12 grudnia 2013

Duży Pokój (Kraków)

Duży pokój, wbrew nazwie, wcale nie jest duży, ale na pewno ma duże ambicje. Choć początkowo sceptycznie podchodziłam do tej nowej (otwartej kilka miesięcy temu) restauracji na Kazimierzu, obawiając się kolejnego sztampowego menu w quasinowoczesnym wnętrzu, przeglądając kartę zaskoczyły mnie niektóre pozycje. Ślimaki, bouillabaisse, hiszpańskie małże w tak niepozornym lokalu? Odważnie!

Z jednej strony domowy, nieco swojski klimat babcinego mieszkania, na które składają się kredensy, ławy, powywracane na wszystkie strony świata i przytwierdzone do ścian pobielane drzwi, czy słoiczki retro z cukrem obok świeżych kwiatów na każdym stoliku. Z drugiej – mnóstwo luster, dżinsowe obicia na krzesłach i udające lampy czerwone kable z gołymi halogenami (których fanką nie jestem w żadnym wnętrzu, ale rozumiem, że to taka moda, razem z eksponowaniem srebrzystych rur). Jest jasno i kameralnie, temu zaprzeczyć nie mogę.

Zabiegana kelnerka dopiero przy czwartym przejściu obok wpadła na to, by podać nam karty – porównując sytuację innych gości i tak mieliśmy dużo szczęścia. Na napoje również przyszło nam długo czekać, ale wraz z upływem czasu kelnerka rozkręcała się, również pod względem liczby uśmiechów kierowanych pod naszym adresem. Karta bardzo międzynarodowa i niekrótka; na takie patrzę coraz bardziej podejrzliwie, ale zawsze mam nadzieję, że bezpodstawnie. Jest w niej dosłownie wszystkiego po trochu: makarony, ryby i owoce morza, kurczak, kaczka, polędwica wołowa, sporo zup i sałatek. Jest też osobne menu dla dzieci oraz całkiem długa lista deserów.

W trakcie tej wizyty spróbowałam trzech pozycji polecanych przez szefa kuchni. Pierwszą z nich była wyśmienita zupa rybna bouillabaisse z kawałkami łososia i soli (18 zł), przyjemnie pikantna, z bardzo konkretną, ale nie przesadzoną ilością cebuli i czosnku. Niestety ten ostatni trochę niepotrzebnie pojawił się też na chrupiących grzankach oraz w sosie rouille, którego ani smak, ani podanie – nieporęczny kieliszek z wbitą na sztorc gałązką rozmarynu – mnie nie zachwyciło.

Do sałatki caprese z roszponką i czarnymi oliwkami (17 zł) podano koszyczek niezbyt świeżego pieczywa w takiej ilości, że gdybym zjadła je całe, nie potrzebowałabym już drugiego dania. Tym bardziej, że jeśli tak wygląda sałatka-przystawka, to nie wiem, jak ogromna jest sałatka-sałatka. W każdym razie caprese w wykonaniu Dużego Pokoju prezentowało się pięknie i było fenomenalnie doprawione; zostało podane z cieniutkimi plasterkami pomidora (plus) i bezsmakowymi oliwkami bez pestek (zdecydowany minus).

Po fantastycznej zupie i sałatce nie było już tak różowo. Kalmary faszerowane owocami morza (34 zł) z sosem śródziemnomorskim i ryżem z warzywami miały zostać podane bez tych ostatnich, jednak ryż wymieszany był z kawałkami rozgotowanej cukinii, marchewki, czerwonej cebuli i papryki. Danie również prezentowało się bardzo schludnie i interesująco (gałązka rozmarynu także i tu była bohaterem talerza), szczególnie z gęstym, apetycznym sosem, ale niestety kalmary skrywały niesmaczną masę, w której trudno było wyczuć owoce morza. Na pewno nie zamówiłabym tego dania po raz drugi.

Na szczęście nie zamówiłam go też po raz pierwszy – spróbowałam tylko od osoby towarzyszącej, podczas gdy ja podziwiałam wieżę ze szpinakowego gnocchi na moim talerzu (zgadniecie, co było wbite w jej środek?). Gnocchi było naprawdę smaczne i choć zrobiło wrażenie na wejściu, nie jestem pewna, czy wyglądało apetycznie przez tę białą serową maź, która musiała to wszystko trzymać w ku… w kulce. Ale było smaczne, skubane! Obok niego, na dywanie z fasolki szparagowej, cukinii i marchewki, spoczywała kaczka (36 zł) przykryta ciężkim sosem imbirowo-miodowym. Ten, o bardzo intensywnej nucie zarówno jednego, jak i drugiego, choć może i świetnie komponował się z kaczką (która była smaczna, soczysta, ale dla mnie za mało delikatna), to z warzywami już chyba mniej, nie wspominając o „sosie” przy szpinakowym gnocchi. Obawiam się, że nastąpiło tu pewne przekombinowanie, w sidła którego aspirujący kucharz pewnie łatwo potrafi wpaść. Była to druga pozycja z listy polecanych dań szefa kuchni.

Angielskie ciasto czekoladowo-orzechowe bez mąki (12 zł) było tą trzecią. Przepadam za tego typu ciastami i ten mocno czekoladowy torcik, podany z nieco za płynnym, lecz smacznym waniliowym sosem (tym razem bez rozmarynu) bardzo mi smakował. Tylko czemu byłam zmuszona jeść truskawki w listopadzie? I co powoduje tę różnicę w poziomie dań w Dużym Pokoju? Zaczęło się świetnie, skończyło dobrze, a co z daniami głównymi? Czy to wynik wyżej wspomnianego przekombinowania, za dużych ambicji, czy może Duży Pokój po prostu potrzebuje czasu na dopracowanie karty?

Tę recenzję napisałam dla magazynu Lounge (#57).

Plus: kameralny klimat, świetne przystawki.
Minus: wolna obsługa, niedopracowane dania główne.
Adres: ul. Izaaka 3 | mapa | www | Facebook
Polecam: na bouillabaisse w zimowy wieczór.
Średnia ocena: 3,63 na 5.     Jedzenie – 3/5     Obsługa – 3/5    Wnętrze – 4/5      Ceny – 4.5/5





Aby zobaczyć wszystkie zdjęcia dań z Dużego Pokoju, zaglądajcie tutaj.

Brak komentarzy :

Prześlij komentarz

Spodobał Ci się tekst? A może nie zgadzasz się z moją opinią? Chętnie poznam Twoje zdanie!

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...