27 marca 2014

Etnika (Kraków)


Etnika to niewielka restauracja w pobliżu Dworca Głównego, usytuowana tuż przy Parku Strzeleckim. Moją uwagę zwróciła fenomenalną feijoadą podczas jednego z festiwali kulinarnych. To danie, wyglądające jak nieapetyczna niemal czarna breja, to fasolowo-mięsny gulasz, jedno z flagowych brazylijskich dań, które przez Etnikę zostało wykonane mistrzowsko. Tak jak zapowiadałam tutaj, odwiedziłam w końcu ten lokal, by sprawdzić, jak radzi sobie na co dzień.

Już na wstępie byłam mile zaskoczona stylowym, lecz prostym wnętrzem, które wydawało się znacznie atrakcyjniejsze od tego, które pamiętałam z fotografii na stronie internetowej. Stonowane kolory, klimatyczne lampki, kolorowe kwiaty pojawiające się tu i ówdzie, biała cegła kontrastująca z jednolitymi szarymi zasłonami i czarnymi nakryciami stołów – lubię takie miejsca, kameralne, skromne i… ładne, tak po prostu.

Uśmiechnięta kelnerka żwawo podała kartę dań (menu z napojami nie dotarło, podobno było właśnie zmieniane), w której znaleźliśmy cztery przystawki, cztery zupy, kilka dań głównych, trzy sałatki i burgery (ech…), w tym kilka dań wegetariańskich. Na jedno z nich skusiła się znajoma – smażone kluseczki z ricotty z pomidorowym sosem i sałatką z cukinii (25 zł). Ani jedno (kluseczki), ani drugie (sos), ani trzecie (sałatka) smaku właściwie nie miało żadnego, stąd towarzysząca mi wegetarianka nie była zachwycona swoim wyborem.

Po skosztowaniu czekadełka „na raz” (smaczna pasta rybna podana została na osobnej łyżeczce dla każdego z gości), ja i druga towarzysząca mi osoba skusiliśmy się na przystawki. Wybrana przeze mnie zupa imbirowo-marchewkowa z marchewkowymi chipsami (12 zł), a raczej po prostu cienkimi paskami tego warzywa, była smaczna – łagodna, słodka, nie za gęsta i miło rozgrzewająca. Tymczasem osoba obok zajadała się ceviche z łososia i soli marynowanymi w soku z cytryny (14 zł). Próbowałam tego dania także na wyżej wspomnianym festiwalu, więc wiedziałam, czego się spodziewać – dobrej, świeżej i aromatycznej, lekko kwaskowatej sałatki.

Z kolei tagine z jagnięciny z kuskusem, bakłażanem i chrupiącą posypką z kuminem (35 zł, opcja z kurczakiem – 28 zł) przede wszystkim rozczarował prezentacją. Wyglądał raczej biednie i nudno jak na danie, które pochodzi z tak różnorodnej i kolorowej kuchni; również pod względem przypraw spodziewałam się czegoś bardziej porywającego i wyrazistego. Za to muszę pochwalić mięciutką, soczystą jagnięcinę. Na temat panini z szynką szwardzwaldzką i rukolą, którą zajadał się mój towarzysz, trudno się rozpisywać – ot, kanapka, z dobrą proporcją składników, ale chyba w nieco wygórowanej cenie (17 zł).

Na koniec moi znajomi zażyczyli sobie crème brûlée (11 zł) i wszyscy zgodnie stwierdziliśmy, że wierzchnia warstwa była w nim miejscami zbyt gruba, przez co nieprzyjemnie twarda, podczas gdy wielbiciele tego deseru kochają w nim właśnie ten moment, w którym delikatniutka warstwa skarmelizowanego cukru łamie się już przy lekkim dotknięciu łyżeczką. Samemu kremowi nie mam nic do zarzucenia, a podsumowując wizytę powiem, że chociaż nie wszystkie dania były idealne, wciąż pamiętam o świetnej feijoadzie i wierzę w potencjał Etniki. Wiem też, że uroczych, kameralnych bistro w Krakowie nigdy za wiele!

Plus: kameralne, relaksujące wnętrze, sympatyczna obsługa, lokalizacja nieco na uboczu.

Minus: niektóre dania niedopracowane i w wygórowanej cenie, brak menu w j. angielskim.

Adres: ul. Zygmunta Augusta 9 | mapa | www | Facebook

Polecam: na lunch, wypad z przyjaciółką, nieformalną kolację we dwoje.

Średnia ocena:  4,13 na 5.        Jedzenie – 4/5     Obsługa – 4/5    Wnętrze – 4.5/5      Ceny – 4/5



Bądź na bieżąco:
Resztę zdjęć wkrótce zobaczycie tutaj.

3 komentarze :

  1. Ciekawe menu, ale raczej przeciętnej osobie ciężko byłoby cokolwiek wybrać świadomie

    OdpowiedzUsuń
  2. Właśnie odwiedzialm to miejsce i jestem totalnie rozczarowana. Jeszcze nigdy nie było mi tak żal zapłacić za pozostawione pełne talerze... Niejadalne wszystko co zamowilam :(

    OdpowiedzUsuń