26 sierpnia 2015

Pino (Kraków)


Mam wrażenie, że Kraków oszalał na punkcie niedawno otwartej restauracji Pino, bo słyszę lub czytam o niej co krok (a jeśli czytam, często zachwytom towarzyszy rząd serduszek ♥). Na samym Facebooku ma już rzeszę oddanych fanów – ponad dwa tysiące czterystu. Wygląda na to, że lokal powstały w miejscu dawnego Roostera przyciąga gości przede wszystkim bardzo dopracowanym, designerskim wnętrzem. Ja natomiast poszłam sprawdzić, czy Pino dobrze karmi.

Czerwona cegła, beton, ciepłe drewno i brązowa skóra, do tego kolorowe krzesła, klimatyczne oświetlenie i piękne biało-błękitne kafelki w otwartej kuchni. To industrialno-rustykalne wnętrze dwupoziomowego Pino niewątpliwie wyróżnia się na tle innych restauracji w mieście. Nie są to może do końca moje klimaty, ale muszę przyznać, że salka po lewej z wysokim sufitem i przeszkloną ścianą od pierwszej chwili bardzo mi się spodobała.

Od momentu wejścia do Pino nikt nie zwrócił na nas uwagi. Menu leży na każdym stole, więc na kartę czekać nie musieliśmy, ale minęły wieki, zanim ktoś zechciał przyjąć zamówienie. Obsługująca nas pani była chyba nowa w tej branży – dwukrotnie nie przyniosła sztućców (do przystawek i dań głównych), do tego sprawiała wrażenie zmieszanej i niepewnej tego, co robi – jakby była na jednorazowym zastępstwie.

W menu prawdziwy misz-masz: makarony, burgery, pizze, stek, owoce morza, sałatki… W ramach przystawki decyduję się na karmelizowany kozi ser z szynką długodojrzewającą z marynowanymi burakami i dressingiem z granatu (21 zł). Ten estetycznie podany starter zachwycił od pierwszego kęsa, bo był idealnym przykładem na to, jak harmonijnie można połączyć smak słodki ze słonym. Ser był doskonały sam w sobie, a z delikatną warstewką cukru, jędrnymi burakami, granatem i obfitą ilością świetnej jakości szynki tworzył prostą, lecz genialną przystawkę. To jedno z tych dań, na które się wraca.

Marynowany w oleju lnianym śledź bałtycki (17 zł) był pyszny, mięsisty i pełen smaku, natomiast o sałatce z pikli można zapomnieć, bo w zasadzie niczego do tej przystawki nie wnosiła, tylko przy okazji oszpeciła trochę talerz brakiem pomysłu na jej prezentację, z kolei jajko w koszulce gotowało się ciut za długo, psując efekt finalny.

Co dalej? Pod lupę poszło jedno danie mięsne i jedno rybne. Pieczone żeberko wieprzowe (34 zł) zamówione przez osobę towarzyszącą wyróżniało się interesującym, intensywnym pomidorowo-miodowym sosem. Samo mięso przygotowane było w punkt – soczyste, łatwo odchodzące od kości, po prostu bardzo smaczne. Do niego podano słoiczek sałat z nudnym winegretem i cieciorką, i ziemniaki, które pieczone na pewno nie były, jak obiecywało menu, bo przy nacisku widelca wypływał z nich tłuszcz.

Moje danie – pieczony filet z makreli (29 zł) – było pełne sprzeczności. Z jednej strony fenomenalny sos (a właściwie mus) jabłkowy świetnie podkręcony curry, z drugiej bardzo intensywna w smaku makrela, przy której jednak zbladł ten wspaniały dodatek. Ziemniaki (tym razem pieczone, jak obiecywało menu) i zielone warzywa były niezłe, choć mogłabym przyczepić się do tego, że były trochę nierówno ugotowane. Z kolei przy mulach zachciało mi się płakać, bo nigdy nie jadłam tak źle przyrządzonych owoców morza. Jeden był po prostu straszliwie suchy, drugi gumowaty, a trzeciego właściwie nie było (tylko jakieś strzępki). Może czarne muszle miały pełnić funkcję dekoracyjną?

Naprawdę chciałam zakończyć tę wizytę pozytywnie, więc pełna nadziei skusiłam się na coś słodkiego. Porzeczkowe tiramisu (14 zł) to po prostu słoiczek z biszkoptem, mascarpone, sosem porzeczkowym, porzeczkami i kruszonką. Przez chwilę sprawił, że zapomniałam o koszmarnych mulach i znowu delektowałam się czymś ciekawym – nie wiem, czy wciąż można ten deser nazywać „tiramisu”, ale ważne jest, że był smaczny i nieco inny niż wszystkie, a za nowe pomysły na desery krakowskim knajpom zawsze daję sporego plusa (ciasto z pasternaku z lodami z koziego sera czy rabarbarowe crumble też brzmią obiecująco).

Pino istnieje już ponad dwa miesiące, więc to nie jest kwestia rozkręcania się; dania są ewidentnie nierówne – dawno podczas jednej wizyty nie miałam tak sprzecznych wrażeń. Wszędzie widać jednak przebłyski dużego potencjału – pytanie tylko, czy w tak zróżnicowanej karcie i tak ogromnym wnętrzu jest on w stanie naprawdę się rozwinąć?

Szef kuchni: Krzysztof Salawa
Plus: wyróżniające się wnętrze, ciekawe desery, świetna przystawka z koziego sera.
Minus: nieogarnięta obsługa, nierówne dania.
Polecam na: wyjście z przyjaciółmi.
Adres: ul. Szczepańska 4 | mapa | FB | www
Średnia ocena:  3.75 na 5.         Jedzenie – 3.5/5      Obsługa – 3/5      Wnętrze – 4.5/5     Ceny – 4/5








 Bądź na bieżąco:

12 komentarzy :

  1. Widać łatwo stworzyć miejsce popularne w Krakowie;) Estetyka modna. Nie tak dawno pojawił się Boscaiola i Plac Nowy. W zasadzie jak człowiek jest zmęczony hamburgerami i wycieńczony kuchnią włoską to też i tu poczuje rozczarowanie. Jedzenie jest przy tym w takiej normalnej cenie, a niby "fajniejsze". Jednak to pozór, bo w sumie to, co jadłem niby ładniej wyglądało i jakieś tam połączenia smakowe oferowało, ale jednak w samym smaku było płaskie. Potrawy też nie były duże, co można tłumaczyć korzystną ceną. Jakoś nie mam ochoty na powrót.

    OdpowiedzUsuń
  2. Lepiej idź do Soup Doga. Najlepsze hog gogi w krakowie (jakie znam ja). BBQ i currywurst na początek + chłodnik tajski, kalafiorowa też ciekawie sie zapowiada ale juz były wyżarta jak przyszedłem.

    OdpowiedzUsuń
  3. nie słyszałam o tej restauracji

    OdpowiedzUsuń
  4. Brzmi nie najgorzej, ale zdecydowanie nie porywająco :)
    Mam wrażenie, że czasem kuchnia schodzi na dalszy plan - a co innego powinno być najważniejsze w restauracji...?

    OdpowiedzUsuń
  5. Bardzo podobną opinię mają wszyscy moi znajomi, ja również. Ładne wnętrze, ale kuchnia przeciętna, płaska, nijaka, bez wyrazu (przynajmniej w oparciu o to co jedliśmy).

    OdpowiedzUsuń
  6. Najlepsze mule i tak w BISTRO PRASKA na ul .J.Pietrusińskiego2

    OdpowiedzUsuń
  7. Ciekawa opinia, właściwie zupełnie inna, niż mają moi znajomi, którzy zachwycają się absolutnie wszystkim tam. A wystrój i sposób podania jest wyśmienity ;)

    OdpowiedzUsuń
  8. Wystrój i koncepca łudząco podobne do jednej w warszawskich rest.

    OdpowiedzUsuń
  9. Byłam tam wczoraj... i chociaż już byłam pojedzone po przystawkach... foccacio z antipasti... wybrany burger nie zachwycił...natomiast od momentu wejścia do pino uderzył mnie nieprzyjemny zapach... jakby coś przypalonego... jakby zbyt dużo pomieszanych aromatów... jakby nie działał wyciąg w kuchni i przy otwartej przestrzeni wszystko rozchodziło się po sali... zapach ten towarzyszył mi w drodze powrotnej do domu... i dlatego już tam nie wrócę

    OdpowiedzUsuń
  10. Bardzo fajna restauracja. Ja polecam.

    OdpowiedzUsuń
  11. ...A JA ZDECYDOWANIE ODRADZAM!!!
    PO CAŁODNIOWYM ZWIEDZANIU KRAKOWA JA I MOJE PRZYJACIÓŁKI BYŁYŚMY PORZĄDNIE WYGŁODZONE!
    ZAMÓWIŁYŚMY KACZKĘ, ŻEBERKA I POLĘDWICĘ WIEPRZOWĄ. TO BYŁO STRASZNE I NIEZJADLIWE! SAŁATA OKAZAŁA SIĘ GORZKĄ BOTWINĄ, SŁOICZEK SAŁAT CHYBA KUPIONY W TESCO, ODKRĘCONY I POSTAWIONY PRZED KLIENTEM! DOPIERO PO OCENIE ZŁOŻONEJ NA BARKI KELNERKI, OKAZAŁO SIĘ, ŻE MIĘSO PRZYRZĄDZA SIĘ W SPECYFICZNY SPOSÓB W TYM LOKALU, O CZYM NIE MA NIGDZIE INFORMACJI!!! MOJA POLĘDWICA PODAWANA JEST Z PURRE Z KALAFIORA I FASOLKĄ SZPARAGOWĄ! NIESTETY, MIAŁAM TRUDNOŚĆ Z USTALENIEM, GDZIE JEST OWO PUREE, A FASOLKI BYŁY TYLKO DWIE!!! TAK, POWTÓRZĘ JESZCZE RAZ - DWIE FASOLKI!!! KELNERKA BYŁA OBARCZONA ZBYT MOCNO NASZĄ KRYTYKĄ I POTRAKTOWAŁA NAS HANIEBNIE! IRONICZNIE SIĘ UŚMIECHAŁA I OSTENTACYJNIE LEKCEWAŻYŁA! W OGÓLE NIE PRZYJĘŁA NASZEGO NIEZADOWOLENIA, RECYTOWAŁA JAK WIERSZ JAKIEŚ SMUTY O SWOIM ZACHWYCIE NAD KACZKĄ DZIWACZKĄ!!! NIE POLECAM! WRĘCZ ODRADZAM!

    OdpowiedzUsuń
  12. Mnie tam nic nie porwało oprócz... muli właśnie :) To jedno z naszych ulubionych miejsc na to danie, zawsze trafiliśmy na dobrze przyrządzone :) Ale reszta albo bez szału, albo niedobra (makaron z grzybami był cały uwalony pieprzem, nie dało się tego zjeść).

    OdpowiedzUsuń