27 listopada 2013

Trattoria Pergamin (Kraków)

W kolejce do restauracji często zdarzało mi się czekać w Portugalii. I to nie do lokali José Avilleza czy do tych, o których zrobiło się głośno w mediach, lecz często do takich, które są znane ze swojej rodzinnej atmosfery i szczerego jedzenia, o których wieść roznosi się niemal samoistnie wyłącznie dzięki rekomendacjom zadowolonych gości, często stałych klientów. W Krakowie również mi się to trafiło, wręcz kilkakrotnie w tym samym miejscu – do Pizzy Garden w weekend dobrze jest zająć kolejkę co najmniej pół godziny przed otwarciem. By wejść do powodu numer dwa (klik), ku mojemu zdziwieniu, także musiałam wystać swoje.

Mogę wprawdzie wyjaśnić to bliskim sąsiedztwem Błoń, ostatnim tak ciepłym i słonecznym weekendem tego roku, albo po prostu… weekendem. Tak czy owak, lokal jest sporych rozmiarów i wielu restauratorów może mu pozazdrościć ruchu, nawet jeśli występuje tylko w te dni. Kelnerka przyjmująca gości uprzedziła mnie, że będę musiała poczekać na stolik co najmniej 45 minut (co po treningu w Portugalii jest mi niestraszne), lecz w przeciwieństwie do tego, co widziałam w innych miejscach, nie wyglądała, jakoby miała nad ową kolejką kontrolę – trzeba było jej sobie pilnować samemu i nierzadko o sobie przypominać.

Miałam więc wystarczająco dużo czasu, by zakochać się w przyrestauracyjnym ogródku – duże okna w ciemnobrązowych ramach z otwartymi niebieskimi okiennicami doskonale wkomponowane w ciemnożółtą ścianę budynku, a liczne donice z kwiatami, zwisające latarenki, pojedyncze stoliki przykryte obrusami w biało-niebieską kratę i rząd niskich, bujnych drzewek, przez które prześwitywało wciąż jeszcze ciepłe słońce, momentalnie przywołały na myśl włoskie pocztówki.  W środku też całkiem uroczo – jak we włoskiej willi i widać, że ktoś zatroszczył się o szczegóły, bo nawet telewizor jest w drewnianej oprawie!

W ramach czekadełka na stole pojawiła się spora butelka włoskiej oliwy i zwykłe białe pieczywo już nie pierwszej świeżości, z którego nie skorzystałam. Z ciekawego menu wybrałam za to melona z szynką parmeńską (18 zł), który był słodki, miękki i bez śladu stwardniałych części, a delikatna, niezwykle cienko pokrojona szynka, choć o niezbyt intensywnym smaku, dosłownie rozpływała się w ustach. Osoba towarzysząca postawiła na tatar z łososia (21 zł) z pieprzem, cebulą i pietruszką, który w dość pokaźnej w stosunku do ceny ilości rozczarował tylko niezbyt schludną prezentacją. 

Uśmiechnięta kelnerka następnie popełniła małą gafę – nie doniosła nowego zestawu sztućców, więc musieliśmy czekać kilka minut aż złapiemy kogoś z obsługi i poprosimy o przyniesienie czegoś, czym moglibyśmy zjeść zamówione risotto z krewetkami, cebulą i włoską kiełbasą (23 zł) oraz filety z dorady duszone w warzywach z ziemniakami (33 zł). To pierwsze ja tylko uszczknęłam – było przyjemnie pikantne, ryż świetny, krewetki poprawne, a połączenie ogólnie uważam za udane – jak widać owoce morza z mięsem lubią łączyć nie tylko Portugalczycy. Moje danie natomiast, choć wyglądało niezwykle kolorowo i apetycznie, nie do końca trafiło w mój gust. Dorada, z wyczuwalną nutą rozmarynu, mogłaby być delikatniejsza, a w naczyniu na moje oko powinno znajdować się ze trzy razy mniej sosu – który, pewnie przez pomidory, stał się odrobinę za kwaśny. Posiłek zwieńczyła świetna waniliowa panna cotta w minimalistycznej odsłonie i z idealnie gładką, cieniuteńką warstwą malinowego musu (9 zł).

Myślę, że kulinarnie ten lokal może mnie jeszcze zaskoczyć, ale jeśli wrócę, to na pewno nie w weekend. To co niewątpliwie stanowi o sukcesie restauracji niektórych może odstraszyć – w niewielu miejscach w Krakowie spotkamy takie tłumy i trzeba liczyć się z tym, że w wolne dni Trattoria Pergamin będzie pełna rodzin z brzdącami, które nie zawsze potrafią się zachować. Niestety często „restauracja przyjazna dzieciom” jest restauracją nieprzyjazną tym chcącym po prostu dobrze zjeść w spokoju – w ten dzień właśnie, gdybym mogła, chętnie bym się przesiadła ze względu na hałas i zamieszanie przy stoliku obok – problem w tym, że nie było gdzie.

Plus: uroczy ogródek, włoski klimat, sycące porcje.
Minus: kolejki w weekendy, drobne wpadki obsługi.
Adres: ul. Daniela Chodowieckiego 1 (zobacz mapę).
Polecam: rodzinom z dziećmi, większym grupom.
Średnia ocena: 4,16 na 5.     Jedzenie – 4/5     Obsługa – 3.5/5    Wnętrze – 4.5/5      Ceny – 4.5/5


Wszystkie zdjęcia recenzowanych dań wkrótce na Facebooku.

15 komentarzy :

  1. a 2 tygodnie temu podano mi do rozgotowanego penne stary starty ser, ktory smierdzial woskowa skorka i kolo parmezanu nawet nie lezal. Pieczywa zawsze jest stare a ze sztuccami to taka tradycja. Latem bylo lepiej teraz tylko parking ich ratuje.

    OdpowiedzUsuń
  2. Widzę, że w końcu tam zawitałaś.
    Ja byłam tam z mężem daaaawno temu i byłam bardzo zadowolona. Byliśmy w tygodniu i nie trzeba było czekać w kolejce ale za wiele wolnych stolików nie było. Mi bardzo smakowało i chcieliśmy jakoś miesiąc temu raz jeszcze zjeść w tej restauracji ale odbiliśmy się od tłumu gości i stwierdziliśmy, że z małym dzieckiem nie będziemy czekać prawie godziny na stolik.

    OdpowiedzUsuń
  3. Nie rozumiem fenomenu- a może raczej tłumów tam walących w weekendy. Zdecydowanie odradzam osobom bez dzieci- to knajpa dla rodziców bezstresowo wychowujące swoje rozbrykane pociechy, więc jeśli ktoś liczy na spokojną konsumpcję i rozmowę z partnerem- nie tutaj... Zresztą jedzenie, oprócz kilku wyjątków ( pizze) nie powala a wręcz można trafić na prawdziwego "ząka" ( ja trafiłam na rozgotowany makaron w brejowatym sosie i kurczaka z ochłapami skórek z szynki parmeńskiej przesolonego niemiłosiernie) ogólnie porcje małe, nie powalają i nie rozumiem dlaczego pieczywo nie mogą samodzielnie wypiekać skoro robią pizzę... Największym atutem jest bliskość Błoń i darmowy parking. I tyle.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Makaron jest robiony przez restauracje więc nie może być "al dente", świeży makaron tak smakuje. No ale tłumacz to polakowi który jest najmądrzejszy od tych najmądrzejszych... a pieczywo też wypiekają sami. Dziekuje

      Usuń
    2. jak się czyta komentarze jak ten to nie dziwię się że tak dużo lokali pada.. co do wypowiedzi kolegi z 9 marca: znam kilka osob ktore tam pracują i tam pieczywo codziennie jest na miejscu świeżo wypiekane..

      Tłumy "walą" tam bo jest dużo, smacznie i tanio a to moim zdaniem recepta na sukces.

      Usuń
  4. Byłem tam niedawno. Zamówiłem pizze z szynką parmeńską i rukolą oraz lazanie. Pizza sucha jak wiór. Jak bym jadł mace z szynką. Lazania była breją gdzie płaty makaronu były jak jakieś ciasto rozmoknięte. Smak pomidorów z puszki bez żadnych ziołowych aromatów. Wszystko zalane tym sosem i zapieczone ze słabej jakości serem bez smaku. Smakowało to jak zrobione dawno przed podaniem i tylko zamrożone. Po obiedzie przez 3 dni miałem problemy żołądkowe i typowe objawy zatrucia.
    Myślałem, że tak oblegana restauracja ma taki przemiał, że wszytko musi być świeże a ilość gości świadczy o jakości dań.

    OdpowiedzUsuń
  5. wstąpiłem tam w weekend,spacer i głód zrobił swoje,karta w 3 min a zamówienie po 20,a jedzenie ??...q....tragedia na całej lini. paskudne,śmierdzące mięso i ugotowana sałatka grecka !! i do tego ciepła wódka !! ludzie-porażka,nie wiem kto tam wraca ale chyba po to aby zjebać menadżera.nie polecam-wręcz odradzam

    OdpowiedzUsuń
  6. _jakie to ludzie mają w tym samym miejscu różne doznania. Jednym potrawy ulegają zakwaszeniu na skutek biegających dzieci, inni nie mogą przyjąć do wiadomości, że tu pizza podawana jest na takim, a nie innym cieście, a skarżąc się na jej suchość zapomniała po co jest oliwa… My byliśmy we dwoje, była para z Niemiec, i parę osób w środku. Cisza spokój, danie nie ulegają zakwaszeniu w wyniku oddechów dzieci i osób trzecich. Pieczywo robione przez trattorię, rzeczywiście białe, i było świeże... Smakowało z oliwą, ale i też "na sucho". Zdążyliśmy skosztować co nie co, przy butelce wina, a więc nie skończyło się "na pizzy". "Niezbyt schludna" przystawka w postaci tatara z łososia może nie była podana z finezją restauracji z katalogu Michelina, ale przyszliśmy do trattorii i takiej prostoty się spodziewaliśmy. Łosoś zagrał z różowym winem, podobnie zresztą - te same krewetki -krewetki. Jako to kolacja bez wina?
    No cóż dzieci nas nie zjadły, obsługa (a byliśmy tam ponownie) została doceniona napiwkiem... No może nie było tak samo jak w Portugalii, ale wybieramy się tam z powrotem. Ciao !

    OdpowiedzUsuń
  7. Szkoda, że we włoskiej knajpce, którą się mieni Trattoria Pergamin nie rozumieją co to jest espresso lungo i podają normalne espresso z osobną wodą (zimną) w szklance.

    OdpowiedzUsuń
  8. W Portugalii tradycyjnie chodzi się do restauracji całymi rodzinami. Dzieci nikomu nie przeszkadzają. Jak widać u nas jest inaczej.

    OdpowiedzUsuń
  9. Byłam zachęcona dobrymi opiniani. Zamowilam kaczke w sosie wisniowym- pycha! Absolutnie genialna. Zupa krem z dyni z krewetkami rowniez smaczna choc lekko chlodna. Ogromnie rozczarowana jestem obsluga. Po wejsciu poinformowalam menagera iz mam rezerwacje stolika. Na co uslyszalam zdanie : no i w czym problem? Zapewne w tym szanowny Panie ze nie wiem ktory to stolik... Minus na dzien dobry.. Ze wszystkich kelnerek trafila nam sie najbardziej opryskliwa. W sumie ze znajomymi zamowilismy calkiem sporo a dalo sie odniesc wrazenie jedzcie i idzcie... Na koniec wielkie rozczarowanie gdy ze znajomymi wymienialismy sie wzajemnie pieniedzmi aby uregulowac rachunek.. Kelnerka z menagerem widzac jak przygotowujemy rozliczenie wymienili na nasz temat kilka zdan a bedac przy nas nie omieszkali wymieniac znaczacych usmiechow. Jestem tak zniesmaczona ze dlugo nie zawitam o ile w ogole, bo wbrew pozorom lubie gdy traktuje sie mnie z szacunkiem i profesjonalnie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj, niestety, fatalna obsługa to wciąż bolączka krakowskiej gastronomii. :( Dzięki za komentarz!

      Usuń
  10. Byłam w trattori kilka razy i niestety każdy kolejny był gorszy od poprzedniego.
    Przy ostatniej wizycie -niestety długi weekend-po pierwsze nie było można nawet przejść swobodnie między stolikami ciasno ustawionymi, było tak głośno że o jakiejkolwiek rozmowie przy posiłku nie było mowy ,ale oczywiście najgorzej wypadł sam obiad.Gnocchi dostałam całkiem zimne i musiałam poprosić kelnerkę o wymianę. Natomiast kaczka w sosie wiśniowym była niezjadliwa za sprawą owego sosu który był tak słodki że zawierał chyba jedynie sam cukier. Danie zupełnie nie nadawało się do zjedzenia.Kaczka niestety również była gumowata.Ogólne wrażenia fatalne niestety więcej się tam nigdy nie wybierzemy.I myślę ze to nie pech sprawił że akurat ja byłam niezadowolona a raczej brak przygotowania ze strony właścicieli.

    OdpowiedzUsuń
  11. Ja jestem w tej restauracji przynajmniej dwa razy w tygodniu o różnych porach. Wszystkich malkontentów piszących, że im się nie podoba, bardzo proszę o nie przyjeżdżanie tam więcej. Wolne miejsce na parkingu jest cenne i wolny stolik również :) Pozdrawiam wszystkie kelnerki i kelnerów bo akurat dla mnie są zawsze bardzo mili :)

    OdpowiedzUsuń
  12. PIZZA STRASZNA WSZYSTKO SIĘ ODKLEJA .

    OdpowiedzUsuń