14 września 2015

Hana Sushi (Kraków)


Hana Sushi to restauracja koreańsko-japońska otwarta w lipcu na Kazimierzu, w miejscu nieistniejącej już restauracji indyjskiej Roti Roti.  Za jej sterami stoi szef Jung, który przez 20 lat zdobywał doświadczenie w Tokio i Seulu a teraz, wraz ze znajomym, postanowił otworzyć lokal w Krakowie. Niedawno poszłam sprawdzić, czym Hana Sushi wyróżnia się spośród innych lokali serwujących sushi w mieście.

Tuż przy wejściu mijamy długą ladę, za którą sushimaster Jung w charakterystycznej opasce na głowie w pełnej koncentracji przygotowuje posiłki. W obu salach wystrój jest raczej przeciętny i skromny – ścianę zdobi tylko tapeta z japońskimi znakami, pod sufitem wiszą białe papierowe lampiony, a między stolikami postawiono kilka wiklinowych parawanów. Plastikowe imitacje dań wystawione przy oknach wzbudzają we mnie bardzo mieszane uczucia.

Menu brzmi ciekawie, bo znajdziemy tam takie dania jak bibimbap, donburi czy ramen, których niełatwo spróbować w Krakowie. Tego dnia jednak miałam przemożną ochotę właśnie na sushi, więc kuchnię koreańską zostawiłam sobie na kolejny raz. W karcie są nigiri, hosomaki, futomaki, uramaki i temaki. Wygląda na to, że komuś brakło pomysłu na nazwy, albo po prostu ma poczucie humoru, bo w menu znajdziemy też pozycje o nazwie „WTF” czy „OMG!”.

Jako czekadełko podano sałatkę z marchwi i różnych rodzajów szatkowanej kapusty w bardzo ciekawym sosie z nutą marynowanej cebuli. Nie było to nic wyszukanego, a jednak miło się chrupało dzięki charakternemu sosowi. Na przystawkę wybraliśmy new fusion salmon Tataki, czyli łososia w sosie ponzu (23 zł). Cytrusowa nuta pomarańczy w połączeniu z opiekanymi aksamitnymi plasterkami łososia zwieńczonymi ikrą tworzyła przekąskę, która nie tylko ładnie się prezentowała, ale też świetnie smakowała. 

Następnie wahaliśmy się między zestawem sushi a zamówieniem różnych rodzajów rolek. Mimo że nie mogliśmy mieć wpływu na dobór składników do wypisanych ogólnikowo w menu 12 futomaków i 12 hosomaków w zestawie Hana Classic, postanowiliśmy zaryzykować. Sushi podano bardzo szybko, na podłużnych bambusowych tacach. Padło na hosomaki z ogórkiem, marynowaną tykwą kanpyo, tamago oraz rzodkwią japońską. Sześć futomaków skrywało łososia, surimi, rzodkiew, ogórka, a drugie sześć same warzywa – rzodkiew, ogórek, marchewka i kapusta, która średnio tam pasowała

Kolejny zestaw to salmon special set (67 zł) składający się z 3 kawałków sashimi, 3 nigiri oraz 8 uramaków Pink Lady (poza tym zestawem kosztują 37 zł; do wyboru są też uramaki Spicy Salmon) – łosoś, awokado, ogórek, przykryte grillowanym łososiem i chrupiącą ikrą. To był nasz faworyt, ale tak naprawdę wszystkie kawałki były smaczne i bardzo starannie przygotowane. Mogłabym przyczepić się jedynie do tego, że przy próbie podniesienia pałeczkami ze cztery z nich się rozsypały i że widziałam w życiu ładniejsze nigiri. (Gdyby ktoś się zastanawiał, o co chodzi z brązowym wazonikiem na zdjęciu – w środku był lód, który utrzymywał nigiri w chłodnej – lecz nie za niskiej – temperaturze.)

Na koniec nieuważna kelnerka sprawiła, że zapłaciliśmy nie nasz rachunek, co postanowiliśmy zgłosić, mimo że pomyłka była o 30 zł na naszą korzyść. Po chwili wyrównaliśmy należność i szef kuchni osobiście podszedł do naszego stolika, by przeprosić za powstałe zamieszanie, częstując nas dorayaki – japońskim ciastkiem z kremem z zielonej herbaty (cena w menu – 6 zł). Zarówno jego gest, jak i mięciutkie ciacho o konsystencji gąbki skrywające intensywny mus herbaciany bardzo przypadł nam do gustu.

Wyszliśmy więc z Hana Sushi najedzeni i zadowoleni. Przydałaby się jednak większa różnorodność i kreatywność (niemal w każdej rolce w menu jest awokado i ogórek!) i więcej elastyczności w stosunku do gustu gości. Chętnie wrócę jeszcze wypróbować lunchowe bento oraz ciepłą kuchnię, szczególnie potrawy koreańskie, bo teraz to ich jestem najbardziej ciekawa.

Plus: staranna prezentacja, ciekawe przystawki.
Minus: przeciętne wnętrze, błędy obsługi, nieco nudne menu sushi.
Polecam na: spotkanie z przyjaciółmi.
Adres: ul. Węgłowa 4 | mapa | FB | www
Średnia ocena: 3,88 na 5.         Jedzenie – 4.5/5      Obsługa – 3.5/5     Wnętrze - 3/5     Ceny – 4.5/5










 Bądź na bieżąco:

4 komentarze :

  1. Plastikowe imitacje dań to ukłon w stronę restauracji w Japonii gdzie znaczna większość z nich posiada takie imitacje w swoich witrynach. Można powiedzieć, że stało się to osobna dziedzina sztuki :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Trzeba przyznać, że robią wrażenie - początkowo myślałam, że to prawdziwe jedzenie. ;)

      Usuń
  2. Byłam tam niedawno, mnie jakość dań bardzo odpowiada, zwłaszcza w stosunku do ceny :)

    OdpowiedzUsuń