10 czerwca 2014

Bon Appétit (Kraków)


W pierwszych miesiącach roku Kraków jak chyba nigdy wcześniej mógł cieszyć się nowymi otwarciami. W końcu włoskie trattorie poszły w odstawkę, a miasto otworzyło się na resztę świata: kuchnia uzbecka, tajwańska, koreańska, gruzińska, tajska, bałkańska, brytyjska – czego tylko dusza zapragnie. W tym wydawałoby się niepohamowanym napływie nowych kulinarnych miejsc brał udział także działający od końca marca francuski lokal Bon Appétit z szefem kuchni Rafałem Tytułą na czele.

Mimo pory obiadowej weszłam do zupełnie pustej sali; usiadłam w śnieżnobiałej części z przeszklonym sufitem – w górę zaglądać nie polecam, ale wpadające tam światło tworzy świetny klimat. Początkowo ogólne wrażenie było pozytywne, dlatego że po obejrzeniu fotografii na Facebooku spodziewałam się bardziej sztampowego wnętrza. Tymczasem zastałam całkiem sympatyczny lokalik, który dzięki ograniczonym do minimum dekoracjom oraz dominującym szarościom, czerni i bieli ocierał się nawet o elegancję. Piszę „ocierał”, bo gdy się przyjrzymy, z pewnością zaczną nas razić najzwyklejsze krzesła z IKEA, pospolite sztućce i jednorazowe serwetki z pierwszego lepszego supermarketu. A przecież elegancja, tak jak piękno, tkwi w szczegółach!

Menu jest proste, jednostronne, krótkie i zmienne. Siedem przystawek, tyle samo dań głównych, a na koniec pięć deserów. Wszystkie przystawki, oprócz zupy, kosztują ponad 20 złotych. Decydujemy się na dwie z nich, mając nadzieję, że cena pójdzie w parze z jakością i wielkością porcji. Cztery żabie udka (23 zł), cudnie doprawione, miękkie i soczyste, w towarzystwie świetnej pietruszkowej komosy zaledwie połechtały mój apetyt. Ich intensywny smak dzięki drobiowemu sosowi był tak zachęcający, że porcja nie okazała się niewielka, lecz wręcz rozczarowująco mała. Wielkością nie grzeszyła również druga przystawka, czyli marynowany łosoś (25 zł), a konkretniej dwa plasterki o smaku właściwie nierozpoznawalnym, z kolendrowymi marshmallows (choć z marshmallows niewiele miały wspólnego, okazały się ciekawym uzupełnieniem dania) i ketchupem Bon Appétit, który przez to, że za bardzo przypominał zwykły ketchup, okazał się najsłabszym ogniwem tego dania.

Szafranowe risotto z prażonymi migdałami, płatkami parmezanu i rukolą (27 zł) mojego towarzysza nie porwało i znów zaczął narzekać na wielkość porcji. Gdyby nie świeże pieczywo z (genialnym!) masłem podane wcześniej w ramach czekadełka, miałby powody do obaw o to, że z Bon Appétit wyjdzie wciąż głodny. Dla mnie risotto było nieco za kwaśne i nudne, ale nie przejmowałam się tym zbytnio, bo przed sobą miałam coś lepszego. Pieczona pierś z kurczaka w towarzystwie ugotowanych w punkt, chrupkich białych szparagów, kilku podsmażonych gnocchi i doskonałego purée grzybowego. Może nie wyglądało najpiękniej, z pewnością nie było też zbyt wyszukane, ale to danie dobre i spójne.

Crème brûlée (13 zł), a jakże, we francuskiej restauracji znaleźć się musiał – smaczna, waniliowa konsystencja i bardzo delikatna charakterystyczna skorupka skarmelizowanego cukru, ale odrobinę zbyt mocno przypalona. Za to miło wspominam poleconą przez sympatyczną kelnerkę przesłodką tartę truskawkową (15 zł) podaną z octem balsamicznym, bazylią i świeżymi truskawkami (15 zł).

Mam wrażenie, że oferta Bon Appétit, być może ze względu na wciąż niedługi staż, jest jeszcze trochę nieśmiała. Nie porywa, nie rzuca na kolana i nie powoduje, że jak najszybciej chcę tam wrócić. Jest to też restauracja, w której, by wyjść najedzonym, koniecznie trzeba zamówić przystawkę oraz deser. I niestety – jednocześnie dość sporo za to zapłacić (nasze dania były najtańsze z karty). Może się jednak pochwalić dobrą obsługą, całkiem ładnym wnętrzem (w którym wypadałoby jednak zadbać o kilka szczegółów) oraz obiecującą kuchnią i dlatego myślę, że z czasem będzie mieć szansę, by wyróżnić się na Kazimierzu.

Tę recenzję napisałam dla magazynu Lounge (#62).

Plus: przyjemny wystrój, krótka i zmienna karta, sympatyczna i uprzejma obsługa.
Minus: brak dbałości o detale, niektóre ceny zawyżone.
Adres: ul. Dajwór 2a | mapa | FB
Polecam: na obiad/kolację we dwoje.
Średnia ocena:  3,88 na 5.     Jedzenie – 3.5/5     Obsługa – 4.5/5    Wnętrze – 4/5      Ceny – 3.5/5


 Bądź na bieżąco:
Więcej zdjęć wkrótce tutaj.

18 komentarzy :

  1. francuska jest tylko nazwa restauracji, z tego co opisujesz menu jest typowo wloskie, a wiadomo, ze kuchnia wloska najlepiej smakuje we wloszech :)
    dziekuje za bloga, jest dla mnie cenna wskazowka gdzie jesc bedac w krakowie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, że blog się przydaje. :) Pozdrawiam!

      Usuń
  2. a co tu jest typowo wloskiego? moze oprocz risotto ktore faktycznie pochodzi z wloch, ale zostalo doskonale zaadoptowane w kuchni francuskiej.....creme brulee czy zabie udka brzmia wlosko?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. zabie udka sa specjalnoscia w dolinie padu gdzie sa pola ryzowe, losos raczej jest specjalnoscia polnocy europy niz francji, szafranowe risotto to specjalnosc mediolanu podobnie jak gnocchi. a krem brulè (przypalony)pochodzi od kremu angielskiego. vedi tu

      Usuń
    2. Ech, jeszcze tego brakuje żeby to goście ustalali menu restauracji.. dlatego prawie wszędzie można kupić frytki. Przy takiej wiedzy zachęcam do otwarcia restauracji ;-)

      Usuń
    3. Skladniki potraw kazdej kuchni narodowej migruja. Szczegolnie w kraju ktore posiadalo tyle kolonii co Francja. Kuchni narodowej nie tworza jedynie uzyte skladniki, a sposob ich przyrzadzenia, skomponowania, uzyte przyprawy, sposob podania itp. Podazajac twoim tokiem myslenia zadna Polska restauracja nie powinna serwowac pierogow bo to danie typowe w zasadzie w calej Europe Wschodniej. Podobnie kiszona kapusta..... Zabie udka sa znane i zajadane nawet w Chinach, ale podawane sa inaczej niz te we Francji. We Francji jednak sa uznawane za przysmak od dawien dawna. Losos w kuchni francuskiej jest w obecny od dlugiego czasu a jego marynowania ucza nawet w Le Cordon Bleu. Kuchnia narodowa to przeciez nie tylko to co jadal Napoleon i wszyscy przed nim. To takze kuchnia nowoczesna, ktora inspiracje czerpie z roznych zakatkow swiata. Co do creme brulee sie mylisz. Pierwsza zmianka o creme brulee pochodzi z 1691 roku z ksiazki kucharskiej François Massialot'a. Potem przetlumaczonej na j.angielski z nazwa creme anglaise. I juz to pomijajac, creme brulee od zawsze jest kojarzony z kuchnia francuska, nigdy z wloska.

      Usuń
    4. pomimo szeroko przytoczonych argumentow jak dla mnie francuska jest tylko nazwa restauracji :) pozdrawiam restauratora

      Usuń
  3. Alez Aniu! A gdzie te male porcje? Patrze na zdjecia i widze syta porcje kurczaka! Po takim talerzu risotto czulbym sie pelen przez pol dnia....a przystawki coz...maja byc male z zasady, maja pobudzic twoj apetyt i sprawic bys chciala wiecej....zdaje sie ze zabie udka wlasnie tego dokonaly :). Nie bylem jeszcze w Bon Appetit, ale na pewno sie wybiore. Coraz bardziej mi sie wydaje ze to miejsce niezle namieszalo swoim otwarciem i obudzilo strach w oczach krakowskiej branzy :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Drogi Anonimie, pamiętaj proszę, że zdjęcia mogą bardzo oszukiwać jeśli chodzi o wielkość porcji. :)

      Usuń
    2. Nie sadze, bo proporcje do talerza sa dosc prawdziwe. A jak juz, to po co je publikowac skoro oszukuja?

      Usuń
    3. A skąd wiesz, jak duże były talerze? :)
      Zdjęcia mają na celu pokazanie prezentacji potrawy, a nie stosunek wielkości potrawy do talerza.

      Usuń
    4. No i prezentuja sie syto :)

      Usuń
    5. chyba to broni sam właściciel miejsca, że wygląda na dużo na talerzach, bo w rzeczywistości to wygląda jakby kurka się nie najadła... plus teksty "to miejsce niezle namieszalo swoim otwarciem i obudzilo strach w oczach krakowskiej branzy" - czysta reklama. Ale słabawo anonimie :D

      Usuń
    6. haha tak, a tekst powyzej pisal wlasciciel bloga...mozecie tak w nieskonczonosc. dziecinada

      Usuń
  4. Bardzo podobają mi się Twoje zdjęcia, nie tylko w tej recenzji. Czy robiąc recenzję robisz to anonimowo czy bywa, że się przyznajesz?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nigdy się nie przedstawiam. Prowadzenie tego bloga nie miałoby sensu, gdybym zdradzała, że mam zamiar pisać recenzję. Nie byłabym wtedy w stanie ocenić wielu rzeczy, w tym jakości obsługi. Zajrzyj proszę do zakładki "Jak piszę recenzje?".
      Dzięki za odwiedziny. :)

      Usuń
  5. Również bardzo podobają mi się zdjęcia, potrawy wyglądają bardzo apetycznie. Po Twoim opisie wynika jednak, że faktycznie dania mogłyby być większe, może jeszcze coś się zmieni w tej restauracji. Są nowi na rynku, wiec wszystko przed nimi :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zgadzam się. Zresztą, ja ich nie skreślam. Wręcz przeciwnie - uważam, że jest tam duży potencjał.
      Pozdrawiam. :)

      Usuń