24 lutego 2014

27 Porcji Slow Food (Kraków)


27 Porcji Slow Food to otwarta na początku lutego niewielka restauracja na Ruczaju. Bardzo proste, niepozorne wnętrze eksponuje otwartą kuchnię i mieści zaledwie dwadzieścia miejsc siedzących, wliczając już krzesełka dla dzieci. Śnieżnobiałe ściany, blaty z jasnego drewna, kilka zielonych elementów w postaci roślin doniczkowych i kolorowe poduchy na białych krzesłach – na tym wystrój wnętrza się kończy.

Menu wisi na ścianie i nie jest dostępne w wersji drukowanej (w angielskiej też nie, ale w końcu jesteśmy z dala od centrum), co jest odrobinę uciążliwe, szczególnie dla tych, którzy siedzą za rogiem, jak my, i ani otwartej kuchni, ani menu nie widzą. Pracownicy (właściciele?) 27 Porcji są niezwykle zaangażowani i podekscytowani przyjmowaniem nowych gości – zwracają uwagę na szczegóły, są rozmowni, chwalą się, dopytują i są w tym wszystkim może nawet odrobinę nachalni, ale z pewnością mają dobre intencje i to znak, że się starają. Już na sam początek zaproponowano nam świeżo wyciskany sok z jabłek i marchwi od znajomego rolnika (6 zł). Był pyszny (tak pyszny, że na koniec wypiłam kolejną szklankę).

Zaczęłam od sałaty ogrodowej z marynowanym łososiem i jajkiem (15 zł) – porcja była porządna, całość estetycznie podana, łosoś delikatny i pełen smaku, a same sałaty niebanalnie doprawione i chrupkie; do tego dwie dobre grzanki z czosnkiem. Z kolei rostbef sous vide z piklami na razowym chlebie (13 zł) zachwycił kolorem mięsa, jego smakiem i tym, jak rozpływał się w ustach.

Kiełbasa z pstrąga z ziemniaczanym purée (18 zł) od razu przykuła moją uwagę w menu – choć smak ryby zatracił się gdzieś w dużej ilości przypraw, to one sprawiły, że mimo to całość była wprost fantastyczna i z chęcią zamówię to danie przy kolejnej wizycie. Natomiast bardzo rozczarowały mnie eskalopki z dorsza na ryżu pilaw (17 zł), ale może dlatego, że oczekiwałam czegoś na wzór pastel de bacalhau, a dostałam płaskie, mdłe placuszki z dużymi kawałkami ryby z ośćmi, w dodatku na dość banalnym, mało smacznym ryżu. Nie byłam zadowolona z tego wyboru, ale osoba towarzysząca dokończyła to danie ze smakiem, podczas gdy ja dorwałam się do reszty kiełbasy.

Tymczasem znajomi zajadali się flaczkami z boczniaków z lanymi kluskami (9 zł) (nie próbowałam, ale nasłuchałam się zachwytów), a później rozpływali się nad pręgą wołową w sosie grzybowym z gryczanymi blinami (21 zł) – tu uszczknęłam sobie kawałek i muszę przyznać, że to danie arcyciekawe, a bliny to świetnie komponujący się element i – zaraz po doskonałej, rozpływającej się w ustach sztuce mięsa – najbardziej wyróżniający się z całości. Mniam!

Nie mogliśmy nie skusić się na desery – profiterole z kremem pâtissière i pistacjami (11 zł) i tarta jabłkowa z korzeniami i kajmakiem (10 zł). Nie dość, że oba bardzo estetycznie podane (jak zresztą każde danie, może oprócz eskalopków), zwaliły nas z nóg. O ile same ptysie jak na mój gust mogłyby być odrobinę bardziej miękkie, o tyle wypełniający je krem był po prostu boski, a tarta o bardzo intensywnym, korzennym smaku, z cieniuteńkimi plasterkami pysznych jabłek i świeżą bitą śmietaną z pewnością będzie mi się śnić po nocach.

Na co uważać? Z moich obserwacji wynika, że 27 Porcji co jakiś czas na dwie, trzy godziny przed planowanym zamknięciem na Facebooku pisze coś w rodzaju: „Dziś zjedliście wszystko, zaczynamy produkcję, do zobaczenia jutro”. To oczywiście może dobrze świadczyć o apetycie licznych gości, może być też jednak oznaką braku odpowiedniego przygotowania do ich przyjęcia. Mam nadzieję, że wkrótce lokal się rozkręci i nie będzie obawy, że w weekendowe wieczory będziemy tam całować klamkę. Ponadto, na dania trzeba dość trochę czekać, na szczęście w dobrym towarzystwie w ogóle mi to nie przeszkadzało.

Podsumowując – jedzenie jest smaczne, ładnie podane, a za taką jakość produktów ceny niewygórowane. Bardzo mnie cieszy, że w końcu otwierają się restauracje w Krakowie, które są stworzone z myślą o okolicznych mieszkańcach. Oby takich inicjatyw i dobrego jedzenia z dala od centrum było coraz więcej!

---

Skorzystam z okazji i wspomnę o czymś, co ostatnio bardzo rzuca mi się w oczy i co zaobserwowałam także w związku z otwarciem 27 Porcji: coraz częściej na profilach nowych lokali pojawiają się zdesperowani wegetarianie obrzucający nowe miejsce błotem z powodu braku dań bezmięsnych w menu (a nawet jeśli jakieś są, to zawsze jest ich „za mało”). Owszem, byłoby miło i pewnie na korzyść lokalu, gdyby restauracja trafiła w gusta wszystkich gości (jest to w ogóle możliwe…?), ale zachowanie niektórych przekracza wszelkie granice dobrego smaku. Żadna restauracja nie ma obowiązku oferowania dań wegetariańskich  nie dajmy się zwariować!

Plus: przyjazna obsługa, smaczne jedzenie, dobre produkty, adekwatne ceny.
Minus: malutka przestrzeń, pustawe wnętrze, nieco za długi czas oczekiwania na dania.
Adres: ul. Chmieleniec 2B (zobacz mapę).
Polecam: dobre i niedrogie jedzenie z dala od centrum, bez okazji.
Średnia ocena:  4,25 na 5.     Jedzenie – 4.5/5     Obsługa – 4.5/5    Wnętrze – 3/5      Ceny – 5/5


 Bądź na bieżąco:
Resztę zdjęć wkrótce zobaczycie tutaj.

18 komentarzy :

  1. O rany, jak tu pysznie! Wpisuję się oczywiście na listę obserwatorów bloga i zapraszam z wizytą do mnie :)))

    OdpowiedzUsuń
  2. Z tym wege to masz rację, mam wrażenie, że wegetarianie i weganie są jakoś bardziej wrogo nastawieni do świata :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Naprawdę coraz częściej to widzę... Uważam, że to dobrze, gdy w restauracji jest co najmniej jedno danie wegetariańskie, ale jeśli go nie ma, to nie jest to powód, by wylewać swoją frustrację, prezentować swoje żądania czy bawić się w krytykanctwo.

      Usuń
  3. Nie usprawiedliwiam chamstwa, ale występuje ono sprawiedliwie i po równo w populacji zarówno wegetariańskiej, jak i mięsożernej. Natomiast się z Wami nie zgadzam - jestem mężem wegetarianki, sam lubię sięgać po wege. I planowanie wyjścia do knajpy w tym mieście to horror. Restauracje mają wegetarian w głębokim poważaniu, jakby to była gorsza rasa, a upominanie się o swoje spotyka się z pogardą, albo przynajmniej zdziwieniem z dawką poczucia wyższości jak zaprezentowane przez Was. Właściciele restauracji zapłacą za to utratą klientów, a prychającej na wegetarian klienteli, co to bez świni żyć nie może, życzymy zdrowych naczyń wieńcowych :) Kłaniam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Sama lubię i sięgam często po posiłki wegetariańskie, szczególnie gdy gotuję w domu i nie mam zamiaru wywoływać tu wojny wegetarianie vs. mięsożercy, bo to nie ma sensu. Jednak chyba nieco inaczej patrzę na to, czym jest restauracja: według mnie jest jak dom, do którego zaprasza się gości. Jeśli gotowanie dla wegetarian nie idzie w parze z wizją kucharza, to nie powinien za to publicznie obrywać. Jeśli straci na tym klientów - jego sprawa. Krytykanctwo jest nie na miejscu, bo przecież nie ma przymusu odwiedzania wszystkich restauracji w mieście. Jeśli komuś lokal nie odpowiada, idzie do innego - to proste.

      Usuń
    2. Dokładnie, nikt nikogo nie zmusza do odwiedzenia każdej restauracji. To jest Ich lokal i jak będą mieli ochotę robić 27 dań tylko z mięsem z kangura to ich sprawa, jak się komuś nie podoba to już jego problem.

      Usuń
  4. Dzięki za informację. Jak będę na Ruczaju to chętnie odwiedzę to miejsce.

    OdpowiedzUsuń
  5. Cześć, mowa o mnie:) jestem jaroszem i pytałam na fb 27 porcji czy będzie jeszcze coś poza rybami. Pani Aniu, bardzo kocham jeść i gotować i żałuje czasem,że moje ulubione miejsca nie mają opcji wege albo więcej ryb. Zawsze grzecznie pytam czy wkrótce nie pojawi się taka opcja i co? Najcześciej odpisują,że: wkrótce, zrobią dla mnie taką wersję itd, to jest fantastyczne!!! Nigdy nie miałam do nikogo pretensji ze nie ma wersji wege w kuchni!:) Okazało się ,że Rancho Texas na Ruczaju wprowadzi zaraz wege burgery (poza oczywiscie typowo grilowym menu), En Plato pizza zrobiła wegańską pizze dla męża, Da Lorenzo zrobiło 4 dania do wybory dla nas wegańskie. Czyli jak widać-po pierwsze da się, po drugie wszystkie te miejsca mają właścicieli,którzy kochają gotować i często przygotowanie innej wersji dania to dla nich wyzwanie.Dlatego jak zobaczyłam tę kiełbase z pstrąga-myślałam,że umrę z zachwytu. Obserwowałam ich na fb od początku bo mieszkam niedaleko:) Najpierw pojawiły się foty-z zpytaniem jak sie nam podoba: więc mnie owszem się podobało,ale napisałam, uwaga: trochę zimne wnętrze,ale pewnie jak będzie więcej zieleni (czyli pojawią się np kwiaty) to pewnie będzie super, na to 27 porcji odpisalo: że klimat tworząluzie,ale zapraszają na kawę by ocenić na miejscu, odpisałam ,że z przyjemnością. Pare dni pozniej wchodze i patrze ze nie lubie juz 27 porcji ..Wyrzucono mnie po prostu , wyobraza sobie to Pani? :))) Ja nie-więc kliknelam po raz drugi bo myslalam ze to ja jakos odkliknelam;-) Za pare tygodni widze wspomniane przez Was menu i pisze: cytuje DOSŁOWNIE: super menu, czy pojawi się w PRZYSZLOŚCI więcej wege dań? I co się stało?:) Wyrzycono mnie po raz kolejny...za zadanie pytania..Weszłam ostatni raz by zobaczyć ,że kilka osób to zauważyło i zaczęło pisać do właścicieli,że chyba jaja sobie robią, no więc się wkurzyłam i napisałam opinię,która widzicie na ich fb.Nie pojde do ludzi jeśli ktorzy tak postepują, i jak widzicie tam jest jedzenie dla mnie, przychodziłabym tam ,ale po prostu w głowie mi się nie mieści,że z ich strony można się tak było podłożyć.Szkoda.Pozdrawiam serdecznie wszystko lubiących dobrze zjeść.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Patrycjo, dzięki za komentarz!
      Jesteś pewna, że można kogoś "wyrzucić" z FanPage'a? Pierwszy raz o tym słyszę...
      Faktycznie Twój komentarz pamiętam, też go zauważyłam, ale negatywnych reakcji wegetarian było więcej (na moim profilu również).
      Życzę Ci wielu smacznych posiłków wege w Krakowie. :)

      Usuń
  6. Cześć Aniu, tak można mnie było niestety wyrzucić, po prostu nagle okazało się,że ja NIE lubię tej restauracji co wtedy w ogóle nie było prawdą:))) Tak się zaperzyłam,a taka szkoda bo kurka menu wygląda super:))) pozdrawiam serdecznie

    OdpowiedzUsuń
  7. Dopiero dowiedziałam się, że jest takie fajne miejsce obok mnie i nie trzeba będzie jeździć do centrum, a tu czytam na ich facebooku, że wynoszą się z Ruczaju :(

    OdpowiedzUsuń
  8. Coś jest na rzeczy z tym usuwaniem postów na profilu 27 porcji. Właśnie się na nowo otworzyli, zatem zapytałam o menu, bo nie wszystko mogę jeść. I co pan mi odpisał, że menu to tajemnica, po czym po godzinie usunął wszystkie wpisy. Zostały tylko te zachwalające restaurację. Zrobiłam wcześniej rezerwację i teraz jak czytam historię pani Patrycji to sobie myślę, co to za ludzie. Mam wrażenie, że to będzie restauracja tylko dla zaufanych fanów. Zobaczymy, może się wybiorę ale niesmak jest. Marta

    OdpowiedzUsuń
  9. To tacy ludzie, którzy mają wizję prowadzenia swojej restauracji. Z pewnością są dość nietypowi i bardzo inni jak na krakowski rynek gastronomiczny ale jeśli nie poddadzą się naciskom, prośbom i mądrym radom innych z pewnością osiągną wiele. W Polsce każdy, kto wybija się ponad przeciętność musi od razu zostać napadnięty i piętnowany a oni doskonale sobie z tym radzą . Trzymam za nich mocno kciuki :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nietypowi, wyjątkowi, inni niż wszyscy, ponadprzeciętni, nie poddający się naciskom - cudownie brzmiąca papka marketingowa. Czy ktoś się jeszcze na to nabiera... Slow food - bez rekomendacji organizacji nadużywają jakże lotnego i modnego określenia. A w kuchni mleko w kartonie UHT Łaciate. I gdzie ten slow food? Właściciele pewni siebie i butni, lecz nie potrafiący na bieżąco radzić sobie z potknięciami obsługi, typu błędnie wydane dania, itp. Zamiast zaproponować rekompensatę pytają: "i co teraz zrobimy?" Śmiech na sali.

      Usuń
    2. Zgadzam się w 100%. Nikomu nie polecam ze względu na aroganckie zachowanie właściciela, który uważa, że jest pępkiem świata i obraża klientów.

      Usuń
  10. Byłam w 27 Porcjach Slow Flood wiele razy, i jeszcze na Ruczaju, i już na Woli Justowskiej - i zawsze wszystko było absolutnie bez zarzutu.

    OdpowiedzUsuń