10 sierpnia 2014

Mąka i Woda (Warszawa)


„Czyżby?” Z tym pytaniem szłam do warszawskiego lokalu Mąka i Woda, który słynie z (podobno) genialnej pizzy w stolicy. Właściwie to (podobno) najgenialniejszej. Szłam więc pełna ciekawości, upewniając się kilka dni wcześniej, że będzie na mnie czekał wolny stolik, bo chciałam w końcu sprawdzić, czy Mąka i Woda może robić pizzę lepszą niż Pizza Garden? Jedno jest pewne – do obu ustawiają się długie kolejki, co w Polsce jest widokiem niecodziennym.

O tym lokalu trąbią wszyscy – blogerzy, dziennikarze kulinarni, celebryci i znajomi. Ci ostatni dzielą się na dwie grupy: na tych, którzy twierdzą, że jest lepsza oraz na tych, którzy sądzą, że lepszej od Pizzy Garden nie ma nigdzie. Ale zanim przeszłam do pizzy, wypróbowałam kilka ciekawostek. Na przykład arancini, ciasteczko z ryżu vialone nano, mozzarelli di bufala, z dodatkiem szafranu (2,50 zł/szt.). Nie próbowałam go wcześniej i za tym pierwszym razem nie przypadło mi do gustu ze względu na mdły smak.

Za to banalna zazwyczaj bruschetta (15 zł), nudna pozycja krakowskich menu, zachwyciła doskonałymi pomidorkami i ricottą – niebiańsko puszystą, delikatną, fenomelaną! Całość wieńczyły urocze listki bazylii, a chleb (właściwie konkretna pajda) – pachnący i chrupiący – to dopełnienie stanu szczęśliwości. Szkoda, że to nie ja się na nią zdecydowałam, bo to prawdopodobnie najlepsza bruschetta jaką próbowałam.

Dużym atutem Mąki i Wody są produkty importowane prosto z Włoch, w tym oryginalna mozzarella di bufala czy wyżej wspomniane pomidory San Marzano. We wnętrzu uwagę zwraca fikuśny opalany drewnem neapolitański piec zaprojektowany przez Stefano Ferrarę.Wystrój jest dość prosty, pomieszczenie jest jasne i przestronne dzięki dużym oknom wychodzącym na ogródek. Nie wiedzieć czemu, choć byliśmy jednymi z pierwszych gości tego dnia, kelnerka usadowiła nas w ponurym kącie lokalu jak najdalej od okna. Oczywiście mogliśmy poprosić o zmianę miejsca, jednak ciekawi mnie, czym się kierowała obsługa podejmując tę decyzję. Na stolik, wraz z prostym menu, podawana jest też duża, szklana butelka wody. Prosty gest, a jakże spójny (z nazwą lokalu) i sensowny – nie sądzicie, że woda zawsze powinna być darmowa?

Wracamy do jedzenia. Raviolo con uovo miało być moją przystawką, choć muszę przyznać, że dość mocno zapędziłam się z tą decyzją, bo porcja była niezwykle sycąca. Okrągły pakunek z cieniutkiego, rozpływającego się w ustach makaronu skrywał cudowną, domową ricottę (Tak! Tę samą!) i jajko leniwie wypływające przy krojeniu. Całość zanurzona była w aromatycznym palonym maśle, posypana parmezanem i przyozdobiona chrupiącą szałwią. Za takie włoskie doznania jedyne 18 złotych?! Raj na ziemi.

No a pizza? Zamówiłam placek o nazwie Zucca z sekcji „blanche”, czyli bez pomidorów – z kwiatami cukinii, młodą cukinią, mozzarellą di bufala, burratą i szalotką (32 zł). Była cudnie nierówna i z bezładnie wyłożonymi składnikami (dokładnie tak jak we Włoszech) i obowiązkowo przypalona od dołu. Zdaję sobie sprawę, że najwięcej zależy od doboru składników, więc to na niego mogę zwalić nudę tego zestawienia. Choć były to składniki wysokiej jakości, w smaku pizza była monotonna i nijaka, a jedynym przełamaniem okazała się gorzka nuta zdecydowanie za bardzo umorusanego ciasta. Moja ulubiona pizza też jest miejscami czarna, a nawet salami (które wybieram często) jest lekko zwęglone na obrzeżach, ale gorycz nigdy nie dominuje.

Również ciasto mojej pizzy było dla mnie za suche i bardzo żałowałam, że nie wybrałam jednak wersji z sosem pomidorowym, tak jak mój towarzysz. Diavola – wędzona mozzarella di bufala (doskonała), salami picante (naprawdę pikantne), świeża bazylia (kilka listków), chili i parmezan (30 zł) dawała już znacznie intensywniejsze doznania, jednak sekretem dobrej pizzy, oprócz dobrych składników, jest ciasto (jak głosi hasło reklamowe bardzo kiepskiej sieciówki), i ono nie powaliło, choć gorzkawy smak był tu siłą rzeczy znacznie bardziej zakamuflowany.

Długo nosiłam się więc z zamiarem dokupienia sosu lub oliwy (woda jest za darmo, ale oliwa już nie – tak jak w da Silvano w Krakowie, gdzie wymaganie opłaty za kilka kropel oliwy zawsze wydawało mi się śmiesznym posunięciem), niestety obsługa jak na złość nie miała już ochoty zajrzeć w okolice naszego stolika.

Na sam koniec zaufaliśmy kelnerce i zamówiliśmy na spółkę Budino (13 zł) – to podobno pozycja obowiązkowa dla każdego, kto Mąkę i Wodę odwiedza po raz pierwszy. Było to doskonałe zakończenie, skutecznie  odsyłające w niepamięć nudną przygodę z pizzą. Kremowa, budyniowa konsystencja, przełamana warstwą karmelu z solą, oprószona wiórkami czekolady. Faktycznie, trudno go zapomnieć – koniecznie wypróbujcie, jeśli odwiedzicie Mąką i Wodę. A odwiedzić ją warto, choć na pizzę jednak zapraszam do Krakowa.

Plus: oryginalne włoskie produkty, przyjemna atmosfera, darmowa woda w nieograniczonej ilości, świetna kawa.
Minus: nieco wolna obsługa.
Adres: ul.
Chmielna 13a | mapa | FB
Polecam: wypad ze znajomymi; na wszystko, choć na pizzę najmniej.
Średnia ocena: 4,13 na 5.     Jedzenie – 4/5     Obsługa – 4/5    Wnętrze – 4/5      Ceny – 4.5/5

Podczas tego pobytu w Warszawie odwiedziłam również: Atelier Amaro i Ale Wino.


 Bądź na bieżąco:
Więcej zdjęć wkrótce tutaj.

7 komentarzy :

  1. Mam pytanie - gdzie zjeść pierwszy raz w życiu sushi w Krakowie?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Większość znanych mi osób polubiło sushi dopiero za trzecim czy czwartym razem (łącznie ze mną). Więc teraz pytanie: czy zacząć od najlepszego i najdroższego (np. Zen Sushi Bar), czy od czegoś skromniejszego (np. Yana Sushi)? Zdecyduj sama. :)

      Usuń
  2. Gdy nastepnym razem bedac w warszawie bedziesz miala ochote na pizze, to wybierz sie do Ruccoli (maja 2 lub 3 miejsca, ale ja zawsze jadam przy pl. Zamkowym) lub do laTomattiny, przy Kruczej jesli mnie pamiec nie myli. W obu przypadkach ciasto jest wysmienite, skladniki najwyzszej jakosci i podawane jak we wloszech. Obsluga w la Tomattinie bardzo uprzejma, pomocna, usmiechnieta ale nie nachalna. W rukoli profesjonalna ale z uwagi na ogromny ruch (scisle centrum jakby nie bylo) trudno oczekiwac jakiegos wyjaykowego traktowania. Slowem, najpierw tomattina, pozniej - dla porownania - rukola:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tomek, dzięki za polecenie! W Warszawie mam całą listę restauracji do odwiedzenia, ale jeśli będę miała kiedyś ochotę na pizzę w stolicy, chętnie wypróbuję wskazane przez Ciebie miejsca. Dzięki!

      Usuń
  3. Tak mi się skojarzyło - jakbyś kiedyś była w katowicach to polecam: http://it-it.facebook.com/pages/Trattoria-La-Siciliana/826177367395365

    Byłam już dwa razy (arancini i makaron z sardynkami i dzikim koprem) i mogę stwierdzić, że było genialne;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Cudne! nie byłam jeszcze w "M. i W." chociaż mam blisko, za to uwielbiam pizzę z "Pizza Garden" a tam mam zdecydowanie daleko :))

    OdpowiedzUsuń

Spodobał Ci się tekst? A może nie zgadzasz się z moją opinią? Chętnie poznam Twoje zdanie!

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...