc na cenę. Bardzo sycąca porcja, tym bardziej, że do przystawek dostaliśmy aż dwa koszyczki smacznego, ciepłego pieczywa.

Tatar z łososia został podany po części już przygotowany, w porcji raczej niewielkiej, przykryty plasterkami rzodkiewki, w towarzystwie cytryny, kilku kropel octu balsamicznego i posiekanych oliwek. I choć jadałam już lepsze w Krakowie, nie mogę powiedzieć, że był nieudany. Majstersztykiem natomiast było vitello tonato – cudownie delikatne plastry wspaniałej cielęciny spowite zostały aksamitnym sosem o delikatnej, acz wyczuwalnej nucie tuńczyka. Genialna przystawka – tak genialna, że nawet nie będę narzekać, iż zamiast kaparów w liczbie mnogiej, na talerzu był tylko jeden samotnik. 

Przy daniu głównym, którego podkradłam odrobinkę (dużo) od znajomego, dotarło do mnie, kim, a raczej czym, jest Boscaiola – pappardelle alla Boscaiola to po prostu rodzaj sosu: z boczkiem, czosnkiem, podgrzybkiem, borowikiem, rozmarynem, śmietaną, serem grana padano i orzeszkami piniowymi. Absolutnie doskonałe danie, perfekcyjnie wyważone – począwszy od makaronu, na aksamitnym sosie z wyrazistą nutą boczku skończywszy. Następnym razem będzie moje!

Tymczasem ja musiałam zadowolić się sałatką – insalata primavera (26 zł), czyli kompozycja sałat z melonem, szynką parmeńską (świetna), pomidorkami koktajlowymi i papryką. Ładnie podana, z koszykiem pieczywa i fantastycznym vinegretem w osobnym minidzbanuszku, bez żadnych przypraw, za to na stole od razu pojawił się ocet balsamiczny i dobra oliwa. Porcja w sam raz.

Od drugiej osoby towarzyszącej spróbowałam lasagne al ragù (23 zł), czyli lazanię mięsną z pieca. Podana z wyraziście czerwonym sosem pomidorowym, który w mojej opinii był odrobinę mdły. Z kolei górna warstwa lazanii okazała się zbytnio spieczona, być może przez odgrzanie, przez co nie mogłabym jej zaliczyć do udanych, choć towarzysz nie narzekał.

Na koniec tiramisù (14 zł) – już dawno nie podano mi tego klasycznego włoskiego deseru w tak prostej formie, którą wolę znacznie bardziej od tych deserów serwowanych w kieliszkach i kielichach wszelkiej maści. Pokaźny, wysoki kawałek był bardzo puszysty, biszkopt idealnie nasączony (nie za dużo, nie za mało), zwieńczony kakaowym puchem. Wart polecenia. Z kolei profiteroles, czyli ptysiów z kremem śmietankowym spróbowałam i nie zakochałam się, bo sos, zamiast gęsty i czekoladowy, był rzadki i chyba raczej kakaowy, podczas gdy puszyste ptysie lepiej sprawdzałyby się w bardziej wyrazistej polewie.

Jak na szachownicy przeplatały się więc dania niemal wybitne, na którę wrócę bez zawahania, z daniami wymagającymi poprawy, które nie dały mi satysfakcji z wyboru. Trudno powiedzieć, czy to kwestia pewnego niedopracowania w kuchni, czy tylko – jak to najczęściej bywa – gustu. Tak czy owak, Boscaiola zaskoczyła i przekonała, że tej nieszczęsnej Szewskiej w poszukiwaniu dobrego jedzenia wcale nie powinniśmy omijać.

Średnia ocena: 4,5 na 5.    Jedzenie – 4/5    Wnętrze – 4.5/5    Obsługa – 5/5    Ceny – 4.5/5

Tę recenzję napisałam dla magazynu Lounge (#54).
Boscaiola Menu, Reviews, Photos, Location and Info - Zomato



 

Wszystkie zdjęcia w albumie TUTAJ.

9 komentarzy :

  1. Wystarczy spojrzeć w górę żeby ogródek stracił połowę uroku - odremontowano tylko parter, góra kamienicy jest w opłakanym stanie, a parasole nie chronią niestety przed gołębiami. Jedzenie to osobna sprawa, byłam 2 razy i niedługo opisze u siebie.

    OdpowiedzUsuń
  2. W tekście pojawił się bardzo popularny ostatnimi czasy błąd - niepoprawne użycie słowa "także".

    Także = również (np. "zjadłem burgera, a także frytki")
    Tak że = a więc (np. "zjadłem burgera, tak że nie jestem już głodny")

    Musicie w "Lounge" koniecznie zainwestować w korektę (albo wymienić istniejącą), bo o ile takie błędy na blogu możesz poprawić z miejsca, to z magazynem już gorsza sprawa. A owo nieszczęsne "także" nie jest pierwszym przypadkiem babola w twoim drukowanym tekście (nie wiem jak z resztą "Lounge", bo jej nie czytuję).

    OdpowiedzUsuń
  3. Karola - mnie się wydawało, że całkiem nieźle zasłaniają nieprzyjemny widok na resztę kamienicy... Gołębi nie spotkałam, na szczęście. :-)

    Anonim - gratuluję dostrzeżenia braku jednej spacji w tekście. ;-) A tak na poważnie, faktycznie - moje przeoczenie. Będę wdzięczna za przesłanie na maila wszelkich innych uwag. Uczymy się przez cale życie. :-)

    OdpowiedzUsuń
  4. Byłam z mężem i potem ze znajomymi- dlatego, że nam za pierwszym razem bardzo smakowało. Kelnerzy to faktycznie ogromny atut restauracji, wystrój również. Jedzenie jest dobre, smaczne, dobrze przyprawione, porcje ok. Jedynie jak na włoską restauracje brak karafek z winem domowym, tańszym niż te butelkowe ( najtańsze ok.55zł).

    OdpowiedzUsuń
  5. Byłam dwa razy,za pierwszym razem zaraz po otwarciu,było całkiem przyjemnie -ale czy obsługa była tak profesjonalna ? Pozostawia wiele do życzenia ,brak kontaktu z klientem ,źle podawane sztućce.Klimat -owszem bardzo przyjazny zwłaszcza w ogródku .Za drugim razem ....totalna porażka,przepraszam ,ale żadne z potraw nie wyglądało tak jak na zdjęciu.Tomato pronto lub Pelatti króluje...Calzone -surówe ...kawę z ciastem się podaje ...ale Boscaiola serwuje po 30 minutach deser
    Czy ta Boscaiola jest taka boska ? Przepraszam ...z misiąca na miesiąc poziom spada ....

    OdpowiedzUsuń
  6. Byłam z mężem zaraz po otwarciu- wrażenia bardzo pozytywne, dostaliśmy opisane czekadełka, dobre zupy, polędwiczki, kurczak i desery. Potem zajrzeliślmy ze znajomymi i... nie było już czekadełek, bardzo brakowało tańszych karafek z winem ( a podobno to ma być włoska knajpka) ale jedzenie ok, choć już jakby nie tak dopracowane, co do kelnerów nie mam zastrzeżeń - w końcu to studenci. Za trzecim razem, i na długo ostatnim, już długo czekaliśmy na obsługę, na zamówione dania, i czar prysł... Chyba nigdy nie przerstane się dziwić fenomenom nowych restauracji- na początku na bogato, a jak klient chce wrócić to się okazuje że to tylko taka pokazówka... jak z tymi czekadełkami na początku... Czyżby za drogo wychodziły dwa paluchy z oliwką? No i klient już raczej nie ma po co wracać. No chyba że z racji położenia liczą wyłącznie na jednorazowych turystów.Szkoda.

    OdpowiedzUsuń
  7. Byłam tam ostatnio i chciałabym zaznaczyć, że restauracja nie składa się tylko z tych dwóch malutkich sal i ogródka. Ma on również dwie spore sale w piwnicach, gdzie jest bardzo przyjemnie i cicho (tylko mi troszkę przeszkadzał lekki zapach charakterystyczny dla piwnicy). Dodam, że toalety są super zrobione (to jest moje zboczenie, jak w knajpie/restauracji jest ładna, czysta toaleta to miejsce od razu dla mnie plusuje). Na kelnerkę trafiliśmy niestety dość niecierpliwą. Ja zawsze muszę się porządnie zastanowić nad wyborem dania bo jestem dość niezdecydowana, a ona ciągle podchodziła do stolika i się pytała czy już wybraliśmy. Natomiast bardzo szybko dostaliśmy dania na stół :) I było przepyszne! I dość spore porcje, że ja już byłam pojedzona przy przystawce, a jeszcze makaron musiałam zjeść, dość sporą porcję (a nie jem mało ;). Ja bardzo polecam to miejsce.

    OdpowiedzUsuń
  8. podobalo mi sie, w zasadzie jedyny minus to powolna obsluga w piwnicy, ale mam wrazenie, ze to juz sie poprawilo. za to do plusow zaliczam swietne makarony, niezla pizze oraz sympatyczny wystroj. bede jeszcze wiele razy tam wracac

    OdpowiedzUsuń
  9. Byliśmy w sobotę. W piwnicy. Straszliwy stęchły zapach. Żadnych czekadełek. Zamówiłam łososia na purre ziemniaczanym z groszkiem i zapiekanymi pomidorkami koktailowymi. Ziemniaki niejadalne. Mały kawałek łososia, odgrzewany zapewne drugi lub trzeci dzień. Dawno nie jadłam czegoś tak okropnego. Jestem rozczarowana. Moja noga już tam nie postanie.

    OdpowiedzUsuń

Spodobał Ci się tekst? A może nie zgadzasz się z moją opinią? Chętnie poznam Twoje zdanie!

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...