17 kwietnia 2014

Smaki Gruzji (Kraków)


Smaki Gruzji to nowa restauracja w Krakowie i, poza Gruzińskim Chaczapuri, jedyna w tym mieście, która specjalizuje się w kuchni tego kraju. Znajduje się przy ulicy Dietla w tym samym miejscu, w którym jeszcze nie tak dawno istniała hiszpańsko-chilijska restauracja Valparaiso. Nie było hucznego otwarcia ani fan page’a na Facebooku; lokal raz był czynny, raz nie. Teraz nie powinno was już nic zaskoczyć, ale trochę czasu minęło, nim trafiłam na otwarte drzwi.

W środku miejsca niewiele i jest dość ponuro, a jedyne kolory w to wnętrze wprowadzają abstrakcyjne obrazy na ścianie i flaga Gruzji oddzielająca salę od kącika z winami. Jest nudno i bardzo zwyczajnie, a jako taką atmosferę tworzy jedynie miła gruzińska muzyka wypływająca z głośników. Menu (zwykła kartka z wydrukowanymi nazwami dań) nie jest zbyt rozwinięte, bo co to znaczy „nadziewane mięsem”? Jakim mięsem? Co to charczo, a co to gupta? Dla tych, którzy nie są zaznajomieni z kuchnią gruzińską, te nazwy nic nie mówią. Przyjmuję jednak, że to menu tymczasowe. Dużym zaskoczeniem są ceny – żadna pozycja w menu nie przekracza dwudziestu złotych, a przystawki – dziesięciu. A także to, że napijemy się tam przyzwoitego wina już za 6 zł za kieliszek (20 zł za półlitrową karafkę).

Zaczęłam od dań tradycyjnych, a jednocześnie najprostszych – chaczapuri (dosłownie „chleb z twarogiem”), w Smakach Gruzji są to placki drożdżowe z różnym nadzieniem. Spróbowaliśmy kubdari (15 zł) nadziewanego kurczakiem (ogrom przypraw sprawił, że miał ciemny kolor i zupełnie nie smakował tak, jak bym się spodziewała, ale kelnerka, ku mojemu zdziwieniu, dwukrotnie potwierdziła, że to kurczak) oraz megruli z mieszanką serów (mały, 8 zł), który cudownie pachniał. Dopytałam, co to za sery i usłyszałam: „No… żółty… biały…”. No cóż. Na koniec dostałam potwierdzenie, że nie są to sery gruzińskie.

Bardzo zależało mi na wypróbowaniu chinkali, czyli pierożków wypełnionych mięsem i rosołem, ale niestety tego dnia ich nie było. W zamian za to zamówiłam dwie przystawki. Sałatka z buraków z orzechami włoskimi (6 zł) przypominała raczej pastę o smaku, który nie do końca do mnie trafił – była raczej nijaka i z niewyczuwalnymi orzechami, jednak w połączeniu z surówką z białej kapusty i marchewki oraz z pysznym paluchem chlebowym okazała się całkiem zjadliwa. Druga przystawka – adżapsandali (10 zł), czyli smażone bakłażany, pomidory, papryka i cebula, bardzo mi smakowała. Świetnie przygotowane, bardzo aromatyczne warzywa i sycąca porcja (podane z paluchem i surówką).

Mcwadi (20 zł), jedno z trzech dań głównych (obok lula kebab i chinkali), to szaszłyki z mięsa wieprzowego podane z bardzo delikatnym, domowym sosem pomidorowym, opiekanymi ziemniakami, krążkami cebuli i tą samą surówką. Przyniósł je sympatyczny Gruzin (?), który nieco łamaną polszczyzną polecił skropić mięso sokiem z cytryny. Z cytryną czy bez – mięso smakowało wyjątkowo, bo było świetnie przyprawione. Razem z adżapsandali to najmocniejsze dania podczas tej wizyty. Bo pelamuszi, nieco kwaskowaty deser z soku z winogron (6 zł), nie zrobił nadzwyczajnego wrażenia – cieszę się, że go spróbowałam, ale za drugim razem raczej go pominę, bo został podany z byle jaką polewą czekoladową i kiepską bitą śmietaną.

W Smakach Gruzji jest kilka niedociągnięć, które – najprawdopodobniej – wynikają z tego, że gdy do niego zajrzałam, lokal otwarty był zaledwie od tygodnia. Dziwi jednak brak baraniny, a także planów na jej wprowadzenie (pytałam). Od obsługi nie można zbyt wiele wymagać (podała kieliszki, ale nie nalała do nich wina), jest niedoinformowana i powolna (każde danie zostało przyniesione osobno, w sporym odstępie czasu). Wnętrze jest mało ciekawe, a kuchnia bardzo prosta i niezbyt zjawiskowa. Jest za to tanie i dobre wino i chęci, które, mam nadzieję, z czasem stworzą ciekawe miejsce.

Plus: atrakcyjne ceny, niezłe wino w przyzwoitej cenie.
Minus: dość banalne wnętrze, mało sprawna obsługa.
Adres: ul. Dietla 33 (wejście od ul. Augustiańskiej) | mapa
Polecam: lubiącym odkrywać nowe smaki.
Średnia ocena:  3,63 na 5.        Jedzenie – 3.5/5     Obsługa – 3/5    Wnętrze – 3/5      Ceny – 5/5


Zobacz też moją relację z wyjazdu do Gruzji:



Bądź na bieżąco:
Reszta zdjęć wkrótce tutaj.


9 komentarzy :

  1. Szanowna Autorko,
    Ja również zajrzałam dzisiaj do "Smaków Gruzji". Przyznam szczerze, że aspekt wizualny mnie nie interesował - było czysto, kolory nie rażące oka, miła, niezagłuszająca rozmów muzyka. Jak dla mnie chwatit. Mała karta dań w nowej restauracji jest dla mnie zaletą, bo jest większa szansa, że trafię na potrawę świeżo robioną a nie wyjmowaną z zamrażarki. Za to błędy ortograficzne i literówki w menu bardzo rażą oczy. Na to zwróciłam uwagę właścicielowi - Gruzinowi. Przeprosił i przyznał że czekają na nową. Zobaczymy.
    Oryginalna kuchnia gruzińska jest prosta ale też mocno przyprawiana, ostra i wonna. Czosnek, kolendra i orzechy włoskie występują w większości gruzińskich potraw. Wiem, bo przetestowałam w Gruzji zarówno w ichniejszych restauracjach (tych lepszych i bardziej spelunkowatych) jak i w gościnnych, gruzińskich domach. Przyznaję, że w pierwszym momencie poczułam mocne uderzenie w podniebienie i przeżyłam szok poznawczy ;-) Po kilku dniach zakochałam się.
    Jeżeli szukasz czegoś bardziej “europejskiego”, udaj się do “Gruzińskiego chaczapuri”, które jest dużo bardziej znośne dla polskiego podniebienia, tyle że po zmianie właściciela z gruzińską kuchnią ma już tylko wspólną nazwę.
    Wracając do potraw:
    1. Adżapsandali - tu się zgadzamy, więc nie będę się rozwodzić.
    2. Badridżani czyli smażone plastry bakłażanów smarowane sosem z orzechów włoskich. Moja ukochana gruzińska przystawka. W tym wydaniu bardzo (jak dla mnie zbyt) łagodna. Ale też dobra. W oryginale sos jest przyprawiony czosnkiem, octem winnym (z białego wina) i różnymi przyprawami. Tu tego nie było czuć.
    3. Chinkami - gabarytami podchodzące niestety bardziej pod polskie pierogi niż pod gruzińskie sakiewki. Ale rosołek był, mięso cudownie i ostro przyprawione. Tak jak należy.
    4. Chaczapuri - ciasto jak należy, ser - no cóż, polski lekko solony twaróg z domieszką sera żółtego. Dobre to było, ale do oryginału trochę jednak daleko. Trudno o to winić kucharkę - ser imeretyński nie jest w Polsce dostępny.
    Pelamuszi nie zamawiałam, bo nie przepadam za gruzińskimi słodyczami na bazie soków owocowych. Są dla mnie zbyt mdłe i w zasadzie bez smaku.
    Ogólne wrażenie? Potrawy małe (jak na porcje podawane w Gruzji) ale w większości świetnie doprawione. Widać tu rękę gruzińskiego kucharza i czuć tamtejsze przyprawy. Obsługa bardzo miła i uśmiechnięta choć nieprofesjonalna. Sądzę, że trafiliśmy na studenta. Ale znowu wolę to niż ukrawaconego kelnera z poczuciem wyższości w lokalu mierzonym gwiazdkami. To nie ten typ.
    To co mnie raziło, to pieczone ziemniaczki podawane do każdej mięsnej potrawy. W Gruzji się z nimi nie spotkałam. Ale rozumiem, wymóg polskiego klienta. Oby tylko nie poszli za bardzo w tym kierunku.
    Mam nadzieję, że restauracja przetrwa, bo tu rozpoznałam bliskie mi smaki i spędziłam bardzo miłe popołudnie.
    http://www.eryniawtrasie.eu/

    OdpowiedzUsuń
  2. Trochę słabo! Odbiłem się w poniedziałek od drzwi bo było zamknięte i pozasuwane jak w I'm the Legend. Taka mała rada dla Pani właścicielki - w Krakowie droga Pani o klienta trzeba dbać a otwieranie w kratkę = plajta.W każdym razie ja już tej dziupli nie odwiedzę i korpoludki ode mnie też-nie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. a wystarczyło przeczytac info, że w poniedziałek jest zamknięte...

      Usuń
  3. Myślę że aby poznać prawdziwy smak Gruzji trzeba taką gruzińską przygodę przeżyć, sprobować jak te potrawy smakują u domowej gruzińskiej gospodyni, zakropić to wszystko najlepszym winem z wyjątkową tradycją, bo wina z Gruzji to także rozkosz dla podniebienia

    OdpowiedzUsuń
  4. ...znam tego faceta - Vaho ... zatrułam się w tej spelunie, to są brudasy, mentalność ruska, byle jak, byle co. Ja bym im nie ufała co oni podkładają do tego jedzenia....

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A ja nie ufam tobie po takim komentarzu.

      Usuń
  5. To jest jedyna restauracja w Krakowie gruzińska, którą polecają moi gruzińscy znajomi... też byłem i naprawdę: różnica między SG i Chaczapuri jest jak między niebem a ziemią.

    OdpowiedzUsuń
  6. Ja byłam w listopadzie, to miał być prezent ode mnie i mojego M. dla moich rodziców. Chcieliśmy pokazać im trochę gruzińskich smaków po naszej podróży. Niestety, planowany miły obiad zamienił się w jedno wielkie nieporozumienie. W niedzielę o 15 nie było połowy dań z menu, w tym sztandarowych gruzińskich potraw (m.in. adżapsandali i chinkali). Do picia bez alkoholu była jedynie woda... ani 1 butelki lemoniady Zedazeni, która opijaliśmy się w Gruzji. Biorąc pod uwagę fakt, że do "Gruzińskich Smaków" nie szło się dostać bez wcześniejszej rezerwacji (my rezerwowaliśmy stolik niemal tydzień wcześniej, a każdy kto przychodził "z ulicy" był odprawiany), wiedzieli ile będą mieli gości i jakie obłożenie tego dnia. Siostra zamówiła łososia w sosie z granatów... dostała dzwonko przypalone od spodu, w sosie - owszem - granatowym, ale bez żadnych dodatków, ani listka sałaty, ani plastra pomidora, ani ziarenka granatu... po prostu łosoś ciapnięty na talerz (gdybyśmy wiedzieli, zamówiłaby sałatkę do tego chociaż). Ja moje chaczapuri adżarskie dostałam z całkowicie surowym jajkiem. Pani kelnerka próbowała mi wmówić, że właśnie takie je się w Gruzji, niestety jadłam w Gruzji wiele razy chaczapuri i żółtko owszem było płynne, ale białko ścięte, a nie 100% surowego gluta. Do tego drobiazgi typu za mało kieliszków, za mało sztućców itp. Ogólnie zrobiła się kwaśna atmosfera, skwitowana przez kelnerkę słowami "w pobliżu są inne gruzińskie restauracje" i jest mi ogromnie przykro, że tak to wszystko fatalnie wyglądało.
    Może mieliśmy wyjątkowego pecha, ale nigdy już tam nie wrócimy :(

    OdpowiedzUsuń
  7. Ja byłam w Smakach Gruzji pół roku temu. Jako były pracownik Gruzińskiego Chaczapuri, zawsze chciałam spróbować potraw oryginalnych. W winie byłam zakochana już od dawna. Do restauracji wybraliśmy się z mężem z okazji rocznicy. Trafiliśmy akurat na mały ruch - może jedna para oprócz nas była w restauracji. Większość potraw, którymi się zainteresowaliśmy była w karcie. Nie pamiętam też żadnych wpadek kelnera. Jedzenie było przepyszne, spróbowaliśmy kilku dań na spółkę, żeby jak najwięcej spróbować. Pamiętam, że roladki z bakłażana zrobiły na mnie duże wrażenie

    OdpowiedzUsuń

Spodobał Ci się tekst? A może nie zgadzasz się z moją opinią? Chętnie poznam Twoje zdanie!

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...