10 czerwca 2015

Lo Scrigno Dei Sapori Italiani (Kraków)


Kilka tygodni po powrocie z Sycylii naszła mnie niepohamowana ochota na prawdziwe włoskie jedzenie w Krakowie. Przyszła mi wtedy do głowy niedawno otwarta restauracja Lo Scrigno dei Sapori Italiani – dobrze utkwiła mi się w pamięci, bo zwróciła moją uwagę dość zaskakującą informacją: dwa razy w tygodniu dostarczane są do niej świeże ryby i owoce morza prosto z włoskiego wybrzeża. Można się rozmarzyć, prawda?

Restauracja istnieje od grudnia, ale skutecznie mnie odstraszała dość wysokimi cenami i bardzo nieatrakcyjnym wnętrzem. Niestety na żywo nie jest lepiej niż na zdjęciach – złote ramy, kryształowe żyrandole, srebrne świece, krzesła z beżowej skóry, żółte obrusy i tak dalej… Wątpię, by taka pretensjonalność przypadła do gustu krakowianom, którzy raczej są już przyzwyczajeni do bardzo przemyślanych, nowoczesnych wnętrz w nowo powstających restauracjach w centrum miasta.

Na początek odkrywamy, że kelnerka woli komunikować się w języku angielskim niż polskim, z kolei kelner, Włoch, nie zna ani jednego, ani drugiego. W kuchni także sami Włosi – szef kuchni, kucharka oraz pizzaiolo. Mnie to nie przeszkadza, wolę się bowiem dogadać po angielsku niż wcale, jest to jednak interesująca jak na Kraków sytuacja. Dodaje temu miejscu jednak niesamowitego klimatu i wiarygodności, wszak naprawdę można poczuć się tam jak we Włoszech, szczególnie w tym kuriozalnym wystroju, z włoską muzyką w głośnikach i podśpiewującym i krzątającym się trochę bez celu kelnerem (przez większość czasu lokal był całkiem pusty).

I o ile mogę zarzucić obsłudze mnóstwo podstawowych wpadek (podanie przystawki razem z daniem głównym, niesprzątnięcie niepotrzebnego nakrycia, znikanie z pola widzenia na długie minuty, nieprzygotowanie miejsca na dania przed gościem, niewymienianie sztućców na nowe, brak wiedzy o niektórych daniach), to nie można nie zauważyć, że cały zespół jest niezwykle sympatyczny, bardzo dumny z tej restauracji oraz pewny serwowanych tam produktów i potraw, a to jest dość rzadko spotykana cecha, szczególnie w Krakowie.

Zaczęliśmy od czekadełka – konkretnego kawałka siedmiomiesięcznego formaggio di fossa. Następnie na stole pojawiło się triss di carpaccio di mare, czyli zestaw trzech carpaccio: z ośmiornicy, miecznika i łososia (60 zł). Cena na pierwszy rzut oka powala, ale porcja okazała się ogromna – z powodzeniem wystarczyła jako przystawka dla dwóch osób. W pamięć zapadła mi szczególnie ośmiornica i miecznik, choć przy tym ostatnim dużym błędem było zaserwowanie go w zdecydowanie za niskiej temperaturze (momentami aż lekko zmrażał podniebienie). Powodowało to sporą dysharmonię, a szkoda, bo w smaku, na dodatek w tej cudnej włoskiej oliwie, był naprawdę doskonały.

Wybraliśmy dwa dania główne z karty, ale zanim zdążyliśmy o tym poinformować kelnerkę, jeden z Włochów stał już przy naszym stoliku i z pomocą tłumaczki usilnie nalegał, abyśmy spróbowali „świeżuteńkich ryb”. Dumnie zaprezentował je nam na dość pokaźnej tacy, twierdząc, że przygotują je nam za 70 zł od osoby. Ja przystałam na mój wybór – ravioli z ricottą i krewetkami z sokiem z pomarańczy (64 zł), bo chciałam wybrać coś z menu. Na prezentacji poległo (o co chodzi z tymi truskawkami?), ale było to naprawdę świetne współgrające danie – smaczny farsz, delikatne ciasto, spore kawałki krewetek i całość podkręcona intrygującą cytrusową emulsją.

Na talerz ryb skusił się mój towarzysz. Był to kawałek łososia, dorada oraz potężna krewetka (70 zł). Przygotowane w sposób najprostszy z możliwych, trochę oliwy, trochę rozmarynu. Cóż, mowę mi odjęło. To przecież jest jakość spotykana w Portugalii, a nie na południu Polski! Zjadłam wszystkiego po połowie i nie mogłam uwierzyć, że ot, taka dorada, po prostu, może zrobić takie wrażenie. Minus jednak za czas oczekiwania na moje danie – nie skłamię, jeśli napiszę, że dotarło po jakichś 20 minutach od momentu, gdy na stole pojawiła się rybna taca.

Najlepiej by było, gdybyśmy na tym zakończyli, niestety zepsuliśmy ten piękny moment deserem spoza karty – tiramisu pod musem czekoladowym (15 zł). Mus suchawy, a całość bez wyrazu; bardzo to było kiepskie, bo prawdopodobnie wystało już swoje w pobliskiej lodówce. Smak i aromat dorady pamiętam jednak do dziś, tak jak i ser, oliwę, ośmiornicę, ravioli...

Lo Scrigno Dei Sapori Italiani ma wiele wad, począwszy od trudnej do wymówienia i zapamiętania nazwy, poprzez amatorski serwis, odrzucające wnętrze, kiepską prezentację potraw i do tego wszystkiego dość wysokie ceny. Takich ryb jednak w Krakowie jeszcze chyba nie jadłam, dlatego to miejsce ma u mnie – mimo wszystko – naprawdę wysoką notę. W końcu smak jest najważniejszy.

Szef kuchni: Maurizio Bocci
Plus: doskonałe produkty (szczególnie wyśmienite ryby), bardzo sympatyczna, gościnna obsługa.
Minus: okropny wystrój, niektóre ceny przesadzone (ziemniaki za ponad 20 zł?!), prezentacja dań, liczne wpadki obsługi.
Polecam na: doskonałe ryby, wyjątkową okazję.
Adres: ul. św. Tomasza 19/4 | mapa | FB | www
Średnia ocena: 3,25 na 5.    Jedzenie – 5/5      Obsługa – 2.5/5      Wnętrze – 2/5     Ceny – 3.5/5






Bądź na bieżąco:

15 komentarzy :

  1. Ja w restauracjach nie znoszę niekompetentnej i olewającej klientów obsługi, więc raczej się nie wybiorę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Obsługa w Lo Scrigno nie była olewająca - po prostu nie była przeszkolona. :)

      Usuń
  2. MM w końcu ktoś z poszanowaniem potraktował kuchnię włoską:) muszę się wybrać i skosztować:)

    OdpowiedzUsuń
  3. a może polecicie pizze z prawdziwego zdarzenia w Krakowie? ciasto jak we weneckiej restauracji mnniami:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zapraszam do zakładki "Co polecam?": http://dania-kontra-ania.blogspot.com/p/co-polecam.html :)

      Usuń
    2. Polecam restauracje Ostaria 239 w Gorzkowie koło Wieliczki, restauracja i pizza naprawdę włoska tak jak kucharz :) Jest to coprawda okoł pół godzinki jazdy od Krakowa ale warto.

      Usuń
  4. Bardzo fajnie się czyta tego bloga pisanego inteligentnym językiem ale jednocześnie w miarę prostym by każdy mógł zrozumieć. Dodatkowo fajne opisy kultur różnych krajów europejskich. To fascynujące jak osoby z którymi pisałem na jednym forum 'sto lat" temu rozwinęły swoje pasje i wykazały otwartość na świat. Tylko ja mimo trzydiestki na karku ciągle tkwię w młodzieńczym a może nawet dziecinnym przekonaniu, że poza sześcioma starszymi panami nie ma życia ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hehe, faktycznie było to sto lat temu. :) Dzięki za odwiedziny i pozdrawiam. :)

      Usuń
  5. Wiem, że to nieco głupie pytanie, ale czy jest możliwość, aby przy przeglądaniu mapy restauracji przy tych fiszkach pojawiały się numerki. Wówczas łatwiej jest zorientować się, gdzie leży dana restauracja jedynie patrząc na mapę. ;) ym.

    OdpowiedzUsuń
  6. Ha, już ich chyba nie ma na naszej mapie, strony upadły :(.

    OdpowiedzUsuń
  7. Oj, no to by była niemiła wiadomość!
    Może ktoś potwierdzić lub zaprzeczyć? :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Okna pozaklejane, wszędzie ciemno. Chyba faktycznie koniec.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A może tylko remontują to straszne wnętrze? ;)

      Usuń
    2. wnętrze dla jednych straszne dla innych eklektyczne i piękne, ale coraz więcej słyszy się o tym jak bardzo nie przestrzegano tam praw pracowników, a nawet gorzej, prawa samego w sobie. może warto aby ludzie przeglądający się restauracjami i oceniający zaczęli brać pod uwagę kto nią włada i jak.

      Usuń

Spodobał Ci się tekst? A może nie zgadzasz się z moją opinią? Chętnie poznam Twoje zdanie!

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...