11 kwietnia 2014

Dystrykt One (Kraków)



Restauracje hotelowe nie kojarzą mi się zbyt pozytywnie – zwykle zniechęcają banalnym wnętrzem i odstraszają pustkami, bo miejscowi rzadko do nich zaglądają (o ile w ogóle). Przechodząc pewnego dnia ulicą Pawią, przez przeszkloną ścianę budynku zauważyłam przytulne i ciekawie zaaranżowane miejsce – Dystrykt One All Day Brasserie & Bar. Okazało się, że to restauracja należąca do nowego hotelu PURO. Jak się spisała?

Do lokalu wchodzi się osobnym wejściem, nie ma więc potrzeby przechodzić przez hotelowy hol, co uważam za duże udogodnienie. Mijamy go wprawdzie po lewej stronie, ale od razu kierujemy się wgłąb, by zająć stolik na przeciwległym końcu sali. Wybór jest duży, bo lokal okazuje się zupełnie pusty, a stolików jest sporo. Te są przeróżne – od pokaźnych rozmiarów common table, przez urocze okrągłe stoliczki i niewielkie podwójne rodem z francuskiej knajpki, aż po te zupełnie niskie przy designerskich fotelach. Wnętrze w bardzo płynny sposób łączy więc zarówno klimat kawiarniany, jak i restauracyjny, z naciskiem na raczej lekką i bezpretensjonalną atmosferę całkiem przyjemnego bistro. Świetnym pomysłem są pojedyncze miejsca przy dużym stole, na którym czekają lampki do czytania, książki i albumy – idealne dla jedzących w samotności.

W dużej jednostronnej karcie znajdziemy wybór kanapek (m.in. bagietka, ciabatta, bajgiel), zupy i sałatki (te ostatnie dostępne także w formie przekąskowej – wtedy o 10 złotych tańsze), kilka dań głównych z całego świata (włoskie makarony, tarta, ryby i burger, a jakże), parę deserów, a także talerze z przekąskami dla dwojga, w tym bruschetty za jedyne 36 zł (albo porcja jest duża, albo to wypiekane na miejscu pieczywo jest warte tej ceny!). W każdej z głównych kategorii jest jedna opcja wegetariańska.

W ramach czekadełka podano oliwę i biały woreczek z czterema kulkami pieczywa z dodatkiem suszonych pomidorów. Następnie przystawkę – kozi ser obtoczony w orzechach (15 zł za porcję zakąskową), w towarzystwie marmolady z czerwonej cebuli, chrupiącej sałaty z kawałkami papryki i zielonego ogórka w jakimś bliżej niezidentyfikowanym sosie, którego na szczęście dużo nie było (w zamian wolałabym po prostu oliwę lub dobry winegret). 

Osoba towarzysząca skusiła się na krewetki tygrysie (porcja zakąskowa, 19 zł) i zrobiła to choć wie, że w tym mieście raczej nie powinna się dawać na nie skusić... Sztuki dwie, niewielkie i niesprawiające wrażenia świeżych, na dodatek ewidentnie rozgotowane (wszystko podane na efektownym, ale totalnie niewygodnym talerzu) – niestety, trudno nazwać tę przekąskę udaną. 

Fish pie, a po polsku zapiekanka rybna (25 zł), to delikatny sandacz oraz dużo cebuli i pora w śmietanowym sosie pod aksamitnym purée ziemniaczanym. Danie solidne i, nie ukrywam, dość sycące, ale jednocześnie nie za ciężkie – za co plus. Brakowało jednak „tego czegoś” – aromatu, przypraw, większej wyrazistości. Kolejnym poprawnym daniem były polędwiczki wieprzowe (35 zł) nadziewane kurkami (niepotrzebnie, bo ich smak zupełnie gubił się za sprawą intensywnej szynki parmeńskiej, którą były owinięte kawałki mięsa na talerzu ułożone niczym futomaki). Do tego zapiekane ziemniaki, a właściwie gratin, i grillowane warzywa (marchewka, cebula i papryka zawinięte w cieniutki plasterek cukinii i gorzkiego bakłażana). Wszystko udekorowane małymi kwiatami – piękny akcent, szczególnie w luksusowych restauracjach z górnej półki, ale w tym kontekście przekombinowany.

Ucieszyło mnie, że w części z deserami Dystrykt One nie ma ani jednego nudnego klasyka krakowskiej gastronomii i lista wychodzi poza tę standardową z szarlotką, tiramisu i panna cottą na czele. W pierwszej kolejności moją uwagę zwróciły biszkopty zapiekane z kremem truskawkowym (15 zł), które zostały podane w małym słoiczku w otoczeniu truskawkowego musu i kawałków owoców. Sam krem pysznie słodki, choć w połączeniu z rozmokłymi ciepłymi biszkoptami nie tworzył jednak mojego wymarzonego deseru i bardzo żałowałam, że nie skusiłam się na czekoladowy krem z pistacjami. 

Podczas wizyty obsługiwał nas bardzo sympatyczny, choć odrobinę onieśmielony kelner i już nieco mniej sympatyczna kelnerka, która kładła nam przed nosem talerze w pośpiechu i bez słowa. Jednak wszystko odbywało się sprawnie do momentu, gdy lokal zaczął się wypełniać ze względu na koncert – wtedy zeszliśmy na drugi plan. Pozytywną stroną większego ruchu było jednak to, że zupełnie zapomniałam, że jestem w hotelu, bo pustawe wcześniej wnętrze ożyło i zaczęło przypominać modne bistro czy gwarną, popularną kawiarnię. Chociaż kuchnia nie powaliła mnie na kolana, sądzę, że w okolicy Dworca Głównego Dystrykt One stanowi ciekawą alternatywę na lunch lub przekąskę, czy to w pojedynkę czy w towarzystwie, przed czy po podróży, a może nawet na spotkanie z przyjaciółką.

Tę recenzję napisałam dla magazynu Lounge (#60).

Plus: atrakcyjnie zaprojektowane wnętrze. 
Minus: nierówna kuchnia, wolna obsługa przy większej liczbie gości. 
Adres: ul. Ogrodowa 10 | mapa | www 
Polecam: na kawę, lunch blisko dworca. 
Średnia ocena:  3,75 na 5.        Jedzenie – 3/5     Obsługa – 3.5/5    Wnętrze – 4.5/5      Ceny – 4/5


Bądź na bieżąco:
Reszta zdjęć wkrótce tutaj.

2 komentarze :

  1. Jedzenie wygląda smakowicie. Myślę że można spróbować skorzystać z ich usług :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Smakowicie to mało powiedziane. Zdecydowanie to małe arcydzieła :)

    OdpowiedzUsuń