28 września 2015

Bistro Praska (Kraków)


Bistro Praska to nowe miejsce na gastronomicznej mapie Krakowa. Usytuowało się z dala od centrum, bo na Dębnikach; w miejscu, w którym kiedyś istniała pizzeria, która przenigdy nie skusiłaby mnie do wejścia. Z zewnątrz Bistro wygląda jednak znacznie bardziej zachęcająco, więc w pewne deszczowe popołudnie postanowiłam sprawdzić, jak miewa się jego kuchnia (bo promuje się, nota bene, nawet na przydrożnych billboardach).

Zaraz po tym, jak usiadłam za mokrą szybą, zaczęłam żałować, że wybrałam taki dzień na wizytę – ogródek za oknem prezentuje się bowiem naprawdę urokliwie. Jest tam mnóstwo miejsc, znacznie więcej niż w środku; urocze zakątki, siedziska z palet z poduchami, pasiaste markizy, zioła w doniczkach, jest też obszerny kącik zabaw dla dzieci i miejsce na rowery. Wnętrze mimo prób unowocześnienia modną czarną farbą i industrialnymi lampami, pozostaje bardzo zwyczajne, wręcz swojskie; proste drewniane meble, zwisające z sufitu doniczki z kwiatami, długie białe zasłony na licznych dużych oknach. Można poczuć się tam jak u kogoś w domu, co jest akurat bardzo fajne.

Na pierwszy rzut oka menu też przywołuje na myśl kuchnię domową: rosół z kołdunami, pierogi ruskie, pyzy z mięsem, schabowy… Chciałam wykrzesać z niego coś ciekawszego, więc stanęło na dwóch przystawkach: bruschetta (w menu zapisana z jednym „t”) z szynką parmeńską, pikantnym salami, mozzarellą i rukolą (16 zł). Nie dość, że została podana na łupku, co w takim miejscu uważam za co najmniej zabawne, to w wersji do it yourself. Tostowane kawałki bagietki leżały w koszyczku obok, a na kamieniu ułożono plasterek szynki, plasterek salami, mozzarelli dosłownie tyle, co kot napłakał, górę suchej rukoli, która wręcz wysypywała się na stół, jednego kapara i jedną, okropną oliwkę. Do tego słoiczek z pomidorami, które ciężko nazwać pokrojonymi, nie można nazwać ich także salsą ani sosem – były to po prostu rozbełtane pomidory z mnóstwem czosnku. Powiem tyle: gdybym chciała zrobić sobie kanapki, zostałabym w domu.

Pierożki z szynką parmeńską (15 zł) widniały na dodatkowej stronie menu na pierwszym miejscu i tuż przed rosołem, więc uznałam je za przystawkę. Pierożki były smaczne, o cieście gładkim i delikatnym, ricotta z szałwią to sprawdzone połączenie, jedyne co, to cukinia pokrojona na minikawałki plątała się na talerzu zupełnie bez smaku i zupełnie bez sensu. Następnie mój towarzysz wybrał stek z rostbefu z grilla (39 zł), który wyglądał bardziej na smażony niż grillowany, i który podany został z prawdopodobnie resztkami jakiejś marynaty na bazie oliwy, którą wciąż ociekał. Ani smak, ani tekstura mięsa nie powaliła; kawałek był ucięty nierówno, przez co, siłą rzeczy, różnił się także stopniem wysmażenia. Blade frytki domowe (6 zł) faktycznie były domowe, i choć zjadliwe, z powodzeniem mogłyby pobyć w oleju jeszcze kilka minut.

Ja wybrałam jeden z dwóch domowej roboty makaronów – pappardelle z ragoût z królika (czyli niewielkich cząsteczek mięsa tu i ówdzie), ze świeżą cukinią (znów maciupeńkie kawałki, ledwo wyczuwalne), parmezanem (potartym na drobnej tarce), marchewką, niezjadliwą skórką pomidora w formie „dekoracji” i suszonymi grzybami, których za nic w tym daniu nie potrafiłam ani znaleźć, ani wyczuć. Gęsty sos był jednak całkiem smaczny, a makaron – znów – delikatny i rozpływający się w ustach, i tym się to danie wybroniło. Na deser nie mieliśmy jednak ochoty.

Chcę wierzyć, że miałam pecha z wyborem dań. Chcę, bo te okolice potrzebują nie tylko więcej miejsc, ale też dobrych miejsc. Ta wizyta to też może przykład na to, że lepiej dowiadywać się o nowej restauracji z ust znajomych niż z billboardów. W Bistro Praska kuchnia bardzo mnie rozczarowała, ale ogródek zapadł w pamięć; może wrócę na wiosnę, sprawdzić jak się ma, na razie jednak kolejnej wizyty niestety nie planuję.

Plus: przytulne, kameralne wnętrze, obszerny i ładny ogródek, bardzo miła i sprawna obsługa.
Minus: kiepska kuchnia, kuriozalna bruschetta, mało ciekawe menu.
Polecam na: wyjście z dziećmi (w sezonie) – ogródek jest świetny.
Adres: ul. Jana Pietrusińskiego 2 | mapa | FB | www
Średnia ocena: 3,66 na 5.         Jedzenie – 2.5/5      Obsługa – 4.5/5     Wnętrze - 4/5     Ceny – 3.5/5






Bądź na bieżąco:

5 komentarzy :

  1. Bardzo sympatyczne miejsce, rzeczywiście.

    OdpowiedzUsuń
  2. Widziałam billboardy i mocno mnie zaintrygowało, dzieki za recenzję.

    OdpowiedzUsuń
  3. Miałam okazję być i spróbować: zupa grzybowa dobra, taka domowa, z dużą ilością grzybów, ziemniaczkami, jarzynką i kleksem śmietany, przepyszny był kurczak - chrupiąca złota skórka, soczyste mięso, dobrze doprawiony z pieczony z bobem, fasolką oraz dodatkowo domówionym puree z ziemniaków-nie pamiętam tak dobrego kurczaka:-) Był też schabowy z kapustką i ziemniakami- smaczny ale już bez jakiś specjalnych doznań. A mój małżonek jako wielki fan schabowych potrafi wyczuć genialność tego dania. Generalnie na pewno wrócę jeszcze coś posmakować.

    OdpowiedzUsuń
  4. Pyszne mule!!!!

    OdpowiedzUsuń
  5. Moze i jedzenie dobre ale czas podania tragedia po godzinie czekania i zapytania o moje Dania czekałem dalej i o mały włos nie wybuchałem żenada

    OdpowiedzUsuń

Spodobał Ci się tekst? A może nie zgadzasz się z moją opinią? Chętnie poznam Twoje zdanie!

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...