14 kwietnia 2015

Pod Nosem (Kraków)


Kanonicza to jedna z moich ulubionych uliczek w Krakowie. Piękne kamienice i wylot wprost na Wawel czyni z niej idealną trasę spacerową, szczególnie w te słoneczne wiosenne weekendy, którymi w końcu możemy się cieszyć. Kilka dobrych miesięcy temu w jednej z kamienic otwarto restaurację specjalizującą się w tradycyjnej kuchni polskiej w nowoczesnej odsłonie – Pod Nosem.

Styczność z lokalem miałam tylko na Najedzonychgdzie zachwycił mnie świetnym tatarem; bardzo wtedy żałowałam, że nie skusiłam się na nic więcej. Restauracja jednak zwróciła moją uwagę już wcześniej – wyróżniającym się wnętrzem, spójną koncepcją, filmem promocyjnym (!) i jedną z najkrótszych kart w mieście.

Zaplanowane w każdym calu wnętrze zdobią arrasy, białe storczyki i żółte róże; dominują w nim brązy, beże i biel, a uwagę przyciągają oparcia krzeseł w kolorze bursztynu i sporej wielkości pomysłowe profile (z wyraźnymi nosami) podtrzymujące abażury przy ścianie. Nie jest to stylistyka, w której się odnajduję, ale do eleganckiej polskiej restauracji pasuje jak ulał. Trochę mniej współgra z nią bossa nova w głośnikach, ale trzeba przyznać, że stwarza relaksującą atmosferę.

W wiosennej odsłonie menu znajdujemy zaledwie dwie sałatki, cztery pierwsze dania (w tym zupę – krzonówkę) oraz pięć dań głównych. Zanim na stole pojawiła się przystawka, bardzo uprzejmy, profesjonalny kelner poetyckim głosem przedstawił amuse-bouche – marynowany rostbef z malinami z sosem z czerwonego wina. Był to chyba najlepszy poczęstunek szefa kuchni, jaki zdarzyło mi się jeść w Krakowie – był doskonały w swojej prostocie i stanowił obietnicę dużych emocji. Do stołu podano wtedy także koszyczek różnego rodzaju pieczywa, wciąż ciepłego, chrupiącego i bardzo smacznego (od razu przypomniała mi się genialna broa z Belcanto!).

Sałatka z marynowaną polędwicą wołową, rukolą i oscypkiem (29 zł) wyglądała szalenie apetycznie – mięso fenomenalne, rozpływające się w ustach i kruche jednocześnie, oscypek podany w formie niby-chipsów i pomidorki – tak, nawet pomidorki – nieprzeciętnie intensywne i pełne smaku. Odrobinę blado wypadał przy tej przystawce domowy makaron („pierwsze danie”) z czosnkiem niedźwiedzim i (mało wyczuwalnym) kozim twarogiem (26 zł), choć była to kompozycja bardzo poprawna, lekka i przyjemnie wiosenna.

Co z daniami głównymi? Schabowi wieprzowemu (42 zł) trudno cokolwiek zarzucić, oprócz tego, że za tę cenę brakło efektu „wow” (lecz jest to chyba najbezpieczniejsza propozycja z karty) – smaczne, aromatyczne, jędrne i zarazem miękkie mięso, intrygujący sos, fajne purée ziemniaczane z gorczycą i dobrze przyrządzone warzywa. Z kolei dużo więcej oczekiwałam od wybranej przeze mnie polędwicy z dorsza (56 zł, jedyne danie rybne w tym menu). Chrupiące, ugotowane w punkt szparagi świetnie się obroniły, lecz w sosie przeszkadzała mi zbyt duża ilość octu, a ryba sprawiała wrażenie wręcz rozgotowanej – w ustach robiła się z niej namoczona papka, zdecydowanie zabrakło jej jędrności. Szkoda. Pięćdziesięciu sześciu złotych szczególnie.

Na koniec skusiłam się na wuzetkę (15 zł), nie tylko dlatego, że nie przypominam sobie, bym widziała ją kiedykolwiek jako deser w restauracji. Ostatnio jadłam to polskie ciasto chyba z piętnaście lat temu. Teraz miałam wrażenie, że była taka sama – klasyk, po prostu. Zupełnie niepotrzebnie zaserwowano ją na irytującym kamieniu łupkowym, rezygnując z podawanej do tej pory pięknej zastawy ciekawie eksponującej dania.

Zaczęło się fenomenalnie – świetnym czekadełkiem i przystawkami. Dania główne okazały się jednak zbyt banalne jak na swoją cenę, a wszystko zamknął po prostu dobrze wykonany klasyk. Patrząc jednak na całokształt, mam ochotę, a może wręcz powinność, tę restaurację polecić, przymknąwszy oko na wpadki. Bo Pod Nosem jest elegancko, serwisu nie trzeba się wstydzić, a Przemysław Bilski podaje tam tę ambitniejszą i ciekawszą polską kuchnię (zajrzyjcie do menu). Nie będzie obciachu ani zabrać tam znajomych z zagranicy, ani pójść na randkę.

Szef kuchni: Przemysław Bilski.
Plus: krótka karta, dopracowany wystrój, spójna koncepcja restauracji, świetna lokalizacja.
Minus: nierówny poziom dań.
Adres: ul. Kanonicza 22 | mapa | www | FB
Polecam:.na spotkanie biznesowe, specjalną okazję, romantyczną kolację; zarówno turystom, jak i mieszkańcom Krakowa.
Średnia ocena: 4,13 na 5.     Jedzenie – 4/5     Obsługa – 4.5/5        Wnętrze – 4.5/5       Ceny – 3.5/5









Bądź na bieżąco:
Facebook | Pinterest | Instagram
Więcej
zdjęć tutaj.

6 komentarzy :

  1. Fajne miejsce - z deserów polecam lody - REWELACJA! - zwłaszcza te o smaku lawendowo-borówkowym (choć malinie i wanilii nie da się nic zarzucić także:) - takie są aksamitne i...no spróbować trzeba:) i zupa dobra - owa krzonówka - jakby żurek ale bez zakwasowego posmaku - coś jakby słodkawa (nie słodka - ale inaczej smaku nie potrafię opisać. No i fois gras - jeżeli ktoś gustuje - pyszne. I pierogi z ogonem wołowym (tzn. bardziej ten ogon bo ciasto za każdym razem mi jakoś tak nie podchodziło - raz było za cienkie a ostatnio przyklejało się do noża - w smaku natomiast wszystko ok :). ceny - hmmmmm o dorsz w starciu z efektem smakowym rzeczywiście nie powala;) ale możnas korzystać z ulotki promocyjnej i mieć 10% zniżkę:))Zdecydowanie jestem na tak.

    OdpowiedzUsuń
  2. Wydaje mi się? czy już kiedyś Ania opisywała ten lokal?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na blogu wspominałam o nim tylko w dziale "Nowe Miejsca", w krótkiej, informacyjnej notce o otwarciu. :)

      Usuń
  3. Chętnie odwiedzę, zobaczymy co tam ciekawego :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Potrawy przepyszne, szkoda tylko, że ceny takie wysokie:(

    OdpowiedzUsuń

Spodobał Ci się tekst? A może nie zgadzasz się z moją opinią? Chętnie poznam Twoje zdanie!

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...