30 stycznia 2014

WieloPole 3 (Kraków)

Po czym poznać dobrą wegetariańską restaurację? Dla mnie – osoby bardzo lubiącej mięso – sprawa jest prosta: jeśli jem danie bezmięsne i nie myślę: „Niezłe, ale z kawałkiem mięsa to by dopiero było!”, to jest to strzał w dziesiątkę. Bardzo lubię wegetariańskie dania kuchni indyjskiej, bo dzięki bogactwu przypraw niczego mi w nich nie brakuje. Długo szukałam podobnego miejsca w Krakowie – z kuchnią prostszą i mniej intensywną, ale jednocześnie zdrową i bardzo smaczną.

W historii tego bloga chyba tylko raz zdarzyła mi się podobna sytuacja – bym najpierw przetestowała lokal w wersji na dowóz (choć w przypadku WieloPola 3 jest to raczej wersja na „donos”), jedząc z plastiku często już nie do końca ciepłe dania (mróz jest bezlitosny), a dopiero później w wersji „na miejscu”. Tak się jednak stało i gdy zajrzałam w końcu na ulicę Wielopole, wiedziałam już – przynajmniej jeśli chodzi o jedzenie – czego mogę się spodziewać.

W środku jest całkiem przyjemnie, choć lokal znajduje się w piwnicy (tuż pod Hotelem Wielopole) i nie można liczyć na światło dzienne. We wnętrzu dominuje naturalna kolorystyka, gdzie beże i brązy tu i ówdzie przełamane są zielonymi elementami. Na każdym stoliku świeci się lampka i leżą przygotowane na serwetce sztućce, brakuje za to soli i pieprzu. W innych miejscach znajdziemy latarenki ze świeczkami, puste butelki po winie i kilka nieco przypadkowych ozdób. Nie wyróżnia go nic szczególnego.

Opis na Facebooku głosi, że lokal korzysta ze „składników od zaufanych rolników z okolicznych wsi” i produktów sezonowych oraz że menu jest często modyfikowane. Znajdziemy w nim, oprócz dań wegetariańskich, także potrawy wegańskie, bezglutenowe i „raw”. Za żadne danie nie zapłacimy tam więcej niż 10 zł (!), za to ceny deserów wahają się między... 6,50 a 7,50 zł. Z kolei cały zestaw, zupę oraz dowolne drugie danie, w WieloPolu zjemy za niecałe 12 zł. Bardzo ciekawe jest też to, że lokal oferuje menu degustacyjne – próbki kilku dań z karty za 23,90 zł. Niestety, trochę za późno je zauważyłam, bo znajduje się po deserach, w ostatniej części menu.

Kelner był bardzo sympatyczny, ale dość wolno przyjmował zamówienie. Jednej z nas skutecznie zareklamował smoothie z bananem i karobem (6,50 zł), mówiąc, że ten ostatni smakuje prawie jak czekolada (i miał rację!), ja skusiłam się na zielone smoothie z dodatkiem jabłka i imbiru (imbiru brakło, zaproponowano gruszkę – i wyszło całkiem nieźle), a druga znajoma zamówiła lemoniadę lawendową (4,50 zł), której pomysłowe podanie (szklana butelka i wysoki kieliszek) i oryginalny smak bardzo przypadły nam do gustu. Wszystkie napoje zostały jednak podane po zbyt długim czasie i w drugiej kolejności, po zupach.

Na te skusiły się tylko znajome – sycący krem z ziemniaka i zupa jarzynowa z bulgurem były smaczne, szczególnie ta druga, choć obie jak na nasz gust nieco niedoprawione (WieloPole świadomie unika „nadmiaru przypraw”, ale ich niedobór też dobry chyba nie jest?). Żadna z nich nie pobiła tych zup, które miałam okazję jeść wcześniej na wynos – krem z ciecierzycy, zupa z jarmużem i topinamburem czy marchewkowa z imbirem i pomarańczą – wszystkie trzy doskonałe w smaku i bardzo sycące.

W ramach drugiego dania na naszym stoliku pojawiły się: kasza jaglana z grillowanymi warzywami, (świetnie doprawionymi) zielonymi sałatami, sosem miętowo-bazyliowym i serem feta (9 zł), pulpety z kaszy gryczanej z sosem z kurek i marynowanym buraczkiem (9 zł) z owocami goji i fantastycznym musem jabłkowo-miętowym oraz nieco pikantna smażona włoska kapusta z wędzonym tofu, cebulą, orzechami pinii w chili i czarną soczewicą (8,50 zł). Wszystkie wyglądały kolorowo i były bardzo starannie podane, a co najważniejsze – przepyszne. Jedyne czego mi brakowało to może odrobinę więcej sosu w moim daniu z kaszą jaglaną, niektóre warzywa były też zbyt długo grillowane, przez co w kilku miejscach czarne i gorzkawe. Skusiłam się też na deser – babeczkę czekoladową z płynnym wnętrzem (7,50 zł), na którą musiałam długo czekać, ale było warto – niewielka porcyjka, ale za to z porządną dawką wylewającej się ze środka pysznej, aksamitnej czekolady.

Przed tą wizytą próbowałam jeszcze takich dań jak świetne risotto z glonami wakame, suszonymi pomidorami, rukolą i serem kozim (9 zł), kuskus z awokado, sałatami, granatem i kruszonką z sera koziego (9 zł), czy burgera z ciecierzycy, który był najsłabszym jak dotąd daniem ze względu na raczej kiepskiej jakości bułkę, mało ciekawe pozostałe składniki i naprawdę małą porcję. Czerwona soczewica zapiekana w sosie pomidorowym z jajkiem i mozzarellą (9,50 zł) z kolei była jedynym daniem z WieloPola, w którym brakowało mi jakiegoś dodatku (niekoniecznie mięsnego), bo było trochę monotonne. Odniosłam również wrażenie, że porcje w wersji „na wynos” są znacznie mniejsze.

Poza tymi małymi niedociągnięciami muszę przyznać, że naprawdę cieszę się z odkrycia tego miejsca, bo nie sądziłam, że trafię w Krakowie na prosty wegetariański lokal, w którym niemal każde danie jest tak smaczne, że zapominam, że można mieć ochotę na mięso. Poza tym podoba mi się podejście, w którym nikt nie posługuje się jakąś przesadzoną ideologią i zamiast prawić morały na temat wyższości diety roślinnej nad mięsną, szanuje się i w atrakcyjny sposób, bez ciśnienia, zachęca mięsożerców do spróbowania bogatych, apetycznie wyglądających i przede wszystkim smacznych dań. 

Plus: atrakcyjna prezentacja potraw, niewysokie ceny, pyszne jedzenie.
Minus: nieco powolna obsługa (w niemal pustym lokalu).
Adres: ul. Wielopole 3 (zobacz mapę).
Polecam: każdemu, na zdrowy lunch, obiad lub kolację.
Średnia ocena: 4,25 na 5.     Jedzenie – 4.5/5     Obsługa – 4/5    Wnętrze – 3.5/5      Ceny – 5/5


Więcej zdjęć wkrótce tutaj.

2 komentarze :

  1. Lubię to miejsce, choć od czasu jak byłaś zmieniło się menu :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Jestem bardzo zawiedziona. Być może trafiłam na takie danie i gdybym zamówiła inne byłabym zachwycona... Ale do rzeczy: Zamówiliśmy 4 x gulasz warzywny z pure ziemniaczanym. Danie niestety było tak beznadziejne, że aż trudno opisać. Około 2 łyżek stołowych czegoś na kształt rozmoczonych ziemniaków pływało w sosie z mąki ( czy jakiegoś innego zagęstnika) i duszonej cebuli... oprócz tego w czymś co w karcie nazywało się GULASZEM WARZYWNYM były jeszcze 3 plasterki ugotowanej marchwi i 1 pieczarka pokrojona na 4 kawałki. Poprosiłam kelnerkę i zapytałam z jakich warzyw jest zrobiony gulasz, bo ja, poza wyżej wymienionymi cebula i marchewką żadnych nie znalazłam (grzyby to nie warzywa :)) i gdzie jest gulasz za który mam zapłacić....? Pani była zmieszana, przepraszała... Ostatecznie nie kazała mi płacić za te dania... Mój 12 letni siostrzeniac w drodze powrotnej obliczył że składniki na wszystkie 4 dania owego "gulaszu" kosztowały do 3 złotych (ok 3 większe ziemniaki, 1 mała marchewka,2 duże cebule, 3 pieczarki, pieprz, s.sól). A dania kosztowałyby (gdybyśmy za nie zapłacili) 54 ZŁOTE !!!!!!!! Ja wszystko rozumiem: że robocizna, że centrum itp... ale takiej przeginki nigdy, przenigdy nie spotkałam.... Wybierającym się do tej jadłodajni radziłabym z góry zapytać co się kryje pod wspaniale brzmiącą nazwą GULASZ WARZYWNY !!! Bo właściwą (oddającą realia) nazwą dla tego dania byłoby: rozmoczone ziemniaki w sosie z cebuli !

    A tu dla pana kucharz/kucharki z Wielopola 3 wklejam jak powinien wygladać gulasz warzywny:

    https://www.google.com/search?q=gulasz+warzywny&source=lnms&tbm=isch&sa=X&ved=0CAcQ_AUoAWoVChMIyJT-8ozqxgIVRaNyCh3p1wTj&biw=1920&bih=932


    Elżbieta Sikora

    OdpowiedzUsuń