24 marca 2015

Ramen Girl of Yellow Dog (Kraków)


Kilka miesięcy temu lokal po (swego czasu) bardzo lubianym Yellow Dogu w pełni przejęła Luiza Trisno. W nieco odświeżonym wnętrzu na Krupniczej otworzyła Ramen Girl –miejsce, w którym chce pokazywać Polakom subtelne odsłony kuchni azjatyckiej. Jej specjalnością ma być oczywiście ramen – esencjonalna japońska zupa, którą pokochało już pół świata.

Choć wielu miłośników tego dania dotrze do Ramen Girl w wiadomym celu, od razu zaznaczę, że warto zatrzymać się przy pozostałych elementach menu, jest to bowiem jedna z najbardziej oryginalnych i najbardziej kreatywnych kart w Krakowie. Kosztowanie dań ułatwi choćby obecność aż tuzina propozycji “małego talerza”.

Na pierwszą wizytę do Ramen Girl wybrałam się z kuponem z zakupów grupowych, który dostałam w prezencie, i próbowałam ułożonego pod tę ofertę menu degustacyjnego, nie miałam więc wpływu na to, których dań spróbuję (mogłam wybrać tylko ramen), ani w jakiej kolejności. Przy opisie podam ceny poszczególnych dań – takie, jakie widnieją w menu.

Marynowana w winie wytrawnym kapusta z sezamkami (13 zł) pojawiła się na stole jako pierwsza – ku mojemu zdziwieniu, bo jej niezwykle intensywny, kwaskowaty posmak całkiem wypełnił podniebienie i długo utrzymywał się w ustach, ryzykując mocne przyćmienie kolejnego dania. Choć smakowo fermentowana kapusta zupełnie nie trafiła w mój gust, trzeba przyznać, że był to bardzo mocno zaakcentowany początek.

Posiekane policzki wołowe z delikatnym pyłem shiitake, ze świetnie przyrządzonym jarmużem i doskonale wyczuwalnym, pięknie wszystko łączącym słodkawym sosem śliwkowym (15 zł) były jednym z najlepszych dań tego wieczoru – tuż po “udającej meduzę” kaczce (25 zł). Ta z kolei, skryta pod przezroczystą żelkową płachtą z sezamem, z dodatkiem włoskiej kapusty i pomarańczy, zadowoliła nie tylko zabawną i jednocześnie intrygująca formą, ale też tym, co najważniejsze – smakiem.

“Udający sushi” boczek (27 zł), podany zamiast niedostępnych tego dnia kaczych języków, był podobno przez tydzień marynowany w brzoskwiniach i bergamotce, a następnie gotowany 36 godzin; to on grał w tym daniu pierwsze skrzypce, jednak pozostałe składniki (kapusta kiszona, marynowana czarna rzepa i marynowana śliwka) tak bardzo od niego odstawały, że ostatecznie było to danie, które  łatwo wyleciało mi z pamięci.

Ramen “Laksa” (na zdjęciu porcja degustacyjna dla jednej osoby; 30/35 zł) to połączenie między innymi ugotowanego na półmiękko jajka, liści laksy, mleka kokosowego, chilli i robionego na miejscu makaronu, a wszystko to na gęstej, brązowej bazie, prawdziwej kwintesencji smaku krewetek. Bardzo silne doznania smakowe; wręcz nie wiem, czy nie przedobrzone. Dla kontrastu wieńcząca całość krewetka pełna wody, przegotowana i totalnie bez smaku.

Niestety deser też nie zachwycił. Był to karmelowy bekon z lodami z wasabi (16 zł), gdzie bekonowy aromat bardzo wyraźnie przeplatał się z tylko lekko ostrymi, słodkawymi lodami. Niezbyt to było trafione i bardzo brakowało mi mocnego, zapadającego w pamięć, pozytywnego akcentu na koniec.

Teraz kilka słów o obsłudze. Nie wiem, do jakiego typu restauracji aspiruje Ramen Girl – ale niezmienianie talerzy (!) ani sztućców (!) po każdym kolejnym daniu przy takim rozegraniu podawania menu degustacyjnego (jeden talerz z daniem na dwie osoby plus dwa talerzyki dla każdego z gości) jest niedopuszczalne. Naprawdę byłam ciekawa, po jakim czasie obsługa zauważy, że mieszamy czerwone plamy marynaty z kapusty z resztkami policzków wołowych z kolejnymi daniami i tak dalej… Mamroczący pod nosem kelner, wyglądający tak, jakby mu się tego dnia bardzo nie chciało, dopiero gdy zobaczył skorupy krewetek na naszych talerzykach, położył nowe danie na stół i po chwili namysłu (?!) w końcu wyruszył po nową zastawę...

Nie da się ukryć, że menu Ramen Girl jest intrygujące, oryginalne i że składa się z ciekawych, egzotycznych i rzadko spotykanych produktów. Że jest tu dobry pomysł i duża odwaga, bo nie ma podobnego miejsca w Krakowie i na starcie trzeba liczyć się z tym, że być może wielu osobom tego typu gotowanie, podawanie i łączenie tekstur i smaków nie podejdzie. Tym bardziej, że na ten moment wiele dań nie zapada w pamięć, nie do końca się komponuje i... nie powoduje chęci powrotu. Na razie jest to dla mnie restauracja na jeden raz, tylko na spróbowanie, ale liczę na to, że wkrótce się to zmieni. Kibicuję!

Plus: jedno z najbardziej kreatywnych menu w Krakowie.
Minus: nierówny czas oczekiwania na dania, podstawowe wpadki obsługi, która sprawia wrażenie  niesympatycznej.
Adres: ul. Krupnicza 9/1 | mapa | FB
Polecam: na spróbowanie nieszablonowej kuchni; wyjście ze znajomymi.
Średnia ocena: 3,38 na 5.     Jedzenie – 3.5/5     Obsługa – 2/5        Wnętrze – 4/5       Ceny – 4/5



















Bądź na bieżąco:

3 komentarze :

  1. Oj nie zachęca do powrotu…
    Też byłam z gruponu i wrażenia fatalne.
    Obsługa: problem z rezerwacją – bo dla „Gruponów” – słowa pani przyjmującej rezerwację - nie robią rezerwacji w weekend przed 18, a najlepiej przyjść w tygodniu bo mają dużo klientów …
    Pan kelner mrukliwy i nierychliwy  bardzo długi czas oczekiwania na dania. Stolik obok ludzie czekali ponad 20 min na dzbanek napoju … ehh.
    No i te brudne talerze. Ja zostawiłam kawałek kapusty i walała mi się po talerzu do końca…

    Menu:
    Raman grzybowy – gorzki
    Pozostałe dania – wrażenia podobne jak Ani 
    Podsumowują: przerost formy nad treścią, stosunek jakości do ceny – niezadowalający, nie warto.
    Aha. Nie zostawiliśmy napiwku bo i za co? Więc Pani nawet do widzenia nie odpowiedziała ha ha

    OdpowiedzUsuń
  2. Cóż, też odwiedziłem RG z tym kuponem w ręku, ale moje wrażenia są jak najbardziej pozytywne. Co prawda zgadzam się że brak wymiany talerzy był słabym pomysłem, no ale jedzenie było zaskakująco fajne (zaskakująco, bo Yellow Dog mnie kiedyś rozczarował).
    Złoty ramen - super, pełny smak, na ramen chętnie tam wrócę. Dania z małego talerzyka - wszystko co najmniej ok, kaczka/meduza była gwiazdą wieczoru, mnie troszkę rozczarowały policzki, bo smakowały absolutnie zwyczajnie. Nie zgodziłbym się z oceną deseru (lody wasabi z bekonem), który wg mnie też był jaśniejszym punktem degustacji.
    Generalnie dla mnie RG jest raczej pozytywnym zaskoczeniem, wielki plus za tak innowacyjne menu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To miałeś fuksa, bo zamiast lodów dano nam sorbet (nie był zły), zamiast języczków boczek (nie pytając czy nam to odpowiada - nie jadam boczku w ogóle) i na wstępie kelner zaznaczył, że Złoty ramen nie wchodzi w skład degustacji... (a na kuponie było napisane, że można wybrać każdy ramen)

      Usuń